Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki


Atena

Użytkownicy
  • Liczba zawartości

    593
  • Rejestracja

  • Ostatnia wizyta

Reputacja

0

Ostatnie wizyty

Blok z ostatnimi odwiedzającymi dany profil jest wyłączony i nie jest wyświetlany użytkownikom.

  1. Atena

    ****

    zatrzymam dla nas czas na ścianie i w Twojej głowie żeby nie gonił myśli teraz jesteś dla siebie między moimi ramionami i udami między już i za chwilę i jest cicho słyszysz?
  2. Atena

    mimikra

    jesteś pytaniem na które szukam odpowiedzi w obawie że mnie przerosną i nie dosięgnę Ciebie schowanego pod naskórkiem i pozorami od których odbijam się jak pszczoła od szyby która umiera na parapecie wpatrzona w niebo
  3. Atena

    eine kleine Nachtmusik

    @bazyl_prost Tych nie do zniesienia się nie szuka, one niestety są, wracają, zostają za długo. Dziękuję i pozdrawiam. A.
  4. Atena

    eine kleine Nachtmusik

    @Mariusz_Sukmanowski Mariuszu, ciekawie. Uwielbiam takie "kleine" formy, z których wyczytać można eseje. Dziękuję za spostrzeżenia. Pozdrawiam. A.
  5. Atena

    eine kleine Nachtmusik

    /K./ zagraj mi ciszę usłyszę w niej siebie Ciebie zagraj między żebrami palcami do końca początku rozkołysz biodrami dźwiękami niemych oddechów zostań zagraj mi ciszę usłyszę sny w Twojej głowie niemożliwe do rana za blisko
  6. Atena

    Tobie

    Dziękuję za wnikliwe komentarze, podpowiedzi i sugestie. Widzę kilka ciekawych pomysłów na ten wiersz. Popracuję nad nim. Pozdrawiam
  7. Atena

    Tobie

    odchodzimy od siebie i zmysłów jak stara tapeta od ściany sezonowo i odświętnie marszcząc brwi i podwijając za długie języki zawsze jednak najważniejsze zostaje ja przy Tobie
  8. Atena

    kobieta kobiecie ...

    mądra rada i dobry wiersz. Pozdrawiam, A.
  9. Atena

    dworce

    dworce są bardzo samotne pociągi przyjeżdżają odjeżdżają pasażerowie my w jednym miejscu tle łez z odjazdów i przyjazdów krótko przed i krótko po nieznośnym pisku konduktorów silników hamulców rozpacz radość po dwóch stronach szyby dworce są bardzo samotne czasami tylko żul przytuli się do ławki
  10. Atena

    tygodniami cię nie widzę

    Judyt, cieszę się że pewne rzeczy tutaj się nie zmieniają. Jak już wpadam to zawsze mogę na Ciebie trafić. Pozdrawiam serdecznie (i po długim czasie)
  11. Atena

