Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

amalaryk

Użytkownicy
  • Liczba zawartości

    50
  • Rejestracja

  • Ostatnia wizyta

Reputacja

22

Ostatnie wizyty

347 wyświetleń profilu
  1. Ból mój, to towarzysz mój najwierniejszy, nie opuszcza mnie na krok, jest przy mnie na dobre i złe, nigdy nie odchodzi zbyt daleko – jakże jest miły, to takie uprzejme z jego strony, naprawdę się do mnie przywiązał – zbytek łaski, on wpoił się w każdą cząstkę mego ciała, przeniknął tkankę mojej świadomości, ducha skaził, z krwią – jak wirus – dociera do każdej komórki, na wskroś przeze mnie przepływa, w limfie krąży, on mnie spala, nie pozwala o sobie zapomnieć, duszę moją i ciało wypala, po nim popioły, jest nieustanny, zmysły moje omotał, zasypiam z nim i z nim się budzę, jeśli nie uśmierzę go, nie przytępię – sczeznę, [ból mnie przenika – gdy widzę ją – na kolana mnie powala i dławi – gdy odchodzi] Cierpienie moje na mym bólu wyrasta, więc od lat żyzną ma glebę, wspaniale się rozrosło – marzenie ogrodnika, jego strzeliste pnie sięgają nieba, korzenie wrosły w bólu głębokie pokłady, należy do kategorii schorzeń wieloletnich, odsetek wyzdrowień – jednocyfrowy, rokowania nikłe, przypadek mój należałoby już nazwać przewlekłym, (kto stracił swą drugą połowę, cierpi nieopisanie, lecz jest dla niego nadzieja, czas zwykle goi takie rany, miesięcy kilkanaście, lat kilka, trwa kuracja, i serce już nie krwawi, choć blizna na wieki pozostaje, niewiasta w połogu cierpi niewymiernie, godzin kilka(naście) zmaga się ze swym przeznaczeniem, lecz czas jest jej przyjacielem, odmierza bólu kres, wrzask i kwilenie oznacza spełnienie, zwiastuje wiele radosnych lat) dla mnie, czas największym jest wrogiem, on stanowi pożywkę dla mego cierpienia, pozwala mu wzrastać, nasilać się, umacniać, nawet nadzieja moja – zdaje się – przed nim upada, [cierpienie rodzi się z tego, co wokół widzę – a nie posiadam] Radość moja, to ledwie przebłyski, co na sekundy rozjaśniają godziny mrocznej udręki, przyznam szczerze, słyszałem co nieco o radości, jakieś plotki, szepty – ponoć to przyjemne uczucie, i nawet często na twarz przywołuje uśmiech, (uśmiech, to takie przeciwieństwo bólu grymasu) radości z autopsji od dawna nie zaznałem, sięgam w głąb, do pokładów mych wspomnień, znajduję tam strzępy, fragmenty i kawałki, które – gdy z mozołem je poskładam – dają obraz, dawno minionych, odległych lat szczęśliwych, jakież oparcie może znaleźć radość, we włościach bólu i cierpienia? [kruszyny mej radości – gdy spojrzy, uśmiech pośle]
  2. Już po świętach, post przeminął...
  3. Kurczę, a ja myślałem, że tzw. poezja współczesna, wiersz biały itd. nie ma żadnych ograniczeń, zaleceń formy, może być "surowym" potokiem wypływającym z trzewi autora... Widzisz w "Śnie" lakoniczność, niedosłowność, niedomówienia? I inne jeszcze cechy tzw. dobrego wiersza z tego "poradnika"?
  4. Pisałem chyba, że się nie porównuję. Podałem ten przykład aby podważyć te "10 przykazań dobrego wiersza" Zawsze możesz zawrócić z tej mojej drogi, nie ma musu...
  5. Spoko, spoko, czytałem gdzieś te tzw. 10 przykazań dobrego wiersza, że ma być lakoniczny, niedosłowny, niedomówiony i otwarty itd. Ale ja się nie silę na miano amatora poety współczesnego. Piszę o tym co mi serce mówi i co głowę zaprząta. I piszę tak żeby "wyrazić" wszystko co chcę. Mógłbym też podać dziesiątki przykładów wierszy i poetów, którzy nie stosowali się do tych porad ponieważ pisali trzy, dwa lub jeden wiek temu, a mimo to są do dziś podziwiani i czytani. Te dobre "10 rad" dotyczy chyba poety i wiersza współczesnego, ja po prostu nie jestem tak dobry by sprostać tym 10 zaleceniom. Poniżej przedstawię 1 przykład, oczywiście w żaden sposób