Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Koziorowska

Użytkownicy
  • Liczba zawartości

    142
  • Rejestracja

  • Ostatnia wizyta

Reputacja

124

3 obserwujących

O Koziorowska

  • Urodziny 21.09.1990

Ostatnie wizyty

760 wyświetleń profilu
  1. Oto kolejny rozdział mojej opowieści. Pominęłam część pierwszą, gdyż druga jest, moim zdaniem, ciekawsza. Jeśli chcesz przeczytać kolejne rozdziały, zapraszam na mojego bloga: ostatni-sen.blogspot.com. Bardzo prosiłabym o komentarze. W krainie marzeń II Kiedy otworzyłam oczy, z początku nie wiedziałam, gdzie się znajduję. Dopiero po dłuższej chwili dotarło do mnie, że leżę w łóżku w twoim domku letniskowym. Przetarłam pięściami sklejone snem powieki i rozejrzałam się po pokoiku. Moje spojrzenie zatrzymało się na moment na oknie – ze smutkiem stwierdziłam, że przez noc nie przestało padać. Niebo było zasnute ponurymi, szaroburymi chmurami, wielkie krople stukały o szybę tak, jakby pragnęły dostać się do środka. Jako że leżałam zwrócona w stronę okna, przewróciłam się na plecy, a potem na prawy bok. Byłam pewna, że zobaczę ciebie, smacznie sobie śpiącego, głęboko i spokojnie oddychającego – jednak ku mojemu zaskoczeniu stwierdziłam, że twoja połowa łóżka jest pusta. Mocno mnie to zaniepokoiło, bo należałeś raczej do śpiochów i zazwyczaj budziłam się jako pierwsza. Poczułam nieprzyjemne, przyspieszone bicie serca. Co się stało, że nie było cię obok mnie? Dokąd mogłeś się udać? Zaczęłam przekonywać samą siebie, że pewnie wszystko jest w porządku, że siedzisz na kanapie na parterze domku i pogrążasz się w lekturze jednej z tych swoich mądrych książek. Albo że żłopiesz po cichutku kawę bądź herbatę. Tak, uspokajałam swoje rozpędzone serce, że nie ma powodu do obaw. Że zupełnie niepotrzebnie się martwię. Odrzuciłam kołdrę i wydostałam się z pościeli. Na moment przysiadłam na brzegu łóżka, bo lekko zakręciło mi się w głowie od nagłej zmiany pozycji. Gdy poczułam się już dobrze, chwyciłam leżący nieopodal na podłodze szlafrok i zarzuciłam sobie na plecy. Zwróciłam uwagę na fakt, że twój szlafrok leży obok mojego. Moje serce zadudniło nerwowo. Otulając się połami szlafroka, ostrożnie zeszłam na dół. Starałam się stawiać kroki ostrożnie, by robić jak najmniej hałasu. Poczułam, że moje serce ruszyło pełnym galopem. Gdy pokonałam ostatni stopień, odetchnęłam z ulgą. Zobaczyłam, że siedzisz w fotelu, z nogami podwiniętymi pod siebie, i notujesz coś zawzięcie w czarnym brulionie, wspartym o jedno z twoich kolan. Nie od razu zauważyłeś moje pojawienie się. Dopiero gdy ruszyłam w twoją stronę, oderwałeś wzrok od zeszytu. Uśmiechnęłam się leciutko, mając nadzieję, że odwzajemnisz uśmiech. Ty jednak spoglądałeś na mnie ze smutkiem w zielonych oczach. Wciąż gniewałeś się na mnie za ten las! Gdy chciałam otworzyć usta i ponownie zacząć się tłumaczyć, uniosłeś lewą rękę na znak, żebym sobie odpuściła. Posłałeś mi jeszcze jedno ponure spojrzenie i jakby nigdy nic wróciłeś do bazgrolenia w notatniku. Stałam z opuszczonymi ramionami, nie mając pojęcia, co zrobić w takiej sytuacji. Szukałam pomysłu, w jaki sposób mogłabym poprawić ci nastrój. Myślałam gorączkowo, czym mogłabym cię pozytywnie zaskoczyć. Seks raczej odpadał, to było zbyt trywialne… Namiętny pocałunek też nie