Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki


Koziorowska

Użytkownicy
  • Liczba zawartości

    67
  • Rejestracja

  • Ostatnia wizyta

Zawartość dodana przez Koziorowska

  1. BÓG CI WYBACZY Ten radosny smutek kosztował mnie zbyt wiele. Pogrążona w szczęściu, błagałam o dzień wytchnienia. Mojej miłości brakuje jednego zęba na przedzie, ale mimo to pragnę cię pocałować. Przerażona kolejną nocą nadzieja znalazła sobie miejsce na twojej poduszce. Wyprowadziłam na spacer melancholię, niech zobaczy trochę światła. Szłabym dalej, ale zza rogu wyskoczył Bóg w pasiastej piżamie, ze zmierzwioną czupryną; na Jego widok nadzieja wyrwała mi się z serca. Chciałabym czasem poznać smak śmierci, ale wciąż jest na to za późno. Kruszyna światła, która pozostała w mojej duszy, zgasła, gdy dostrzegłam, jak odwracasz wzrok. Usiłuję dogonić stracone marzenia, ale jak na swój wiek są bardzo szybkie. Życie urządziło sobie bieg przez płotki; nie zamierzam mu przeszkadzać. Wraz z latem nadeszła ufność, że słońce nie zastąpi miejsca księżyca. Na złość niezdecydowanemu losowi wspinam się na szczyt marzeń; od nadziei rozbolała mnie głowa, widocznie była przeterminowana. Skocz, skocz ten jeden raz; Bóg z pewnością ci wybaczy.
  2. Koziorowska

    Mój tomik :)