się do niego nie porównuje, ale myślę, że chyba nie spełnia ten wiersz co najmniej kilku z tych 10 przykazań, mimo to jest mistrzowski, z najwyższej półki i w niczym nie przeszkadza, że jest co najmniej 6 razy dłuższy od poniższego fragmentu: lord George Byron SEN (mały fragment z całości...) […] Opowiem wam, co mi się dawniej przywidziało: Może we śnie - bo kiedy sen uwięzi ciało, Duch wolny może obiec rozległą krainę I długie pasmo życia w jedną zwić godzinę. Zdało mi się, żem widział młodych ludzi dwoje. Chłopca i dziewkę; stali na wzgórku oboje, A wzgórek był zielony, pochyłej urody, Niby jaki przylądek; tylko zamiast wody, Wkoło żywy krajobraz i powiewna fala Kłosów i sianożęci, i gdzieniegdzie z dala Porozrzucane chaty; nad nimi dym bury Ulotne snuł kolumny. Sam wierzchołek góry Zdobiły zasadzone drzew i kwiatów wieńce; Nie przypadek je sadził, lecz umyślne ręce. Chłopiec i dziewka patrzą - ta na okolice Piękne jak ona sama, a ten na dziewicę. W nim rozwija się młodość, w niej piękność rozwita, W obojgu młodość, ale młodość rozmaita. - Jak wśród niebios jaśnieje wdzięczna twarz księżyca, Tak wpośród lat niewieścich jaśniała dziewica. Chłopiec był laty młodszy, lecz starsze nad lata Serce jego; wzrok jego w całym kręgu świata Jedyne tylko widział swej kochanki lice, I widział ją przed sobą, w niej utkwił źrenice I nie mógł ich oderwać; nie było w nim ducha, Ona była mu duchem; głosu jej drżąc słucha, Ona była mu głosem; on swych oczu nie ma, Ona była mu okiem: bo ścigał oczyma Jej spojrzenia, i wszystkie oglądał przedmioty W świetle od niej odbitym; on nie ma istoty, Nie ma życia: w nią przelał całe życie swoje, W niej, jako w oceanie, wszystkie myśli zdroje Pogrążył; za jej słówkiem, za ręki dotknieniem Krew w nim ścina się lodem albo wre płomieniem. Twarz jego na przemiany goreje i bladnie, Serce boli i bolów przyczyny nie zgadnie. […]
  6. I Nigdy nie wiesz kiedy to ci się przytrafi, Jak to mówią „nie znasz dnia, ani godziny”, Po prostu, pewnego razu, całkiem znienacka zobaczysz Ją, Ujrzysz Ją i rozpoznasz, jak cud Ona ci się zdarzy, A potem już tylko wystarczy krótka rozmowa, By sprawdzić czy jej głos twe serce koi, I kilka spojrzeń w oczy, by dojrzeć tam duszy swej drugą połowę, I nic, jak dawniej było, już nie będzie __________ NASZE ŻONY __________ II Biorę ją na ręce, wrzeszczy wniebogłosy, Maleńka, pomarszczona, różowa twarzyczka, Najpiękniejsza istota jaką kiedykolwiek tuliłam, Krew z mej krwi, ciało z ciała Jej pierwszy świadomy uśmiech, Jej pierwsze samodzielne kroki, Jej pierwsze wyraźne „mama”, Pierwsza bajka dla niej czytana, Pierwsze mocne i długie przytulenie, Pierwszy dzień w przedszkolu, Gdy nie mogłam wyrwać dłoni z jej uścisku, Pierwszy raz gdy samodzielnie szła do szkoły, I odwróciła się by pomachać na do widzenia, Jej pierwsza komunia, w białej sukience, Pierwszy raz gdy całus w czoło to obciach, Pierwsza noc poza domem u koleżanki, Pierwszy wyjazd na szkolną wycieczkę, Pierwszy biustonosz, ukradkiem zakładany pod bluzką, Pierwszy raz gdy podkradła mamie szminkę i róż, Pierwszy ‘kolega’, o którym podejrzanie milczała, Pierwsze dorosłe: kocham was mamo i tato, I wreszcie siedzę tu, w pierwszym rzędzie, Ból, duma, radość i żal mnie dławi, I słucham tych słów przysięgi odwiecznych, „… wierność i miłość…” „… i że cię nie opuszczę aż do śmierci…” Tak, to życie swój krąg zatoczyło __________ NASZE CÓRKI __________ III Sięgam czasem do zakamarków swej pamięci, I łowię skarby wspomnień, odległych, dawno minionych lat beztroskich, Czytam tam jak w otwartej księdze, historię mego dziecięctwa, Mam lat siedem i jak co tydzień w sobotę, Spędzam u niej dzień cały i noc, Czekam z niecierpliwością na słodki i gęsty kogel-mogel, Widzę