Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki


Znajdź zawartość

Wyświetlanie wyników dla tagów 'śmierć' .



Więcej opcji wyszukiwania

  • Wyszukaj za pomocą tagów

    Wpisz tagi, oddzielając je przecinkami.
  • Wyszukaj przy użyciu nazwy użytkownika

Typ zawartości


Forum

  • Wiersze debiutanckie
    • Wiersze gotowe
    • Warsztat - gdy utwór nie całkiem gotowy
  • Wiersze debiutanckie - inne
    • Haiku, fraszki i miniatury poetyckie
    • Limeryki
    • Palindromy
    • Satyra
    • Poezja śpiewana
    • Zabawy słowem
  • Proza
    • Proza - opowiadania i nie tylko
    • Warsztat dla prozy
  • Konkursy
    • Konkursy
  • Fora dyskusyjne
    • Hydepark
    • Forum dyskusyjne - ogólne
    • Forum dyskusyjne o poezja.org
  • Różne
    • Test / śmietnik

Szukaj wyników w...

Znajdź wyniki, które zawierają...


Data utworzenia

  • Od tej daty

    Do tej daty


Ostatnia aktualizacja

  • Od tej daty

    Do tej daty


Filtruj po ilości...

Dołączył

  • Od tej daty

    Do tej daty


Grupa podstawowa


About Me

Znaleziono 56 wyników

  1. Mój Bracie po przeciwnej stronie, Synu wiem że we łzach toniesz, Ojcze odłóż zdjęcie dzieci, Wrogu już ich nie odwiedzisz. Wieczny odpoczynek racz mu dać Panie, Ja biegnę dalej On już tu zostaje.
  2. Jestem człowiekiem, Zwykłą, prostą istotą, która na Co dzień ma przyjaciół, i pozornie jest szczęśliwa. Ale, największym problemem "człowieka" jest istota którą nazywamy "człowiekiem". Noc. To właśnie tak mógłbym nazwać moje życie. Nie istnieje rzecz, której noc nie była by w stanie ukryć. Ale gdzieś głęboko, odczuwam potrzebę, niczym księżyc, żeby odkryć moje prawdziwe myśli . Sen. Nie ma dnia w którym bym nie myślał, o tej jednej dziewczynie. Jest piękna niczym zachód słońca na Kubańskiej plaży. Rozumie mnie, jak nikt inny, ale nie potrafię zrobić tego czego pragnę najbardziej, czyli nie pytając wziąć ją w me ramiona i stracić lata na kochaniu jej osoby. Śmierć. Wszystko kończy się zawsze w tym samym miejscu. Umieram samotnie, mam przyjaciół, ale dzisiaj nie ma nikogo. Moje imię jest nie ważne, Już nie żyje, Ale kiedyś wstanę, I zawalcze o Ciebie Wiem o tym doskonale
  3. Pochowłam wspomnienia, a wraz z nimi wszystko co stworzyłam. Pamiętniki spaliłam, a nadzieję nedzną krwią splamiłam. Cudzą postać przybrałam, w cudzą grę grałam. We dnie spałam, W noce chadzałam. Bez celu, do nikąd, popijając toniku. Kolejki stawiałam, w barach nocowałam. To tu, to tam. Gdzieś się zatrzymam, lecz odejdę w dal.
  4. Deonix_

    Jałowienie

    wracając stamtąd żegnałam rdzawe zagony przerośnięte gdzieniegdzie konopiami starą chatę z wilgoci zmurszałą na czarno czubki buków żarzyły się jasno wyblakłą purpurą denaturat wylewał się z nieba i za wstęgą asfaltu ujrzałam nadwiślaną krawędź lasu która w ocznej mgiełce spłynęła po ciemnej materii pustki prześwietlonej promieniami X
  5. Puste kartki wychodzą spod pędzla. Używając odcieni tęczy, czerń i biel zalewa szkarłatny cień. Słońce wypala myśli, zapalniczki ogień ogrzewa wnętrze płuc. Biały popiół delektuje nosdrza, szykując spadek życiowych norm. Melodia cicha w uszach przygrywa, każąc tańczyć na rozbitym szkle, by żałobne nuty zabrały cię
  6. Tommy Angelo

