Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Znajdź zawartość

Wyświetlanie wyników dla tagów 'śmierć' .



Więcej opcji wyszukiwania

  • Wyszukaj za pomocą tagów

    Wpisz tagi, oddzielając je przecinkami.
  • Wyszukaj przy użyciu nazwy użytkownika

Typ zawartości


Forum

  • Wiersze debiutanckie
    • Wiersze gotowe
    • Warsztat - gdy utwór nie całkiem gotowy
  • Wiersze debiutanckie - inne
    • Haiku, fraszki i miniatury poetyckie
    • Limeryki
    • Palindromy
    • Satyra
    • Poezja śpiewana
    • Zabawy słowem
  • Proza
    • Proza - opowiadania i nie tylko
    • Warsztat dla prozy
  • Konkursy
    • Konkursy
  • Fora dyskusyjne
    • Hydepark
    • Forum dyskusyjne - ogólne
    • Forum dyskusyjne o poezja.org
  • Różne
    • Test / śmietnik

Szukaj wyników w...

Znajdź wyniki, które zawierają...


Data utworzenia

  • Od tej daty

    Do tej daty


Ostatnia aktualizacja

  • Od tej daty

    Do tej daty


Filtruj po ilości...

Dołączył

  • Od tej daty

    Do tej daty


Grupa podstawowa


About Me

Znaleziono 41 wyników

  1. Czekam, aż mnie stąd zabierzesz, I zakończę życie moje. Może mi w to nie uwierzysz, Wcale ciebie się nie boję. Wezmę twoją zimną rękę Spojrzę w oczy tak głęboko. Drugą dam ci cios na szczękę, Albo palec włożę w oko. To zapewne cię zaskoczy, Bo tu przyszłaś gdzieś tam z dala. Mój cios zaraz cię zamroczy, A ja wrzasnę: won, spierdalaj!
  2. Popatrz, Piotrusiu, gwiazdka do nas mruga, pierwsza, która zapaliła się na niebie, jak Ella. Śmiejesz się, że znów widzisz Ellę, jeszcze nie wiesz jak to wściekle długo i daleko. Dzisiaj znów dzień i zapytasz, skoro zaświeciło słońce, czy możemy odkopać Ellę i się z nią pobawić. Leży pod śliwką, na którą lubiła się wspinać i skakać z niej jak dojrzałe owoce spadające w lipcu niczym grad na dach mojej altanki. Była dzieckiem, urodziła się w lipcu, a wiosna dopiero się zaczęła, a śliwa zbiera jeszcze siły z ziemi, by rozwinąć pąki. Napisałaś mi na kartce swoją datę urodzin, gdy widziałyśmy się ostatni raz: pamiętaj na zawsze! Zapomniałam albo nie zdążyłam, albo wróciliśmy zbyt późno z pracy... Zdążyłam na pogrzeb twojej siostry i twój, w przeddzień jej urodzin zapakowaliśmy prezent w elegancki celofan, przepasaliśmy wstążką. Wszyscy płakaliśmy, gdy na stole położono tort. Pokroiliśmy go i zjedliśmy po kawałku do ostatniej Kruszynki... Tak mówiliśmy do ciebie, kotku... Ella tylko czasami... Jej włosy jasne i piękne, taka jesteś nawet, teraz gdy czerwona smużka wypływa spomiędzy zębów, a kark jeszcze gibki. Podnosimy cię z chodnika, bo przecież szłaś przepisowo do domu, zginęłaś tuż przy płocie, może chciałaś jeszcze prześlizgnąć się pod nim, byśmy wygłaskali ból z futerka. Umierasz nam na rękach. Rzucamy ziemię na twoje maleńkie ciało. Ella, byłaś jak nasze dziecko. Piotruś gonił cię dookoła studni i po trawniku, a śmiech wibrował pośród drzew. Ludzie zatrzymywali się, nie sposób było nie patrzeć, jak biegacie po całym ogrodzie niczym jasne duchy z moich wspomnień. 10.04.2019.
  3. Anonim1999

    Koniec

    Nadejdzie koniec Radość odejdzie Śmierć nas wszystkich odnajdzie Diabeł ma setki twierdz Zapomnij o biesiadzie Miliony ludzkich serc W rękach Upiornego władcy piekieł Uskromnij się póki możesz Stworzony świat Będzie konał w mękach Przypomnij się Bogu Proś o łaskę Osiedlony teren przez upiory Koniec świata potwierdzony Początek końca załatwiony Dziesiątki dekad hańbiony Będziesz przez życie cierniony Ganiany przez czeluście zła Nie znajdziesz juz spokoju nawet tła.
  4. Pi_

