Rafał Pigoń-Bbard

Użytkownicy
  • Zawartość

    24
  • Rejestracja

  • Ostatnio

  1. Rafał Pigoń-Bbard

    Pianista

    Dziękuję Ci za komentarze. Kiedyś przeczytałem, że kiedy autor ponownie czyta swój wiersz, sam nie wie dokładnie, o co mu chodziło, bo te emocje, pejzaż i ideę miał tylko w tym momencie, w którym stawiał litery i, według mnie, się to zgadza.
  2. Rafał Pigoń-Bbard

    Przedednie

    Cisza I zwiewny świergot ptaków. A to znać, że zimny oddech idzie. I że mgły ustępują różom, Dziecinnym płaczom. A gdy nikną te iskry, te gwiazdy, Korale nocy... A gdy ciemna toń przeszywana Jarzącym promieniem, To tak musiało być. A czemu to? Nie wiem, Szepnął wiatr, Który, gdy przejaśniało, Ujrzał trzymającą się parę. Parę zimnych, pomarszczonych rąk.
  3. Rafał Pigoń-Bbard

    Wschody i zachody

    I tak wymyślnie Pogwizdywałem w złudnej Nadziei, że to skrzydlate Bydlęcie w końcu sobie Upatrzy kogoś innego. Nie upatrzyło. Gwizdałem, Dopóki nie zdałem sobie sprawy Z idiotyczności tego zachowania. I to wystawionego na widok Publiczny. ... Zmierzcha. Zmętniałe oczy, Jakby z wymuszonym trudem, Trzymające się pooranej twarzy, Wpijają wzrok W przydrożną studnię. Zgarbiona sylwetka zdaje się Łamać przy wiecznie młodym Wietrze. Bzyczenie. Spokój uśmiercony. Latające bydlę nadal żyje. Mucha. Wilgotny, zgrzybiały język Jakby z apetytem Oblizał resztki zębów. Wytarte usta ułożyły się We wspomnienie sprzed lat. Słychać cichy gwizd. Wymyślny, wałęsający się Wśród gwiazd.
  4. Rafał Pigoń-Bbard

    Roztopy

    Samotne drzewo Nie szuka towarzysza. Błotniste rozłogi Ustępują śladom kół i kopyt. A znać to, że niebo rzednieje. I że mgły ustępują Oszronionym chatom i chlewom. A kto nie posłyszy to dzwonów, Kto nie zejdzie się zobaczyć, A wśród kazania na lepsze czasy. Samotne drzewo Nie szuka towarzysza, Lecz te mgły może drogę zmyliły, A te oczy nic nie widziały. Zgarbiony starzec skulony Pod schylonymi wkoło gałęziami Ściska drewniane paciorki, A na wspominki Tych wichrów ciętych i śniegów.
  5. Rafał Pigoń-Bbard

    Ozimina

    Głuche brązy Ogałacają rzędy wychudłych gałęzi. Zatopione snującą mgłą wieczoru Wyją, smagane jednostajnym wichrem. Chylą się ku niemej ziemi, lecz ani ona, Ani też to szare niebo. Nikt im nie odpowie. Aż w dal wije się okryta szadzią droga. I w dali słychać by tylko śnieg, Szukający bożego miejsca dla siebie. Lecz ani on, ani i ta droga Nie wskażą północy czy południa. Bo i nie widać jakiej pory. Nie widać nocy czy dnia. Tylko tu wicher wyje. I widły są wbite w ziemię. I snuje się biała mgła.
  6. Rafał Pigoń-Bbard

    Kukułka z drewna

    Nieustający zegar Wypluwa drewnianą kukułkę. Tułający duch papierzysk osunął się na krzesło. Przyszył pomarszczone ciało. Garbaty, oblizany palec Wodzi po kolejnych stronach. Kartka ze zmiętolonym krzyżem Opada na zakurzoną podłogę, A zniesmaczone anioły muszą Dodać ją do opasłej Księgi Przedawnienia. ... Gdzie lecicie, duchy, marzenia? Lecimy w dal, w tę głuchą dal...
  7. Rafał Pigoń-Bbard

    Dzieło galaktycznych dekad

    Dziękuję za komentarz. Szczerość przy krytyce musi być, bo wtedy można z niej skorzystać. Pozdrawiam.
  8. Rafał Pigoń-Bbard