    Witam! Chciałabym pochwalić się moim świeżo wydanym tomikiem. Za kilka dni będzie dostępny w księgarniach. :)
  3. ZASTĄPIĆ ŚMIERĆ Zostawiłam za sobą tyle śladów, tyle wspomnień, tyle łez... Nie wiem, czy opłaca się ciebie kochać. Miłość przypomina niewidomego, który boi się ciemności i zgubił białą laskę. Bóg szepnął mi, że koniec świata już dawno nastąpił, tylko nikt tego nie zauważył. Nikt nie spostrzegł, jak umiera ostatni człowiek. Widziałam ostatnio ogłoszenie: "Oddam życie w dobre ręce". Jak długo jeszcze będziemy unikać śmierci? Czy nadzieja nam pomoże? Taki zwykły sen, a potrafi być ciekawszy od prawdy! Balansuję na cienkiej linii pomiędzy współczuciem a bólem; jak długo będziesz mnie karmił tym marzeniem? Tą niewinną mrzonką, którą tak długo hodowałeś? Z radości rozbolały mnie łzy; czy warto się żegnać, skoro rozstajemy się na wieczność? Chciałabym poznać zapach twoich słów, ale ty pilnie ich strzeżesz. Wyobrażałeś sobie, żeby pewnego razu zastąpić śmierć? Myślę, że świat byłby wtedy lepszy... *** A tak wygląda mój tomik, który wkrótce będzie dostępny w księgarniach.
  4. ZESZŁOROCZNE ŁZY Rozbolała mnie naiwność; pewnie dlatego, że objadłam się wczoraj zakazanymi owocami. Wskakuję w ostatniej chwili do pociągu, lecz wszystkie dusze są już zajęte. Złość potrafi być potulna, jak rzuci się jej parę zeszłorocznych łez. Wczoraj umarły róże, które otrzymałam od ciebie z okazji mojej siódmej śmierci. Dodać szczyptę soli i ironii i będziemy mieli całkiem zgrabny uśmiech, prawda? Chciałabym przytulić ciszę, jest ostatnio taka małomówna. Czy to warto kochać, gdy data ważności serca dawno minęła? Czy pomożesz mi urodzić się jeszcze raz? Słowa płyną wartko, myśli zgubiły swój jedyny sens. Z tej radości pragnę postawić ostatni krok. Nie opłaca się wspominać miłości, kiedy w zanadrzu ma się tylko parę łez, cukierek i dwa grosze. Zamykam usta, rozglądam się - nie chcę być krótkowidzem. Moja poszarpana, poplątana samotność znów waruje w nogach łóżka. Księżyc, anioł stróż Ziemi, odkleił się od nieba i spadł w przepaść na końcu świata. Łzy, za które tyle zapłaciłam, znów okazały się szczerym kłamstwem.
  5. KAMYK W BUCIE Miłość uwiera mnie jak kamyk w bucie. Pewnego razu zaufałam samotności, ale ta powiedziała mi prawdę i wszystko skończyło się, zanim się zaczęło. Przepraszam cię za moje myśli, to już się więcej nie powtórzy. Pożyczam ci moje serce, ale obiecaj, że nigdy mi go nie oddasz. Za złem czai się nadzieja; ta sama, zielonooka nadzieja, moja kochana przyjaciółka! Bóg znów podstawił mi nogę, ale ja byłam szybsza. Marzy mi się, żebyś zapoznał mnie z melancholią. Są ludzie, którzy czerpią przyjemność ze smutku. To podobno uszlachetnia. Biorę więc tę melancholię za rękę i pozwalam jej się prowadzić. Zanim zrobisz coś złego życiu, ponownie się zastanów; twój anioł stróż wziął sobie wolne. Wiesz, za ciężki ten smutek; trochę się zmęczyłam. Zmykam oczy, żeby nie patrzeć na śmierć, która nadchodzi spokojnym, miarowym krokiem. Co zrobisz, gdy umrę zbyt późno? No tak, po prostu założysz maskę i utopisz się w tłumie...
