Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Mad

Użytkownicy
  • Liczba zawartości

    3
  • Rejestracja

  • Ostatnia wizyta

Reputacja

1

Ostatnie wizyty

Blok z ostatnimi odwiedzającymi dany profil jest wyłączony i nie jest wyświetlany użytkownikom.

  1. Mad

    Bezimienny

    Opadam na dno Jednak nie tonę Czernią wewnątrz płonę Skrzydeł mych rozszarpałem błonę Cisza pochłania mnie Wciąż koszmary śnię w objęcia kostuchy lgnę Czas naprzód pędzi A ja wciąż dryfuję na krawędzi
  2. Mad

    Marzyciel

    Od tak dawna kipię ze złości. Raduje mnie trzask łamanych kości. Pełen zawiłości. Od wymuszonej litości czuję mdłości. Świat od zawsze ze mnie kpił. Mimo że sam wieki temu zgnił. Nie ma nic czego byś mi zabronił. Od dobrotliwych będę stronił. Jestem wściekły, walę głową w mur. Paskudny ze mnie gbur. Mój uśmiech piękny niczym pomór. Jestem wizjonerem. Pod moim butem w ciągu chwili staniesz się zerem. Jam jest tyranem, życia twego panem. Mam dwie uśmiechnięte twarze, dobrze wiesz o czym marzę Czuję już jak w piekle się smażę Nie ma czym się martwić, przedtem wiele w ogniu wyparzę. Pełen jestem zawiści, niech ma barwna wizja się ziści. Zaściankowy mały świat, pełen jadu i nienawiści.
  3. Wyrzutek, odmieniec, odstręczające indywiduum tak mógłbym się określić po stosunku wielu ludzi względem mnie. Nieczuły na ból fizyczny, otępiały i po części ślepy na świat. Oderwany od rzeczywistości i bujający w obłokach. Uwiązany w ciele jakby więzień a z drugiej strony niekompatybilny z nim i dryfujący gdzieś poza cielesną powłoką. Odtrącony przez świat, zwalony na ziemię jak drzewo z wyrwanymi korzeniami. Bez miejsca na świecie, bez celu egzystencji, beznamiętnie człapiący przez życie. Wybrakowany, z piętnem na duchu. Okaleczony wewnątrz, na zewnątrz osowiały i przygaszony. Ogień paleniska duszy zgasł niczym węgle rozrzucone na piasek. Wypalony i wyzuty z życia. Energia, siła i wigor wyciekły jak przez pękniętą wazę. Konająca istota wytykana jak potwór. Gdzie jej miejsce, dokąd powinna podążać. Poszarpany i stłamszony, zdeptany i złamany. Zbyt nieludzki jak na człowieka jednak cierpiący pustkę. Gdzie winienem podążyć, w stronę kostuchy w ostatnią podróż czy dalej brnąć przez puste życie. Rozpadam się od środka, nieprzyjemne uczucie rozrastającej się wyrwy. Na horyzoncie nie widać już nic, oprawcy i gapie zniknęli a plotki ucichły. Gnijąc w środku i czując tą czerń zbliżającą się do rdzenia, zaczynam czuć oddech na plecach to ona wskazująca palcem to jeszcze nie teraz. Resztka żaru musi zgasnąć.
×
×
  • Dodaj nową pozycję...

Powiadomienie o plikach cookie

Nasza witryna korzysta z plików COOKIES („ciasteczka”). Dowiedz się więcej o COOKIES z naszej Polityki Prywatności Polityka prywatności