jak w oborze siada i przytula głowę do boku Krasuli, A potem targam w obu rękach wiadro pełne ciepłego mleka z pianą, Bo tam już czeka na nie kot zza pieca, Burek i gospodarz, Wieczorem, wcale nie śpiący, słucham bajek, tych pięknych Lub tak strasznych, że aż na głowę naciągam Sztywną od krochmalu, pachnącą poszwę pierzyny, Rankiem na dworze słyszę dzwonek na szyi Krasuli, Burek ujada, Przez chwilę znów mam siedem lat, I widzę Ją tuż obok, zatroskaną, I pragnę raz jeszcze poczuć na głowie jej spracowane dłonie, sękate palce, __________ NASZE BABCIE __________ IV Najstarsze wspomnienie jakie mam, pierwszy rozbłysk świadomy, To jej twarz nade mną pochylona, Ta twarz uśmiecha się, wykrzywia i robi miny, Czasem płacze, śmieje się, czasem spojrzy twardo, Nigdy obojętnie, miłość nie zna tego pojęcia, Zawsze jest obok, trzyma mnie za rękę, Nawet jak samochód już przejechał i przeszliśmy pasy, Ganiam po podwórku z psem, za kotem, Padam jak długi i rycząc z bólu biegnę do domu, A tam ona już czeka, przemywa krwawiące kolano, Całuje je, by nie bolało… i już nie boli, Wiąże buty, zakłada mi na plecy tornister, Chwyta za rękę i prowadzi do nowego świata, __________ NASZE MAMY __________ V Jest sroga zima, anno Domini 1988, Ostatni dzień szkoły przed Wigilią, Wracam niesiony nadzieją i oczekiwaniem, I jest, w salonie czeka wielka szara paczka, Z każdej strony ją oglądam, jest strasznie ciężka, Szeregi znaczków i pieczęci budzą mój zachwyt, Wieczorem gdy ojciec wraca z pracy, Nadchodzi ten moment, oczy wszystkich lśnią, Kilka cięć i ukazuje się nam wnętrze, Mama powoli wyjmuje skarby ukryte w pudle, Szynka w konserwie, wielkie, kolorowe puszki prawdziwej kawy, Ogromne sztaby grubej czekolady, worki cukierków, Olbrzymi czerwony wóz strażacki i lalka wielka jak niemowlę, Kochana Zocha – szepcze mama – pamiętała jak zawsze, __________ NASZE (z Ameryki, lub choć z RFN-u) CIOCIE ______ VI Mam dziewięć lat, jest grubo po północy, A ja twardo siedzę na schodach prowadzących na piętro, czekam, Wreszcie skrzypnięcie klamki, w ciemności widzę zarys jej postaci, Przekręca klucz i zmierza w stronę schodów By zniknąć na piętrze, wtedy włączam lampkę, Staje zaskoczona, mruży oczy, przyznaje, że tym razem Jestem ‘górą’, rozpoczynamy szeptane negocjacje, Stawiam twarde żądania: dwie czekolady, cztery gumy „Turbo”, Wynoszenie śmieci przez tydzień i zmywanie naczyń, Na górze, w sypialni rodziców zapala się nocna lampka, W pośpiechu zgadza się na wszystko, dobijamy targu, Rano, gdy ojciec pyta, z ręką na sercu potwierdzam, Że wróciła przed jedenastą, __________ NASZE (kochane, starsze) SIOSTRY __________
  7. No co Ty, czym miałaś urazić? :)) Tak, zawsze jest jakaś nadzieja... ;)
  8. Jest pewne nawiązanie, tyle, że mój tekst chyba bardziej pesymistyczny jest...
  9. Wiara moja umarła już dawno, piękny miała pogrzeb, w kondukcie okryte kirem, szły wszystkie młodzieńcze ideały, wyobrażenia przyszłych triumfów, wielkie, piękne marzenia, pragnienia, cele, oczekiwania, słuszne poglądy, wzniosłe idee, na platformie karawanu przycupnęły z cicha koncepty filozoficzne, tezy i dogmaty, konstrukty logiczne, założenia etyczne, wszystkie one, równo, obok martwej wiary w grobie legły, a znój codziennego życia – ten grabarz niestrudzony, chwycił szpadel i zasypał je ziemią, co przesiąkła klęskami, upokorzeniami, błędami, niepowodzeniami, słabością, bólem i troską, requiescat in pace… Nadzieja uparła się i nie chce umierać, ten twór tak niematerialny, niepewny – nawet sam siebie, nieugruntowany, nieoparty na faktach, obcy ścisłym pojęciom naukowym, trwa niewzruszenie i mami mnie, szepce do ucha to, co chcę usłyszeć, czy oszukuje mnie? czy duszę moją karmi esencją, która otchłań