Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Dawid Rzeszutek

Użytkownicy
  • Liczba zawartości

    315
  • Rejestracja

  • Ostatnia wizyta

Zawartość dodana przez Dawid Rzeszutek

  1. OPOWIADANIE -" KRUCZA KLĄTWA SNU". Wprowadzenie Siedziałem niemal sparaliżowany, jak przed egzekucją skazany na karę śmierci. Kruki, tylko pierdolone kruki nawiedzają mnie we snach, jakbym był grabarzem w podrzędnej mieścinie albo mścicielem z filmu o nazwie tegoż ptaka. Nie było mi do śmiechu, cierpiałem na nieokreśloną bliżej chorobę, zasypiałem, sen okazywał się tak realny, że początkowo nie wiedziałem, czy śnię, czy też nie. Najgorsze jednak było to, że nie mogłem się obudzić. Była to swoista pułapka, a czas grał na niekorzyść, jego odczucie było dużo mocniej spowolnione niż w rzeczywistości. Osiem godzin trwało cały dzień. Zamknięty we własnej głowie, jak w więzieniu, musiałem trwać w scenariuszu mojej chorej podświadomości. Nikt nie mógł mi pomóc. Kawa była ratunkiem, ale nie mogłem nie spać wcale. Wytrzymywałem długo, czasem nawet 3 dni, ale wycieńczenie bywało zbyt miażdżące. Najgorsze, że sen potem był nieco dłuższy niż normalnie. Kurwa! Wolę tę godzinę, zamieniającą się w kilka przesiedzieć dłużej, ale rzadziej niż codziennie odbywać niekontrolowane podróże, w których znajduję się w przeróżnych miejscach, a wydarzenia zwykle są naprawdę przerażające. Jedną rzeczą wspólną dla każdego snu, jest obecność ośmiu Kruków, którzy pilnują, bym nie uciekł zbyt szybko i nie zginął w boleściach przewyższających te naturalne. Byli sanitariuszami i katami. Dualizm często bywał widoczny w moich snach. Jeden z lekarzy, u którego próbowałem się leczyć, powiedział mi, że podświadomość to jest mechanizm responsywny, pamiętliwy i sprawiedliwy. Nie byłem pewny, czy dobrze go zrozumiałem. Wydawało mi się, że jeśli poznam lepiej zasadę działania mojej choroby, tym szybciej naprawię błąd, z którym się urodziłem. Dzisiejszej nocy rzeczywistość mojego snu przeniosła mnie na szczyt wieżowca, gdzieś w Hongkongu, z którego podczas ucieczki przed śmiercią musiałem skoczyć i się zabić. Nie wiem, czy ktokolwiek zrozumie, ale każdy sen rządził się innymi zasadami. Jednak cechą wspólną każdego była zagadka logiczna, którą musiałem rozwiązać. Jeśli nie udało mi się rozwiązać lub zrobiłem coś źle, wracałem do miejsca startu. Kruki dziobały mnie wtedy po oczach i sercu, aż ból doprowadził do resetu podświadomości. Podczas okresu dojrzewania, dużo przecierpiałem. Wtedy to zaczęły się te Krucze sesje. Początkowo nie wiedziałem nic. Stopniowo z mijaniem lat uczyłem się żyć z tym problemem. Początki były miotaniem się i szukaniem drogi wyjścia. Kilkakrotnie ginąłem podczas jednego snu, jednak z czasem zacząłem więcej główkować, tak samo w środku snu, jak po przebudzeniu. Zacząłem pisać dziennik snów, cała choroba stała się jedną wielką obsesją. Czuję się naznaczony przez Kruczą klątwę. Na całym świecie, gdy pierwszy raz opowiedziałem lekarzowi o swoim problemie, nie było jeszcze zdiagnozowanej takiej choroby. Lekarze załamywali ręce, czułem się popapranym pionierem. Jednak częściej czułem, że samobójstwo może rozwiązać mój problem. Pewnego razu w wieku 24 lat nawet byłem jego blisko. Już stałem na krawędzi dachu wieżowca, jak w jednym ze snów, miałem skoczyć, ale tyle myśli miałem w głowie, że nie mogłem. Głównie moja rodzina, matka i ojciec oraz rodzeństwo, które zawsze patrzyło na mnie, jak na kogoś, bez kogo żyć nie będą umieli, trzymało mnie przy życiu. Według badań lekarze określili, że mam silną psychikę, ale nie mogą się doszukać czułego punktu w moim życiu, który mógłby być momentem, który wzbudził skomplikowany mechanizm. Nawet podejrzewano, że hipnoza jest przyczyną schorzenia. Jednak nie udało się mnie zahipnotyzować pięciu hipnotyzerom. Jeden z nich, najstarszy i najbardziej doświadczony, powiedział, że mam konkretne drzwi antywłamaniowe zamontowane w psychice. I biorąc pod uwagę problemy, to naprawić podświadomość i sobie pomóc mogę tylko ja sam. Nie wiedzieli, czy ktoś tego dokonał, czy ja sam zbudowałem sobie gehennę, ale jeśli to ktoś obcy, to mógł to zrobić tylko ktoś bardzo zaawansowany w socjotechnice i hipnozie oraz naprawdę mądry człowiek. Zaraz po 30 -ce przypomniał mi się dziadek, był podobno wróżbitą i astrologiem, nigdy go nie lubiłem i nie wspominam go dobrze, ale kiedyś poczułem jakby jego obecność we śnie, mimo że nie żyje już od prawie dwudziestu lat. Poczułem zapach jego perfum, był bardzo specyficzny, nigdy nie czułem takiego u innej osoby, skojarzenie dziadka mnie zastanowiło. Zawsze gdy przychodził do mojego domu rodzinnego w Carolinie Północnej, z oddalonego o dwie przecznice małego domku, miał w rękach karty tarota. Zwykle patrzył komuś głęboko w oczy i wyciągał jedną kartę. Patrzył na nią, po czym chował w pliku talli i tasował ją kilkukrotnie. Zawsze po cichu rozmawiał w kuchni z moim ojcem, a gdy wchodziłem do pomieszczenia, to nagle wszyscy milkli. Było tak zawsze. Dziadek nigdy nic do mnie nie mówił, zwykle omijał mnie, jak tylko pojawiałem się w pobliżu. Pewnie przez ten dystans i jego ekscentryzm nigdy za nim nie przepadałem. On był pierwszym podejrzanym o wprowadzenie jakiegoś czaru – programu do mojej jaźni, a z niej do podświadomości, ale nasz kontakt prawie nie istniał, więc to nie mógł być on. Już minęło pięćdziesiąt jeden godzin od ostatniego snu. Byłem świadomy, ale zmęczenie upośledzało reakcję na bodźce z otoczenia. Kawa już tylko wpływała na zwiększenie poczucia zmęczenia. Jeszcze trzy godziny i seans z krukami się znów rozpocznie. Miałem leki wyciszające, które pozwalały mi redukować negatywne myślenie. Świadomość bólu, który mnie miał czekać,, doprowadzała mnie na skraj depresji. Pracować nie mogłem. Utrzymywałem się z renty inwalidzkiej i z majątku rodziny, którego część przypadła mi po śmierci dziadka. Nie był to majątek, który zagwarantował mi spokojne życie, ale nie była też to mała kwota. Trzymałem ją na specjalne okazje, kiedy już nie mogłem uczynić inaczej. Ostatnio postanowiłem sprawić sobie samochód i wyjechać gdzieś, gdzie jest nadzieja, że otoczenie wpłynie na złagodzenie drastyczności snów. Wjazd miał się odbyć na Karaiby. Miałem tam przyjaciela i przyjaciółkę. Było to małżeństwo jeszcze z czasów liceum. Byli developerami na rynku nieruchomości. Dużo czasu spędzali w podróży. Gdy widziałem się z nimi podczas zlotu absolwentów, na który udało im się po latach przyjechać, to zaproponowali mi pracę, jako house keeper, czyli dozorca domostwa podczas nieobecności właścicieli. Była to miła alternatywa, zważywszy, że potrzebowałem zmienić otoczenie. To był dobry moment, na próbę wyłączenia czynników stałych z mojego życia i zastąpienie ich innymi. Myślałem, że to może być dobry sposób na stymulowanie się innym otoczeniem, innymi ludźmi, innym zajęciem, przez co może zajść reset podświadomości. Oczywiście była to tylko moja teoria, nic pewnego, ale nadzieja budowała mnie już od kilku miesięcy i w końcu postanowiłem spróbować. Tomas I Sara mieli jechać w dłuższą trasę po wybrzeżu zachodnim. Według ich planów mieli spędzić około pół roku na poszukiwaniu lokalizacji, firm budowlanych, projektów na budowę nowych domów. Była to ważna inwestycja. Wierzyli, że jeśli się ich plan powiedzie, to będą bogatsi o kilkadziesiąt milionów dolarów. Dla mnie to była kosmiczna kwota, a dla nich zysk roczny, który w podobnej kwocie każdego roku trafiał na ich konta. Miałem więc wolną rękę w kwestii organizacji swojego u nich pobytu. Pół roku – pomyślałem – to odpowiedni czas na próbę resetu. Miałem