    Furia

    Jak owce prowadzone na rzeź. Rozkopane doły wokół. Wilki wpatrujące się w błagający wzrok niewinnych. Dwudziestu i więcej okupantów, poległych tylekroć więcej. Odór panujący zgarnie wszystek światła. Być pochowanym za winy niegodnych. Czara przelana. Ujmujący czystek skowyt. Krzyk! Jak owce prowadzone na rzeź, w kamaszach. Na manowce przybyli, smutek wybielił ich ciała. Zgodni, wrak. Niegodni, współczucia nie mieli. Oddając życia za twór szlochających wad. Pytanie, brodząc w dołach śmierci. Na pohybel potwór skazał. Największą wartość kładąc na szali. Wiedzieli? Oddając żywoty za twór, w kamasze patrioty przyodziany. W koronach, w gałęziach skrycie wisieli, zmienili bieg historii. Prawda to Eden od wieków zapomniany. Jak owce prowadzone na rzeź, rozkopane doły wokół. Ukazują na naszych nosach okulary. Przyodziani w odzienie wolności. Hufce iluzji jeno sadzy. Niby ubrani w szaty, a stojący na ulicach nadzy.
  7. Szła przez świat z oczkami szarymi. Zapłakane poliki, głuchy dźwięk pragnień, zgrzyt zębów, na sobie mając jedynie rzucony jej przed twarz, stary płaszcz. Szła ulicami, myśląc o ciepłe kominka w zimowe wieczory oraz deszczowe dni. Błąkając się między światłami ulicznych lamp, marzyła o mamie, tacie i skromnej pomocy. Okrutnej nocy, szczęścia zabrakło, między ludźmi nocy tchu jej brakło. W górę uleciała duszyczka malutka. Pytanie zadając strażnikowi wrot niebiańskich. Czym zawiniłam, między ziemią a niebem, że nikt mnie nie kochał, każdy wręcz podle szydził?
  8. Słuchasz? Czyli wiesz. Mówisz? Czyli przyprawiasz prawdę. Krzyczysz? Czyli boli. Puls bije mocniej? Czyli koszmar się ziszcza. Życie staję się kruche? Czyli wspomnienia stają w płomieniach. Serce nie sługa? Życia otucha? A kruchy deszcz mówi że nadszedł już kres? Ktoś puka do drzwi? O patrz to czarny wór , walca zatańczy z tobą dziś.
  9. to już nawet nie pustka ani nie zwątpienie to jest nicość tak samo jak nicością jest istnienie a w nicości nie odnajdziesz nic więcej poza kilkoma wypalonymi świeczkami zupełnie jak chęci do życia i zanim się obejrzysz pójdę w nieznane
  10. napełniłam twój pistolet nabojami i napełniam następny mówisz że się boisz że mnie nie zranisz nie nożem nie ostrzem a pistoletem zabijesz ale już twoją decyzją czy i kiedy pociągniesz za spust i we mnie trafisz
  11. Deonix_

    Re(-)sekcja

    nie wstydź się podejdź przecież możesz zobaczyć jak bujne łąki myśli sukcesywnie asfalt rani śmiało podejdź rozchyl poły możesz zajrzeć mi w duszę patrz ostatnie krzywe drzewo lśni od żywicy bo nie wpisało się w ramy lasu
  12. gdzie miłość gdzie nienawiść gdzie to wszystko się podziewa ja nie widzę ja nie słyszę nic poza stukaniem deszczu o parapet nie uciekam się w nic w nic poza nicością bo gorszym od śmierci jest żyć tu na próżno
  13. Samotnikai