  6. DZIKA DUSZA Miłość wybuchła z całych sił. Czy to warto pogrążać się w fantazji? Żyć dla niej, krwawić, umierać? Bóg nie wie, jakie imię nadać dziecku nocy i dnia. Kiedy zabierze mnie śmierć, obiecaj, że posadzisz mnie w moim ulubionym fotelu i zaczekasz, aż nie zmartwychwstanę. Samotność ostatnio znacznie podrożała, nie stać mnie na jej kupno. Wymknęło mi się jedno przestarzałe słowo, które rani niczym nożem; przepraszam, nie chciałam, żebyś umarł. Wspinam się na szczyt marzeń, przede mną miliony kilometrów; Wiem, że umrę w połowie drogi. A jeśli ogłuchnę od twojego szeptu? Ze złością wspomniałam, że przed chwilą odjechał ostatni pociąg. Ten sam, który wykoleił się tuż przed zamierzoną stacją. Czy byłbyś w stanie oswoić moją dziką duszę? Odzwyczaiła się od głosu człowieka, od jego dotyku... Jedynie wzajemna miłość mogłaby jej pomóc. Tylko twoja bliskość by ją uratowała.
  7. WSZYSTKO OD NOWA Ze smutku rozbolały mnie łzy. Co mam począć z ciszą, która nieustannie wyje za moim domem? Kolekcjonuję wyblakłe marzenia, żeby mieć o czym opowiadać wnukom. Moje zwyrodniałe uczucia nie pozwalają mi kochać. Samotność, obrażona na cały świat, stoi w kolejce po mleko. Wsiadam do pociągu, zajmuję miejsce naprzeciwko Boga. Panie Boże, czy mogę prosić Cię o autograf i wspólne zdjęcie? Pociąg wykoleił się w połowie drogi, całkiem wbrew temu, co obiecywał rozkład. Miłość znów próbuje przejąć nade mną kontrolę, ale doświadczenie nauczyło mnie, że nie warto jej słuchać. Biorę więc nadzieję za rękę i idziemy razem na mszę. Chciałabym policzyć wszystkie moje łzy, ale wiem, że uzbierałby się z nich całkiem pokaźny ocean. Marzy mi się czasem, aby pokochać z wzajemnością, ale w ostatniej chwili przypominam sobie o śmierci. Znów pomylił mi się dzień z nocą; będę potrzebowała wielu tygodni, aby zrozumieć, że nie warto zaczynać wszystkiego od końca.
  8. @Pi_ Dziękuję, dziękuję. :) Nawzajem. :)
  9. WYRAFINOWANY SMUTEK Biegnę, depcząc bezceremonialnie po rozrzuconych na chodniku duszach. Nie dbam, że rozgniatam niczyje, bezdomne serca, które usiłują bić do samego końca. Daleko, gdzieś nad czarną kreską horyzontu, dostrzegam przyszłość; jest równie odległa jak Bóg. Ostatnio, co niedzielę, zacząłeś przynosić mi naręcze gwiazd; dziękuję za hojność, ale wolałabym usłyszeć prawdę. Dziś rano, przy śniadaniu, przez przypadek upuściłam serce; stłukło się w drobny mak. Usiłowałam posklejać je współczuciem, ale tylko pokaleczyłam sobie palce. Cóż, będę musiała żyć dalej bez serca. Chciałabym na przekór życiu umrzeć jeszcze raz, lecz niebo krzyczy donośnie, obwieszczając burzę. Pokaż mi coś, co należy tylko do ciebie: znoszone palto, zagubiony but, porzuconą łzę, samotną melancholię... Czy nadejdą czasy, kiedy słońce spłonie i zostaną nam tylko gwiazdy? Czy nie będziemy zazdrościć sobie nawzajem samotności? Smutek jest zbyt wyrafinowany, daje się obłaskawić tym, którzy na niego zasługują.
  10. OSTATNI CZŁOWIEK Moja dusza krwawi Twoimi łzami. Chciałabym pójść dalej, ale brakuje mi nóg. Po raz kolejny zaniemówiłam z miłości… Czy pozostał jakiś ślad po samotności? Chciałabym się jej nauczyć, poznać dotyk. Mojemu sercu znów brakuje prawdy; podzielisz się swoją? Biegnę, lecz nie patrzę gdzie; wiem, że poprowadzi mnie Twój strach. Moje myśli boją się najbardziej Twojego imienia; czy możesz im pomóc? Znów śmiejesz się z mojego smutku; nie rozumiesz, jak to jest spotkać ostatniego człowieka. Szepczę ze szczęścia, Twój śmiech wywołuje u mnie ciszę. Nieznośna jest ta Twoja przyjaźń; już od tygodnia stoi w oknie i czeka, aż przyniesiesz jej odrobinę uśmiechu. Kończy się dzień, zostaję sam na sam z gwiazdami; gwiazdeczki, możecie mi obiecać, że to tylko prawda? Znienawidziłam Twoje szczęście; jest tak podobne do mojego. Zanurz się, proszę, w moich marzeniach; poczuj, jak proszą o litość. Kto by pomyślał, że noc urodzi tak piękny dzień? Dzień, od którego może zależeć cała nasza przeszłość.
  11. Koziorowska