wyjechać tuż po przebudzeniu, po tym horrorze, który miał mnie spotkać już za dwie godziny. Byłem dość obojętny. Leki wygłuszały mnie za dnia, jednak nie działały w ogóle na sny. Nie odczuwałem żadnej zmiany w snach, odkąd je zażywam. Przynajmniej myśli samobójcze przestały mnie dręczyć, tak intensywnie, jak to było dużo wcześniej. Gdy dzwonek w telefonie się uruchomi, a ustawiłem go na półtora godziny przed snem, zaczynam swój rytuał przygotowania się do niezłej jazdy. Zawsze się zastanawiałem podczas wieku dorastania, gdzie tym razem mnie rzuci wyobraźnia, dzisiaj już mnie to nie obchodzi. Stałem się niemal robotem. Biorę na klatę to, co będzie. Wiem, że to się nie dzieje naprawdę, mimo że realizm snu był perfekcyjnie dopracowany. Biorę kąpiel, przygotowuje zioła na uspokojenie, czasem piję setę wódy i układam się wygodnie w łóżku. Podobno wcale się nie poruszam podczas snu. Leżę jak kamień przez około 8 godzin, a gdy budzę się, to przez 5 minut dochodzę do siebie, sam nie wiem, czy śnię nadal, czy już nie. Na szczęście nigdy nie śnił mi się mój pokój. To jedyny pozytywny aspekt snów na krawędzi. Od dziesięciu lat ćwiczę różne sztuki walki, niestety we śnie nie mogę, jak Neo w Matrixie wgrać sobie tej umiejętności. Ćwiczyłem też parkur, ale po 25 latach, odkąd sny się uaktywniły, wiem jedno, nigdy nie można być przygotowanym wystarczająco dobrze na to, co ma miejsce w mojej głowie. Nigdy nie czułem się tam bezpieczny, ani spokojny. CDN... Autor: Dawid Rzeszutek (c)
  2. Płomienne przesłanie Kanałem mi zaklętym! W wiadomości tajnej! Mądrość piekła ślą! Pragną zniszczyć rację! Uwierz! Duch tutaj odczuwa tęsknoty marne! A krwią lubią i płacą za świętości profanacje! Gorsze są krzywdy niż uduszenie i zadźganie! Przeszywają cienie! Apostołów gorszą oczy! Już się zbliżasz! Tutaj Syzyfów jest wygnanie! Będziesz trwać tuż! Wieszczy to sen proroczy! Wiadomość wwierciła się do twego umysłu Drogami kazań demonicznych i przeklętych Budzi sensorykę twoich nędznych zmysłów Wznosi tu porty zła! Przywołuje dusz okręty! Jak moc przywołasz swoją?! Twoją serdeczną! W odmętach tonąc! Ginąc w złości potrzebach! Gdy ubrudzoną matki łzą! Tę trumnę wieczną! Wrzucą w dół! Dziś zakochany w pogrzebach! Autor: Dawid Rzeszutek
  3. @ais Dobry wieczór! Choć dzień dobry też nie byłoby błędne wzgledem czasoprzestrzeni, w której się teoretycznie obecnie znajduję i chyba wciągam wszystko w nią, jak śnieżna kula. Nie chodzi o pozycje na mapie, ani o sferę czasową, a o wymair mentalny, w którym pozbawiony snu, odczuwam jakby trwał w nim dzień. Krótko mówiąc - nadrabiam czas stracony za dnia, siedząc i główkując nad paroma dla mnie istotnymi rzeczami nocą. W nawiązaniu do komentarza: Rozumiem, że nie chodzi o zmianę niczego we mnie. Dziękuję, że Pani szanuje moje zdanie. Co do miny zdziwienia, to jak napisałem w komentarzu - dziś chyba najbardziej zacierają się granice gatunków literackich. Zapewne nie jedno dzieło literackie łączy w sobie ich kilka. W kwestii walki - czasem nie chodzi o siłę czy słabość, tzw. Kozacką walkę i o to, kto jest mocny, a kto nie, bo mnie osobiście chodzi o prawdę i jej naturalne prawa. Wyznaję pewne wartości absolutne i one są mi drogowskazami. Mógłbym się sprzeczać (walczyć) by panie uznały tekst za wiersz, bo kwestie interpretacji pola tekstu (czy jest prozą poetycką czy tylko wierszem lub proza) są w dużej mierze bywają kwestią z natury sporną i ostateczna decyzja leży w rękach autora, bo brak jest ostatecznej definicji pojęcia poezji, szczególnie nawiązując do postmodernizmizmu, gdzie wszystko się ze sobą przeplata. Chociaż wydaje się, że walka to może i męski czyn, to w tym wypadku nie kwalifikuje się do wysokiej pozycji w moim kodeksie honorowym. Bywam ostrzejszy, to prawda, ale staram się trzymać nerwy na wodzy i walczyć, kiedy to jest naprawdę konieczne lub drogi odwrotu nie ma. Spór był naprawdę niepotrzebny. Płynność pozycji docelowej tekstu była duża, ale wydaje mi się, że zbliżając się do klasycznej formy, którą zwykle staram się praktykować i którą znają ludzie najbardziej, to tekstowi o kilka procentów było bliżej działowi prozy. Nie wiem, jak mocno świadomi są ludzie tutaj, ale formy wiersza ulegają przemianom. Dzisiaj nie są już tym samym, co 100 lat temu. Być może stałem się nie Rejtanem, a Sokratesem pijącym Cykutę. Poddając się woli tłumu, sam przekroczyłem ważna granicę, własnego egoizmu i poczucia doskonałości. Chylac głowę mam wrażenie, że nie poległem, a coś wygrałem. Nie z kimś, a sam ze sobą. Zakładając wcześniejsze moje komentarze, to chyba ta droga jest mądrzejszą niż tłuczenie, jak to pani nazwała - bab (wolę określenia dam lub kobiet, ale białogłowy też jest ładne. Jest tez takie klasyczne, jak niewiasty). Nie czeka mnie jednak pełen los Sokratesa, bo żyje i nie jedno jeszcze napiszę, ale trud Sokratesa w wersji zminiaturyzowanej pokonałem. By ustrzec się takiego dosłownego porównania do Sokratesa, dodam, że dotyczy to tylko mechanizmu. Wartości zmiennych jego są tylko hipotetyczne, przykładowe. Pozdrawiam!
  4. Kiedyś żyłem naprawdę, ale w trumnie byt będzie mi przyjemniejszy, oczywiście kiedy lubi się trupi zapach i brak przestrzeni. Zasłonięte okna oślepiają trumnę, ten stary dom. Oślepłem też ja od kłamstw i win światła, gdy sąd ostateczny orzekł zakaz do niego zbliżania. Moje ociemniałe Ja nie przełknie już kwiecistych tęcz, nie zobaczy płomiennych zórz, ani rzędu kilku moich nagrobków ponad mną na podwórzu - przynajmniej podczas tego dzisiejszego nieżycia. Żyły wypompowane z atramentu, z krwi egzystencjalnej zadumy, wiszą jak sznurki na pranie, rozciągnięte między wschodem a zachodem codziennego obłędu. Wieszam się na nich duchowo, próbuje powiesić nieśmiertelność, czy ktoś chce ją kupić? Sprzedam tanio! Pióro za życia wydarte z godła Polskiego i karmazynowy atrament spoczywają pod dłonią w pogotowiu szalonej wenie, tryskajacej czasem z ran drewnianego i ukrzyżowanego Chrystusa, w którego objęciach zasypiam i się budzę. Mówił wszak pijcie moją krew i jedzcie ciało, ale ciała nie udało mi się w Jerozolimie odnaleźć..a byłem głodny. Może biedak naprawdę zmartwychwstał? Chciałbym pisać wiersze jego krwią. Drogi interes, czy warto? Zwykle krwotoki jego, nawet zimą, dekoruje zapach fiołków. Ich aromaty z siłą żyletki przypominają setkę moich samobójstw. Wspomnienia wcieleń gorzkich, jak łzy w kolorze rtęci, wołają o pomstę z piekieł. Duchy przodków obok mnie oddychają resztkami ciszy, ofiarowanej gratis do zniczy w święto zmarłych. Przez kilka godzin i mnie było ciepło. Kilka godzin karaibskiego piekarnika, wypaliło mi oczy i skóra nieco koloru nabrała. Tu deski podłogowe trzeszczą od ciężaru grzechu, zapadają się nuty, jak stopnie schodów do nieba. Tutaj ślepe cienie grasują w poszukiwaniu niejasności, ale jej siostry 'jasności' malują drogi ucieczki od absurdu. Wszystkie prowadzą w mogiły, w pozbawione świętości rowy, pełne prawd tych ostatecznych i zwymiotowanych. Pomyślałem, choć dopiero po śmierci - może mógłbym się pomodlić? Chrystus kiwał głową, że nie wypada. Krzyknąłem - Galilejczyku! Nie wypada? to tobię umierać za hołotę, czy widzisz co osiągnęli? Mimo obłędu i chłodu, tutaj mi wygodnie. Zanim powstanę, muszę jeszcze się wyspać. Ustawie budzik na piąta tego samego dnia i miesiaca, ale setnej ery - Ery zmartwychwtania. Cóż, że śmierć wydaje się gorsza od życia i cóż że żyć może wtedy bardziej się chce, gdy się nie żyje, ale ja wolę nie żyć. W ciemności przyświeca mi jedyna nadzieja i radość, że tutaj nie musze przeżyć. Nie żyć znaczy więcej. Autor : Dawid Rzeszutek.