    Wątek i igły

    Toczę boje, lecz z sobą. A w nierównej walce stal igieł naprzeciwko twoim, najeżonym. Uszyję strój z ciemności. Z łusek rybi ogon. Na syrenie śpiewy znów popatrzysz przez palce. Twój żałobny garnitur w słonej wodzie sprany. Odłazi dusza z ciała – czy nie nazbyt wcześnie z Suzanne? Smutek do brzegu odprowadź. Beze mnie nie powracaj do domu. Z tobą chcę, kochany. Nocami palce same obracają wniwecz słowa, grzebią się w mule, plączą wątki w sieci. Je serai, serai, serai, serai ce que je cherche. Nie wierz im! Drapieżnemu sercu tylko jeden latarnik melancholii; żer światła rozniecił bazyliszek, najdroższy bukanier z Edenu.
  5. Deonix_

    Zawieszenie

    ujrzałam przepaść tak głęboką że trudniej ją objąć słowami niż poczuć i wtedy zdjęło mnie zimno i poczułam kwaskową cierpkość wstęgi smrodu ciepłego stolca płynącego wzdłuż lewej nogi
  6. Maszeruje czas Ten papierowy bóg codzienności W bezczelnym mundurze przemijalności I kamienną ma twarz O wyrocznio Niszczycielu wieczności Czasie Co uśmiercasz miliony narodzonych chwil Kiedy stuka wskazówka zegara Wybija koniec za końcem I łopatą wrzucasz radości do popiołów O czasie Grabarzu wszystkich wieczności Palaczu diamentowych wspomnień Dmuchasz i dmuchasz Oddechem nieuchronności
  7. Sam W końcu sam. Z daleka od problemów. Tylko ja i gwiazdy, Gwiazdy miasta za plecami. Sam na sam z myślami. W ciemności próbuje coś napisać, A papieros mi światłem. Jak życie szybko gaśnie. Wszyscy pędzą gdzieś, W ciemność, ku światłu. Przyglądam się temu z wysoka I nie chcę tak pędzić.
  8. Spętany jestem sidłami, każ mi. Przewracam się, między krzewami. Nie ma Boga z nami, w pustce pozostawieni sobie sami. Kiedyś okryci nadzieją wielkimi płatami. Teraz marny koniec nasz, zbliża się. Wielkimi krokami. Poniewiera mnie wiatr, miotając w odmęty ciemni. Stojący obok ludzie jak pachołki, są bierni. Kończyny diabła przeszywają powoli. Bycie tak wyalienowanym, że brak światła we własnej melancholii. Skłaniam się ku śmierci, nogę brudzę w grobie. Myśli czarne jak smoła w mej pustej głowie. Na dziewiątym piętrze, stojąc przy oknie, wdycham ostatnie opary życia. Beztrosko spadając sobie. Był to czyn wielkiego kalibru. Teraz po mnie ani słychu, bardziej widu. Kilka metrów niżej, na chodniku. Jestem Bogiem własnego przybytku, w którym ludzie wyżynają się, jak świnie, po cichu. Będę rzucać ich, jak te kamienie na szaniec, głupku. Jestem tego pewny, jest to ostatnie skinięcie, więcej wierszy nie będzie. Już czas zacząć przedstawienie.
  9. Cisza. Nagle upadek. Głośny krzyk. Czyżby strachu? Dźwięk tłuczonego szkła. Całe piękno zostaje zniszczone w jednej chwili, zostawiając sfatygowane wspomnienie, splamione czerwienią. Przenika mnie. Zatracam się w tym dziwnym kanonie szeptów i w końcu widzę Ciebie, wisienkę, która pragnęła być na torcie, ale skończyła w najpodlejszym winie. Nie dane Ci było zrozumieć, że mamy tylko krótką chwilę, aby docenić piękno świata. Ale teraz, nie zamykaj oczu. Nie zasypiaj. Wciąż pusto. Zaglądam w każdy kąt. Kiedyś ze strachem, dzisiaj z nadzieją. Patrzę też za zasłonę moich realiów, jednak nawet synonim rzeczywistości zionie pustką. Robi się coraz zimniej. Ciemność wdziera się nieśmiało do domu, a noc wkrada się długim językiem w każdą szczelinę mojego ciała. Nie mogę już odróżniać barw. Kolor wspólnych chwil wyblakł. Jednak się nie obudziłeś.
  10. Możemy się tylko uśmiechać, Możemy się tylko wspierać, Bo jaki jest sens tego życia? Że teraz możemy tu być, A zaraz nam przyjdzie umierać..
  11. Livvie

