Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Maciej Midor

Użytkownicy
  • Liczba zawartości

    11
  • Rejestracja

  • Ostatnia wizyta

Reputacja

11

Ostatnie wizyty

Blok z ostatnimi odwiedzającymi dany profil jest wyłączony i nie jest wyświetlany użytkownikom.

  1. urodzony w zimie idę po kruchym lodzie zapatrzony w parę z mych ust ślady po łyżwach i świeży śnieg dekoracje ze szkieletów drzew zimne, zimne łono cały świat jak lodowisko nade mną białe niebo rozłożone jak jej nogi wisi w białym milczeniu w białym zachwycie niezrodzone jeszcze jeszcze bez potoków Słońca w milczeniu obserwuje lodowe kroki urodzonego w zimie dreszcze są muzyką telepiący rytm wirujące płatki białych okruchów wszystko tu jest białe, mamo nawet czerń wszystko tu jest białe, ojcze nawet biel idę niestrudzenie kiedy Słońce decyduje kiedy Słońce się wpierdala na bezkresny, biały horyzont urodzony w zimie
  2. Maciej Midor

    Wenflon

    Nowy nieporządek świata/ z syntetycznych gwiazd/ na głowę jej się spuścił. Jak w pieluchę bobas. I gwiezdnym gwiezdnym pyłem/ ulgę przyniósł/ podrażnionej cipie Ziemi. Pasaże ud jej sinych/ o miękkim miękkim włosiu/ świętym pędzlem/ wody olejem nasmarował. Resztki zwierzęcego zwierzęcego tłuszczu po brodzie się zlały i do pępka wpadły. Bez żadnych egocjacji. Smugi Ja_szczurzego nabłyszczanego smalcu - z ochotą z pleców głośno siorbał. Ciamkał. Flegmą zasklepiał. A w usta wystrzeliła ikra - oko w trójkącie białko odsłoniło - mięso samo się zjadło - modliszka drewniane ciemiączko wyssała z główek dzieci-krzyży. Gwoździem popiła. Dziwna, nieoczywista, nieoswojona, garbata; garbem pchana jest planeta Ziemia i jej kalekie kozły wokół własnej osi serca.
  3. Patrzę w brązowe oczy corgi, jak Violetta Villas i kocham twoje czarne oczy, jak Violetta Villas, i płaczę pośród tłumu, jak Violetta Villas, i patrzę z dołu na lewiński most, z melancholią, jak Violetta Villas, i sam sobie piszę tekst, jak Violetta Villas, żeby grać na największych scenach, jak Violetta Villas, i nie jest mi żal tego żalu, jak Violetcie Villas, i mógłbym zwariować z miłości, jak Violetta Villas, i znam księżyców sto, jak Violetta Villas, i żyję w wielkim, kosmicznym schronisku, jak Violetta Villas, i nie żywię urazy, jak Violetta Villas, i budzę kontrowersje, jak Violetta Villas, i mógłbym tak bez końca, jak Violetta Villas.
  4. Maciej Midor

    Zwiędły liść

    Piękne!!! Na maksa.
  5. boże mój, boże mój, czemuś mnie nie opuścił? żaden termin nie pasuje na koniec świata; kolejny Jezus nie przychodzi na czas, kolejne dzieci zimne jak lód, kolejne dzieci porysowane jak lodowisko... o, miksturo z łez i gliny! o, synu Japeta i Klimene! żaden kyliks tego nie oddaje; żaden mit antyku, żaden Ajschylos, żadna Wikipedia, żadne wiersze gówniarzerii... o, orle, którego dziób świdruje przy jego wątrobie! bądź tak dobry i pozostań jako złudzenie; bądź tak uprzejmy i pozostań niezapisany żaden Luca Giordano, żadna Mary Shelley; żaden termin nie pasuje na początek świata... o, stworzenie! ciągniesz się jak jego flaki! i tak wirując w prometejskim algorytmie rozpalasz proces życia jego dogasaniem i tak wirując... wręczasz człowiekowi ogień... tylko po co?!
  6. czekolada zawinięta w sreberko kropla potu spadająca w lusterko chmurka co się przejawia kropelką małe skarby ukrywa puzderko arypiprazol bywa stratą tak wielką podgłośniłem szum morza muszelką wglądu uniosłem wieko pod każdą powieką treści wypijam mleko głośnych jak pralka Beko zostaw mój obłęd w spokoju, świecie sam jesteś obłędem, dobrze to wiecie obłęd mój twój obłęd obłędem wymiecie zostaw mój obłęd w spokoju, świecie sam jesteś obłędem, dobrze to wiecie obłęd mój twój obłęd obłędem wymiecie
  7. Maciej Midor

    Zona

    Świat jest głupi Nie zrozumie Że się ubrać nie umiem Że na talerzu zostawiam niedojedzone Że dużo starszą mam żonę Świat jest głupi Nie zrozumie Że zabijać nie umiem Że ze wstydu nie płonę Że za miasto, w którym mieszkam Wziąłem toksyczną tę zonę Świat jest głupi Nie zrozumie To nie jego jest wina Ktoś tam siedzi na górze I głupotę zaklina
  8. Dziękuję bardzo
  9. ty budzisz się w róży ja się budzę w horrorze ciebie przesuwa przestrzeń ja się przesunąłem, ordynatorze płaczę za cicho dla boga sto zdrowasiek jak stonoga nie prowadź swego pługu przez krzyże równie dobrze możesz się zryczeć na bloga rozstrzelony we wszystkie strony jak neutrony nawet w piekle nie byłem taki rozpalony śnieg śnieży mi na głowę, niczym popiół w środę chodzę cały poszarpany - rozpocząłem taką modę prawdy o rzeczach nie szukaj na wierzchu, leży pod spodem ja tu tłukę się w śmierdzącym busie, nie jeżdżę samochodem rozpocząłem nową działalność - strugam wiersze pod lodem dzień uruchamiam wzwodem noc rozkodowuję kodem poranione ciało to mój totem poranione życie to mój modem chłopiec skądśtam rodem
  10. moje dłonie pachną cynamonem potem i jej łonem kwiatem i bursztynem bursztynową rzeką płynę w rdzawą rynnę się moszczę nie pojmujesz, więc ci uproszczę z kory cynamonowca jestem gwiezdna owca nikt tego nie pojmuje, z czego wiersze otrzymuję one są z tych szeptów miłości o godzinie, której nie ma, jak ciebie, kiedy ryczę więc tak bardzo na nie liczę
×
×
  • Dodaj nową pozycję...