  5. @ais Jestem skromnym człowiekiem, wiele nie wymagam ani od świata ani od stwórcy, a to czy odbiorców jest więcej czy mniej, mnie nie obchodzi. Cieszą mnie pozytywne opinie, a te uzasadnione, negatywne i zawarte w formule kulturalnej, stają się moimi drogowskazami, lecz muszą one być poparte silnymi argumentami. Niezrozumiałe środki artystyczne, to wytyczanie nowej ścieżki, gdy inne zostały już autostradami pełnymi aut. Wyświechtanymi sloganami, których wartość jest marna. Próbując czegoś nowego stapamy po niepewnym gruncie, ale tylko konkretne argumenty mają wagę podważyć taki kierunek drogi artystycznej. Takich wcale nie usłyszałem. Za to dyskusja toczy się o stosunku moim do autora komentarza. Ja traktuje pisanie poezji poważnie, a takie pytania godzą w moja wartość, uwlaczaja mi. Reakcja może była nierozsądna, może powinienem inaczej sformułować odpowiedź, ale dopasowałem ją do własnych odczuć dotyczących pytań w komentarzu. Jeśli były mylne, to przepraszam. Niemniej pytajmy autora z rozsądkiem, bez pytań czy słońce jest żółte, a niebo niebieskie. Pozdrawiam!
  6. @Sekret Zasadniczo ludzie są różni, może przez to, że co chwilę spotykam przemadrzalych i zuchwalych krytykantów, sprawiło, że mój komentarz taki ton miał. Męczy mnie już ta ludzka/nieludzka mądrość, która jest fałszywa, bo kończy się na gnojeniu innych. Dlatego piszę o pewnej normie zachowania, gdzie nie ważne jest kim jest autor i odbiorca, a przedmiotem rozmowy i to takiej na poziomie staje się wiersz. Ten stosunek autor - odbiorca, który równy jest i leży na wg mnie podstawowym poziomie kultury( choć jej poziom spada z roku na rok wśród ludzi) pomaga wnieść coś do życia autora i również odbiorcy. Ale nie pytajmy o głupoty. Jeśli naprawę nie wiem, co ktoś napisał, nie rozumiem w czym rzecz, to naprawdę w ostateczności, ale zadaje pytania. Ale logika jakas, choć może słabo widoczna, ale jest we wszystkim. Próbujmy sami analizować, a gdy sił braknie, to dopiero pytajmy. Ciężko mimo chęci i trudnych własnych przeżyć tu na forum i w innych miejscach zachować cierpliwość. Przepraszam, choć poczułem się poniżony, jakobym aż tak zle pisał, że nawet te banały o które pytał fregamo, są niezrozumiałe. To jak kopniak w twarz trochę. Jestem człowiekiem i popelniam błędy, ale to życie często odbija piętno negatywne na człowieku, który po kilku niezłych ciosach zaczyna się bronić i nosić wysoko gardę, przez co i ton wypwoiedzi swój zmienia. Mimo wszystko jesteśmy artystami i każdy z nas jest wrażliwszy od ogółu, a to jak piszę, to wynik działania otoczenia na forum. Myślę, że za dużo bezpodstawnych wypowiedzi miało miejsce, człowiek też ma swoją wytrzymałość. Kiedyś już w końcu nerwy puszczą. Nie katujmy się więcej. Ja ze swojej strony przepraszam, ale też wnioskuję o przemyślane i kulturalne komentarze. Takie, które nie narażają na szwank autora, a pomagają zrozumieć błędy i ich nie powielać. Pozdrawiam D. R.
  7. Myślę, że Pani komentarze są w dużej mierze dziecinne i naiwne, szczególnie przerysowane, jeśli zrozumiemy w szczegółach przykład, do którego się odnosi pani komentarz. Jest jakoś niedostosowany do realiów. Pani uważa, że człowiek ma swoje prawa, szczególnie na forum, wcale temu nie zaprzeczam, ale one mają swoje granice realizmu, czasem zahaczają o kuriozum i groteskę, szczególnie gdy poziom jest absurdalnie niski. Trzeba zaznaczyć, że też odbiorcy mają obowiązki, o nich napisałem niżej. Pan Fregamo niestety zasłużył na ton mojej odpowiedzi. Ja nie zawracam poetom głowy pytaniami, czy niebo jest niebieskie a słońce żółte. Jeśli ktoś do pani podejdzie i zapyta, czy mamy dzień, czy noc, zamiast rozglądnąć się lub po prostu popatrzeć, to odpowie pani? Dla mnie jest to sytuacja kuriozalna i komiczna zarazem. To jest też ośmieszanie artysty, bo rzutuje na jego opinię, bo powierzchownie wydawać by się mogło, że to artysta coś źle zrobił. Wszystko jest kwestią tego, na jakim poziomie jesteśmy i czy poziom artytsa - odbiorca jest zbliżony. Nie lubię się z nikogo śmiać, inaczej jestem wychowany, inaczej się wychowałem, ale gdyby nie była ta osoba ślepa, to pewnie bym wyśmiał ją w duchu. W takiej sytuacji być może groteskowej nie wiedziałbym, czy gdzieś jest ukryta kamera, czy człowiek zwiał z wariatkowa. Przez własną kulturę osobistą pewnie przeprosiłbym i poszedł dalej. Są różne sytuacje, w każdej pewnie bym zachował się nieco inaczej, bo czynniki są odmienne za każdym razem, ale gdyby osoba owa nie była chora ani upośledzona, to chyba bym poszedł niemal bez słowa. Znam Pana Fregamo od niedawna i nie uznaję go za osobę uprzywilejowaną ani chorą czy upośledzoną, także nie myślę, że jest to osoba głupia, nie jest osobą pozbawioną rozumowania, więc tym bardziej mnie dziwią jego pytania. Zdarzało się, że wbrew innym, wykazywał zainteresowanie i niejako pewien aplauz, nie rozumiem dlatego, dlaczego tutaj zareagował w sposób inny. Jest prawdopodobne, że tekst powstał trudniejszy, niż mnie się od początku wydaje, ale spodziewałbym się trudniejszych pytań, szczególnie o niewiadome, które nie zostały napisane ani zasugerowane, a stanowią fragment tła poetyckiego lub przewidywalnych scenariuszy mojego wiersza, jakby zbliżających się lub nawet osiągających sedno sensu tekstu. Jeśli chodzi o tę listę praw, to zgadzam się, jednak dopisałbym drugą, bo nie ma przywilejów bez obowiązków. OBOWIĄZKI ODBIORCY: 1. CZYTAĆ ZE ZROZUMIENIEM 2. PRÓBOWAĆ INTERPRETACJI i BADANIE/STWORZENIE TŁA/KONTEKSTU WIERSZA 3. WYMYŚLENIE IDEI WIERSZA (nadrzędnego sensu -skróconej myśli przewodniej) 4. PYTAĆ TYLKO W PRZYPADKU TRUDNYCH NIEWIADOMYCH 5. WCHODZIĆ W POLEMIKĘ AKTYWNIE ANGAŻUJĄC SWOJĄ WYOBRAŹNIĘ. 