Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

ocoolti

Użytkownicy
  • Liczba zawartości

    8
  • Rejestracja

  • Ostatnia wizyta

Reputacja

0

O ocoolti

  • Urodziny 20.07.1994

Ostatnie wizyty

Blok z ostatnimi odwiedzającymi dany profil jest wyłączony i nie jest wyświetlany użytkownikom.

  1. ocoolti

    ranny ptaszek

    dziękuję. tytuł zapewne gdzieś się przewinął... nie jest zbyt wyszukany. okej, dopiero zaczynam. :> dzięki.
  2. odnoszę podobne wrażenie. dziękuję za opinię. ☺
  3. diabelski komornik zabrał mi serce i teraz gmera w jego komorach, bo nie zapłaciłam rachunku sumienia. diabelski komornik zabrał mi serce i teraz krew z niego wypija jak komar.
  4. poraniony ptaszek… z samego rana płynie mu krew z głębokich ran ~*~ KONEC BAJKI dzieci idą spać do swoich grobów
  5. do mnie te słowa przemówiły :) z wyjątkiem przedostatniej zwrotki... dziwne obrazy mi się kłębią w głowie, gdy ją czytam - nie chcę ich. :c
  6. stonoga biegnie wzdłuż stu dróg, każdą nogą w innym kierunku. oto owadzia schizofrenia, jaźni rozdwojenie, rozsetnienie. cierniowa korona – a z niej sto cierni powbijanych w jezusową skroń; w głowie Pinokia zaś sto drzazg. obaj uczą się człowieczeństwa – – Bóg i Drewno. drewniane kościoły pachną pleśnią i zbawieniem. za dużo rozbieżności w tych moich słowach. obrazy nakładają się jeden na drugi, a jest ich w sumie setka. niełatwo przychodzi opisywanie stu dróg. a wszystkie prowadzą do Boga. trzeba uważać, żeby na bezdroże nie wstąpić; stamtąd rozpływają się drogowskazy, a pierwszy znika horyzont. człowiek ma tylko dwie nogi i dostępna jest mu tyko jedna droga spośród wszystkich stu – – bo drugą nogą zawsze może wejść na bezdroże. dalej: dwoje oczu, by wypatrywać straconych dróg linie. czasem tylko ślepnie… wtedy ratuje go sumienie, które prowadzi i niesie z powrotem. bezdroże jest studnią – – niejeden człowiek już setny dzień w niej spędza i nie ma siły, by demony od siebie wypędzać. cisza i pustka: i tak sobie myślę: stonogom najdalej jest od potępienia.
  7. Językiem swoim wykradasz z mych ust oddech Kolejne tchnienie życia ofiaruję tobie Cóż za paradoks – Powinnam m a r t w i e ć przy tobie, A czuję, że żyję. M a r t w i e j ę bez ciebie Bez Ciebie gniję. Śmierć przychodzi gdy ty odchodzisz Życie znajduję w twojej obecności Swoim dotykiem ożywiasz ciało moje s t ę c h n i ą c e i tęskniące za tobą. Jesteś, a ja Łagodnieję, d e l i k a t n i e j ę. Ty Ty Ty Ty Ty Ty Ty Ty Ty Ty Ty Skalpelem swoich oczu Wycinasz rany, które strach pozostawił Na moim ciele s t ę c h n i ą c y m i tęskniącym za tobą. Jesteś, a ja zdrowieję, ożywam – cóż za paradoks! Językiem swoim wykradasz z mych ust oddech Kolejne tchnienie życia ofiaruję tobie Nieśmiertelność jest twoją obecnością Oddałam ci życie, nie tracąc go wcale Śmierć przychodzi gdy ty odchodzisz Życie znajduję przy tobie. Bez ciebie gniję, bez ciebie m a r t w i e j ę. Ty Ty Ty Ty Ty Ty Ty Ty Ty Ty Ty Ty Ty Ty Ty Ty Ty Ty Ty Ty Ty Ty Ty Ty Ty Ty Ty Ty Ty Ty Ty Ty Ty Ty Ty Ty Ty Ty Ty Ty Ty Ty Ty Ty Ty Ty Ty Ty Ty Ty Ty Ty Ty Ty Ty Ty Ty Ty Ty Ty Ty Ty Ty Ty Ty Ty Ty Ty Ty Ty Ty Ty Ty Ty Ty Ty Ty
×
×
  • Dodaj nową pozycję...

Powiadomienie o plikach cookie

Nasza witryna korzysta z plików COOKIES („ciasteczka”). Dowiedz się więcej o COOKIES z naszej Polityki Prywatności Polityka prywatności