    BAJKA

    BAJKA Coś się stało z moją głową – pamiętam same dobre chwile. Biegnę wciąż w dół, ale nie zbliżam się do szczytu. Czy strach, który dziś kładzie nas do snu, będzie odrobinę łaskawszy? Znów zamknęłam się w sobie, odgrodziłam od świata ścianą marzeń – nie, proszę, nie pomagaj mi. Dokąd zmierza moja przeszłość? Czy warto zaufać wieczności? Zaniemówiłam z miłości – wiem, że jestem spisana na straty. Czy zaprowadzisz mnie do miejsca, gdzie rodzi się ludzkie serce? Tak okrutnie bolą mnie łzy, które mi podarowałeś; czy mogę prosić o wymianę towaru? Milczenie uwiera mnie w duszę, spełniona obietnica rozsiada się wygodnie pośród myśli. Chodź, kochanie, stworzymy dziś sobie nowego Boga. Jak myślisz, do kogo będzie podobny? Proszę, tylko nie milcz już więcej! Twoja dłoń wywęszyła zakazany owoc – okazuje się, że zgnił podczas naszej nieobecności. Otwieram oczy, zamykam serce – dokąd zaprowadzi nas wspólne kłamstwo? Wiem jedno – będzie to bajka, której nigdy nie słyszałam, gdy byłam dzieckiem.
  12. WIARA W PRZESZŁOŚĆ Brakuje mi nocy, brakuje mi snów. Cóż mam począć, gdy strach nie daje wytchnienia? Biegnę bez krztyny krzyku, wciąż goni mnie ten przeraźliwy, ciężki cień. Zmęczona lataniem udaję, że Twój śmiech w ogóle mnie nie obchodzi; że jest zwykłą, pospolitą przypadłością. Czy grozi nam zanik serca? A może zwyrodnienie duszy? Tak wielu z nas drąży przewlekła martwota uczuć! Jest tak dużo ludzi, lecz człowieka coraz mniej. Zatwardziała nadzieja wciąż się nie poddaje, wciąż walczy o kawałek światła, krztynę radości. Potykam się o kamienie łez, lecz wbrew wszystkiemu brnę w dół. Dzisiejsza noc pewnie znów będzie tułaczką między jawą a snem, a najbliższy dzień – pułapką, w którą chętnie dam się schwytać. Brakuje mi wolności, brakuje mi kłamstwa, aby znów żyć! Nie wiem, czy uda mi się podnieść z tego dna – jest mi tutaj tak dobrze… Wprowadzono zakaz wstępu dla niczyich myśli – czy pragnę czegoś więcej? Czy spodziewam się litości? A może straszy mnie znów ten sam lęk? Odnajduję pociechę w litości, może ktoś wreszcie przyjrzy mi się uważniej. A teraz, gdy wreszcie mogę rozłożyć skrzydła, lecę ku słońcu… Jeszcze jest zbyt wcześnie, by się budzić… Proszę, Panie, bądź dziś przy mnie – kiedy straciłam resztkę wiary w przeszłość.
  13. ZMIĘTE KAWAŁKI WSPOMNIEŃ Czy człowieka boli coś mocniej niż przekłute słowo? Czy złość, która zbiera się w kącikach ust, może udawać marzenie? Zimą będzie równie ciepło jak wiosną, gdy się bardziej postaramy. Wyrzucam przez okno zmięte kawałki wspomnień – płoną, zanim wpadną do pierwszej lepszej kałuży. Czy coś pomoże moim marzeniom? Ostatnio bolą tak bardzo, że nie mogę spać. Niech Twe dłonie strzegą mnie przed deszczem, niech wybuchną tęczą po skończonej burzy. Przyplątał się do mnie szary kotek smutku – dbam o niego bardziej niż o własne serce. Dziś nie wypada się niepokoić, warto zasłużyć sobie na prawdziwy uśmiech – uśmiech, który wygra walkę z chroniczną melancholią. Dokąd to toczą się perły mojego krzyku? Czy warto przeobrazić sen w spokojny, zamyślony świt? Pędzimy, ile sił w ramionach, przytulamy wszystkich, którzy staną nam na drodze. Skończyła mi się nadzieja, a apteka już zamknięta – pożyczysz mi wieczorną dawkę? Zabroniono nam snuć jawę, brodzić w mętnej fali łez; wszystko jak zwykle stoi na przeszkodzie. Modlę się, żeby dzień zaczął się prędzej, niż się skończył. A teraz, zanim zasnę, przyznaj mi rację – nie warto było starać się przez tyle lat.
  14. Koziorowska