6. RELACJE PROWADZIĆ KULTURALNIE. Ad.1.CZYTAĆ ZE ZROZUMIENIEM Jeśli człowiek czytać ze zrozumieniem umie, dodatkowo wyobraża sobie to, co czyta, to nie powinien mieć problemu ze zrozumieniem jego. Jeśli jest inaczej, to znaczy, że tekst musi być wybitnie trudny, wtedy może zapytać (ad.4.) Ad.2. PRÓBOWAĆ INTERPRETACJI i BADANIE/STWORZENIE TŁA/KONTEKSTU WIERSZA Trzeba próbować na własną rękę według własnych możliwości zrozumieć, co autor ma na myśli. Często trzeba rozbudować tło i kontekst treści, by lepiej pojąć. Dobudowujemy na zasadzie logicznych i sensownych uzupełnień, pomijamy szydercze i wulgarne wymysły. Ad.3. WYMYŚLENIE IDEI WIERSZA (nadrzędnego sensu -skróconej myśli przewodniej) W zrozumieniu pomaga kumulacja elementów zawartych w treści i odszukania związków między nimi. Jeśli w treści pojawia się czaszka, krew i grób lub stara świeca, to obraz jest turpistyczny, czyli można zakwalifikować go do mrocznej poezji, taki tekst może zawrzeć się w takiej skróconej myśli - "Non omnis moriar" czy "To live or not to live" - this is the question" lub po polsku"egzystencjalna przygoda". Ad.4. PYTAĆ TYLKO W PRZYPADKU TRUDNYCH NIEWIADOMYCH Jeśli główkujemy już godzinę i nie potrafimy nic wymyślić, a jednocześnie tekst wzbudza wysokie pragnienie osiągnięcia zrozumienia, to kulturalnie piszemy np. Panie Dawidzie, już godzinę się zastanawiam nad jednym fragmentem i nie mogę dojść ładu, proszę zdradzić mi, czy we fragmencie drugiej strofy w drugim jej wersie - Słońce narodów spaliło swój tort urodzinowy - chodzi o to, że sam KIM DZONG UN wysadził fragment Ameryki, który dostał w prezencie od Donalda Trumpa, czy Słońce grzało tak mocno, że wywołało pożary w różnych miejscach na Ziemi - np. w fikcyjnej sytuacji postapokaliptyczne lub Stalin w swoje urodziny bawił się miotaczem ognia. I ja jako autor - mogę ściągnąć czapkę i pochylić głowę, bo widać poświęcenie. Nawet jeśli to wszystko nie tak, bo chodziło o to, że Kaczyński przegrał wybory parlamentarne, hehe, ale widać zaangażowanie, siły poświęcone na zrozumienie i wielką chęć poznania prawdy. Pytania Fregamo były poniżej poziomu kultury - w moim rozumieniu. To jak wyrywać komuś z ręki zapalniczkę, by odpalić papierosa, mając w kieszeni 4 paczki zapałek i dwie zapalniczki, a jedynie nie chce się sięgnąć po nie. Ad.5. WCHODZIĆ W POLEMIKĘ AKTYWNIE ANGAŻUJĄC SWOJĄ WYOBRAŹNIĘ. Po pierwsze własne zaangażowanie wyobraźni, np. twórcze zadawanie pytań, szukanie oryginalnych rozwiązań, to wymaga poświęcenia, a ono oznajmia nadawcy tekstu, że warto tłumaczyć rzeczy niewiadome, bo jeśli ktoś z oburzeniem pyta, jak idiotę, o rzeczy tak proste, że przedszkolak by znalazł odpowiedź, to jest to, jak dla mnie, brak szacunku dla autora i jego strata czasu. Jeśli angażujemy się i naprawdę nie możemy długo znaleźć odpowiedzi, to wypada to w jakiś sposób zaznaczyć i szczerze napisać. Takim ustosunkowaniem można przekonać autora do wytłumaczenia czegoś. Można udowodnić, że na tłumaczenie się zasłużyło. To też jest wyraz kultury i szacunku, lecz nie pytajmy o pierdoły, bo odpowiedź to strata czasu dla poety. Można pytać o rzeczy wyjątkowo trudne, nieukazane wcale lub w sposób znikomy, ale nie o rzeczy, które wynikają z naprawdę prostej logiki. Z drogi dedukcji logicznej opartej o prostą analizę. Jednak najważniejsze jest, aby angażować wyobraźnię w celu odkrycia tego, co niewidoczne. Poezja słynie z tego, że opisuje rzeczy wyjątkowe, rzadkie i w sposób jaki jeszcze prezentowane nie były - to pozwala być kimś, tworzyć w sposób oryginalny, ale nic, co łatwo przychodzi, nie jest wyjątkowe. Trzeba się napracować, by zjeść i by coś osiągnąć ważniejszego, by osiągnąć spełnienie. Działa to w kierunkach poeta <--> odbiorca. Często poeta wymaga od odbiorcy, rzadziej odwrotnie. To poeta jest panem na swoim terenie i on gości odbiorcę, więc odbiorca jest gościem u poety. Ad.6. RELACJE PROWADZIĆ KULTURALNIE. Dla mnie kultura to podstawa relacji międzyludzkich, jednak uważam też, że można na ten luksus nie zasłużyć. Jeśli człowiek - odbiorca - czytelnik wykazuje brak szacunku jakimkolwiek zachowaniem niegodnym, niehonorowym, łamie zasady dobrej relacji, to w takich sytuacjach nie zamierzam dawać się opluwać, sam dostosowuję poziom wypowiedzi w odpowiedzi. Kultura to przede wszystkim szacunek, jednak jeśli ktoś sam go nie wykazuje, to nie może jego otrzymać z mojej strony. Nie idzie się do kibola (w sytuacji skrajnej), rzucając chusteczką, daje się mu klapsa w policzek i mówi - jutro o w południe w lesie za urzędem miejskim, bo reakcja byłaby bejsbolowo - kastetowo szybka. Trzeba dostosować uzbrojenie do wroga, nie inaczej. A po czym poznać wroga? Oni atakują bez powodu, powód jest szukany w drugiej kolejności, atak dla nich jest ważniejszy. Szacunek wykazujemy przez poświęcenie w odczytywaniu znaczenia metaforycznego, w rozebraniu tekstu na części pierwsze, w podpowiedziach jeśli ma się do czynienia z początkującym artystą, jednak ustosunkowanie między adresatem a nadawcą musi zawierać formę grzecznościową. Nie pakuje się człowiekowi komentarza typu - Spier***liłeś tekst durniu, nawet zadawanie pytań głupich może być przejawem braku kultury. Należy uważać na krytykę bezargumentacyjną, np. Napisałeś - Wiersz, który napisałeś, to nie jest wiersz, tego się czytać nie da, zmień profesję lub same błędy, nie da się czytać, musisz się wiele nauczyć. Nawet jeśli tak myślisz, to warto by zauważyć i zaznaczyć to w tekście, dlaczego tak myślisz, dodać np. wybacz, wiem, że się starałeś, ale niestety nie wyszło. Dodaj - w strofie drugiej w wersie trzecim źle odmieniłeś przez przypadki, wiersz zbyt rozwichrzony - metafory są zbyt odległe od siebie, brakuje przecinka tu i tu. etc. To się nazywa szacunek do człowieka, niezależnie od tego czy go znasz dobrze, czy dopiero poznałeś oraz, czy jest początkującym poetą, czy starym wygą. Forma grzecznościowa jest istotna dla szacunku i kultury wypowiedzi. Zwroty Ad personam są zabronione. Nawet walić obelgi w kierunku tekstu nie można. To ukazuje, czy człowiek ma problem z opanowaniem czy rzeczywiście popełniłeś/łaś błąd, ale opanowanie dotyczy silnych ludzi, a jego brak słabych. Ze słabymi nie ma co trzymać, mimo że robią najwięcej zamieszania. Gdy podpunkty zostaną spełnione, honor i godność nie pozwolą mi na nieadekwatne zachowanie. Jak mamy się szanować, to ten stan powinien być podtrzymywany z obu stron. Jeśli się Pani z czymś nie zgadza, to czekam na komentarz. Pozdrawiam! Pozdrawiam !!