wchodził w grę, bo pewnie nie dałbyś mi się pocałować. I nagle przyszło mi do głowy coś, co sprawiło, że uśmiechnęłam się do siebie szeroko. Postanowiłam, że nakarmię cię truskawkami, które przezornie ze sobą zabrałam. Chciałam jednak nakarmić cię w nieco nietuzinkowy sposób… Odwróciłam się na pięcie i udałam do kuchni. Zajrzałam do lodówki, z której wydostałam moją tajną broń. Trzymając zimne, przezroczyste pudełeczko w dłoniach, ruszyłam w stronę pokoju. Usłyszałeś szelest moich kroków, bo ponownie na mnie zerknąłeś. Na widok pudełka truskawek w moich dłoniach twoje oczy nagle się rozszerzyły. Nie dało się ukryć, że jesteś zaskoczony, bo spoglądałeś na mnie pytająco. Ku mojej uciesze, odłożyłeś zeszyt i długopis na pobliski stolik i wyprostowałeś nogi. Chciałeś się odezwać, lecz ja położyłam wskazujący palec na ustach. Bardzo grzecznie mnie posłuchałeś. Uśmiechając się od ucha do ucha, podeszłam do ciebie. Gdy stanęłam nad tobą, zerkając ku tobie kokieteryjnie, zauważyłam, jak z trudem przełykasz ślinę. Twoje jabłko Adama gwałtownie się poruszyło. Ja, zupełnie bezpardonowo, rozsiadłam się okrakiem na twoich udach. Wtedy też otworzyłam pudełko z owocami. Ich słodki zapach natychmiast rozszedł się po pokoju. Gdy rzuciłam ci kolejne powłóczyste spojrzenie, zauważyłam, że oblizujesz wargi. Ujęłam jedną z truskawek za szypułkę i zawiesiłam ją nad twoją głową. Chciałeś ugryźć owoc, lecz ja w ostatniej chwili cofnęłam rękę. Spróbowałeś ponownie, ale i tym razem ci na to nie pozwoliłam. Aby podgrzać atmosferę, szeptałam ci do ucha niepokorne słowa. Drżałeś, gdy mój oddech spływał po twojej szyi. Kiedy w końcu zacząłeś prosić, abym pozwoliła ci spróbować truskawkę, zlitowałam się. Gdy wbiłeś zęby w pokaźny, słodki owoc, czerwony miąższ spłynął po twojej brodzie. Nachyliłam się, aby go zlizać. Wiedziałam, że to cię podnieca. W podobny sposób droczyłam się z tobą, podtykając ci pod nos kolejne truskawki. W pewnym momencie włożyłam sobie jeden owoc do ust i zasugerowałam, abyś ugryzł wystający kawałek. Tym sposobem nasze wargi się zetknęły. Mmm, jaki słodki był ten pocałunek… Byłam wniebowzięta, że udało mi się poprawić twój humor. W twoich zielonych oczach znów paliło się to znajome światło, które pojawiało się, gdy byłeś spokojny. Niestety, truskawki prędko się skończyły. Puste pudełko odstawiłam na stół i zsunęłam się z twoich kolan. Byłeś uśmiechnięty od ucha do ucha. Gdy wróciłam na kanapę i usiadłam obok ciebie, znienacka ująłeś moje dłonie. Spojrzałeś mi w oczy tak, jakbyś nie widział mnie przez wiele lat. W pewnym momencie dostrzegłam, że spod twojej powieki wydostaje się wielka łza. Wiedziałam jednak, że jest to łza szczęśliwa, bo wciąż się uśmiechałeś. Nie puszczając moich rąk, zacząłeś mnie przepraszać. Za to, że posądzałeś mnie, iż nie dotrzymam danego ci słowa. Że pomimo twoich ostrzeżeń udam się do lasu. Prosiłeś, abym ci wybaczyła, że mi nie dowierzałeś… Gdy tak mówiłeś, poczułam, jak w moim gardle powstaje dławiąca gula, a do oczu cisną się łzy wzruszenia. Byłam do tego stopnia poruszona twoimi słowami, że sama się rozpłakałam. Podniosłeś prawą rękę i zgarnąłeś łzy z moich policzków. Przysunąłeś się bliżej mnie i przyłożyłeś głowę po mojej piersi. Wiedziałam, że słuchasz bicia mojego serca. Lubiłeś to