    jabłoń

    Tam gdzie stapiają się horyzonty niebo ma kolor różowy. Bardziej lub mniej, w zależności od Słońc, które po nim wędrują. Poruszają się one po tylko sobie znanych torach. Bez kierunku, bo tam gdzie stapiają się horyzonty nie ma kierunków, wyznaczyć je można tylko siłą wyobraźni. Żeby zrozumieć bezkierunkowość ruchu, trzeba zapomnieć o takim pojęciu ruchu, który zawsze ma punkt wyjścia i punkt do którego zmierza. Trzeba porzucić takie pojmowanie rzeczywistości, żeby zrozumieć świat, gdzie stapiają się horyzonty, gdzie Słońca nadają różowy kolor niebu. Właśnie pod takim niebem wyrosła jabłoń. Korzenie zapuściła głęboko, do samego wnętrza żywej i dobrej Ziemi. Czerpała z niej to co najlepsze, dobroć krążyła w jej młodych gałązkach. Rosła w górę, do wysokiego nieba. Pięknie i gęsto okryła się fantazyjnymi liśćmi, z których ujarzmieniem miewała kłopoty nierzadko. Fantazyjne liście bowiem nie poddają się ani prawom natury, a tym bardziej fizyki. Lekkie, z obciążeniem czasu stawały się cięższe. Jabłoń tymi przyjemniejszymi lubiła dzielić się ze światem. Poważniejsze zatrzymywała wbrew wszystkim prawom przyrody dla siebie. Liście mogły się rozwijać i barwić intensywnie zielono dzięki cennym sokom, które krążyły w jej konarach. Czerpała je z bardzo głęboka. Zwykłe korzenie nie sięgają tak daleko. Jabłoń miała jednak na tyle siły wyobraźni, że przebiła się głębiej niż reszta. Nie było to zwykłe drzewo. Było bardziej zielone, różnorodniej splątane, zagadkowe. I wyrosło tam gdzie stapiają się horyzonty. Świat, w którym zjawiła się jabłoń zadziwiał ją samą. Otaczał ją, wypełniał życiem, martwił i cieszył. Nawet pachniał. Jeśli trudno cokolwiek pojąć zmysłem wzroku, tym trudniej zrozumieć zapach. Były w nim wschody i zachody Słońc, liście ukryte i schnące na wietrze, niewidzialne ruchy ziemi przebijanej korzeniami. Świat jabłoni taki właśnie miał zapach, zapach życia. Kiedy gałęzie były już na tyle mocne, by udźwignąć ciężar owoców, zakwitła. Jak na niezwykłą jabłoń przystało, owoce nie były ani czerwone, ani zielone, ani jabłka. Po prostu Owoce. Pierwsze małe, następne już większe. To właśnie fantazyjne liście były początkiem Owoców. Wśród nich schowały się pięknie kwiaty, które później dzięki usilnym staraniom drzewa stały się Owocami. Jabłoń nauczyła się rodzić tylko te najbardziej dorodne, którymi się sama zachwycała. Tam gdzie stapiają się horyzonty, świeci wiele Słońc. Pielęgnują drzewa pod sobą, są po to, by mogły się one spokojnie rozwijać. Dostarczają im życiodajnej energii, która porusza soki i motywuje do nieustannego wzrostu. W nich także jest początek drzewa, które może wykiełkować dzięki ciepłu, które rozsyłają do ziemi. Słońca to chyba najdziwniejszy element świata gdzie stapiają się horyzonty. Są różne, każde indywidualne. Wędrują po niebie, wtapiają się w horyzonty, znikają i pojawiają się. Świat nie mógłby bez nich istnieć, a jednocześnie świat ten nie jest w stanie zrozumieć ich mocy i pochodzenia. Jedno jest pewne, bez Słońc nie byłoby drzew. Jabłoń nie do końca pojmowała znaczenie i rolę jaką Słońca odgrywały w jej istnieniu. Do czas aż zjawiło się jedno Wyjątkowe. Wzeszło ponad horyzonty i inne Słońca. Różowe niebo stało się bardziej różowe. Wyjątkowe świeciło tylko dla jabłoni, od nocy do rana. W zasadzie pojawiło się znikąd i nie wiedzieć dlaczego stało się częścią życia drzewa. Bardzo ważną częścią. Różowe promienie wplatały się gęsto w koronę jabłoni, oplatały pień, płynęły w konarach. Jabłoń żyła Słońcem, tak bardzo, że zakwitła w listopadzie. Na zielono. Nawet tam gdzie stapiają się horyzonty, dziwiła jabłoń kwitnąca zielono w listopadzie. Inne Słońca rozeszły się w bezkierunku, jabłoń miała teraz tylko swoje źródło ciepła, motywacji i życiodajnego światła. Nie na długo. Wyjątkowe zaszło za różowe niebo, niezapowiedzianie, bez wyraźnej przyczyn, gwałtownie. Jabłoń szybko zrzuciła zielone kwiaty. Owoce były kwaśne, spadały długo i boleśnie. Wyjątkowe odeszło, mimo, że wciąż było blisko. Czasami tylko pojedyncze promienie tego Słońca docierały do gałęzi, gdzieś z daleka ale były już obojętne i obce. Paliły. Dlaczego Wyjątkowe odeszło, zatopiło się w horyzonty? Może zakorzenienie jabłoni stanowiło niebezpieczeństwo wiecznego związania? A może przeraziło się tak silnego pragnienie jabłoni, która Wyjątkowe chciała mieć tylko dla siebie. Najgorsze są odejścia niewytłumaczone. Bo właściwie wtedy nie mogą odejść do końca. I odchodzą miliony razy, z milionów starannie obmyślanych przyczyn. I zawsze wtedy pojawia się milion rzeczy, które można było zrobić lepiej i inaczej, milion słów, których można było nie wypowiadać lub powiedzieć. Takie odchodzenia zabijają powoli i dokładnie, do kości milczenia. W życiu jabłoni był to moment, w którym rozsiało się Złe. Złe było iglaste, kłujące i zabierało dużo różowego nieba. Zawsze wyszukiwało niezwykłe drzewa, by móc wzrastać na ich wyjątkowości. Drzewa takie jak jabłoń, były potrzebne Złu do właściwego funkcjonowania, do nieustannego pięcia się w górę. Kusiły swą naiwnością, nieskomplikowanym bytem. Jabłoń pozwoliła Złu wykiełkować, nie zauważyła go wciąż szukając Wyjątkowego, które znikło za niebem. Złe rosnąc zaczęło przyciągać uwagę Jabłoni, fascynować i zadziwiać. Pociągająca była jego potęga i władza jaką posiadało nad wszystkimi mniejszymi i nieporadnymi formami życia. Złe było potężne i władcze, a co najważniejsze nie potrzebowało Słońca, zimne i obojętne. I głównie z tego powodu jabłoń zapragnęła być jak Złe, doskonale sobie radziła w odnajdywaniu się w otoczeniu, w którym nie zwraca się uwagi na różowe niebo, na całe wyjątkowe piękno w około. Ważne jest tylko nieustanne pięcie się w górę, by wyróżniać się i wywyższać. Nie podziwia się liści, nie rodzi Owoców. Są niepotrzebne, najważniejsze jest żeby być widocznym. Ta przewrotna filozofia Zła zaprowadziła jabłoń wysoko. Dopiero stamtąd mogła dostrzec ogrom zniszczenia jaki został po jej wędrówce w górę. Wszystko co kiedyś ważne zostało tam na dole, wśród zeschłych fantazyjnych liści i zrzuconych Owoców. I ta nieustająca tęsknota za Wyjątkowym tak usilnie zagłuszana w drodze do góry. Była jak niewidzialne przycinanie gałęzi, które ośmieliły się wystrzelić za wysoko. Konwulsyjny, niewidzialny ból przenikał od samych korzeni po najwyższe partie gałęzi. Stał się nieodłącznym elementem wzrostu i bycia drzewa. Horyzonty zapadały się w sobie, świat jabłoni wypełniał się Złem. W jej środku płynęła już tylko obojętność, czerpana najmniejszym wysiłkiem spod samej powierzchni Ziemi. Dopiero kiedy zaczęła zauważać nieodwracalne zniszczenia zrozumiała, że nie chce, by tak wyglądał jej dalszy rozwój. Nic nie zostaje po takich drzewach. Są do momentu, kiedy Dobra Ziemie przestanie dostarczać im życiodajnych soków. Potem po prostu stają się elementem gleby, na której Złe może rozwijać się dalej i intensywniej. Czy warto piąć się do góry po to tylko żeby zobaczyć to wszystko co zostało w dole? Może widoki bardziej ekskluzywne, może różowe niebo bardziej blisko, ale na szczycie jest się samotnym. I wtedy ani widoki ani bliskość nieba nie są w stanie wynagrodzić tych wszystkich istotnych elementów życia, które pomija się, niszczy, zostawia na dole. Do pewnego momentu można jeszcze zawrócić. Jabłoń wiedziała o tym i bała się, że może nie zauważyć tej granicy.
  12. Atena