    Dzieło galaktycznych dekad

    Sztuczne oko ludzkości, Bardziej przypominające Zresztą pajęcze, osiadło Na międzygwiezdnym kolosie. A w zasadzie to lekko Weszło w atmosferę. W konkluzji, ujawnienie Duszy kosmosu. Pomarszczonego cielska Galaktycznych dekad. To tak, jak astronauta Wchodzi w poetyckie zakusy. ... Z początku wystarczyło Kilku ludzi. Wystarczyło, by stwierdzić, Że ten piach jest jakimś tam Piachem. Dopóki nie tek klocek. '' Dzieło galaktycznych dekad'', Jak to nazywali, zapewne Przedżeźniając me artystyczne próby. Grunt, był klocek. Wcale okazały Sześcianik. I to gdzie? Na wcale bez życia okazie. I tak kilkuosobowy skład, Podstarzałych w okularach jak za Pstryknięciem rozmnożył się Do sztabów. Gwardii nad klockiem. Sztaby chemików, fizyków. Lingwistów, jakby ten wyprysk. Miał cośkolwiek do zakomunikowania. Może jakieś traktaciki. Teorie powstania. Albo najlepiej jakąś monstrualną herezję. Mało, powstał ruch duchownych, Który to rozbił się na dwie podgrupy. Jedna sławiła klocek jako dzieło Najwyższego. Druga, że bydlęcie to wyrosło Z samych rubieży piekieł. Co ambitniejsi upatrywali W nim mesjasza i antychrysta. ... Do pracowni dobudowano Molochy badawcze. Prace, a książki. Końce świata. Symulacje. Nawiązanie kontaktów. Egiptolodzy ze zwaliskiem Obrazkowych szpargałów Na doczepkę. Cała ekspedycja! Moja ekspedycja! Przez ten jeden kloc. Toż ja sam dla dobra Ludzkości bym go wysadził. Te obiecujące ich traktaciki! A tak, koniec. Teraz geolodzy. Ci będą latać w gwiezdne dłonie. Mi pozostało być spóźnionym Poetą. Bezrobotnym, a jakże. Poetą niesmacznych wierszy.
  9. Rafał Pigoń-Bbard

    Dzienniki introwertyka

    Pal licho z tą muchą! Stałem się zakochany. Zakochanym zwykle się jest. Jest się. Może i bywa. Czuje... Ja się stałem. Ot, nagle. Nagle, bez ceregieli. Dopiero byłem gotowy się Na nie zdobyć. Stałem się zakochany. Zakochany i gruby. A to nigdy raczej nie idzie Ze sobą w parze. Toteż, jako w miarę Oblatany astronauta, A i że akurat była okazja. Grunt, jestem w połowie Drogi na Marsa. Lecę do świata, świętej kolebki Spoconych, śmierdzących Mężczyzn, sądząc po niegrzeszącej Temperaturą powierzchni. Doprawdy, wolałbym kobiety. Ale kiedy ta jedna Nie wie o moim istnieniu. Nie wie... A nawet gdyby, To jakby. Grunt, mogę się roztrzaskać. Może lecę z muchą czy Z jakimś innym na gapę bydlęciem. Dojdzie do zwarcia... Ach, jak ja ją kocham. I poleciałem głupi, Jak mumia w tych Perzynach. Spocę się. I schudnę. Boże, ja chcę wrócić. Wrócić! Powiedzieć jej. A potem można ginąć. Choćby i w tym pocisku I choćby z dwoma Bzyczącymi poczwarami. To nie jest wiersz miłosny. Ba, jaki tam znowu wiersz! To dzienniki. Dzienniki! Dzienniki introwertycznego Bencwała z przestrzeni Międzygwiezdnej. Wysłany przez agencję Kosmiczną za jakimiś kamykami. Dość! Trzeba wracać! Trzeba konspirować. Trzeba uciekać. A więc spisek. Więc wojna. Bunt! Śmierć dwojga kochanków. Przeznaczenie zapisane w gwiazdach! Schowane do postaci muchy. Do zwarcia! Mucha!
  10. Rafał Pigoń-Bbard