robić. Dziś moje serce uderzało wyjątkowo mocno. Gładziłam cię czule po jasnej główce, szepcząc uspokajające słowa. Słyszałam, jak niezbyt głośno pociągasz nosem. Przytulaliśmy się do siebie przed dobre kilka minut. Czekaliśmy, aż nasze emocje opadną. Gdy w końcu ochłonęliśmy, wyprostowałeś się. Miałeś na sobie czarną koszulę i czarne sztruksy, ja wciąż byłam ubrana w szlafrok. Przez chwilę miałam wrażenie, że zechcesz pozbawić mnie tego szlafroka, ale w tym momencie najwyraźniej nie miałeś na to ochoty. Nagle przypomniałam sobie o zeszycie, w którym tak zajadle notowałeś dzisiejszego ranka. Brulion leżał spokojnie na stole, tuż obok długopisu. Zapytałam cię, co takiego w nim zapisywałeś. Nagle na twojej słodkiej buźce pojawił się szkarłatny rumieniec. Prawą ręką zacząłeś masować swój kark. Nie chciałam na ciebie naciskać – czekałam, aż sam mi o wszystkim powiesz. Dopiero po dłuższej chwili, zerkając na mnie nieśmiało, oznajmiłeś, że pisałeś piosenkę. Piosenkę o mnie. Poczułam, jak zadrżało moje serce. Zapytałam cię, o czym dokładnie była ta piosenka. Zdradziłeś mi, że pisałeś o tym, jak mocno mnie kochasz. Na te słowa poczułam, jak ponownie zbiera mi się na płacz. Spojrzałam w górę, aby powstrzymać łzy. Gdy udało mi się uspokoić, zapytałam cię, czy mogłabym przeczytać ten tekst. Widziałam, że trochę się krępujesz, ale w końcu sięgnąłeś po zeszyt i wręczyłeś go mnie. Rozsiadłam się wygodnie na kanapie i otworzyłam brulion. Byłam zachwycona twoim charakterem pisma. Było niezwykle zgrabne. Bez trudu można było cię rozczytać. Nie dało się ukryć, że jesteś artystą. Zaczęłam kartkować notatnik, szukając strony, na której spisałeś piosenkę o mnie. W końcu ją odnalazłam. Czytałam tekst z zapartym tchem. Przeczytałam go kilka razy, aby zapamiętać słowa. Gdy zamknęłam zeszyt i spojrzałam na ciebie, znów poczułam, jak wzruszenie ściska mnie za gardło. Piosenka była wspaniała i od razu ci o tym powiedziałam. Z rozrzewnieniem zauważyłam, że ponownie spąsowiałeś. To było takie urocze i słodkie. Aby wyrazić ogrom mojego zachwytu, ujęłam jedną z twoich dłoni i na jej wierzchu złożyłam kilka pocałunków. Uwielbiałam twoje dłonie. Były bardzo delikatne i szczupłe, jedynie opuszki palców lewej dłoni były stwardniałe od gry na gitarze. Gdy wreszcie wypuściłam twoją rękę, nasze spojrzenia jednocześnie zatrzymały się na oknie. Nie zauważyliśmy, kiedy przestało padać. Niebo znienacka rozpogodziło się, do pokoiku wpadł złoty odblask słońca. Uznaliśmy to za dobry znak. Ścienny zegar wskazywał dziewiątą rano. Oboje poczuliśmy, że jesteśmy mocno głodni. Nie pamiętaliśmy, kiedy jedliśmy po raz ostatni. Udałeś się do kuchni, by przygotować coś na ząb, ja tymczasem poszłam się ubrać. Gdy wróciłam do saloniku, śniadanie było już gotowe. Mmm, uwielbialiśmy bułeczki z truskawkowym dżemem! Posiłek popijaliśmy gorącą kawą. Byłam pewna, że nie spałeś całą noc, bo miałeś lekko podkrążone oczy. Na moment obudziły się we mnie wyrzuty sumienia, ale czym prędzej się ich pozbyłam. Udało mi się załagodzić sytuację i nie chciałam jej ponownie psuć. Na szczęście, byłeś zbyt pochłonięty śniadaniem, żeby zauważyć, o czym myślę. Gdy najedliśmy się do syta, zebrałeś brudne naczynia i poszedłeś odnieść je do zlewu. To było bardzo miłe z twojej strony, że nie