  8. Witam, Oczywiście nie chcę odbierać praw czytelnikowi, ale w moim świecie, do którego zagląda odbiorca, może być trochę, jak w krainie czarów. Zasady mogą być inne niż w klasycznym Ziemskim świecie, z tego powodu uważam, że dobrze jest, że odbiorcy wykazują zainteresowanie, jest to dla mnie istotne, lecz nie dlatego, że zwiększa się ich liczba, czy dla punktacji, która dla mnie jest niemiarodajna i bardzo symboliczna, a dlatego, że mam nadzieję dotrzeć do tych wyróżniających się ludzi, takich, którzy mają podobne skłonności intelektualne, wykazują wytrwałość w dążeniu do zrozumienia jako priorytet, tych dojrzałych, co nawet jak dostaną słownie w pysk, to ich to nie rusza, bo męstwo wytrzymuje, a nie kozaczy. Jednak gdy widzę, jak ktoś się pyta sie : To mnie trochę krew zalewa. To nie są pytania, na które odpowiedzi nie można wywnioskować, czytając i wizualizując, to co zostało napisane. Celowo nie napisałem całego tła wydarzeń opisywanych, częściowo dla stworzenia atmosfery niepewności wokół tego, o czym piszę, ale także dlatego, że opisuję czubki gór, a podstawy ich ( dolne części gór - masywy) pozostawiłem bez opisu, bo jak się widzi szczyty, to chyba jest oczywiste, że nie wiszą w powietrzu, unoszone siłą woli Boga, a wyrosły, że się kolokwialnie wyrażę - z Ziemi, poprzez przemiany wewnątrz ziemskie. Jeżeli widzę loda w kubku włoskiego, to automatycznie widzę w głowie sposób jego przyrządzania. Jeśli piszę - "Świat się kończy rachunkiem sumienia", to wiem, że piszę o mechanizmach końca świata, o tym jak może wyglądać. Jeśli nie napisano dosłownie, że walą się gwiazdy na łeb, wybuchają wulkany, zwierzęta zjadają ludzi etc. to nie znaczy, że to nie jest o końcu świata. On ma różne płaszczyzny. Jeśli piszę o pewnym efekcie, to trzeba wiedzieć, że cos go spowodowało, gdy do tego dojdziemy, to zaczniemy główkować, często odpowiedź jest łatwiejsza, niż się wydaje. Tytuł wiersza nie posiada znamion liczby osoby docelowej podanej bezpośrednio. Pytanie powstaje, czy odbiorca zastanowił się, że jeżeli nie podano liczby osoby docelowej w sposób bezpośredni ( kończy się świat Teletubisiów, Świat PiS'u, świat Bolka i Lolka, lub Czerwonego Kapturka, albo jeszcze mi przychodzi do głowy liczba pojedyncza - Dziewczynki z zapałkami), to można to odczytać z sensu tytułu. Jeżeli kończy się coś tak ogólnego jak ŚWIAT, który jest miejscem egzystencji i życia miliardów istot ludzkich, zwierząt i roślin, to jak on się kończy, tzn. wykańcza, to kogo może dotyczyć? Dla mnie to jest tak oczywiste, że aż odpowiedź sprawia mi ból, bo nie powiem śmiech, to wcale nie jest śmieszne. Co się kończy ? Kreskówka w domu, gdzie jedynak ogląda wieczorynkę ? Czy kończy się świat, czyli wszystko, co widzimy i czujemy, to co jest dostępne zmysłom, bo nie napisałem o zaświecie, a o świecie. Jeżeli nie podano kogo lub czyj świat się kończy, to zapewne dlatego, bo określenie dotyczy liczby mnogiej, albo najbardziej mnogiej - bo wszystkich. Nie wiem, czy tłumaczyć, o co chodzi, bo być może kolega jest ateistą i nie wie co to sumienie, a co dopiero jego rachunek. Zastanawiam się, czy przy ponad połowie globu ogarniętego wiarą Chrześcijańską, można nie wiedzieć, co to jest rachunek sumienia. To jakby nie wiedzieć, co to jest Myszka Miki lub McDonalds. Otóż rachunek sumienia, to rewizja własnych czynów, zachodzi przed spowiedzią, często zdarza się na łozu śmierci, gdy osoba umierająca pragnie być wyspowiadana i czysta wrócić na łono pana. Teraz, czy gdy świat się kończy, bo przecież piszę o końcu świata, to katolicy nie zrobiliby takiego rachunku? Czy gdy piszę o rachunku sumienia w tytule, to cały wiersz nie może być np. rachunkiem sumienia LOSU lub co celniejsze CAŁEGO ŚWIATA. Życie często kończy się nim wiec, dlaczego też świat nie miałby tak zrobić. Rozumiem, że tekst, który wkleiłem poniżej, spowodował jakieś konwulsje lub zachwianie myśli, ale co to ma do rzeczy, nie rozumiem tej tezy. Był dziadek mróz, to może być też dziadek czas, myślę, że w takiej ludzkiej formie dużo łatwiej zrozumieć przekaz. Wiersz to jest trochę bajka, abstrakcja, u mnie czas jest spersonifikowany, to Pan Czas - może zachowywać się jak człowiek, ale posiada moc władania swoją przestrzenią, więc: Ten fragment mówi o tym, że czas jest precyzyjnym władcą swojej przestrzeni i wykonuje dokładnie swoje zadanie. Nigdy nie donosi listu z biletem podróżnym od śmierci ani za późno, ani zawczasu. "By trafiły tam istoty zamożne" - tutaj nie jest dosłownie podana lokalizacja, powinniśmy się jej domyślić, łącząc takie fakty, jak koniec świata i bogactwo, to chyba pojawia się w wyniku koniunkcji pojęcie "ucha igielnego", czyli że "Prędzej baran przejdzie przez ucho igielne, niż bogaty trafi do Królestwa Niebieskiego. - Jak nie do Nieba to gdzie? Odpowiedz A. Na kawę do Królowy Brytyjskiej B. Na wakacje na wyspach kanaryjskich. C. Do piekła. Prawidłowa odpowiedz, pozwala przejść do kolejnej sekcji tekstu. Odpowiem tak: Jak widać, są to dwa wersy zależne od siebie, ale nie złączone. Oba odnoszą się do pierwszej zwrotki, gdzie pisze " Czyli to, o czym napisałem na początku, zostaje niejako wygaszone, łączy się w ostatniej strofie początek z końcem poprzez odniesienie się do zwrotki pierwszej słowami jej -" Wrzask i warczenie (warkot)", ale fragment "wiecznie zamilczą" oznacza - że już więcej ich nie usłyszymy, tłumaczy to doskonale, że można powiedzieć - Tak, świat się już skończył. Na początku było słychać wrzask kosmosu, tj tego co nieożywione i ożywione, istot świadomych i natury, bo ona też ma ducha, w co wierzę (dotyczył wszystkiego), a drugi wers mówi już o tym, co wydarzy się kolejno po zamilczeniu, wygaszeniu logicznemu wstępu do tekstu. "Nocny spokój i dni plama ożyją w pamięci", gdy już krzyk, warkot i wrzask umilkły, ale coś musiało się wydarzyć, by do tego doszło, a czego nie podałem bezpośrednio, np. kataklizm lub wielki kosmiczny wybuch, to wtedy jeśli wierzymy w Boga, to czeka nas inny wymiar egzystencji wiecznej. Zaświat - Niebo, Olimp, Walhalla, etc. i wtedy nasze wspomnienia będące w naszej głowie, w pamięci i tam nam na życzenie ożyją. Tymi wspomnieniami są Noce i Dnie, bo innych pór głównych doby brak, są jedynie poboczne, pośrednie, ale o nich nie napisałem. Noc kojarzymy ze spokojem, a tysiące dni zleją się w plamę, tych chwil, które przeżyliśmy. Krótko mówiąc - po śmierci, jeśli zasłużymy, to zdobędziemy spokój ducha, a w pamięci będziemy podróżować, po tym co zdołaliśmy zapamiętać. Mam nadzieję, że moi odbiorcy równie się wytężą, jak ja teraz, by zrozumieć, co mam do przekazania. Wyprodukowałem odpowiedzi na tak proste pytania, pisząc obszernie o tym i też w taki sposób, by rozwiać wątpliwości, że pobiłem chyba swój poziom ukłonu w kierunku odbiorcy o 180 stopni. Muszę zaznaczyć, że wyobraźnia i logika tworzą wszystko, jeśli cos jest niedopisane, to trzeba sobie to wyobrazić. Na drodze dedukcji można dużo imputować i to często z pozytywnym skutkiem, bo to, co nie jest napisane, a czytelnik tego wymaga do zrozumienia, jest jak podglądanie puzzli w poszukiwaniu właściwego. Nie uda się często za pierwszym razem, ale w końcu się uda! Dlatego do mojej poezji trzeba mieć cierpliwość i szukać odpowiedzi na własną rękę, szczególnie tych, które są najbardziej niedostępne. Zdarza się jednak, że najtrudniejszy puzzel, gdzieś się schował lub zginał i nie możemy go odnaleźć, to wtedy warto postawić pytanie. Jednak nie pytajmy się kiedy pisze wiersz o grobach i śmierci czy była wtedy noc, albo jak piję psychodeliczną herbatę, czy była ciepła etc. Trzeba znać trochę świat i zwyczaje jego. Kłaniam się i naprawdę szczerze pozdrawiam !!
