Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Dawid Rzeszutek

Użytkownicy
  • Liczba zawartości

    164
  • Rejestracja

  • Ostatnia wizyta

Reputacja

79

1 obserwujący

O Dawid Rzeszutek

  • Tytuł
    Marionel Moriel
  • Urodziny 15.10.1988

Ostatnie wizyty

608 wyświetleń profilu
  1. Dobrze to ująłeś :), Pozdrawiam.
  2. Gdy sutener nie patrzy Czy świecie? Czyś nasz?, Oh! Oby mój! Oh, świecie Nasz! Oh, Nasz! bo przecie mój ?! Ile płacą Ci za dobę współżycia? i dlaczego aż tak drogo? gdyż zera na fakturze chyba też kopulują... Jesteś nałożnicą wielu królów - Adamów chowających wartość za listkiem figowym, wartość jakby permanentną. Twoja świeca płonie, a każdy, jak iskra Houdini'ego - pojawia się i znika, rachunki za światło opłacając czekami bez pokrycia. Ale rozkosz uścisku twej rozpusty - taniec w objęciach gwałcących pytań i wytrysków puent w kurniku umysłu za srebrniki z tacy kupiłem! Czy świecie? Czyś już mój? Oh! Oby nie nasz ! Och świecie mój! Oh też mój ! bo przecie nasz ?!
  3. Ości nadziei Rozpada się gruda Ziemi, drży grunt (jeszcze) w Boskiej dłoni i kamień z kosmicznego nihilizmu uderzy a ogień i pożogę jego ukoronują. Wyginą dinozaury moralności. Przeminą pogody i niepogody - Zła i Dobroci. Bo pogięli mosiężne aureole... Gdyż wysadzili fundament Święty i bez uwagi strawili w maszynkach chorych neuronów biblię - a wydalając krzywili się od smrodu. Kto kazał giąć aureole? Kto kazał ruszać Piotrową Skałę i kazał myśleć Wam? Kto kazał wyrwać wraz z nerwami świętych poświaty ? Kto kazał gniew detonować pod Opoką? i kazał ślepcom MYŚL zobaczyć ?
  4. Witaj, Nie wiem czy dobrze poprawiłem, bo szczerze to wstałem pięć minut temu i mózg chyba jeszcze nie zastartował, ale zrobiłem poprawkę,lecz później, gdy się obudzę, zajrzę raz jeszcze i spróbuję połapać się w zapisie :) i zrobić ostateczną korektę. Dziękuję za komentarz. Pozdrawiam.
  5. Witaj, Myślę, że patetyczność jest tu całkiem na miejscu, gdy mówimy o miłości i na pewno bardziej niż w przypadku wieców politycznych. W opisie uczuć - czyli tego aktu ludzkiego serca, który pochodzi jakby z Nieba, od Boga; tego, co jest pięknem najwyższym, ciężko jest nie pisać właśnie w ten sposób, oczywiście mógłbym, ale wtedy czułbym, jakby wiersz nie reprezentował w stu procentach tego, co czuję. Być może własne uniesienie do tego doprowadziło :) Dziękuję za komentarz... Pozdrawiam
  6. Poznaj moją niewolę Zakułem w ogniste szepty i w jasne kajdany nadziei, chwile gdy ty różo płonęłaś. Niewola w celi mych uczuć - poi łzami czułych objęć i karmi rozkosznym sercem. Niewygoda zamienia się w skowronków śpiew i taniec niegrzecznych spojrzeń. A czas jak czekolada rozpływa się w ustach całujących wschody i zachody namiętnych nocy. Jeśli znasz piękniejszą wolność, to nie poznałaś mojej niewoli.
  7. Dzięki za baardzo treściwe wsparcie :D Sylabizowanie wyrazów mi nawet wychodzi, ale te nieszczęsne pojedyncze litery gdzieś wyleciały z głowy ;) Są również też trudniejsze słowa, gdzie się zastanawiam czy to dwie, czy czasem jedna sylaba... Kwestia doczytania i wprawy, ale muszę nadmienić, że gdy się tego lata nie robiło, to wcale nie jest to takie łatwe... Dzięki wielkie ! Pozdrawiam
  8. Witajcie ! Dziękuję serdecznie Wam za sprostowania. Tak, racją jest, że to nie jest tekst sylabiczny, głównie dlatego, że pojedynczą literę wziąłem za sylabę i w tym jest mój największy błąd, ale dziękuję za wasz poświęcony czas, nie jest na pewno zmarnowany, bo wyprowadził mnie z błędu - że wiem w czym rzecz... Chylę głowę i biorę się za dalsza pracę, a dzięki Wam na pewno skróciłem dystans do celu. Raz jeszcze dziękuję i pozdrawiam ! Dawid.