    Nieudany świt

    @Maria_M Dziękuję za tyle pięknych słów! Cóż... To prawda, jestem wrażliwa. Często aż za bardzo... Bywa to męczące... Mój przyjaciel powiedział, że w moich wierszach widać moją duszę. Pewnie ma rację, bo przecież dobrze mnie zna. Mimo wszystko uważam swoje chroniczne przewrażliwienie za zaletę. Pozdrawiam serdecznie! Miłego dnia. :)
  15. Koziorowska

    Nieudany świt

    @beta_b Dziękuję! ;) Również pozdrawiam. :)
  16. Koziorowska

    Razem i osobno

    A mi się podoba ta prostota i szczerość w opisywaniu uczuć przez podmiot liryczny. Pozdrawiam!
  17. NIEUDANY ŚWIT Zatrzasnęłam przed sobą drzwi do szczerej melancholii; otwieram się na to, co nienazwane i obce. Zaniemówiłam z miłości, którą podarowałeś mi z okazji pierwszych urodzin. Dlaczego każesz mi się spowiadać, skoro sam omijasz to, co uczy wyrzutów sumienia? Leżę na łące, kwiaty pachną donośnie, chociaż zima jest w zaawansowanej ciąży – czy zobaczę kiedyś prawdę w Twych ramionach? Żyję na przekór życiu, mimo wszystko ufam obcym ludziom. Z okazji drugiej rocznicy Twojej śmierci chcę Ci życzyć wszystkiego najlepszego – przede wszystkim dużo zdrowia. Czy warto stać w tej żmudnej kolejce, skoro nigdy nie doczekam się choć krztyny zrozumienia, kawałka własnego szczęścia? Brnę na powitanie czyjejś postradanej śmierci, tak będzie nam o wiele łatwiej. Przybita do krzyża czekam, aż ktoś mnie dostrzeże i zrozumie; nawet strach pełznie za mną niczym chaotyczny, nieznany korowód. Szukam w sobie wystarczająco miłości, aby udowodnić Ci, że bezsensowne było moje uczucie. Pielęgnuję kwietnik w mojej duszy – trwa w niej wieczna wiosna, a słońce nigdy nie zachodzi. A gdy wygra z nami noc, będziemy udawać, że to tylko kolejny nieudany świt.
  18. PO RAZ DRUGI W wygodnym zakątku duszy rozwija się toksyczny kwiat. Kwiat przysięgi, którego nie zastąpią marzenia. Tak się boję, że plotka okaże się nadzieją, a obietnica – mądrością. Skaczę z samotności na samotność, uczę się nazywać miłość po imieniu. Moje stopy potrzebują oparcia na ziemi, a dusza – bezpieczeństwa w Twej naiwności. Bolą mnie pokaleczone myśli, rany jątrzą się nieustannie. Cierpię na przewlekły brak wzajemnej miłości. Dasz znać, gdy będę rodziła się po raz drugi? Pomożesz mi popełniać jeszcze raz te same błędy? Czy znalezione na bezdrożu niczyje dłonie dadzą mi chwilę namiętności? Tańczę, póki nogi nie odmawiają posłuszeństwa – moja partnerka o wdzięcznym imieniu Śmierć uśmiecha się łakomie na widok mojego żywego, pląsającego ciała. A jeśli pociąg wykolei się przed ustaloną stacją, wbrew rozkładowi? Dobre słowa trzeba czasem doprawić – wtedy smakują jeszcze lepiej. Kochanie, zanim porzucę ten kawałek pamięci, który łaskawie mi podarowałeś – zrozum, że niczyje serce też umie postawić na swoim!
  19. ŻYĆ PRZECIWKO ŻYCIU! Ta mieszanka marzeń zdecydowanie mi zaszkodziła. Martwa samotność tłoczy się w naszych pojednanych sercach. Dokąd zaprowadzi mnie nieporuszona wiara? Do piekła? A może do lepszych czasów? Unieruchomiona, usiłuję poskarżyć się na lepsze życie, ale nikt nie ma zamiaru mnie słuchać. Cicho, tak głośno cicho – znajdzie się dla mnie kawałek kąta? Łzy pieką mnie w język, czarne strugi ciągną się przez policzki – jakie imię nadano Ci, zanim przepadłeś na zawsze? Przyszłość okrutnie drażni język; usiłuję ją wypluć, ale w ustach pozostaje paskudny posmak. Chodź, no chodź do mnie – razem położymy kres marzeniom z dzieciństwa. Lubię zlizywać melancholię z Twych skrzywionych nieprzyjemnie warg – ma taki kojący, uśmierzający dotyk. Rozpętała się trzecia wojna światowa – w mojej głowie. Rozbieram się do naga, zanurzam stopę w niewielkiej fali – zimno, bardzo zimno! Mijają miesiące, a Ty wciąż się nie narodziłeś. Wciąż czeka na Ciebie ten smutny, żmudny proces. Jeśli pozwolisz, będę wypatrywać Twoich snów; chyba że nie życzysz sobie, żebym zawracała Ci głowę. Nadchodzi wiersz, rodzi się w potwornych bólach, pióro i papier ledwie to wytrzymują… Głowa poety pęka, rozsadzona wzdętą puentą. Metafory nie wytrzymują tego nerwowo, wybuchają jak poranna myśl… Tak, kochanie, pora wstawać i żyć przeciwko życiu!
