Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Luule

Użytkownicy
  • Liczba zawartości

    1512
  • Rejestracja

  • Ostatnia wizyta

  • Wygrane w rankingu

    12

Odpowiedzi dodane przez Luule

  1. 3 godziny temu, Radosław napisał:

    pojawiasz się
    gdy pozwalam stopom wolniej 
    stawiać kroki lecz nie stygnę 
    na rozdrożach dnia

     

    przychodzisz
    gdy doceniam zapach kawy
    widok z okna 
    kilka pozszywanych ran

    i czas

    Te momenty grają mi najfajniej. Te rozdroża dnia co peel na nich nie stygnie:) no i super, że taka częsta, to na pewno pomaga. Pogododuchowałabym;) ale jakieś za grube kotary od dawna.

  2. 50 minut temu, M.A.R.G.O.T napisał:

    @a...a hm...no naga mama w łóżku u dziecka? Ciekawe... bardzo...

    Jednak moja Mama kojarzy mi się raczej z miłością, a nie ze śmiercią, czy nagością. Nigdy nie powiedziałabym, że jest wierna jak pies, bo psy jadają na podłodze. 

    No ale przecież to nie matka w wierszu leżała naga, tylko śmierć. Łono śmierci czeka na każdego z nas, łono - symbol kobiety, matki. I ta śmierć peelowi wierna jak pies, niemal nie odstępuje go na krok - nie matka. Z którymi zresztą bywa różnie. Ja akurat znam różne historie, więc nie odnoszę świata tylko do swojej perspektywy. 

    To trochę tak jakby napisać 'stanęli jak jeden mąż', i interpretować liczbę mnogą jako skłonności peelki do poligamii, gdzie w wierszu w ogóle nic o mężu. 

    No i psy nie tylko jadają z podłogi, są też wiernymi towarzyszami.

    I tak to wszystko nie ma zapewne sensu

  3. W dniu 17.10.2020 o 13:34, Czarek Płatak napisał:

    Odwróciła na moment się z przekąsem plecami, 
    kiedy scałowywałem lądy pierwszych miłości

    @M.A.R.G.O.T tutaj na chwilę 'śmierć' zeszła z głowy peela, bo pojawiła się miłość, chciało się żyć. tak jak potem znów życie skoczyło do okien oczu.

    W dniu 17.10.2020 o 13:34, Czarek Płatak napisał:

    słyszę, jak mówi teraz, 
    że jej łono wciąż czeka, by mnie sobą owinąć;
    moja matka, śmierć moja, jak pies zawsze wierna.

    Śmierć przywołuje do swojego łona. od zawsze gdzieś jest przy peelu, w jego czarnych myślach. 

    Metafora/ personifikacja śmierci pod postacią matki. Narodziny śmierć, to takie jakby koło. Powrót do łona natury, niebytu. 

    Wiadomo, często odczytujemy wiersze inaczej niż wg zamysłu autora. tutaj rozpętała się mała burza. niby ok, każdy ma prawo odczytać po swojemu, ale autor daje ślady w komentarzu, że pisze o śmierci. Też podczas pierwszego odczytu myślałam o matce, ale ostatni wers kazał mi zawrócić i odczytać na nowo.

  4. Godzinę temu, duszka napisał:

     

    Rozumiem, Czarku. I z własnego dośwaidczenia przekonuję się, że działanie oczyszczające powstaje wtedy, gdy niszczącym doświadczeniom z przeszłości (i ludziom z nimi związanym) odbieramy ich moc nad nami, to znaczy, gdy wiersz jest pewnego rodzaju (chociaż częściowym) naszym zwycięstwem nad nimi. Samo oskarżenie ich nim nie jest. Zachęcam Cię więc na zwrócenie uwagi na ten aspekt Twojego zwycięstwa (odebrania mocy) w tym, co piszesz. Wiem, że w naszym cierpieniu chcemy przede wszystkim oddać wyrządzoną nam krzywdę na zewnatrz, i to też ma swój sens, ale to nie wystarczy, żeby wyzdrowieć...

     

    Pozdrawiam Cię serdecznie i wszystkiego dobrego :)

     

    .