    Ptak

    leżał przy drodze jak rzecz czekał na koniec świata wczoraj mokre skrzydła przeszywały niebo teraz tylko deszcz zbyt śmiałe zmywa marzenia w oczach wspomnienia pokazały życia loty odważne wręcz nieosiągalne prawdziwe ... ucichły już śpiewy i nocne symfonie po dniu przyszła noc odebrała życie nie było końca świata ...tylko niebo jakby uboższe
  12. Tyle razy cię widziałem wrogu mój, Tyle razy ci mówiłem - w końcu stój! Tyle razy już myślałem - idź stąd precz! Lecz me słowa obracałeś wciąż wniwecz. Nie chciałem się pogodzić z tobą wciąż, Ciągle mówisz - Wokół szyji pętlę wiąż. I odszedłem w końcu sobie w siną dal, Zobaczyłem jak mi ciebie bardzo żal. Ile razy cię widziałem wrogu mój, Ile razy ci mówiłem - w końcu stój! Ile razy już myślałem - idź stąd precz! Lecz me słowa obracałeś wciąż wniwecz. Jesteśmy pod tą samą ziemią już, Na pomniku leży kilka małych róż. Pogodzeni już na zawsze w innym świecie, Zapłakani bliscy stoją przy bukiecie. Tyle razy cię widziałem wrogu mój, Tyle razy ci mówiłem - w końcu stój! Tyle razy już myślałem - idź stąd precz! Lecz me słowa obracałeś wciąż wniwecz.
  13. Szarość, codzienny, zwyczajny dzień. Ponowna katastrofa - podobno naturalna. Upadek wielkiej metropolii, wybuch wulkanu Żądzy i pragnień. Momentalnie zamknięty rozdział. Rozpoczęty nowy wśród jęku - gdzie Ty jesteś? Życie me zawierzone Tobie i skazane na pastwę Losu - czyżby tylko zwykłego bożka? Gdzie mój Anioł Stróż, który miał mnie ochraniać. Upadek tak wielki jak Niosącego Światło; Twe ukochane dziecko zasiadło na tronie Królestwa Ciemności - Ciemności Duszy. Sromotna klęska naśladowcy Sługi. Jaki jest sens Powstania - zaraz się stoczę Jak Syzyf ze swoim życiowym bagażem. Ale czuję - kładziesz swoją rękę na moim ramieniu. Cierpisz ze mną, gdy przykrywa mnie warstwa lawy. Nie rozumiem, nie widzę sensu. Czemu przybyłeś Do zdradliwego dziecka? Nie nauczyłeś się na swoich błędach. Wracaj skąd przyszedłeś, do swoich luksusów. Uciekaj stąd, nie chcę Ciebie w moich problemach. To moja decyzja, jestem tu dzięki sobie. Jestem dorosła, nie będziesz mnie oceniał. Słyszę Twój krzyk cierpienia, swojego już nie czuję. Jedynie Twój palec wskazujący na przebłysk Światła.
  14. Betina Vertis

    Czekam

    Tik tak tik tak Czas płynie, A przecież nie powinien. Świat się nadal kręci, Choć jak dla mnie, już bez wyraźnej chęci. Ja jeszcze ciągle żyję I jak wilk do księżyca, tak ja do ciebie wyję, A Ty mi nie dajesz odpowiedzi. Odszedłeś tak bez zapowiedzi. Nie dałeś mi się pożegnać. Ile jeszcze każdesz mi na siebie czekać? Bo czekam, czekam. Widzę Cię gdy oczy zamykam. A gdy je otwieram, Ciebie już nie ma Już Cię nie ma. Za oknem siedzi kruk. Czy przestąpi dziś naszego domu próg? Komu oczy wydziobie? Mam nadzieję że mnie, nie Tobie, Bo ślepa nie będę widzieć Twojego cierpienia. Po prostu odejdę w krainę cienia.
  15. Kuba_P.