  9. Krew - dziś smakuje wybornie, jak absurd Zgorzkniałe wino piłem, jak gdybym pił krew, jeszcze ciepłą, krew tych skazańców o wyrokach na czole sześćset sześćdziesiąt sześciu. Krew dodawała wiary, budziła niemal poległą nadzieję, że Bóg gdzieś, bo na pewno nie w niebie, ale istnieje. Krew była winem, a wino krwią, wino wydaje się być bardziej estetyczne, choć szaleństwo w mojej głowie, małe, zgarbione i marne, miało inne zdanie. Pijąc, czułem, jak sprawiedliwość rozlewa się po niezliczonych kubkach smakowych, jak jej smak gilotyn i szubienic, czasem też węgla ze stosów - tych wszystkich prawdziwych i słusznych, wchłania delikatne gardło. Był to smak zwycięstwa, choć dziś zakazany. Dziś, gdy piekło triumfuje ponad aniołami i ludźmi. Gdy kotły parzą wiernych i oddanych miłości. Stosy przyjęły funkcję wypalania wiary, gilotyna tnie tylko głowy pełne nadziei i marzeń, a Krzyż Święty, jest rarytasem, na którym umierają tylko sataniści. Jest jakby wrotami, albo bardziej kanalizacją, którą ścieki, te bezwartościowe gówno uformowane przez tragizm głupoty ludzkiej, Ci post - ludzie, płyną ku nieśmiertelnym i wiecznym - obłokom. Siedziałem w szafirowej komnacie na aksamitnym tronie, zbudowałem go we własnej głowie, dłutem wyobraźni wyrzeźbiłem, a farbą marzeń oblałem, jak gdyby była to sztuka nowoczesna. Siedziałem i marzyłem o istnieniu, choć to tez było dziś zakazane, szczególnie w latach najbliższych obecnym, gdy bestia założyła się, że świat Boski, przez co piękny i prawdziwy, stanie się jej bastionem. Miejscem antytezy boskiego planu. Przeklętym padołem igraszek, prowadzących do orgazmów, niestety także umysłowych. Tu gdzie rośnie zielona trawa, rosła niebieska, tam gdzie wschód rozpromieniał oczy niewiast, miał szary być i prowokować płacz niepohamowany. Krzyże miały zastąpić złociste pentagramy, a słowo Bóg, wielkie i świetliste, miał zastąpić Lucyfer, ciemny i ciernisty. Noc miała być dniem, a dzień nocą. Szatan zwany, tym który niesie światło, miał podobno śmiać się, że Boga nigdy nie było, a on sam powstał z nicości, podczas wybuchu napięcia, czyli zdenerwowania jej, że pustka wciąż jest pusta. Marzę, póki chipy w mojej głowie nie doniosą tego, a za to kara była bolesna. Nie była to śmierć, bo w jej obliczu już nic się nie liczy, był to śmiech - dotkliwy, szyderczy, jak spoliczkowane ambicje, jak w szlachetny honor uderzenie chamstwem. Choć bałem się tego, to marzyć nie przestawałem. Oczami tego instrumentu widziałem, jak archanioł Lucyfera zabija, jak krew jego wypełnia mój kielich. Krew była nadzieją, a także wartością odżywczą dla komórek nerwowych, wspierała je, bym się w końcu nie denerwował, bym choć raz zaznał spokoju. Za dnia, czyli w nocy, obserwowałem rozmnożone ilości słońc, choć one hańby nie znały, widocznie i Lucek miał do nich słabość, słońc, czyli dzieci tego co prawdziwe, czyli gwiazd. Lały się z nich łzy, patrzyły na świat, ale w swej czystości nie wytrzymywały. Marzyłem też by choć one dziś miały psychoanalityka, który powie im, że to nie świat jest zły, tylko one mają zaburzenia. Cóż głupota ma różne objawy, często nosi różowe okulary, największą jest zmiana perspektywy prawdy, inaczej jej zakłamanie. Dzień, czyli noc był nadwyraz jasny, co oznaczało, że ciemność była nieprzenikniona. Nic tego nie mogło dokonać, prócz słońc. Lecz te wahania ich nastroju opóźniały jeszcze bardziej dopływ światła, jak tej krwi do mózgu. W taki dzień łatwo było się zgubić. Nie tylko w naszych myślach, ale i między słowami. Czuję, że ty też to odczuwasz. Było jednak coś tam bardzo ciemnego, że pozwalało przejrzeć na oczy. Butelka niegorzkiej wódki. Odkąd bestia rządzi, nic już nie było gorzkie, prócz dobrego uczynku i obelg. Krew ciężko było dostać, wino prędzej, ale nie było tanie, ale żeby wódkę dostać, to trzeba było być odważnym. Najpierw trzeba znaleźć bogacza, który taką miał. Oni spacerowali ulicami z wódką, jak niewolnicy, którym się nie poszczęściło, potem trzeba wybić takiemu kilka zębów, a potem wyrwać butelkę i uciekać, by inni krwiopijcy jej nie ukradli. Te sępy były wszędzie, ale były słabe, ale tez podstępne. Zwykły cios hakiem mógł nanieść sprostowanie w ich życiorysach. Gdy dobiegłem, mimo wieku sędziwego, do swojego kartonu pod mostem, miałem świeczki w oczach, a orgazm stał tuż przede mną. Wychyliłem szybko, bo gorzka nie była, a ciemność, czyli światło, nagle przebił mój wzrok, jakby jeszcze mocniej przenikliwy niż zwykle. Widziałem, tak..., widziałem więcej. Przez moment nawet miałem nadzieję, że zobaczę Boga, Salwatora, ale akurat wrota Armii Zbawienia były dziś zamknięte. Tam ludzie najczęściej go widzieli, ale nie wiem, czy przepełnieni wiarą dziś zakazaną, czy jedli z niepewnego źródła - grzyby. Prawdopodobieństwo w obu przypadkach było znajomo identyczne. Świecące oczy, to dziś nic dziwnego, choć i tak nieco są rzadkością, zważywszy, że tylko biednych, dobrych ludzi biega dziś z butelkami. Po prostu byłem dumny, że nie muszę tego robić zbyt często, ale widzenie za dnia było dla mnie priorytetem. Przykro bić i uciekać, zęby dziś są naprawdę drogie, no ale dziś prawo ulicy dyktuje hierarchię, dziś stanie z butelkami na ulicy, jest ryzykiem, który takiemu bogaczowi może przynieść klęskę na ziemi, w formie pokuty za bogactwa, ale zbawienie, w które już nikt nie wierzy, mogło być ich ostatnią deską ratunku. Niedługo później dojrzałem, jak matkę boską lub samego chrystusa - ten tekst. Był widoczny przez moment, ale i tak uchwyciłem idee. Potem obudziłem się, tak to był tylko sen i nadal jest 2020 rok. Chipów jeszcze nie ma, szczepionki pragnął udobruchać portfele miliarderów. Bestii też nie ma, dopiero zapowiadają ją w reklamach na Polsacie, w reklamach, podczas których można zdążyć i skoczyć do odległej wsi z reklamówką po prąd. Poczułem smak w ustach, okazało się, że to krew - pomyślałem - czyżby triumfu ? Czyżby wino owe było prawdziwe? Nie to tylko ząb wypadł, a krew, jak to zwykle bywa, popłynęła, nakazując wizyty u tych, co rozweselają od dzieciństwa. Dopiłem drinka, świat wrócił na swoje tory. Dziś już co najwyżej beknie i pierdnie, zważywszy na poziom intelektu i kultury społeczeństw. Postanowiłem, że więcej wina się nie napije, nawet podczas ostatniej wieczerzy, bo na dzień kolejny faryzeusze z bloku naprzeciwko wystrugaliby mi drewniany Krzyż, choć piętro wyżej od faryzeuszy mieszkał Judasz, który na drukarce 3D zbudowałby całą maszynę zagłady. Boje się spać, ale Bóg obiecał, że nic nie będę pamiętał. Zanim zasnąłem, przez internet na Al*egro zamówiłem dwie trumny. Jedna w zapasie zawsze się przyda, w końcu one są jednorazowego użytku. A kto wie, czy nie zmartwychwstanę. Czekają mnie 3 dni męczeństwa, picie wódy może przerosnąć oczekiwania, podobno tancerki przyleciały z Las Vegas, wóda z Moskwy, a towar pierwszą klasa, ee... czy pierwszej klasy przyleciał z Kolumbii, potem pozostaje zmartwychwstanie i kasa spadnie jak manna na pustyni, wprost z nieba. NASA już szykuje samoistnie unoszącą się platformę, a spece od FX udekorują ją, by wyglądała jak chmura. Rząd USA i CIA bardzo dbają o szczegóły. Postanowiłem, że tym razem wiernych nie zawiodę.To miało być ostatnie zmartwychwstanie w tym sezonie, wiecie..., kamery, paparazzi, gwiazdy i celebryci, no i afterparty. Inwestycja w wizję i suflerzy od ewangelii, cała ta oprawa była kosztowna, ale sam akt miał się zwrócić już trzeciego dnia od ukrzyżowania. Dziś 10 lat od tego wydarzenia, wiem, że bluźnierstwo było opłacalne, Owsiak na swoim Show nigdy nie zgarnął takiej mamony, choć jest drugi na liście iluzjonistów, tuż pod Davidem Copperfieldem. Autor: Dawid Rzeszutek
  10. @ais @fregamo Nie chciałem urazić, a jedynie mocno zaznaczyć, że przy pisaniu poezji trzeba mieć wyobraźnię, tak samo jak podczas jej odczytu. Uważam, że nie jestem mistrzem poezji, ale piszę wystarczająco dobrze, żeby nie odpowiadać na problem w komentarzu, którego źródło leży w cudzej głowie, a nie w moim tekście. Nie piszę dosłownie, a forma, czego jestem świadomy, jest trudna, wymagająca odkrycia wizji zawartej w wierszu. Odczyt moich tekstów jest, jak układanie puzzli, gdzie każdy fragment jest oddzielny i jedynie po złożeniu w całość ukazuje się obraz, który ukaże sens, gdy go przemyślimy. Sporo pracy trzeba włożyć, by dotrzeć do sedna, ale nie piszę dla ogółu, dla którego przykład z Olą jest jedynym zrozumiałym. Nie zabiegam o odbiorców, wystarczą mi ci, którzy owy trud są w stanie przejść, a jest ich grupka niewielka. Mówi się, że nie ilość odbiorców, a ich jakość jest ważna. Ja jakość ich oceniam właśnie po poświęceniu, bo dla niego ma największy szacunek. Dlatego jeśli ktoś pyta o rzeczy, które zdrowy umysł bez problemu odkryje, to dostosowuje poziom odpowiedzi sprawiedliwie. Jeśli uraziłem, to przepraszam, ale irytują mnie niektóre pytania. Nie czuję się wielki, ale jako jedyny wiem, co napisałem lepiej niż ktokolwiek inny, dlatego stawiam się w pozycji tego, kto może nieco wynieść się ponad ogół, przynajmniej odpowiadając na rzeczy dotyczące mojej twórczości te dla mnie oczywiste, być może przez to zostałem odczytany w taki sposób przez "ais". Na gimnazjum to trochę za późno, mam niespełna 32 lata i czuję się obrażony, ale nie gniewam się przesadnie, bo za dużo przeszedłem w życiu, by się przejmować. Również pozdrawiam Was, moi czytelnicy, niemal jak gladiator, którego niebawem mają zeżreć zwierzęta na arenie ;) (tzn. Pozdrawiamy was Bogowie, my idący na śmierć !!) Pozdrawiam! Jak sobie logicznie wyobrażasz zdanie: NOCNY SPOKÓJ I PLAMĄ OŻYJĄ W PAMIĘCI ? Jeśli to jest logiczne, to może w twoim świecie, ja chyba jednak wolę swoją wersję. Pozdrawiam!