    Tylko my

    Witaj chłopczyku, Śliczny żołnierzyku, Zgól włosy do szuflady, Chwyć karabin do parady. Spójrz jak słońce pięknie świeci, W twarze roześmianych dzieci. One pragną stać się tobą I nie patrzeć własnym sobą. Na myślenie czas już minął, Byś za szybko tu nie zginął Nie wychylaj swojej głowy - w domu nie zostawisz wdowy. Ładuj broń nienawiścią, Niech co chcą sobie myślą, Strzelaj do nich bezlitośnie, Szaleńczy ogień niechaj rośnie! Strzelaj do nich, strzelaj mówię! Nie myśl o ich rodzin tłumie, Jedna myśl w głowie tkwi: "My są dobrzy - oni źli!" Strzelaj, strzelaj - bo są obcy! Zza granicy - więc pechowcy, Inny kolor, inna nacja, Czyja wiara, tego racja! Gdy opadnie już wojenny pył Nikt z obcych nie będzie żył, Sowity wówczas otrzymasz żołd I nasi tobie złożą hołd. Źle pośród tamtych by było, Źle wszędzie indziej by się żyło, Jakiego to szczęścia nadszedł czas, Że urodziłeś się właśnie pośród nas. Co się wtedy jednak stanie, Kiedy zada ktoś pytanie: "Jak okaże się u progu nieba, Że różnic między nami nie ma?" Kai, 2016 r.
  14. Nie wiem kiedy to było! Może czasy dawnymi, Nie wiem z kogo zrodziło, Wiem, że ciemnościami tamtymi! Straszniejszej nocy nie było! Gawronów stada obwieszczały, Że oczy już większość znużyło, Widziałem to jednak czas cały! Północ rychło wybił zegar nędzy! Lęk w oczach rozbudził zdarzenie, Z komnaty wór wypadł pieniędzy, W las wkroczyć dało pragnienie! Myśl nim ta wciąż szarpała! Do puszczy czuł wracać rozkazem, I tak mu właśnie kazała, Swój zamek opuścić zarazem! Głos go przez drogę prowadził! Przeznaczeniu musiał sprostać, Choć starzec by inaczej doradził, On nie mógł bez zguby się ostać! Nad głową noc rozkwitała! Puszczyk włos śpiewem naprężył, Tajemnicza pora nastała, By tak oto instynkt zwyciężył! Wtem z dala olchowy szum płynął! Przypomniał tak księciu mokradła, Wiedział jak dzień mu tam minął, Puszcza tej sierści nie kładła! Gdzieś Księżyc ślepiem się odbił! Czyjś pazur rys w korze zostawił, Jakiś zwierz wodę z dołu podbił, Chyba szelest ucho nastawił! Wtem jakby kogoś zauważył! Zarys istoty drzewa przenikał, Uciec się w głąb Kniei odważył, W mroku stwór chyba umykał! Płaszcz się jedwabiem mu szarpał! Drzew ramiona gdzieś kołpak zabrały, Gałęzi nogami już narwał, Od krwi mu kolana nabrzmiały! Czaszki biel gdzieś błysnęła! Gdzieś się gałąź trachnęła! Zza plecy gdzieś gwizd się ozwał! Gdzieś serca ból się dostał! Zgubił już wiedzę z ksiąg! Już magiczny zatoczył się krąg! Mroki już na licach dały zjawy! Już dać znały wszelkie obawy! Nagle drżeć słuchy zaczęły! I słowa łapczywie chłonęły! A własne nim dobyć zdołały, Tak tamte w ten ton się ozwały... "Kruki tańczące, Żmije wijące i Jemioły rosnące..." Ktoś ty! "Agonia!" Nogi zamarzły natychmiast! "Krew spływająca, Kość bielejąca i Żółć sącząca..." Kim żeś! "Mordęga!" I ręce splątały cierniami! "Ból niewytrwały, Wrzask niebywały i Cierpienie w dzień cały..." Co żeś! "Katorga!" Tak umysł sczerniał trwale... Wtem wrzosu szelest się zerwał! Kruk z gałęzi poderwał! Syk zaskrońca oznajmił, Że książę do glizd się zgarbił! Tropiciele najlepsi szukali! Wsie zań największe wydali! Lecz już głupcy nie wiedzieli, Że książę w Puszczy spoczywa gardzieli... Kai, 2005 r.
  15. Prosze nie dotykaj mnie, mówiłeś żebym walczyła, a w tym czasie Ty odszedłeś. Dlaczego? To jest takie przerażające , skąpana promieniami słońca odtwarzam w głowie jak znowu i znowu i znowu kazałeś mi walczyć, kazałeś mi być. Gdy mnie poznałeś byłam wrakiem człowieka. Czułam się beznadziejna, a Ty twierdziłeś że jestem piękna. Podążałam ślepo za Toba, wierzac ze zycie moze miec sens. Byłeś wariatem a ja zatracałam sie w tym szaleństwie. Prosze nie dotykaj mnie, mówiłeś żebym walczyła, a w tym czasie Ty odszedłeś. Dlaczego? To jest takie przerażające , skąpana promieniami słońca odtwarzam w głowie jak znowu i znowu