pozwalałeś mi zmywać. Rozpieszczałeś mnie do tego stopnia, że momentami czułam się jak prawdziwa księżniczka. Gdy wróciłeś do pokoju i usiadłeś obok mnie, zapytałam, czy zagrałbyś mi kiedyś tę piosenkę. Rzuciłeś mi nieco szelmowskie spojrzenie i odparłeś tajemniczo, że już wkrótce. Nie wiedziałam, jak rozumieć to „wkrótce”. Ty jednak tylko uśmiechnąłeś się i posłałeś mi perskie oko. No cóż, nie miałam innego wyjścia, jak uzbroić się w cierpliwość… Znałam doskonale twoją pomysłowość, więc byłam pewna, że czekasz na wyjątkowy moment. Przez kilka minut pogrążaliśmy się w milczeniu. Gdy spojrzałam przez okno i zobaczyłam lazurowe niebo, zapytałam cię, co będziemy robić dzisiejszego dnia. Niestety, ale jutro po południu będziemy musieli wracać do domu. Byłeś umówiony na próbę z chłopakami i nie mogłeś tego przesunąć. Na moje pytanie odparłeś, że wieczorem możemy rozpalić ognisko. Niestety, nie wzięliśmy ze sobą kiełbasek, ale mimo to uważałeś to za dobry pomysł. Zdradziłeś mi, że w szafie na piętrze znajduje się gitara i mógłbyś coś zagrać. Na twoje słowa zareagowałam jak mała dziewczynka. Klasnęłam radośnie w dłonie i roześmiałam się serdecznie. Gdy lekko ochłonęłam, zapytałam cię, co będziemy robić, zanim nadejdzie wieczór. Ty wtedy przysunąłeś się ku mnie… Twoja niegrzeczna dłoń wtargnęła pod mój podkoszulek, trafiając na biust… Szepnąłeś mi do ucha, że właśnie to chciałbyś robić…
  2. P.S. Bardzo proszę o komentarze. Zależy mi na Waszej opinii.
  3. Oto część pierwsza mojej opowieści. Jeśli Cię zainteresuje, ciąg dalszy znajdziesz na moim blogu: ostatni-sen.blogspot.com. *** Pierwszy raz (rozdział pierwszy) Patrick, a wspominasz czasem, jak wyglądał nasz pierwszy raz? Było to bardzo ważne dla nas wydarzenie. Choć nie przygotowywaliśmy się do niego, to myślę o nim jak o jednym z najistotniejszych momentów w moim całym życiu. Zwłaszcza że byłeś moim pierwszym mężczyzną. Trwał spokojny, wczesnowiosenny wieczór. Pomarańczowe słońce zaglądało do naszego pokoju przez okno, rozrzucało na podłodze i ścianach złociste plamy światła. Ja rozsiadłam się wygodnie na mojej nieco wysłużonej kanapie, ty zajmowałeś miejsce na również podstarzałym fotelu. Oboje raczyliśmy się kubkami kakao. Nie rozmawialiśmy, bo cisza była tak rozkoszna, że żal było ją burzyć. Od czasu do czasu zerkaliśmy jedynie na siebie znad krawędzi kubków. Twoje zielone oczy stykały się z moimi czarnymi. Za każdym razem, jak nasze spojrzenia się spotykały, uśmiechaliśmy się do siebie delikatnie. W pewnym momencie postanowiłam odnieść puste kubki do zlewu. Gdy byłam zajęta ich myciem, poczułam nagle twój dotyk. Przestraszyłam się nieco, po podszedłeś do mnie zupełnie bezszelestnie i niespodziewanie. Otoczyłeś mnie w pasie ramionami, przylgnąłeś do moich pleców, podbródek wsparłeś o mój bark. Gdy poczułam na ciele twoje ciepło, momentalnie zrobiło mi się przyjemnie. Odłożyłam niedomyte kubki do zlewu i odwróciłam się ku tobie. Twój wzrok… od twojego wzroku bił ogromny głód. Nienasycone pragnienie. A przy tym prawdziwe, szczere uczucie. Gdy zerkałeś na mnie tak błagalnie, wiedziałam, co masz na myśli… Czekałeś jedynie na moje pozwolenie, na moją zgodę. Przyznam, że mocno się wahałam. Wprawdzie byliśmy w związku od kilkunastu tygodni, to wciąż miałam pewne obawy. Byłeś