    Upiór

    noc środek cmentarza grób a ja w nim i nad nim stoi łopata w mym ręku ciemność tylko księżyc i gwiazdy tylko chmury przenikam szpadlem budzi mnie niesmak koszmaru w ustach zimna ziemia włazi pod skórę wstaję lewą nogą w grób pięć prób i grząski grunt niebo spada mi na łeb na żyję jeszcze chwilę lecz to niedoczekanie połowa już martwa pode mną trumna w połowie otwarta co druga komórka poza zasięgiem mojego ciała co drga mroźnym ramieniem ziemię otulam pusta glowa gnije bezdźwięcznie biję się w pierś na pogrzeb tonę w błocie choć odpływam by postać w tłumie grzebiacym mnie żywcem odkładam lopatę zroszoną na potem nic więcej złego stać się nie może udziałem tej nędznej istoty czegoś tam dokonał w zasadzie żywota miał parę zawodów głównie miłosnych zasypywany oczekiwaniami nielepszych nienajgorzej udawał że mu się udaje nie ma już nikogo na cmentarzu gdy przez nieutwardzony grunt przebija półżywa dłoń w przygaszonym świetle zniczy reka upiora wygląda obłędnie więc chociaż to mu wyszło z grobu na dobre
  16. Kròtka historia o miłości Powiedział - "jestem Krzysztof". Tak zaczyna się nasza historia Samo z siebie tak wyszło, że odparła mu "miło mi - Wiktoria". Potem razem usiedli na ławeczce w romantycznym parku. Wspólnie paluszki zjedli, wypijając w zadumie po browarku. Pogadali o życiu, o przeszłości, planach i pogodzie. I przy zgodnym serc biciu; tak zwyczajnie, zakochali się w sobie. Była to piękna miłość. Pełna wzruszeń, ciepła i nadziei. Wspólną widzieli przyszłość wierząc, że karma się nigdy nie zmieni. Ich wiara była ślepa Chłonęli dobro, ich świat był piękny, lecz cechą jest człowieka, że jest omylny i popełnia błędy. Pewnej przeklęte nocy nastąpił koniec, czar nagle prysnął. Krzysztof tak prosto w oczy wyznał Wiktorii, że przespał się z Izką. Zbędne stały się słowa Wzięła brzytwę i wybiegła cicho Nie ważne, że żałował i zarzekał, że naprawić chce wszystko. Tam gdzie się poznawali Na tej ławeczce w podmiejskim parku, Wśród pachnących konwalii Dwóch przechodniów odnalazło ją martwą.
  17. Aldo92

    Umrzeć

    Umrzeć Dziś czy jutro, Nic nie zmienia. Myśl o śmierci.. To jest chemia. Jak z kochankiem, Jak i z lubym. To prowadzi mnie do zguby. Lubię milczeć, Dać do myślenia. We mnie to wrze, W Tobie nic nie zmienia. Nie,to nie chemia. Jedno słowo. Umrzeć. To jest chemia.
  18. Gość

    Najczarniejsze chwile

    Rozmyślam wiele w samotności, Trudno mi jest utrzymać te myśli najczarniejsze, Bowiem na tym świecie są różne rzeczy najdziwniejsze, Ponure chwile nigdy nie odchodzą, Ludzie kiedy umrą nigdy się nie odrodzą, Świat jest pełen tragedii, Głód i cierpienie to chwile,które pójdą w zapomnienie, Kiedy nadziejdzie śmierć Bóg Cię osądzi, Ten kto w Niego wierzy nie błądzi
  19. Wziąłem karabin do ręki Wsłuchując się w swoją duszę Martwych ludzi słyszałem jęki Widziałem tych ludzi katusze Dzisiaj po twojej śmierci Katusze cierpię za ciebie Myślałem, że dozyjesz stuleci A płaczę na twoim pogrzebie Jak mam się podnieść po tobie Przecież dzięki tobie się podniosłem Mam ogromny mętlik w głowie Znów się gubię pod spalonym mostem
  20. Deonix_

