Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Quewerton

Użytkownicy
  • Liczba zawartości

    3
  • Rejestracja

  • Ostatnia wizyta

Reputacja

0

Ostatnie wizyty

Blok z ostatnimi odwiedzającymi dany profil jest wyłączony i nie jest wyświetlany użytkownikom.

  1. Quewerton

    Łyżwy

    Łyżwy Suną ostrza, skrzypi lekko skuta lodem tafla. Powoli, relaksacyjnie zatacza kręgi. Powoli, relaksacyjnie zatacza szersze kręgi. Powoli, relakaksacyjnie wolniej zatacza szersze kręgi. Powoli, już dawno na szczęście zakryła wspomnienia lodem. Jest wyciszona, gdzieś umiarkowany wstrząs, ale przecież nie stopnieje tafla lodowa. Kap...kap...”Jest dobrze, to małe kropelki wody” Kap...kap...”Spokojnie to zwykłe strużki łez „ Kap... kap... „To... ulewa krwi z nieba!!!” Tafla zapiszczała pod nowymi ostrzami, pęka lód, barwi się czerwienią. Ostro szybko, finezyjnie, już jest obok. Chwyta ją, jadą dalej. Szok, ale... Nadal jest piękny, białe włosy, skóra...te zielone oczy... Odurzona patrzy... Odurzona wdycha... Uderzył odór, słodki, ostry. Cwał trwa. Upadła, już pamięta. Ich ostatnie, romantyczne spotkanie. Swój cichy, zawstydzony chichot. Namiętny, głęboki pocałunek. Ból, szok, smak krwi, wypluty obok język, jego dzikie spojrzenie, jego chory chichot...
  2. Chciłbym poinformować, że pisze od niedawna i jestem nieobyty z formą ,dlatego prosze o wyrozumiłość w kwestaiach formalnych oraz opinie o treści. Potrzebne to w kontekście rozwoju.
  3. Nowe życie Rudego Wertera -”Proszę Pani...?” Nie odwraca się w swoim czarnym płaszczu. Jej postawa, zimna i twarda. Niezauważalnie drgnęły rude włosy. Mój lekki uśmiech już się domyślał. -”To Pani musi przyjść...” Płaszcz, poruszony. Spodnie, lekko drgnęły od nóg. Chyba. Może te pola, przypominają. Z oddali, męski śmiech, rani. Może, to tylko wiatr. -”Wie, Pani że musi Pani...” Ogień Huk Wierzba przed nami w ogniu. Pada na kolana, nieludzki skowyt... Podbiegam, odrzuca mnie, Z łzami Paznokciami wydrapała krew, z żył. -”Ja... Ja... Błagam...” Dławi się łzami i krwią. Przez jej oczy, wychodziła Śmierć. Ze strachu... Pocałunek... Namiętny... Czułem jej cieple usta. Krew, najgorszy strach, ból. Rozpaczliwą chęć życia. Położyła delikatnie dłoń, na moich białych włosach, barwiąc je lekko czerwienią. Wróciła. Leżała spokojnie przy mnie. To nie mnie kochała, lecz zmarłego. Mimo to wiedziałem, że ruszymy razem. Ona obandażowana, ja tuż obok ze skrzynią. W niej nasze przeznaczenie...
×
×
  • Dodaj nową pozycję...