moim pierwszym mężczyzną i chciałam się upewnić, że również właściwym. Nie chciałam oddać mojej cnoty byle komu. Choć skończyłam niedawno dwadzieścia jeden lat, to nie wstydziłam się faktu, że wciąż jestem dziewicą. Wręcz przeciwnie, uznawałam to za powód do dumy. Nie łajdaczyłam się jak większość dziewczyn w moim wieku. Kochałam cię i byłam pewna, że nie potrafię już bez ciebie żyć. Ceniłam sobie jednak moją czystość. Dlatego przez ostatnie miesiące nie zaczynałam wątku dotyczącego współżycia. Tym razem jednak wiedziałam, że nadszedł ostateczny moment. Musiałam podjąć rozstrzygającą decyzję. Wiedziałam, że długo już nie wytrzymasz, że twoja cierpliwość powoli się kończy. Jeśli chodzi o twoją czystość, to nie miałam pojęcia, czy miałeś przede mną jakąś kobietę. Jakoś nie miałam odwagi, by cię o to zapytać. Nurtowało mnie to, jednak nie potrafiłam zadać ci tego pytania. Miałam nadzieję, że pewnego dnia sam poruszysz ten temat. Jak miałam postąpić? Nie miałam sumienia dłużej cię testować. Bolało mnie serce na widok twojego błagalnego spojrzenia. Przełknęłam głośno ślinę, znienacka zaschło mi w gardle. O dziwo, poczułam w żołądku całkiem przyjemny uścisk, a w podołku miłe łaskotanie. Oderwałam z trudem wzrok od podłogi u moich stóp i spojrzałam ci w twarz. Wciąż przyglądałeś mi się błagalnie. Nie, nie, nie mogłam dłużej się z tobą przekomarzać. Nie potrafiłam cię zwodzić. Serce mi się krajało na twój widok. Dlatego więc skinęłam delikatnie głową na znak, że możesz zrobić ze mną wszystko, co zapragniesz… Gdy zobaczyłeś moją odpowiedź, na twej ślicznej twarzy rozkwitł szeroki uśmiech, który tak bardzo kochałam. W twych zielonych tęczówkach zapaliło się nagle jasne, pogodne światło. Gdy wziąłeś mnie znienacka na ręce, pisnęłam i zaśmiałam się donośnie. Byłam zaskoczona, że udało ci się mnie podnieść. Nie należałam do najszczuplejszych dziewczyn. Zaniosłeś mnie do sypialni. Ostrożnie położyłeś mnie na łóżku. Czułam, jak serce tłucze mi się w piersi. Mój oddech przyśpieszył nagle. W dole brzucha wciąż czułam przyjemne mrowienie. Wszystko to było dla mnie zupełnie nowe. Nigdy wcześniej tak się nie czułam. Byłam zaskoczona reakcją mojego ciała na tę sytuację. Nie sądziłam, że może to być tak przyjemne, tak rozkoszne… A przecież to był dopiero początek, niczego jeszcze nie zaczęliśmy! Gdy leżałam na wznak, niewinna i w pełni ci oddana, wspiąłeś się na mnie. Moje serce zabiło jeszcze mocniej, gdy poczułam na sobie twój rozkoszny ciężar. Przez kilka pierwszych minut tylko się całowaliśmy. Ale co to były za pocałunki! Nie mogłam się nimi nasycić. Całowałeś z niesamowitą wprawą. Hm, pewnie miałeś praktykę… Nieważne. Odrzuciłam od siebie tę myśl. Liczyło się to, że w tej chwili jestem tylko twoja. Nie spieszyliśmy się. W końcu jednak pocałunki przestały nam wystarczać. Drżącymi dłońmi zacząłeś dobierać się do guzików mojej koszulki. Jako że nie lubiłam nosić stanika, chwilę później mój biust objawił się przed tobą w pełnej krasie. Na jego widok aż zabrakło ci tchu. Przez następne kilka minut skupiałeś się wyłącznie na moich piersiach. Przyznam, że było to niezwykle przyjemne. Zamykałam oczy, aby jeszcze silniej odczuć pieszczotę. Przygryzałam wargę, moje rozochocone ciało wyginało się w łuk. Czułam, że powoli staję się