Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

tomass77

Użytkownicy
  • Liczba zawartości

    168
  • Rejestracja

  • Ostatnia wizyta

Reputacja

117

Ostatnie wizyty

Blok z ostatnimi odwiedzającymi dany profil jest wyłączony i nie jest wyświetlany użytkownikom.

  1. tomass77

    Pewne fakty

    Rak jest faktem Brak szczepionki na kataraktę Czas skończony Niestałość żon i.. Radości rychłe zapominanie Smutki głęboko w sercu zachowane Dzieci jak mgnienie dorastanie Myśli niewygodnych usypianie Zamykanie drzwi zamiast ich otwieranie Niechodzenie a raczej półtrwanie Lekarza jak ognia unikanie Pewnych miejsc nieomijanie Samotne w kącie szlochanie Okresowe do życia zrywanie Przez kilka tygodni poranne wstawanie Do słońca długiej szyi wyciąganie Rak jest faktem Śmiech dzieci Wzrastanie i bezruch Na termometrze srebrnej rtęci
  2. tomass77

    Rozmiar

    Pragnę nosić Elki Z Monik już wyrosłem Na iksy chmurnie patrzę W podwójnych pływam Jak delfin lśniący Elki moją miarą Moniki obciskają Iksy takie szare Podwójne oszukują Delfina lśniące ciało Pragnę chodzić z Elką Z Moniką źle się czuję W iksie jest nieswojo W podwójnym błaznuję Na czubku delfina Ratunkowe koło
  3. "Czasem nagle smutniejesz To jakby dnia ubywa I nie wiem jak ci pomóc Więc tylko proszę: wybacz (...)" Fajnie się czytało. Pozdrawiam.
  4. tomass77

    Kiedy umiera nadzieja

    Witaj WarszawiAnko :) to jest wiersz o destrukcyjnym działaniu nadziei, bo jak mawiał jeden "nadzieja jest zła, wiara jest dobra". Pozdrawiam :)
  5. Kiedy ona śpi Kroplą duszę upija W zwolnionym podskoku się zrywasz I czekają cię długie dni Bez światła, bez cienia Ich trwanie To tak Jak odbity świt To tak Jak pusty byt Kiedy ona umiera Karmicielka dożylna Twój stan pozostanie horyzontalny I czeka cię najprawdziwsza męka A nie połowiczny Jej lament To tak Jak nagły błysk To tak Jak ludzki krzyk
  6. tomass77

    Świat pierwotny

    To ja dziękuję za konstruktywne uwagi :) Pozdrawiam
  7. tomass77

    Świat pierwotny

    Jest to zabieg celowy. Pozdrawiam.
  8. Wśród gasnących szuwarów Głos wieczoru cicho Czarownie się śmieje W tle mrocznej oddali Tańczą świetliki Z melancholią nucą Wróżbę przemijania.. Na wzniesieniu tęsknie Wyją białe wilki Las pachnie żywicą Dwie sowy przytulone Skrzydłem zrośnięte Na gałęzi siedzą Lilje leniwe Rozwodniony księżyc Oddechem rysuje Konar zanurzony Wolno nektar pije Oto świat pierwotny Kiedyś tam byłem
  9. tomass77

    Szczęście

    Dziękuję Natalie, uznaję to za komplement :) i urywam ostatni wers. Pozdrawiam ciepło
  10. tomass77

    Wybaczcie mi

    Podobne doznania i zwątpienia dotykają wielu. Wiersz zbyt fatalistyczny może trochę ale jest i pochwała zycia. Dzięki za czytanie i miłe słowa. Pozdrawiam Cezary.
  11. tomass77

    Szczęście

    Serdecznie dziękuję. Cieszę się, że się spodobał. Pozdrawiam.
  12. tomass77

    Szczęście

    Jaskrawe jak przebłysk na kliszy W tęsknocie jasność swą zmienia Na nitce zaczyna ciemnieć Uchodzi do światłocienia Ponure jak odgłos na skałach Przyschnięta myśl urywana Usypia sowim przydechem Czuwa Spada z liścia na kamień Czeka
  13. tomass77

    Martin Eden

    Tak, oczywiście w jednym wierszu ciężko oddać całą złożoność postaci Martina Edena. Dziękuję za pochwałę i podzielenie się własnymi doświadczeniami. Ogromnie cieszę się że wiersz wywołał określoną refleksję. Pozdrawiam serdecznie.
  14. tomass77

    Martin Eden

    Wyrwany z zawadiackiej bójki O siebie, kumpli, wielkich panów Upadał waląc swych tyranów Obudził się wołaniem sójki Kiedy go wielkim okrzyknięto W nim już zagasły życia światła Burżuazyjna mądrość łatwa Brissendenowi nuciła memento Nie umiał kochać już ani smakować Biedy i fałszu najadł się do syta Znikła siła by swój świat ratować Nie odparł burzy ludzkiej małości Która aż w proch mu serce obróciła Morza głębia przyjęła go z litości
  15. Wybaczcie mi Trawy na łące Łagodnym wiatrem Połyskliwe słońcem I wy korzenie Wybujałe z ziemi Pamiętajcie o mnie Gdy przyjdę do cieni Wybacz mi czarna Pachniesz kosmicznie Raduj się białkiem Co w tobie zakwitnie Chcę być dla ciebie Moja najdroższa Chwaliłem ciebie Chwaliłem Wybaczcie mi Prądy podniebne Łapałem was w pięści Silne lecz nie spięte Jak mięśnie twarzy W potwornym okrzyku Do mgławic szerokich Zimnych po wytrysku Niemagnetycznym Czas złożyć dowód Waszego bytu I z własnej zieleni Ofiarę złożyć
×
×
  • Dodaj nową pozycję...