    przeznaczeni

    klawisze białe i czarne but lewy but prawy mistrz i Małgorzata osobno do niczego Aneta Musiol Wyrażam zgodę na przetwarzanie moich danych osobowych zawartych w niniejszym poście dla potrzeb procesu Konkursu na tomik portalu www.poezja.org, zgodnie z ustawą z dnia 27.08.1997r. Dz. U. z 2002 r., Nr 101, poz. 923 ze zm
  13. Atena

    ...(a gdyby)

    a gdyby drogi nasze się nigdy nie zeszły nie wpadły na siebie nie związały na dobre i złe pogody gdyby życie nam wyszło według planu byłybyśmy osobne i dalekie może nawet blisko ściśnięte w tramwaju plecami do siebie biedniejsze o jedną przyjaźń dobrze więc że jesteśmy razem i że czasem nie wszystko wychodzi Aneta Musiol Wyrażam zgodę na przetwarzanie moich danych osobowych zawartych w niniejszym poście dla potrzeb procesu Konkursu na tomik portalu www.poezja.org, zgodnie z ustawą z dnia 27.08.1997r. Dz. U. z 2002 r., Nr 101, poz. 923 ze zm
  14. Atena

    ulica. wiersz z tęsknoty

    wiosna pachnie powietrzem miasto wykorzystuje takie wieczory do życia trawi je razem z mieszkańcami, podróżnymi i przybłędami żadnej różnicy w takie wieczory na ulicę wychodzą odsłonięte łydki i splecione dłonie nie licząc tych z lodami dziś się nie śpieszą zimne życie zostało w zimnych murach wiosenne wieczory są dla zakochanych i poetów brzmią saksofonem na rogu ulicy a oni wciąż idą zbyt daleko żeby się objąć zbyt daleko żeby usłyszeć Aneta Musiol Wyrażam zgodę na przetwarzanie moich danych osobowych zawartych w niniejszym poście dla potrzeb procesu Konkursu na tomik portalu www.poezja.org, zgodnie z ustawą z dnia 27.08.1997r. Dz. U. z 2002 r., Nr 101, poz. 923 ze zm
  15. Atena

    *** (na chwilę)

    na chwilę chwilę dla Ciebie zatrzymam za nogi za szyję przywiążę słowami zostanie na zawsze tu młoda i piękna dla Ciebie ode mnie o nas szczęśliwych
×
×
  • Dodaj nową pozycję...