gotowa… Ty jednak nie chciałeś jeszcze przejść do sedna sprawy. Gdy znudził ci się mój biust, postanowiłeś rozebrać się sam. Mmm, aż zamruczałam z rozkoszy na widok twojej nagiej klatki piersiowej. Nie była to klatka sportowca, jednak nie mogłam się na nią napatrzeć. Nie wytrzymałam – uniosłam rękę, by jej dotknąć. Była rozgrzana do czerwoności. Zaskoczyła mnie miękkość i gładkość twej skóry. Stopniowo pozbawialiśmy się garderoby. Gdy ujrzałam cię takiego, jakim cię Pan Bóg stworzył… Miałam wrażenie, że moje podbrzusze eksploduje. To, co poczułam, chyba można było nazwać pożądaniem. Tak bardzo zapragnęłam, by cię poczuć… Rozłożyłam ramiona i uda, zapraszając cię… Rozrzewnił mnie fakt, że tam, na dole, jesteś tak jaśniutki… Czułam, jak narasta we mnie namiętność. Jak mój głód się zaostrza. Szeptałam ci do ucha, błagając o jeszcze… Błagałam, żebyś mnie nie oszczędzał, żebyś robił ze mną wszystko, na co tylko masz ochotę. Chciałam, abyś mówił mi o swych potrzebach, o twych życzeniach, abym mogła je spełniać. Byłam sobą zaskoczona, ale nie czułam się zażenowana czy skrępowana. Nie odczuwałam zażenowania. Wręcz przeciwnie – gdy było ci dobrze, ja także byłam szczęśliwa. Twoją przyjemność stawiałam na pierwszym miejscu. Oczywiście, czekałam na rewanż, ale nie byłam egoistyczna. W końcu i ty, i ja mieliśmy dość czekania. Ponownie się na mnie wspiąłeś. Ująłeś mnie delikatnie za biodra i… to się stało. Gdy cię poczułam, zadławiłam się własnym oddechem. Poczułam wprawdzie lekki ból, ale był to ból dobry. Zamknęłam oczy, by rozkoszować się chwilą. Oplotłam ramionami twoją szyję. Poruszałeś się powoli, bez pośpiechu, co pobudzało moje zmysły. Gdy rozchyliłam nieznacznie powieki, zobaczyłam twoją twarz. Wykrzywiający ją grymas rozkoszy podziałał na mnie jeszcze bardziej. Wiedziałam, że powoli wspinam się na najwyższy szczyt… Eksplodowaliśmy jednocześnie. Twój słodki, cichutki jęk pieścił moje uszy. Ja sama odetchnęłam głęboko, targana namiętnością. Moje ciało naprężyło się jak struna; miałam wrażenie, że sięgam samych gwiazd, że dotykam słońca… Jednak najpiękniejszym widokiem była twoja twarz, na której malowało się spełnienie… Gdy najpiękniejsza z chwil przeminęła, nasze gotujące się ciała opadły na przyjemnie chłodną, miękką pościel. Oddechy uspokajały się bardzo długo. Lekko kręciło mi się w głowie, pewnie od nagłego skoku ciśnienia. Nie mówiliśmy nic – czekaliśmy, aż wrócimy na ziemię. Głuchą ciszę w pokoju roztrącały jedynie nasze głębokie westchnienia. Gdy doszliśmy do siebie, zwróciłeś się w moją stronę. Pamiętam, jak pytałeś, czy tak sobie wyobrażałam mój pierwszy raz. Odpowiedziałam ci, że był taki, jak sobie go wymarzyłam. Że jestem szczęśliwa, że odbyłam go właśnie z tobą. Że to ty odebrałeś mi niewinność. Ja również zadałam ci pytanie, czy było ci ze mną dobrze. Odparłeś, że po raz pierwszy doznałeś takich fajerwerków. Korciło mnie, aby zapytać cię, czy był to również twój pierwszy raz, ale po raz kolejny powstrzymała mnie trema. Tak, mój kochany Patricku. Lubię wspominać nasz pierwszy raz. Lubię rozkoszować się myślą, że ty uczyniłeś mnie kobietą. Że nasz związek wkroczył w nowy etap. Oczywiście, na co dzień spotyka nas wiele pięknych chwil, ale tego dnia, kiedy oddałam ci się bezwarunkowo, nigdy nie zapomnę.
