Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Daniel Kordel

Użytkownicy
  • Liczba zawartości

    59
  • Rejestracja

  • Ostatnia wizyta

Reputacja

33

1 obserwujący

Ostatnie wizyty

761 wyświetleń profilu
  1. Droga Alicjo. Powiem Ci, że uwielbiam takie przeinaczania. To jest dowód na mówienie prawdy o małych światach, które zawsze mają potencjał do bycia dużymi. Dziękuję za ten tekst.
  2. Pochwały nie są u mnie na pierwszym miejscu podczas wstawiania jakiegokolwiek tekstu wprowadzonego przeze mnie tutaj. Może Pani (Ty, Alicjo) nie czujesz się dobrze, gdy ktoś zwraca się w Pani stronę "per pani", aczkolwiek nasze postacie nie są na "ty". Zbędne powtórzenia, ale dlaczego według Pani? Co do wszelkich wątpliwości w rozwój. Opiera się Pani ciągle na tym przykładzie. Nie podając żadnego innego.
  3. Zdradzę pewien sekret. Zanim to zrobię. Poproszę o przypomnienie lub zwizualizowanie rzekomego mojego złego zachowania wobec Pani. Co do tekstu. Stylizacja. Dziękuję za rady mądrej głowie, która wiedzę ma. Świetnie, ale na tym się kończy. Nie potrafi Pani zapytać po prostu. Zakładamy błąd. Brawo. P.S Tu powinniśmy się rozwijać przez omawianie niedociągnięć poprzez pytania. Jak Pani zauważyła, nie piszę ślicznych trzynastozgłoskowców. To nie dla mnie sznyt. Pozdrawiam ot tak.
  4. A chciałem po prostu ładnie przejść ;) Dzięki @Magdalena za wsparcie
  5. Dziękuję za wypisanie jednego lapsusa słownego. Co do tego spisu, nie rozumiem do czego ma doprowadzić to wymienianie. Sprawa jest prosta. Czasem nie ma co szukać głębokiej erudycji.
  6. Miałem dziś bardzo mokro Skóra mocno się sączyła Przetarłem ją Mocno ją Obtarłem Chciałem ją nawet wyparzyć Zmarszczyć ją Mocno ją Wymarszczyłem Zgiąłem się w pół Pojawiło się wiele Soku w bród Rozwarcie dziubka Przylgniony do ziemi Zawilgocony Czekałem na ruch Na pół Rzucano mną - w tłum Rzucano mną - w swoim zgniłym czasie Jestem w kanapce Jestem w garnku Mam wiele żółci w sobie W ziarnach
  7. Daniel Kordel