i znowu kazałeś mi walczyć, kazałeś mi być. Miałeś piękny umysł , szkoda że tak krótko. Dlaczego nigdy nie powiedziałes mi jaka jest prawda? Hej! Jak sie czujesz? Mam nadzieje ze lepiej niz ja teraz. Dałeś mi siłę, obdarowałeś mnie wiarą i wyrwałes serce. Dlaczego? Prosze nie dotykaj mnie, mówiłeś żebym walczyła, a w tym czasie Ty odszedłeś. Dlaczego? To jest takie przerażające , skąpana promieniami słońca odtwarzam w głowie jak znowu i znowu i znowu kazałeś mi walczyć, kazałeś mi być. Napisałeś mi życie na nowo. Gdy ja probowałam uciec Ty dotrzymywałes mi kroku, Gdy nie mialam sily isc, ty pchałeś mnie do przodu.Stałam się silna a Ty siny. Podązam nową droga gdy ty lezysz na cmentarzu. Prosze nie dotykaj mnie, mówiłeś żebym walczyła, a w tym czasie Ty odszedłeś. Dlaczego? To jest takie przerażające , skąpana promieniami słońca odtwarzam w głowie jak znowu i znowu i znowu kazałeś mi walczyć, kazałeś mi być. Wracam do chwil gdy powtarzales ze ludzie sa piekni a swiat brzydki. Chciales zmieniac swiat, by stal sie lepszym miejscem.Byles pelen wiary, wierzyles w lepsze jutro. Kochanie byles szalencem a ja to kochalam. Prosze nie dotykaj mnie, mówiłeś żebym walczyła, a w tym czasie Ty odszedłeś. Dlaczego? To jest takie przerażające , skąpana promieniami słońca odtwarzam w głowie jak znowu i znowu i znowu kazałeś mi walczyć, kazałeś mi być. Teraz przecieram nagrobek z Twoim nazwiskiem. Odszedłes tak mlodo. Swiat mial pasc u Twych stop a tym czasem Ty padles u stop swiata. Wystawiles mnie na wielka probe , rzuciles na gleboka wode. Wybacz ale odwiedzam Cie po raz ostatni. Musze dokonczyc to co zaczelismy razem. Prosze nie dotykaj mnie, mówiłeś żebym walczyła, a w tym czasie Ty odszedłeś. Dlaczego? To jest takie przerażające , skąpana promieniami słońca odtwarzam w głowie jak znowu i znowu i znowu kazałeś mi walczyć, kazałeś mi być.
  16. Czekam, aż mnie stąd zabierzesz, I zakończę życie moje. Może mi w to nie uwierzysz, Wcale ciebie się nie boję. Wezmę twoją zimną rękę Spojrzę w oczy tak głęboko. Drugą dam ci cios na szczękę, Albo palec włożę w oko. To zapewne cię zaskoczy, Bo tu przyszłaś gdzieś tam z dala. Mój cios zaraz cię zamroczy, A ja wrzasnę: won, spierdalaj!
  17. Popatrz, Piotrusiu, gwiazdka do nas mruga, pierwsza, która zapaliła się na niebie, jak Ella. Śmiejesz się, że znów widzisz Ellę, jeszcze nie wiesz jak to wściekle długo i daleko. Dzisiaj znów dzień i zapytasz, skoro zaświeciło słońce, czy możemy odkopać Ellę i się z nią pobawić. Leży pod śliwką, na którą lubiła się wspinać i skakać z niej jak dojrzałe owoce spadające w lipcu niczym grad na dach mojej altanki. Była dzieckiem, urodziła się w lipcu, a wiosna dopiero się zaczęła, a śliwa zbiera jeszcze siły z ziemi, by rozwinąć pąki. Napisałaś mi na kartce swoją datę urodzin, gdy widziałyśmy się ostatni raz: pamiętaj na zawsze! Zapomniałam albo nie zdążyłam, albo wróciliśmy zbyt późno z pracy... Zdążyłam na pogrzeb twojej siostry i twój, w przeddzień jej urodzin zapakowaliśmy prezent w elegancki celofan, przepasaliśmy wstążką. Wszyscy płakaliśmy, gdy na stole położono tort. Pokroiliśmy go i zjedliśmy po kawałku do ostatniej Kruszynki... Tak mówiliśmy do ciebie, kotku... Ella tylko czasami... Jej włosy jasne i piękne, taka jesteś nawet, teraz gdy czerwona smużka wypływa spomiędzy zębów, a kark jeszcze gibki. Podnosimy cię z chodnika, bo przecież szłaś przepisowo do domu, zginęłaś tuż przy płocie, może chciałaś jeszcze prześlizgnąć się pod nim, byśmy wygłaskali ból z futerka. Umierasz nam na rękach. Rzucamy ziemię na twoje maleńkie ciało. Ella, byłaś jak nasze dziecko. Piotruś gonił cię dookoła studni i po trawniku, a śmiech wibrował pośród drzew. Ludzie zatrzymywali się, nie sposób było nie patrzeć, jak biegacie po całym ogrodzie niczym jasne duchy z moich wspomnień. 10.04.2019.
  18. Anonim1999