    Przepraszam, że się wtrącę. Ogólnie racja, ale zdaje mi się, zresztą Czarek w kilku komentarzach dał znak, że wiersz nie jest o matce ale wyłącznie o śmierci, spersonifikowanej tylko w postać matki. i o to tu poszło całe zamieszanie. (Fakt, naga matka w łóżku wyglądała by dziwnie). Więc też nie o krzywdzie pochodzącej od osoby, nie o oczyszczeniu. owszem, można mieć niejako pretensję do losu, że się tak przylepiło, ale to akurat nic nie da. Pozdrawiam

    @[email protected] nadmienię jak wyżej, bo widzę na około nadal jest nieczytelne. ten wiersz nie jest wcale o matce, tylko o śmierci.

     

    Sory Czaru za 'adwokatowanie', ale wciąż mam powiadomienia, czytam, i przemilczenie mnie już męczyło;)

  5. @Czarek Płatak widzę, że wiersz wywołał różne odczucia, więc niejako 'perwersyjny';) ja z tych co się kłaniają nad słowem, użytymi metaforami. Trzeba go poczytać dłużej. Coś tu pada o patologiach itd. nie wiem, chyba w odczycie wzięta pod uwagę została jednak matka, a nie śmierć. Wiersz ukazuje ten 'pociąg' peela do śmierci, no a że się znamy, to nie zaskoczył, a mi także niestety bliski, więc rozumiem;) fajne te momenty przebłysków, miłości, chwil pełnych życia. Noo i ta końcówka, to mam nadzieję, że nie jakiś mocny nawrót czerni:) pozdro

  6. Fajny wiersz i obuwnicza metafora:) słodkie sneakersy:D

     

    Co do końcówki, bo widzę, że rozpatrywana, to może i by ten most wystarczył, bo dawałby i tak dużo sugestii, ale dalsze dopowiedzenie też mi pasuje, i rozumiem, że autor(ka?) chce te rzeczy wymienić, wskazać, bo są ważne. pozdrawiam

  7. Godzinę temu, dmnkgl napisał:

     

    @Luule I kicha, zależało mi właśnie, żeby patosu uniknąć- to w końcu tylko jeden zeszycik, a nie jakiś potężny wolumin, który zmieni świat. Czyli do przeróbki ;)

    Najwspanialsze jest właśnie, gdy takie rękopisy krążą w rodzinie. Kolega ma wiekie szczęście :)

    No, mała zmiana ale robi różnicę, jest skromniej:)

    Kolega sam pisze teksty, swego czasu były dość poetyckie, także tak myślę, że odnalazł w ś.p. babci dodatkowy wspólny mianownik. swoją drogą chciałabym przejrzeć ten jej zeszyt, ale wątpię, już za daleko od siebie jesteśmy.

  8. Ładnie, choć może to takie wzniosłe życzenia by zostać ocalonym od zapomnienia. Ale kolega z pietyzmem odnosił się do znalezionego po babci kajetu z jej poezją, więc kto wie, może się udać

    8 godzin temu, dmnkgl napisał:

    Oddać rękopis, to jak oddać duszę

    Najbardziej podoba mi się druga strofka i z tym powyżej nie można się nie zgodzić:) 

    Ostatnia, jak dla mnie, trochę zbytnio pachnie natchnionym patosem, ale znam go doskonale ze swoich początkowych tekstów. 

    Ps. Fajne pismo:)

  9. 4 godziny temu, Daniel Kordel napisał:

     

    I
    Przez prześladowania pójdzie na dwie skały

    Ten, który zbyt gorliwy był

    Nękałem, rzucałem kamieniami 


    Żeby zbić naczynie
    Chciałem potopu
    A niechże mnie zaleje! 