rzeczywistości odpędza, i błogim balsamem ułudy, koi krwawiące rany mych pragnień? niech trwa w zdrowiu i sile, ten ostatni bastion na drodze człowieka, co tak dziarsko kroczy ku krawędzi rozpaczy… Miłość moja ma się doskonale, rośnie, pęcznieje, wzrasta i pnie się, ona buja, pleni się i krzewi, ona syci mnie i morzy, poi mnie swym nektarem i wzbudza pragnienie, daje powód by żyć, lub żywot marny zakończyć, jest źródłem mego bólu i lekiem na cały ból, z niej wyrasta ma siła wszelka i niemoc wszelka, jest przyczyną i skutkiem, jest początkiem, nigdy końcem miłość nie znosi kompromisu, gra va banque, zawsze o najwyższą stawkę, lecz, ja jestem cierpliwy, trwam niewzruszenie, ja ją oswoję, ułożę, ugłaszczę, sprawię, że będzie potulna i grzeczna, będzie uległa, miła, wyrozumiała, zawsze pomocna, gotowa, stale obecna i wieczna pospołu trwają wiara, nadzieja i miłość, a największa z nich jest miłość…
  10. Do Neapolu, z giermkiem przy boku, nieśpiesznie zmierzałem, Jak będę wyrzynać niewiernych – w głowie plany wstępne układałem, Niespodzianie, mój wierny Argo zgubił dwie podkowy, w okolicy o kowalu ani mowy, Z portu okręty odpłynęły, ostał mi się statek handlowy, co wiózł do Hajfy krowy. Gdy świętym obowiązkiem wiedzion, na krucjatę zdążałem, Między nogami pań lekkich obyczajów się zaplątałem, Teraz, miast towarzystwa wojów w drodze na wyprawę, Będę miał w podróży z damami ucieszną zabawę. „Bracia! Jeruzalem czeka – przeciw saraceńskiej nawale – odsieczy…” Głos biskupa, tłustego, klejnotami obwieszonego, w głowie jeszcze mi skrzeczy, Zdaje się, odprawę rycerstwa przegapiłem, w gospodzie przy flaszy zbytnio zabawiłem, Z tępym bólem, po głowie pytanie mi kołacze, na rozstaju właściwie skręciłem? Panie hrabio, ja na żadną zbiórkę się nie spóźniłem, Na tę listę zaciągu wpisałem się dla hecy, Ja naprawdę nie chcę dostać saraceńską strzałą w plecy, Tak, podpisałem, tak, do krucjaty sąsiadów namówiłem, bo… winem jak świnia się upoiłem.
  11. Nie, to oznacza, będzie kontynuacja. Jeszcze kilka...😝
  12. Sądziłem, że będą tu lepiej pasować niż w "wiersze gotowe". 4 wersy to nie miniatura? Tylko hurtowo wrzucone pięć na raz...
  13. Pan natchnął mą duszę, przeciw niewiernym z mieczem w ręku parłem, Szatan mnie skusił, w przybytku wiadomym, pani wątpliwej reputacji spódnice zadarłem, Teraz, towarzystwa rycerzy pozbawion, w drodze na wyprawę, Czeka mnie ostra jazda z damami…, by dogonić przeciw niewiernym obławę. Na krucjatę z kumplami wybrać się chciałem, Na fejsie szczegóły zbiórki w Cannes z nimi ugadałem, W eBay’u rozmiar zbroi pomylili, nici ze wspólnego frachtu, Będę musiał dogonić rycerską brać, korzystając z własnego jachtu. Na krucjatę z kolegami z Mosadu wybrać się chciałem, Miejsce zbiórki na Wzgórzach Golan ugadałem, Pech, dzień spotkania był na giełdzie tel-awiwskiej dniem krachu, A tak się cieszyłem, że kilku członków Hezbollahu poślę do piachu. Na zbiórkę rycerstwa się spóźniłem, Giermka swego zaraz opier(dzie)liłem, Zamiast mój miecz i zbroję wypolerować, Poszedł do karczmy z kur… tyzanami tańcować. Na zbiórkę krucjaty pośpiesznie zmierzałem, turniej rycerski w Prowansji napotkałem, Honor rycerza nie pozwolił ruszyć, nakazał stawać w szranki, kopie kruszyć, Licznych śmiałków z konia strąciłem, złotym laurem skronie zwieńczyłem, lecz na zbiórkę nie zdążyłem, Teraz samotnie, ruszam śladem końskiego nawozu, do kolejnego krzyżowców obozu.
  14. amalaryk

    kobiety i ich zalety

    No nie wiem, te "moje" nawet nie wiedzą, że to o nich.... Hahahaha
×
×
  • Dodaj nową pozycję...

Powiadomienie o plikach cookie

Nasza witryna korzysta z plików COOKIES („ciasteczka”). Dowiedz się więcej o COOKIES z naszej Polityki Prywatności Polityka prywatności