  4. Przypadł Ci do gustu pierwszy tom mojej powieści i chcesz poznać dalszy ciąg? Zapraszam: ostatni-sen.blogspot.com.
  5. @Natuskaa Miło mi to słyszeć. :)
  6. @Wędrowiec.1984 Dziękuję bardzo! :)
  7. Serdecznie zapraszam do lektury mojej powieści. Jest już dostępna pod adresem: https://ridero.eu/pl/books/w_krainie_marzen/. Można ją nabyć w wersji elektronicznej i drukowanej. Książka niedługo ukaże się w innych księgarniach. Bardzo proszę o udostępnianie i opinie.
  8. Jeśli miłość można porównać... I jeśli miłość można porównać to do poszumu letniego wiatru w twoich jasnych włosach do blasku łez radości w zielonych oczach do nieśmiałego tańca szepczących serc jeśli nienawiść można porównać to do ciosu w plecy ostrzem słów do patrzenia na pogrzeb twojego najlepszego przyjaciela który zmarł po ataku nożownika do ludzi tonących we krwi bliźniego II pomożesz mi pozbierać łzy dziś nad ranem padał deszcz uronił parę kropel na twoją pustą zimną poduszkę ze strachu przed namiętnością przynoszę ci wszystkie gwiazdy niech będą pamiątką gdy zgaśnie moje słońce patrzysz mi w oczy lecz wiem twoje spojrzenie nie należy do mnie przychodzę do ciebie ubrana w sen lecz zapomnisz o mnie z nowym dniem proszę pozwól mi zastanowić się zanim się urodzę śmierć jest nie dla mnie zbyt zawiła zagadka zanim zaśniesz wtulony w swoje serce pozwól mi po raz ostatni przejrzeć się w twojej duszy pozostała mi po tobie tylko przyszłość
  9. Dobry człowiek przeraża mnie człowiek jego najserdeczniejszy dopracowany uśmiech jakiego nie skąpi nikomu boję się przyjaznego wystudiowanego spojrzenia sprzedawanego wszystkim za pół grosza uciekam przed kojącym upozowanym dotykiem smak znają prawie wszyscy nie chcę słuchać szeptu łagodzącego wszelkie spory i niedomówienia nie rozumiem ani jednego słowa to nie jest przeciętny język człowiek proponuje mi bezinteresowny spacer nagle umarła mi babcia i jutro pogrzeb człowiek ma schludnie przystrzyżone włosy obowiązkowo piwne oczy i dla urozmaicenia parę piegów co zimę odlatuje do ciepłych krajów wraz z resztą człowiek nieodwołalnie ma żonę i trójkę dzieci jak należy wiecie co mimo wszystko chciałabym czasem zostać takim dobrym człowiekiem
  10. Koziorowska

    Odrobina dotyku

    Dziękuję Wam wszystkim za komentarze. Miło mi, że mój tekst się Wam podoba. Pozdrawiam i życzę przyjemnego weekendu.