    Koniec

    Nadejdzie koniec Radość odejdzie Śmierć nas wszystkich odnajdzie Diabeł ma setki twierdz Zapomnij o biesiadzie Miliony ludzkich serc W rękach Upiornego władcy piekieł Uskromnij się póki możesz Stworzony świat Będzie konał w mękach Przypomnij się Bogu Proś o łaskę Osiedlony teren przez upiory Koniec świata potwierdzony Początek końca załatwiony Dziesiątki dekad hańbiony Będziesz przez życie cierniony Ganiany przez czeluście zła Nie znajdziesz juz spokoju nawet tła.
  19. Pi_

    Wątek i igły

    Toczę boje, lecz z sobą. A w nierównej walce stal igieł naprzeciwko twoim, najeżonym. Uszyję strój z ciemności. Z łusek rybi ogon. Na syrenie śpiewy znów popatrzysz przez palce. Twój żałobny garnitur w słonej wodzie sprany. Odłazi dusza z ciała – czy nie nazbyt wcześnie z Suzanne? Smutek do brzegu odprowadź. Beze mnie nie powracaj do domu. Z tobą chcę, kochany. Nocami palce same obracają wniwecz słowa, grzebią się w mule, plączą wątki w sieci. Je serai, serai, serai, serai ce que je cherche. Nie wierz im! Drapieżnemu sercu tylko jeden latarnik melancholii; żer światła rozniecił bazyliszek, najdroższy bukanier z Edenu.
  20. Deonix_