    Bez Ciebie

    miotam się po wszystkich pokojach rozplątując wstęgi ciszy pęd powietrza obrywa mnie ze skóry lodowy ogień rozdziera wewnętrznie brzegi powiek mam żarowrzenne i cała się trzęsę a jednak zasypiam nawpółśmiertnie wiotczeję i opadam w czeluść smolistą strugą Styksu lecz kiedy się budzę igły nadfioletu cisną się do źrenic i z bólem wpycham w siebie strzęp powietrza nie wiedząc dlaczego
  21. chociaż słońce miedziane rozpiera się w puchu i seledyn ozimin wznosi czuły wietrzyk i tombakiem się błyszczy z dala gąszczu szmaragd to jednak nie wszystka tam jestem
  22. Opowiadanie zainspirowane jest Księgą Kaznodziei Salomona, wersetami które się kilka razy powtarzają (Kazn. 1,2; 12,8 etc..) "Marność nad marnościami, mówi Kaznodzieja, marność nad marnościami, wszystko marność" Powiedział Salomon król Izraela, który otrzymał od Boga Wszechmogącego mądrość - wiedzę, bogactwo, sławę i ustanowił go królem Izraela, z którego uczynił potęgę militarną (2Krn. 1,11-12) Miał również król Salomon 700 żon i 300 nałożnic (1Król. 11,3) To wszystko miał król Salomon, jakich nie miał żaden z królów, którzy byli przed królem Salomonem, i mieć nie będą. I wszystko to, co miał doprowadziło króla Salomona do konkluzji, gdy był bliski śmierci, że on przemija, a wraz z nim przemija to wszystko, co miał. Bo to wszystko, co miał, to marność nad marnościami, powiedział król Salomon, marność nad marnościami, wszystko marność, bo przemija razem z nami. I w tej marności nad marnościami, wszystko marnością, bo przemija, ludzie mają szczególne upodobanie i dążą do osiągnięcia tego wszystkiego, co przemija razem z nimi, które powodują dramaty, cierpienia i śmierć. Analogicznie do każdego z nas, aby nie mieć upodobań w marnościach nad marnościami i nie dążyć do tego wszystkiego, co przemija razem z nami. Ale mieć upodobanie w ponadczasowej, uniwersalnej i doskonałej Ewangelii Jezusa Zbawiciela i dążyć do życia według Ewangelii, która prowadzi do życia wiecznego. I do tych wszystkich swoich szczególnych upodobań i dążeń, postanowili przyzwać samego diabła, zbuntowaną duchową postać. Odpowiedzialną za dramaty i śmierć oddzielenia człowieka od systemu duchowo - informacyjnej całości (Rdz 3 ) Przebywa on w wymiarze duchowym, w którym holograficznie kodowane są wszelkie wydarzenia, myśli, słów i uczynków ludzi i gdy myśli, słowa i uczynki ludzi gorsze są od jego, wtedy bierze ich sobie za swoje medium. Bo rzekł: Jezusa znam i wiem, kim jest Paweł...(Dz. 19,15) W channelingu filozofuje, kpi z ludzi, nazywa ich głupcami, a nawet nie ukrywa tego, że nienawidzi głupich ludzi. W N.D.E myślokształtami tworzy postacie ludzi zmarłych, którzy są w tunelu swoich uczynków, naukowo udowodniony. Ludzie do swoich upodobań i dążeń, z braku świadomości przyzywają samego diabła, by im, jak w Edenie rzekł: Na pewno nie umrzecie (Rdz 3,4)
  23. dekret termita rausz i kir tu pełne szkła - tu gnije tył APERITIF … fino - uozo - wermut - gin tyle koktajli ile mil sens populacji pełno glin taki to młodych dzisiaj styl gdy w zapomnienie rygor dryl życie to jeden wielki cyrk APERITIF … ten jeden łyk zbawieniem był nosem po glebie smarkacz rył młodzi nie liczą lat i dni i pić i lżyć bo siła w nich życie nie boli życie mdli APERITIF … jedyny cel by wybić klin tysiące smaków wódek win i głowa szumi jak trakcja szyn złorzeczeń harem bluźni w rym miksturę znajdziesz na targu pchlim by nie był straszny ostatni czyn APERITIF … kieliszków pustych tu jak pind kumple na haju i babsztyl swing ogólnie życie - wulgarny krzyk powieka czasem lekko drży zapruty smarkacz pyta czy kosą przejechać rzekę żył? APERITIF ... i słychać zgrzyt czy warto było umrzeć by w niebycie gonić własny sznyt? w smarkacza pomnik wrosły bzy dziś już nieważne wisi mi… czy młodość łże czy młodość śpi jedno jest pewne - mówię Ci KOPIEC TERMITA ZEPCHNIE SPYCH... WIĘC W GÓRĘ SZKŁA... APERITIF! --
  24. Witam Piszę to głównie dla odmieńców, którzy wiedzą jak przelać duszę na papier. Czują mocniej, wiedzą bardziej i chcą więcej. Jeśli Twoja litera buntuje się przeciwko szczęśliwej propagandzie tego świata to chętnie wymienię się z Tobą tekstami, chętnie przemyślę z Tobą co tak naprawdę jest tu i teraz. Chcę stworzyć coś z ludźmi, którzy czują poezję poetów wyklętych, napisać coś razem w jednym tomiku/książce. Jeśli chcesz pogadać z takim samym odmieńcem, zachęcam Cię do kontaktu: slowaprzeklete@gmail.com ''Bronić bogactw wyobraźni, a zarazem schodzić do współczesnych piekieł'' ":Cure blindness with a whores spittle."
  25. Kiedy zgaśnie ostatnia iskraa zmysły znajdą ukojeniewtedy przyjdę do Ciebiegdziekolwiek będzieszby złożyć na Twych ustachostatnie tchnienie
×
×
  • Dodaj nową pozycję...