Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Kornelia Zawrzykraj

Użytkownicy
  • Liczba zawartości

    180
  • Rejestracja

  • Ostatnia wizyta

    nigdy

Reputacja

1
  1. nanizujesz na sznurki myśli przepełnione perlą się w oczach radosnym wzdłuż ciała zielenią gojąc ślady rzemienia u szyi
  2. tańczę w płaszczyznach niedostępnych stopom ile myśli już nie pytaj tak jak nie odpowiem kim dla mnie jesteś tyle żyje we mnie odpowiedzi (labirynt dni od bociana do bociana nie ogarnie) będą światłem nikłym nie wyznacznikiem jaśniejącym fabryki uczuć się rozpiszczały
  3. tamten wieczór z zaciśniętą pięścią alkoholową taką pościel ... słona deszczem i ciągle jeszcze czuję oplotłeś mnie nienawiścią tak skrajną nie mogę się z niej od uzależnić ścinam jej głowę a ona mi Hydrą w oczach tak samo szczypie
  4. mówisz mi o tym tworze w piersi co uderzeniem wyznacza emocje tłocząc synaptycznie w aksony każdej myśli Twojej moją obojętność to Twoje kochanie jest inhibitorem całkowicie blokuje możliwość przebiegu innego spojrzenia milczę moje morze dawno wyrzuciło na brzeg poszarpane serce
  5. już za niczym nie-tęsknię nie-oczekuję nie szeptam mantr wieczornych o Tobie sama wymyślę to słowo co oprzytuli najszczelniej przylepię plastrem je do serca
  6. tych prostych na bezdechu przy księżycowych nocach szeptanych nad kandelabrem w mrok wtulonych zwyczajnych na wpół wtuleniu bym znów przemokła aż do samej prawej komory i lewego przedsionka
  7. w przejściu przez barierę równań Schrödingera znalazłam cząstkę małej wiedzy potencjalnie wchłonęłam
  8. zakradłeś się do mojego nieba przeszywając wzrokiem do szpiku na pergaminie szyi pisząc palcami słów bez liku ustom podając smak tiramisu i dłoni bukiet ciału nawet nad ranem w szarości poranka ciągle mi Ciebie za mało
  9. niezniszczalnie pod naporem wtłaczanego milczenia w ślady między ścieżkami ucisk za ciasnych obietnic malowanych cukrowym kryształem rysuje blat gościnnego stołu przy którym wciąż ... ciepłem talerza
  10. opanować sztukę mówienia słuchając słuchając w zasłuchaniu przewidzieć twarze ponure gdy lustrem odbite od świtu w ciemności idących koszmarów nie widzieć nie słyszeć ich krzyku nieprzewidywalnością w pozytywach parać się wieczność całą kunszt ten szlifować co dnia by władać jak mieczem archanioł na fundamentach mieć zdania z otwartą poglądów bramą by giętkość dla dzieci zachować gdy życie w przyszłości nam dano
  11. zaczyn szykuję rozpiętości dni magią rozściełam pod stropy spokój szkicuję z sufitu tynk stary rzucam pod stopy okruchy wymiatam starzejących muz wilgotne ich oczy uszczelniam nową postawę przyjmie już zakątek ciszą wypełniam
  12. W lustrze widzę twarz Jest jednak bez twarzy Bezmyślna i nic nie wyrazi Nie wyzna, bo nie rozważy Spokojna, choć bez słońca Niezrozumiała, bo niewiedząca Zwyczajna, choć bez wytchnienia Wyrazu swego nie zmienia Bez pąka czy choćby kiścia Cała w uschniętych liściach Z marzeń się otrzepała A może je zapomniała Może zgubiła przed rzeką W której wiry wskoczyła W tej tafli się zatopiła Gdzie czucie sprawą daleką I płynę tą dziwną rzeką Choć chcę w przeciwną stronę A ludzie niby w obronę W jej głębię mnie wciąż wleką A było to oszczerstwo Bo sama zmoczyłam nóżkę Za którą wpadła druga A za nią cała struga Odbiła chcąc widzieć wróżkę By lustro stare zbiła I ten dawniejszy obraz Razem z nim zagubiła Nie oprę się prądom rzeki A tamten świat daleki I nie ma też tej wróżki Dla której moczę nóżki Zgubiłam cię natchnienie Lecz zamiast ruszyć w drogę By znaleźć to wrażenie Ja popadłam w wygodę Samego tylko istnienia Bez tożsamości tworzenia
  13. nie umiem rozmawiać z głazami ni topić gór lodowych na siatkówce oka nie umiem odpowiadać na drgające w powietrzu wykrzykniki ani zbliżyć tej nieobecności w której zamykasz rozdarte obrazy
  14. rozkojarzona poezjo co myśli targasz z finezją rozrzucasz słowa miejscami na małych skrawkach tak za nic skrapiasz w upale sterczące emocje skwarem duszące i grzejesz puste chwile wprawiając w ruch i żyję
  15. kolejne zakwitło kłamstwo fiołkową paletą zmyliło drobną wonią akacji zmysły znów uwodziło smak soczystego grona obłudy nieświadomej podniebieniem utarty i mimo że znaczony constans jego próbuję zbierając nektar łapczywie on w ustach tą goryczą co nadzieję nim żywię
×
×
  • Dodaj nową pozycję...