    Zawieszenie

    ujrzałam przepaść tak głęboką że trudniej ją objąć słowami niż poczuć i wtedy zdjęło mnie zimno i poczułam kwaskową cierpkość wstęgi smrodu ciepłego stolca płynącego wzdłuż lewej nogi
  21. Maszeruje czas Ten papierowy bóg codzienności W bezczelnym mundurze przemijalności I kamienną ma twarz O wyrocznio Niszczycielu wieczności Czasie Co uśmiercasz miliony narodzonych chwil Kiedy stuka wskazówka zegara Wybija koniec za końcem I łopatą wrzucasz radości do popiołów O czasie Grabarzu wszystkich wieczności Palaczu diamentowych wspomnień Dmuchasz i dmuchasz Oddechem nieuchronności
  22. Sam W końcu sam. Z daleka od problemów. Tylko ja i gwiazdy, Gwiazdy miasta za plecami. Sam na sam z myślami. W ciemności próbuje coś napisać, A papieros mi światłem. Jak życie szybko gaśnie. Wszyscy pędzą gdzieś, W ciemność, ku światłu. Przyglądam się temu z wysoka I nie chcę tak pędzić.
  23. Spętany jestem sidłami, każ mi. Przewracam się, między krzewami. Nie ma Boga z nami, w pustce pozostawieni sobie sami. Kiedyś okryci nadzieją wielkimi płatami. Teraz marny koniec nasz, zbliża się. Wielkimi krokami. Poniewiera mnie wiatr, miotając w odmęty ciemni. Stojący obok ludzie jak pachołki, są bierni. Kończyny diabła przeszywają powoli. Bycie tak wyalienowanym, że brak światła we własnej melancholii. Skłaniam się ku śmierci, nogę brudzę w grobie. Myśli czarne jak smoła w mej pustej głowie. Na dziewiątym piętrze, stojąc przy oknie, wdycham ostatnie opary życia. Beztrosko spadając sobie. Był to czyn wielkiego kalibru. Teraz po mnie ani słychu, bardziej widu. Kilka metrów niżej, na chodniku. Jestem Bogiem własnego przybytku, w którym ludzie wyżynają się, jak świnie, po cichu. Będę rzucać ich, jak te kamienie na szaniec, głupku. Jestem tego pewny, jest to ostatnie skinięcie, więcej wierszy nie będzie. Już czas zacząć przedstawienie.
  24. Cisza. Nagle upadek. Głośny krzyk. Czyżby strachu? Dźwięk tłuczonego szkła. Całe piękno zostaje zniszczone w jednej chwili, zostawiając sfatygowane wspomnienie, splamione czerwienią. Przenika mnie. Zatracam się w tym dziwnym kanonie szeptów i w końcu widzę Ciebie, wisienkę, która pragnęła być na torcie, ale skończyła w najpodlejszym winie. Nie dane Ci było zrozumieć, że mamy tylko krótką chwilę, aby docenić piękno świata. Ale teraz, nie zamykaj oczu. Nie zasypiaj. Wciąż pusto. Zaglądam w każdy kąt. Kiedyś ze strachem, dzisiaj z nadzieją. Patrzę też za zasłonę moich realiów, jednak nawet synonim rzeczywistości zionie pustką. Robi się coraz zimniej. Ciemność wdziera się nieśmiało do domu, a noc wkrada się długim językiem w każdą szczelinę mojego ciała. Nie mogę już odróżniać barw. Kolor wspólnych chwil wyblakł. Jednak się nie obudziłeś.
  25. Możemy się tylko uśmiechać, Możemy się tylko wspierać, Bo jaki jest sens tego życia? Że teraz możemy tu być, A zaraz nam przyjdzie umierać..
×
×
  • Dodaj nową pozycję...

Powiadomienie o plikach cookie

Nasza witryna korzysta z plików COOKIES („ciasteczka”). Dowiedz się więcej o COOKIES z naszej Polityki Prywatności Polityka prywatności