  11. Odrobina dotyku przychodzę prawie bezszelestnie nie pozostawiam na niebie śladów nie chcę spłoszyć twojego słońca przebudziłabym się chętnie w twoim śnie ale pragnę zakazanego owocu wraz z krwią płyną łzy czy trwa już cisza nocna pomóż mi podnieść głaz głowy przepraszam nazbierało się myśli gdyby zacząć szukać pytań dla odpowiedzi brakuje mi snu powieki runęły w przepaść zanim się narodzimy musimy przeprosić Boga za kłopot tak chciałabym zobaczyć duszę w twoich zielonych oczach lecz ptak mojego snu nie ma ziemi z której mógłby wzlecieć serce obraca się w przeciwnym kierunku zegar skarży się nie nadąża za czasem zielono mi w głowie to od przesytu wspomnień w pudełku po zapałkach trzymam los teraz mogę go pilnować nie mogę oddychać od nadmiaru powietrza milczenie to niedopowiedziana obietnica pragnę twojego bólu ty nie chcesz się dzielić zanim życie zacznie biec wstecz podaruj mi odrobinę dotyku
  12. @Deonix_ Bardzo się cieszę, że tekst się spodobał. :) Dziękuję i pozdrawiam serdecznie.
  13. Sny, które tak kochałam Twoje przerośnięte, zmięte wargi muskają czule czerń moich włosów. Pieszczota jest wzniosła i wielce uroczysta. Żylaste mięso słońca gnije, nie mogę dłużej patrzeć. Jeszcze księżyc, przyrodni brat słońca, ale to zwykły złodziej. Sny, które tak kochałam, marzną pomału, jeden za drugim, kłócąc się o miejsce w kolejce. Niebo – czyste jak oczy śmierci – sprawdza, czy właściwie wykonuję znak krzyża; wskazuje, kiedy popełniam błąd. Modlitwa, klejąca się do podniebienia, odzywa się echem po pustkowiu serca. Dzisiaj miłość jest tak rozległa, że myli się z krwią, co łzami wypływa z duszy. Pielęgnuję grzechy, zwłaszcza śmiertelne, żeby mieć o czym porozmawiać z księdzem. Sól, pozostałość ostatniej nocy, zlizuję z namaszczeniem z twych nieszczelnych powiek. Wciąż czujesz posmak prawdy; jest piękna niczym wzgardzona obietnica. Lubię ciszę jałowego oddechu; drogowskaz ktoś skwapliwie i dobrodusznie połamał. Z namaszczeniem pielęgnuję swój lęk, co płynie nitkami twoich żył.
  14. Pragnąc jutra Potajemne spotkanie naszych ust… Niespodziewane zetknięcie nagich dłoni… Niecierpliwy kontakt nienasyconych dusz… Czy to miałeś na myśli? Chciałabym, byś nauczył mnie żyć… Kto wie to lepiej od ciebie? Twoje sponiewierane myśli pragną jutra; niespokojne serce bije wstecz. Mogłabym umrzeć już teraz, ale wszyscy powtarzają, że nie warto, że się nie opłaca, że trzeba jeszcze zaczekać, aż zakwitną kasztanowce. Piszę kolejny wiersz o twoich ustach – nie potrafię zapomnieć ich pięknego kształtu. Nigdy jednak nie pokażę ci tego wiersza; tak jak nie pokażę miłości, która niezmiennie tkwi w moim sercu jak drzazga. Ten bagaż z przyszłością jest tak ciężki! Nie wypada nie zatrzymać się i nie popatrzeć. Często zaglądamy sobie do oczu, lecz nikt nie widzi niczego więcej poza tęczówką i czarną, szeroką źrenicą. Przykro mi, mówi kardiolog, nie udało się uratować pani serca. Tak, tak, często pan tak do mnie mówi, panie doktorze… Aż nie wypada umrzeć w tak zachwycającą noc. Już nikt nie podejrzy naszych zespojonych zmysłów.
×
×
  • Dodaj nową pozycję...

Powiadomienie o plikach cookie

Nasza witryna korzysta z plików COOKIES („ciasteczka”). Dowiedz się więcej o COOKIES z naszej Polityki Prywatności Polityka prywatności