    Skur*********

    Nie wiem jak to traktować - pozytywnie czy negatywnie :)
  8. Mieszkam? na końcu ulicy ale Zawsze był to środek Moich ciepłot Przy lewej stronie Pod sercem wielkiej kałamarnicy Zjeździłam swoje miasto Oskarżałam sprzedawców !nie było kiełbas - karczków- schabików! Tak nie rozumieli mnie Pukali się w głowy A chciałam zastawić a postawić się To kolejna komunia Kolejne tchnienia i dołączenia Do Nazaretu Kolejna narodowość Duchowa Brzmi to tak... ot tak Postaw - Talerze Postaw - Sztućce Postaw - Stół Najtrudniej Oczekiwano konkretnego mięsa Polanego wódką Otoczonego chlebem, chrzanem I musztardą, która będzie po Rozłożyłam im Bałtyk Z dumą byłam rybakiem, żeglarzem, geografem Śledziki Chłodne Zwariowane tylko w sosach A oni nie I nie Do mnie Wzięli widelce jak harpuny I dźgali Dzi! Dzi! Dzi! Zaraz! Zaraz! Słyszałaś, że tak Kaśka jest DZI!wką? Wiedziałeś o meczu X kontra Y DZI!ś? Natłok w toku Wkrótce zamknęłam drzwi Uśmiechnęłam się wDZI!ęcznie Też dźgałam Sztuką wyproszenia Zaszyłam się pod kołdrą Żyję w ciemności, Na dnie morskiej toni Dźgnięta Pani Śledź! Musicalowy hit! Tańczę w zwolnionym tempie Pod powierzchnią wody Za cel mam oddzielenie cząteczek tlenu Od cieczy Moja jedyna publiczność Znalazłam ciepło z końcośrodka ulicy Żyję w brzuchu wielkiej kałamarnicy, Niestrudzona, Nieustraszona, niestrawiona. DZI!ś jestem na Nie! Kiedyś wypada
  9. Ruszałem zawsze obok pereł. Na wotum oddane. Po twarzy biegnące. Matka Boża lubi błyskotki. Też lubię. Za bardzo. Chciałem przepraszać kilka razy za to. Jak za ujawnione tajemnice - każdy o nich wie. Jak za stacje - boczysz, upadasz - logiczne. Jednak to Twoja wina. Przejazdów i spacerów. Tylko przy, nie do. I to... Bez... Różańców? Krzyżyków? Książeczek? Nie. Zabrakło mioteł. Wicie gałęzi. Posuwanie. Ogarnianie. Zabrakło. Porządku. Zabrakło. Miejsca na kolana. Dla Ciebie chciałem kłaniać się na. Dzień Dobry. Dobry Wieczór. Szczęść Boże. Nie mogłem. Bo potrzebowałem... Nie palca bożego. Twojego. Pierścień. Ucałować, zapotrzebować, zaprzysięgać, zaklękać. Dzięki Bogu tylko pragnąłem. Nie potrzebowałem. Boże, tu byłeś piękny.
  10. Góra - punkt Wzgórze - punkt Klif - punkt Tak naturalnie. Blok - punkt Wieżowiec - punkt Most - punkt Tak po ludzku. W punkt.
  11. Chciałbym podziękować za sugestie i wytknięcie błędów. Najważniejsza sprawa - eksperymentować. Do napisania.
  12. I Telefon. Jest czyszczony. Lśni. Jak obiekty, które prawie połykam. Wciskam numer. Nadałam mu pełno zaufania. Nie wiem jaki wybrać numer. O czym mam opowiedzieć? O tym, że boli mnie ? -...Znowu...- ? Ale jak boli? Stłuczenie? Uderzenie? Poniżenie? Aborcji zastosowanie? Wybieram. Mówię, że potrzebuję mniej wrzasku. Atakującego. Jak przy porodzie. Nie chcę niczego przywoływać. A już łączy... Mam tylko zaufanie. Personaliów nie kojarzę. Nie znam? Tylko siebie. II Sygnał się wydłuża. Wytężone oczy zbieram na punkt. Jak na autostradzie. Przy długim dyżurze z drążkiem w palcach. Jednocześnie pocę się pod swoim kombinezonem. Kierowca Formuły 1 i kurier. Trochę się unoszę przy okazji dostarczaniu codzienności. Z tą pozą zaczynam kierować oddech do słuchawki. Chcę westchnąć. Chcę mruczeć. Chcę charczeć. Chcę sapać. III Rozległam się swoją fonią. Drugi głos się roznosi. Zaczyna się. Temat. IV Zaczynam myśleć nad tym co mówię. Układam zgrabnie emocje. To przecież konsultacja. - Wiesz, jestem taka zbita. - Szyba czy pies? - Tak zaczęłam już na Ty, a my się nie znamy. - To bez znaczenia. - Nawet przy tym myślę. - Za gęsto. Chcesz być sosem? - Łączyć ziemniaki, mięso i surówkę w jedno. - A potrzebujesz gotowania dla innych? Dla siebie? - Nie potrafię mieszać w dobry sposób. Zawsze są grudki. Strupy. - Nie mów, że przełykasz zaschniętą krew? - Mówią nie zdrapuj, o wchłanianiu nie ma mowy. - Krwotok. - Nie rozległy, ukryty. Boję się. - Skorupki są tymczasowe. - Cała jestem tymczasowa. - Czy mogę w czymś jeszcze pomóc? - Chcę powiedzieć jeszcze do widzenia. - Do usłyszenia, moja Droga. - Dobrej nocy, każdej nocy. V Utkwiło mi pytanie. Szyba czy pies? Nie potrafię na to odpwiedzieć. Nie umiem być z empatią. Nie potrafię wstawić całości z piasku. Potrafię umyć, ozdobić i karmić. Przesuwać palcami. Po taflach i skórach. Obie delikatne. Przy rozcieraniu. Przyjmują prędko ciepło. ... I-II-III-IV-V Nadal nie potrafię pisać. Ciągle chcę mówić. Brakuje mi już śliny. Susza i podrażnienie Ciągle szyja idzie w przód i w tył. Przełyk nie jest szyją. Szyja się przesuwa. Przełyk się przepycha. Zapchany. Co tu rzec? Przełknę. -------- Szyja się nawet kręci trochę. Przełyk podryguje. Światło otworu jest stałe. Otchłanie zawsze są otwarte.
  13. Postanowiłem zawsze się uczyć szyfrów i zakodować się ponad i poniżej. Z wielką rozwagą zapiszę formy dostępu. Prosto jak imię, trudno jak oczywiste mądrości. Tylko w notesie umieszczę dane. Z długopisem w dłoni. Staro i oryginalnie. Na koniec powyrabiam sobie klucze do wszelkich drzwi. Komfort niezależności. Przekręcę i odkręcę. To takie proste. Nawet trzasnę. Pęknie i przejdzie. Utytuuję się jako książę. Szlachetność. Nieskazitelność. I tak jak moja koleżanka będę mieć najwygodniejsze łóżka. I tak jak ona będę mieć ziarnko grochu. W kieszeniach i w notatnikach. Przeciskać się będzie przez zwarte uda i mocne kości. Dogłębnie. Będzie mnie uwierać. Jak ją. Nie przez wygodę. Zamknięcie.
  14. Odczułem atmosferę kłótni w biurze zakładu pogrzebowego. Rodzina i kochankowie się rozbijają. Pył kawy i pył ludzki. I tylko Pani z biura bezwiednie zapisuje coś i gdzieś tam. Genialne!
  15. Wchodząc do gabinetu. Nie wiedząc o niczym. Uderzając kogokolwiek wiedzą. Ściągając z siebie jedynie oddech. Doktor D. - Co dolega? Alfa - Wylewa. D - Strużka? Strumień? A - Silny nurt. D - Pewnie rzeka? A - Nie. D - Morze? A - Rów. D - Zbadamy oddech. A - Wdech i wydech? D - Dokładnie. A - Umiem wydychać. D - Nie chciałbyś wdychać? A - Za wiele tego D - A gdzie sens? A - Jestem sensem. D - Nonsensem? A - Losem? D - Bogiem? A - Już wywiodłem swoich ludzi. D - Z skąd? Dokąd? A - Z niewoli do ukrycia. D - Jak to? A - Z kłamstwa do pominięcia faktów. D - Nie kreując? A - Plując. D - Bez nadziei? A - Bez sentymentu. Proszę o lekki ukłon. D - Tylko tego oczekujesz? A - Plus pamięć proszę. Z wiązką chryzantem. Sądząc, że zostanę sam z bólem. Omegi brak. Do końca zostanie lubieżny krzyk. - O, Maggie!
×
×
  • Dodaj nową pozycję...