  9. Witam, Odebrałem Twój komentarz bardzo pozytywnie. Wiem, że jeszcze technicznie muszę się podszkolić, ale muszę powiedzieć - ,że idę tą drogą i staram się. Dzisiaj wrzuciłem wiersz, który był pierwszym wierszem o równej liczbie sylab ( wyszło 13/10), pisałem go po pracy, śpiąc 4,5 h, więc to dodatkowo utrudniło zadanie, ale jestem dobrej myśli... Zapraszam do komentarza, a może pomoże mi on w zdobyciu kolejnego stopnia na "schodach rozwoju". Pozdrawiam.
  10. Nadzieja z ciemności W mrokach czeluści, w głębinach jaskini Na krawędzi zła, nad wiarą Boską Żyła roztargniona, wojownicza bogini Miłością zgniłą, szaloną łaską Sumienie karmiła, codzienność swą czyni W czas jej pogromu, w obłędu kielichu Wyschnięty wiatrem, goryczą pustki, Spłonął czarodziejski, ów artefakt przepychu Zwęglony zabrał, objęciem czystki Mądrość tą najstarszą, testament bytu mnichów A w losie człeczym, tak bardzo popapranym Zniknął mamonizm, dostatek wnet upadł A Lud przymusowo, nagle stał się wybranym Bo zrozumiał cel, życia ów sens zgadł Że miłość jest ważna, nie jest obłokiem marnym P.S Chciałem zaznaczyć, że wiersz starałem się równo, sylabicznie napisać. ( wyszło 13/10) Jest to jedna z pierwszych prób takiego pisania. Nie zlinczujcie mnie ;) heh, mam nadzieję, że choć trochę wyszło :) Pozdrawiam.
  11. Dzwony zbawienia i czarny kot W dzwonów nagiej fali odgłosu i w echu powrotów ku wieży, gdzie rozbija się widmo ciosu, zbawienie spoczęło i leży. Niosło brzmień przestrogę złotą i przyciągało ku chwale modlitwy, gdzie wianki święte organy plotą, by wiary zakończyły swe bitwy. A czarny kocur - bezdomny czas szcza na idee, żadnej nie omijając, tam gdzie trwa gromad wiernych las, ów Szatańskie wartości wpajając. Niósł światło przeklęcie ojczyste i w grobowcach uczty i msze czynił, a magii jego dzieło czarno ogniste miało poetycką rolę i nikt jej nie winił. Nie budź zbawienia, niech pośpi! chociaż światło poezji umysł pali a z odgłosów liturgii duch twój kpi, bo zbawienie wstanie i czas obali.
  12. Czas rozpusty Rozkoszy godzino - dziwkarska przygodo, gdy dżentelmen ulega twym modom i frywolny taniec staje za twoją zgodą, pragnienie gaszącą orgazmów wodą. Poro spoczynku - płonąca uczuć alkowo, co w ogniu czułość budujesz na nowo i dotykiem szumu, tuląc serca mową, pieścisz wynosząc wartość ciała zdrową. Oddaj tajemnicę cieni i otul magii podkową, by radość trwała i kontur ich swą budową, nasyciły płomień ekscytacji kolorowo, a cisza za wolą uczuć szeptała to i owo. Rozkoszy godzino...
  13. Zawiodło mnie ku niechcianemu, jak to bywa, gdy po prostu idziemy,niechcianym było wszystko, co przypominało, że żyję. Słońce, wpadające przez okna, brzęcząca natrętnie mucha i drżące ręce, jakby chcące wszystko zepsuć... Suchość w gardle, jakby powietrzeAfryki drenowało ostatnie krople pochłoniętych wcześniej butelek, niszczyła ekosystem nadziei,lecz szedłem dalej, tak po prostu...Z kranu kapało, uderzenia smutku poiły nienażarte karaluchy, też skorzystałem...Byłem już blisko... Gdyby nie szczur wygrzebujący z pod starego, śmierdzącego łózka resztki suchego chleba,nie wiedziałbym, że w tym domu jest jedzenie, ale uciekł, nie dzieląc się.Widocznie nie miał Chrystusa w sercu.Głód i pragnienie zmusił mnie dotego bym nie szedł po prostu... Wstałem z łózka, nie obserwowałem już krajobrazu faweli mieszkania, szczególnie tego,co niechciane. Był już wieczór, boski wieczór- zbawienie nadchodziło...Sklep był otwarty, więc wyskoczyłem po dwanaście małpek, które jak apostołowie, otoczyły zmartwychwstałego mesjasza, znów chciało się Żyć !Niech zbawienie trwa do ostatniej butelki !
×
×
  • Dodaj nową pozycję...