  11. Witaj. A czy jakbym napisał: "Ola ma kota, a kot ma Olę", to byłby to wiersz na twoim poziomie? To jest wiersz o charakterze globalnym. Skoro piszę, że "kończy się świat", to nie obchodzi mnie szczegół nieistotny, jak to czy Piotrek się osrał z wrażenia, po wyborach, gdy mógł świat się wtedy kończyć, a skoro nie zaznaczyłem, komu się kończy, to chyba oczywiste jest, ze każdemu .Interesują mnie przemiany zastanawiające i wydarzenia ważne. Co do rachunku sumienia, to trzeba pomyśleć. Rachunek sumienia, to podsumowanie win, a kiedy się kończy Świat, chyba warto to zrobić, bo tematyka religii katolickiej sugeruje też, że chodzi o apokalipsę, a do niej dojdzie przez ludzkie winy. Z tego, co wiem, tytuł nie musi być oczywisty i bezpośrednio odnosić się do treści. Uważam, że czas to fikcja, to człowiek go wymyślił, dzieląc dobę, budując zegarki. Wrzaski i warkoty to odniesienie do pierwszej zwrotki, łącz kurcze fakty! - oznacza to, że problem natury materii i egzystencji przestanie istnieć, wraz z końcem świata, że już żyć wtedy nie będziemy, a na pewno nie w tej znanej nam formie. "Nocny spokój i dni plama ożyją w pamięci" - To oznajmia, że jeśli w ogóle będziemy po końcu świata egzystować, to raczej żyjąc pamięcią, niejako w niej, gdzie będą wspomnienia nocy i dni, które w tej pamięci są jak plama, ale taka, którą można skrupulatnie pod lupą zbadać i poczuć. Trzeba nieco główkować, a treść sama się zamieni w znaczenie. Pozdrawiam!!!
  12. Świat kończy się rachunkiem sumienia Słychać wrzask kosmosu dziś wyraźnie Machina egzystencji warczy na materię Śmierć przywita, życie wypluje odważnie Bo podtrzymujące wybuchnęły baterie Ludzie miotają się i obracają gdy zawieje Jak sprzedajny błazen i na wietrze flaga Grunt pod glinianymi nogami się chwieje Rozpoczyna się z lewej finałowa plaga Psy warczą na niebo, brak jest człowieka Zakłady Śmierci wydały bilety podróżne Czas nie gra na czas i nigdy nie zwleka By trafiły tam z hukiem istoty zamożne Wrzaski i warkoty już wiecznie zamilczą Nocny spokój i dni plama ożyją w pamięci Świat zawsze był kością niezgody wilczą Był samobójem Bożym i się przekręcił Autor: Dawid Rzeszutek
  13. Miło słyszeć, tez jestem tego zdania. Widzę również, że się myliłem w kwestii oceny pana. Przepraszam!
  14. Złote runo i istnienie Głucho dziś tak! Bezdźwięcznie i monotonnie. Mgły lubieżnie zaciągają suknie, a oczy ich w raj wpatrzone i szklistym błyskiem ozdobione, gubią ścieżki losu tam gdzieś ponad horyzontem doń prowadzące. Cóż, czyżbym sam nie pragnął? A pragnę zaiste, patrzeć w stronę chmur, w stronę raju, który marzeniem mym i żywotu celem, po ostatnie deski trumny wydarte jak kartki z kalendarza, mi — niepragnącemu wniebowstąpienia? Tu gdzie drzewa przygniatają rzeczywistość, wynajmują kwatery w lesie, by choć trochę pooddychać, by zieleń kapeluszy, lśniła w falach promienistych potoków, siedzę na ławce, a wokoło cicho, czysto i bezpiecznie. Tutaj nawet bez obecności Boga wyczuwa się, że wszystko jest jego dziełem. Pięknem jedynym, pięknem żywym. Jak można być i nie być jednocześnie? Czy sztuczka ta udała się już komuś wcześniej, czy tylko Bogu ? Wiem, że ja jestem, nie wyczuwam, by mnie kiedykolwiek nie było, a Bóg potrafi być i nie być. Dużo to ukazuje. Czy być znaczy niebyć a niebyć, oznacza być ? Czy trwać i nie trwać udaje się tylko jemu? Po chwili jednak zamyśliłem się jeszcze mocniej, zamknąłem oczy i stwierdziłem, że zniknąłem, była to chwila nieobecności w świecie, a obecności w umyśle. Przyjemne doznanie namiastki boskiego nieistnienia i istnienia. Podobno człowiekowi dana jest tylko Boskości namiastka. Jak order, jak symbol tego, czym jego wielkość jest. Mnie to wystarcza, bo to wielki dar i równie wielkie bogactwo. Człowiekowi wydaje się, że jak się urodził, to jest to normalne, że świat jest dostępny, że wszystko błyszczy, świeci, rozumie to wszystko jako normę, a rzeczywiście jest jednak inaczej. Być człowiekiem, to dar, to majętność, jakiej nie mają inne żywe istoty, tak samo jak darem jest otaczający nas świat. Które ze zwierząt wie, że istnieje, że myśli lub współtworzy historię i cywilizację? Które spośród zwierząt układa świat względem logiki? Selekcjonuje, kataloguje, spisuje, odkrywa świat, tak jak robi to człowiek. Poza tym, który człowiek z całej rodziny ludzkości to dziś czyni? Piszę to, bo obserwuje regresję cywilizacji zamiast postępu. Pytanie dość retoryczne, jednak odsłaniające niewygodną prawdę. Człowiek ucieka od myśli, od analizy, od przemyślanego słowa i decyzji równie przemyślanej. Ludzkość stała się robotami o prymitywnych potrzebach, zaspokajanych w formie instant, jak zupki chińskie. Człowiek jest jednorazowego użytku, a swojego czasu nie wykorzystuje w żadnym wypadku w sposób rozsądny. Giniemy w paszczy materii, jej zasad i praw, przyziemność łapie nas w sieć i ściąga ku swoim odmętom. Giniemy przykuci do skały, jak Prometeusz, lecz zamiast sokoła, to wóda wyżera wątrobę. Pijemy, tak ! To prawda! Pijemy, by unieść, choć na chwilę, skrzydła, by poczuć ten wiatr we włosach, ale Ikarowy los dopada nas już drugie dnia. Wtedy mamy nadzieję na zbawienie dnia trzeciego, które nie nadciąga. Wstajemy jednak i idziemy dalej po to złote runo, leżące w śmietniku, wyplute, jak Jonasz, z brzucha wieloryba. Cóż nam może ono dać, jak nie przypomnieć, że to człowiek jest ważniejszy od medali, orderów, właśnie od tego złotego runa. Jesteśmy dziwnym wytworem Boskim lub przypadku, ale fakt tego nie zmienia charakterystyki ludzkości, czyli tego, że zamiast dźwigać ciężar człowieczeństwa, to zrzucamy go, jeszcze za młodu. Stajemy się bliżsi zwierzętom niż Bogu. Tak wygląda właśnie efekt regresu, lecz czy uda się jeszcze uratować świat? Czy regres nauczy czegoś cywilizację ? Kichnąłem kilka razy, jakby wyrzucając z siebie te bulwersujące informacje, oczom mym, już otwartym, ukazał się krajobraz, którego widząc, doznałem przyjemności. Była darmowa i dana nawet najbiedniejszym, co pozwoliło mi zauważyć, że kapitalizm, gdzie za wszystko trzeba płacić, to szatański mechanizm, a przede wszystkim sprzeczny z dziełem boskim. Znów spojrzałem na krajobraz, poczułem woń kwiatów i od razu się uspokoiłem. Chociaż na łące, można poczuć bogactwa darów ojca naszego. To ważne. To jest najistotniejsze. Autor: Dawid Rzeszutek
  15. Wszak ciut popieram te poglądy Żyję jednak bo inaczej nie wypada Zwiedzić chciałbym jej odległe lądy Bo świat w obłęd dziś popada Siłę jednak mam i wytrzymałość Nieco chęci zmienić los ten tu Choćbym złamać miał dziś kość Nie tracę chęci ni mądrości polotu Łatwo wybrać mi jej drogi i im uciec Zdecydować ciężej niżli to zapomnieć Pragnę wolnym być i tego chcieć Bym władał życiem aniżeli omdleć Pozdrawiam!!