    Kompendium świętych

    Roztworzyły się drzwi, Ale z wątpliwym, jakby Ze zbyt wymuszonym Skrzypem. Na progu buchnął Niewypowiedziany smród. Przeżółkłe stosy szpargałów Mieszały się z nawałem gnicia. Regały. Te stosy... Wszystko... Zgnilizna przesiąknęła każde, I najcenniejsze delictum. Szeregi przeżartych stelaży Wypełniały osypiska Skatalogowanych ksiąg, Sypiących się broszur... Majaczące tytuły jakby Grały w jednym takcie z całym... Z całym tym kolorytem. Byle przejrzeć. Przejrzeć to, uciec! A więc. Więc... ''Bożyszcza'', Dział knowań rejestrowanych. '' Bóg jako boża krówka, Kompendium badacza.'' '' Boskie urojenia, studium Niepokornych praktyk." To stało się natrętne. Niekończący labirynt. Kolejne działy. Kompendium! Kompendium... '' Historia przedśmiertnych Majaczeń w trzech tomach Czyli jak umierać, by cię nie Podejrzewano.'' '' Pod twoją obronę, rękodzieło Defensywy w dwóch księgach.'' ''Religie jako drogi Do niebogi. Przekręty I kłamstwa.'' Uciec! Uciec. To jedyna instrukcja. Jedyne prawo! Dyrektywa. Dyrektywa! ''Dusze, duchy, duszki, Katalog i obserwacje, Bibliografia przedmiotu.'' A więc drzwi. Drzwi są. Są drzwi otwarte. Wyrzucić! Uciec! '' Świętych obcowanie'' Dział kolaboracji. ''Zbawienie działów Inwigilujących. '' '' Boska infiltracja.'' Uciec! Smród walających się Kolumn papierzysk. Manuskrypt! ''Grzechów odpuszczenie, Prawa i obowiązki donosiciela.'' Patrz, broszura '' Donos formą Zbawienia bliźniego.'' Zażółcone światło południa Stawało się coraz bliższe. Jest otworem. Ale ja muszę! Ja muszę wrócić. Ja chcę wiedzieć. Dajcie mi to! Dajcie mi to wszystko!
  11. Rafał Pigoń-Bbard

    Uśpieni wśród gwiazd

    Jedno co widać. Snujące się człony Zgruchotanej stali. Obleczone milczącą Nocą. Ciszą gwiazd. Ciszą migających punktów. To dom. To ludzkość. Wyciągnięte ręce. Uśmiechnięte usta. Iskry. Oczy... Pulsujący żar domów. Tu jest ciemno. Tu przewodzi pustka. Przeszywa każdą część. Wszystkie drzwi, dysze. Przyczułki rozpanoszonych Dymów. Przyszywa... Aż niespiesznie dojdzie Do wyrwy. Do uśpionych wśród gwiazd.
  12. Rafał Pigoń-Bbard

    Odrętwienie

    Badacze zostali Wysłani. To ostatnie słowa. ... Dysze zaskowyczały, Po czym poddały się Ciszy przelewającej się W każdym atomie. To cisza... To duch bezkresu. Przez małe okienko Dostrzec można Zarys głowy. Twarz skupiona na wirujących Gwiazdach w oceanie ciemni. W barwnych mgłach gwiezdnych... Drobne chrobotania Budzą z odrętwienia. ... To tylko przenośne radio Obija się o zwłoki Rozerwanej rakiety. O pęknięty hełm, Nadając ludzkość, Jej duszę do gwiazd.
  13. Rafał Pigoń-Bbard

    Zbawiciel

    Witaj, czy uświadomienie nie będzie poniekąd wmówieniem? A czy naddana interpretacja nie będzie też narzuceniem jakiejś jedynej możliwej wersji? Poza tym w średniowieczu nie było monochromatycznych wyświetlaczy. Pozdrawiam
  14. Rafał Pigoń-Bbard

    Zbawiciel

    Kilka przełączników ożyło W kłujących pulsowaniach zegarów. Masyw wlewał się, miarowo, Rozsuwając falującą atmosferę. Trzask Rozdzierał szarą harmonię skał. Na końcu przeciągły dech, Jakby starca w swej cichej agonii. To '' Zbawiciel''. ''Zbawiciel'' osadzony. To Księżyc. ... Rozsuw włazu. Koliste hełmy wchłonęła ciemność. Promieniujące oczy schowane za Wielowarstwowym szkłem Zlały się z buchającym blaskiem. Spokojne, opanowane czoła Pokryły zgrubienia potu. To leci wprost na nas. Na nas. Spokój uśmiercony. Jedni miętolą krzyże. Instrukcje. Biblię bez okładek. Cisza... Tępy blask uspokaja swym Zbliżającym bezkresem. Chcą uciec. Odlecieć. Rzucić księgą! I lecieć. Byle lecieć w ciemni gwiazd! A nie. Nie, to rozsadzić! Zgnieść! ''Zbawicielem''! Modlić! ... Kolejna dioda '' Zbawiciela'' ożywiła Monochromatyczny ekran. Zalany palącym blaskiem Zdołał odczytać Awarię głównej wentylacji.
  15. Rafał Pigoń-Bbard

    Bawialnia

    Zabawą serca wszęda twoja strona.Patrz, pan, zabawą wszak moją jest ona.I ja zabawką, a szczęście grzech chować,jak się nie bawić, smutkiem prorokować.Zabawą serca wszelka myśl o tobie.Wszelkie uciechy skryłem w twej ozdobie.I jak tak, droga, odmówić zabawy.Ta nam potrzebna niczym na głód strawy.O głodzie umrzeć nam, a poniewczasiesmutkiem się rozlać na gwiezdnym atłasie.Skuś się zabawą, jak woda czyściutka,drobna, niewinna i mała, malutka.