  20. NA POSZUKIWANIACH Wyrzyna mi się myśl mądrości. Pogoda zdecydowanie nie sprzyja pocałunkom, a już na pewno nie Miłości. Nie wiem, gdzie mogę kupić duszę – praktyczną, w miarę tanią. Mówisz, żebym poszukała w lombardach. Coś niedobrego dzieje się z moimi zmysłami – ostatnio odmawiają posłuszeństwa. Jak myślisz, przeciw czemu się buntują? Za co się na mnie obraziły? Skrzy się czerwony śnieg, topi w moich dłoniach. Gdzieś po drodze zgubiłam serce. „Poszukaj w Biurze Rzeczy Znalezionych” – radzą wszyscy. O, jest! Moje ogromne, przeczulone, zbyt mocno kochające. No, przytul się do mnie, tak dawno się nie widzieliśmy! Idę dalej – tym razem na poszukiwanie przyjaciół. Nikt nie wie, jak mi pomóc. „Uwaga, uwaga! Szukam przyjaciela!” – szepczę donośnie, stąpając środkiem ulicy. „Zajrzyj do Sklepu z Przyjaciółmi” – podpowiada mi ktoś obcy. Nie dodaje jednak, gdzie taki sklep się znajduje… Błąkam się, brodzę ulicami miasta… Następnego dnia dociera do mnie, że zostałam oszukana. Jest wprawdzie Sklep z Wrogami, ale z Przyjaciółmi już nie! Teraz rozumiem, dlaczego tak łatwo zrobić sobie wroga. Wracam do domu, a w salonie dostrzegam Boga. Siedzi sobie wygodnie w moim fotelu i uśmiecha się dobrotliwie. „Nie szukaj przyjaciół w sklepach” – przemawia ciepłym, łagodnym głosem. „Otwórz swoje serce, a na pewno ktoś znajdzie w nim schronienie. Przyjaciela nie kupisz, nie ma tak łatwo. Na przyjaźń trzeba mocno zapracować”. Tak, Panie Boże – teraz wszystko rozumiem, wszystko jest jasne…
  21. WIOSNA KIEDYŚ WRÓCI Czas toczy swój spuchnięty, zwyrodniały garb: przeważnie pod górę, od czasu do czasu w dół. Posprzątałam drobiazgowo po obecności złych, sfrustrowanych dni – wszystko wreszcie leży na swoim miejscu. Skąpana w samotności, wychodzę na miasto obiecując, że istnieję – a tak naprawdę zostaję w pięciu kątach mojego pokoju, mojej samotni. Gdzieś zawieruszyła mi się dusza, pora rozwiesić ogłoszenia – koniecznie wspomnieć o wysokiej nagrodzie dla znalazcy. Wyprałam wczoraj wspomnienia sprzed tygodnia, ale następnego dnia zapomniałam wyjąć z pralki. Chodź, chodź, udowodnię Ci, że wiosna kiedyś jeszcze wpadnie do nas na kawkę. Słyszę łoskot spadającej łzy – zapomniałam podpisać się na koniec listu, który chowam skrzętnie w szufladzie z bielizną. Zbrzydła mi radość, szczęście przestało interesować. Czy jesteś ze mną, aniele? Czy opiekujesz się moją przeszłością i oswajasz z dalszym ciągiem? Ciężkie są te pragnienia, chyba nie dam rady iść dalej. Stróżu, otul mnie swymi skrzydłami, niech przestanę odróżniać dzień od nocy, miłość od samotności, życie od śmierci. Wczep się w moją duszę, rozbierz, zrób to, na co masz chęć… Na mnie nie czeka więcej, niż kolejny bury, pusty świt – początek dnia, który znów jest nam przeszkodą. Zasnę dziś, a obudzę się dopiero, gdy Twe kroki ponownie zaszeleszczą na podjeździe mego serca…
  22. ŁAPACZ SNÓW Trzask tłuczonej wody. Obce kroki na stromych schodach mojego nagiego sumienia. Czy to Ty? Dobrze trafiłam? A może marzenie, które nigdy nie nastanie? Wystraszone myśli czmychnęły we wszystkie strony – próbujesz je osaczyć, ale wyrywają Ci się dzielnie z donośnym szeptem i zgrzytliwym pluskiem. Ach, w głowie tak ciasno! Straciłam władzę nad zamętem bezimiennych uczuć, który niezmiennie się kotłuje w czterech ścianach czaszki. Jak ułaskawić uczucia, których nikt nie pożąda? Jakiego imienia używać, aby pozostać niezapomnianym? Mój aniele, jesteś tak uspokajająco niedaleki – lecz jednocześnie odległy wzorem nieboskłonu, jakiego nie ujarzmi nigdy ludzka ręka; do którego nie dotrze wyszeptana naprędce modlitwa. Boże, dzisiejszej nocy to Ty klękasz u naszego łóżka – nie przegapisz okazji, aby przyjrzeć się dokładniej czyimś snom. Z Twego boskiego gardła wyrywają się słowa niczym ostrza, równocześnie tak pokorne i nieutulone – godzą w sedno naszych serc. Za Tobą, Panie, podąża noc – noc, którą zarzucasz nam na głowy, by powstrzymać przed grzechem. Zbawco, tym razem Ci się to nie uda – znajdziemy lepsze miejsce dla naszych snów. Oddal się, póki nie straciłeś resztki honoru i rozsądku. Zostaw nas samych, zabłąkanych w rozrzuconej pościeli, zakopanych pod ciężarem płonącej namiętności. Tym razem nie czekamy na błogosławieństwo. Aniele, całuj mnie na przekór nocy! Niech chciwe wargi rzucą się na siebie niczym zgłodniałe drapieżniki. Pokaż mi, jak powinien wyglądać ostateczny, jedyny sen, z którego nie ma odwrotu.
  23. Witam! Mało słów, dużo sensu. Podoba mi się. Pozdrawiam serdecznie.
  24. Znakomity tekst! Jestem pod wrażeniem. Pozdrawiam.
  25. @Waldemar_Talar_Talar Dziękuję, również życzę dobrego wieczoru.
×
×
  • Dodaj nową pozycję...