  16. Zjawisko życiowej niechęci Zjawiła się na rozdrożu śmierć ubrana w płaszcz nieprzemakalny, chroniący od łez nawałnic, serce w agonię ciągnąc zaropiałą, w konwulsje ostatniej modlitwy. Był odwrót i nie było odwrotu, czas oddychał gazem nad kuchenką, przeznaczenie wieczne łoże słało różami wspomnień dzieciństwa, chryzantemami ognistych zniczy. Wierzył tylko anioł tulący się do serca, że los nie chce upadku trumny w dół, że w duszy tli się iskra, wciąż żywa, lecz krzyż spadł z przerażenia, a człowieka drażni głośne bicie serca. Zjawa ulżeń, duch katorgi i uniesień ruchem noża po kablu łączącym z życiem zerwała więź karmazynowych sił, uwalniając ducha z pajęczyny istnień. Stała się laską prowadzącą do wieczności.
  17. @Henryk_Jakowiec Zgadzam się w pełnej krasie Z ludźmi trzeba umieć egzystować Jednak błędy w szarej ich masie Można wybielić lub pokolorować Czasem warto się uśmiechnąć By przez głupotę nie zwariować Idiotyzm w śmietnik wepchnąć By w sztuce się nie rozchorować Kłaniam się nisko, pozdrawiam!!
  18. Wiarę cenię, też ją jeszcze mam Człowiek wszak to mądry byt Wole trwać nadzieją tu i tam Ale durni wszędzie przesyt Na szczęście jest ich mniej Niż tych pełnych sił i klasy Boże tylko takich nam siej Innych od szarej ludu masy
  19. @Mgiełka Dziękuję, ciesze się, że tak myślisz. Pozdrawiam!!
  20. Każdy ma jakiś poziom zwykle Jeden wspina się do niebios Drugi maluje dzieło przykre Wysyła zniewagi kiepski cios Miejmy siłę dziś i cerpliwość Durniom dajmy być durniami Schowajmy duszę i tę tkliwość Przed idiotów tych duszami Polejmy myśli tylko tym wartym Dajmy serdecznym bukiet mysli Resztę wręcz poślijmy w czarty Aby chamy zdechli i też skiśli Pozdrawiam!
  21. Nie wiem, czy wiesz, co mówisz ;) Gdybym TAK napisał, to chyba bym się nazywał Jan Paweł D. (Krakelura), a jak zauważyłeś, (nie wiem, czy aby na pewno), że nazywam się inaczej. Wiesz, rozumiem co dwie głowy, to nie jedna, ale jednak wolę swój styl. Mówisz, że dużo słów, że prościej, bez pretensji, ale czy o to w poezji chodzi ? Minimalizm, oszczędność słów, maksimum przekazu - tak mawiał jeden z większych poetów, więc nie wiem, czy twoja droga jest równie ważna. Zastanawiam się nad jednym, czy ty (Pan) uważasz się (megalomania) za mistrza, że piszesz ludziom, jak mają pisać? Zasadniczo uwag merytorycznych nie widziałem, a sam zdaje sobie sprawę (w tym przypadku) z kilku, dodatkowo narzucasz sposób pisania, który, serio, nie jest poparty żadnym argumentem. Dodam tylko, że jeśli ktoś nie rozumie, co ja piszę, to chyba powinno to wzmóc ciekawość, zastanowić, w czym rzecz, że prawda treści nie jest dostępna bezpośrednio, w sposób tak łatwy, że człowiek wręcz upaja się sensem. W przypadku mojej poezji należy oddać nieco szacunku zawartości między pierwszą dużą literą a ostatnią kropką. Uważam, że warto! A co uważa czytelnik, to już jego sprawa. W każdego gusta poezją nie da się wstrzelić, bo albo coś jest jak gazeta brukowiec dla mas, albo dla szczególnych typów ludzi. Rozumiem, że wartość tego, o czym piszę, w twoim świecie, stoi nieco do góry nogami. To, co ja uważam za wartościowe, ty zaś za bez, więc jeśli chcesz czytać moją poezję, proszę, stań na głowie, a jeśli nie, to po prostu nie czytaj. Reszta komentarzy jest chyba zbędna. Ja nie sprzedaję ciepłych bułek, które rozchodzą się co ranek, bo ja sprzedaję suchy chleb, który albo kogoś zadowoli, albo nie. Są ludzie, którzy go przyjmą i zrobią wartościowy obiad, a są tacy, którzy tak bardzo urośli w piórka, bogacze pier****ne, że tym gardzą. Sam w odniesieniu do szeregu metafor odnieś się i znajdź swoje miejsce. Mimo wszystko pozdrawiam !!
  22. @Henryk_Jakowiec Czuję, że wiem, że to tutaj budujemy Magię śmierci i życia w zaświatach Błogie obłoki, których nie przesuniemy W zakątek odległy, w los za kratach Czynem dumy, dziełem rąk i myśli Tworzymy zakątki snów i łaski Ci, co uwierzyli, to ci tam doszli Tam, gdzie nikt nie nosi maski Wierni wartościom dostaną dom W kwiatach i w pyle dni złotym Tylko odczytując żywotu tom Zgubimy najgorsze losu kłopoty Oddajmy się Bogu, temu jedynemu Co pragnie tylko szczęścia i miłości Tylko temu nam ludziom ofiarnemu O hektolitrach ważnej nam litości Miło popisać w ten sposób, kłaniam się nisko... Dziękuje za miło spędzone chwile. Pozdrawiam !!!
  23. @Henryk_Jakowiec Nowoczesność końcem świata Bywa, jest i będzie zawsze Lecz życzę Ci życia świetlne lata By szczęście trwało żywsze By ominąć ofiary i też kata Chyba zmysły cię nie mylą Prawda to i w to i ja wierzę Niech Anioły nieba Ci uchylą Proszę o to, lecz nie żebrzę Pozdrawiam!
  24. @Henryk_Jakowiec Pokrótce, w odpowiedzi: Czy się wtedy uda wiedzieć ? Tuz po śmierci, po odczuciu Czy czas pozwoli powiedzieć ? O sercu po zabranym życiu ? Raczej cisza grób twój nasyci Drogę dalszą, cień przyszłości Nic echa słowa nie przemyci Nawet czas przenikający kości Pozdrawiam!
  25. Duch prawdy Grób zasłano jedwabiem i złotem Kamieniami serca i rozumu ubrano By nie był ani murem, ani płotem A wzorem, którego nie odebrano Język wartość jedyną prawdy wydał Zdania władały jej prawem i mocą Jej treści sens drogą się dziś udał By świecić światłem tu każdą nocą Ciało złożono pokornie i z prawem Dziś już nie wypowie żadnych słów Jednie duchem jak dni przejawem Będzie echo starych długich mów Jasno zórz światło ponad śmiercią Rozpromienia życia cel i odejścia Nie jest odmętem ani marą czarcią A świętą egzystencji droga wyjścia Autor: Dawid Rzeszutek
×
×
  • Dodaj nową pozycję...

Powiadomienie o plikach cookie

Nasza witryna korzysta z plików COOKIES („ciasteczka”). Dowiedz się więcej o COOKIES z naszej Polityki Prywatności Polityka prywatności