     

    No... A... Tu... 
    Okruchy na podłodze
    Jedynie

     

    II

    Za wysokie loty, pójdzie na dwie skały
    Ten, który zaślepiony przyjemnością był

     

    Miałem piękne plany
    Wbić się w chmury
    Nie znałem wtedy dobrze chmur
    W tą śnieżną się wbiłem
    Zamieć mnie zmiotła
    I kierunki pomyliły 
    Mi się

     

    Przykazań więcej nie pamiętam

     

    Karę już mam
    Budować dom na skałach
    Oddalonych od siebie o wiele mil

    Rozpada się raz po raz
    Ale zgodnie z Bożym planem

    Wspólnota popatrzy na mocny grunt

     

    A do Ciebie, druga skało
    Będzie wiele pieśni słanych


    I bazylikę postawią

     

    Już postawiłem
    Tylko ja zawsze nie godzien, abyś ty przyszedł do mnie
    Ale powiedz jedno słowo 
    A dusza moja będzie uzdrowiona... 

     

    Moja wina, moja wina
    To słyszeć chcesz

     

    Już dawno moje serce się wybiło
    Przez to bicie
    A Tobie to i tak mało


     

    Ciekawy, choć odczyt może być różny i może błędny z mojej strony, ale odbieram to jako bunt. fajnie wplata religijne konteksty, hasła. Tytuł, jakoby peel to co mówi i tak mówił do skały, niewzruszonej, niesłuchającej. Kościoły zbudowane na oddalonych od siebie skałach, jakoby oderwanie od siebie, dalekie. Ale może zupełnie nie tak czytam:) pozdrawiam

  10. 9 minut temu, opal napisał:

    @Luule W 2. i 3. piszesz o "onych", a w 4.  przeskok do "jego" 

    Co do cupania - dla mnie ok 😉@Luule

    Aaa. No tak, może i można się pogubić. Też się tego obawiałam. 'One' w 2 i 3 tyczy się uliczek prowadzących do tych uliczek 3-go Poniedziałku. w 4 wracam do tego jakbymiasta. hm może coś jeszcze podłubię, żeby było mniej niejasności:)

     

  11. 10 godzin temu, Franek K napisał:

    Myślę, że każde miejsce da się z czasem oswoić, tym bardziej miasto, którego uliczki noszą takie nazwy :) Bardzo fajny tekst, tylko to co dzień, faktycznie do rozdzielenia.

     

    Pozdrawiam. FK.

     

    Dziękuję. Z tym 'wewnętrznym miastem' oswajam się od ponad 30lat, choć tak poważniej od nastu, gdy rozpleniły się ulice z pierwszej strofki. Zastanawiałam się nad tytułem 'dzielnice umysłu', żeby lepiej nakierować. Jedyną realną ulicą jest tu Piotrkowska w Łodzi, reszta dopasowana do potrzeb tematu, choć wiele na pewno takowych istnieje. Swoją drogą tak, to musiałoby być ciekawe miasto z takimi uliczkami, szczególnie nazwą ronda🙈

    ogólnie to chyba inwencja twórcza radnych. (?) Ja dopiero parę lat temu dostrzegłam na mapie jak bardzo tematyczne są u mnie dzielnice. Jedna to sami bohaterzy, druga sami pisarze/poeci, inna roślinki, zawody 'robotnicze', ważne daty. Ciekawe to:)

    11 godzin temu, beta_b napisał:

    Byłam we wtorek w Łodzi, wiatr smagał na Dolnej, nieznajomo. Ale otulając się mocniej w poły płaszcza wiedziałam, że gdziebym nie byla jestem u siebie. Fajny tekst, bb 

    :) ach, to byłaś blisko:) ale tej dolnej z wiersza?:/ no to iście kosmopolityczne poczucie, to chyba dobrze, pozytywnie, czuć się wszędzie jak u siebie. albo dobrze ze sobą?:) pozdrawiam Betko

    @Allicja @Marcin Krzysica @Radosław

    Podziękowania za ślady :)

  12. 11 godzin temu, Gosława napisał:

    Witaj sąsiadko  😊

    Ja miałam podobne przemyślenia jak się 11lat temu do męża się przeprowadzałam.

    Wszystko było obce i dziwne

    Po tych kilku latach znałam ulicę Chmur Rozgonionych 😊 nieopodal Słonecznej😊

    Witaj. Ale że Łódź?:) Domyślam się, że z takimi grubszymi przeprowadzkami może być różnie. To długo trwało z tymi ulicami, ale ważne, że się udało:) ja póki co tylko zmieniam ulice w obrębie rodzinnego miasta, i myślę, że tak zostanie, choć tego nigdy nie wiadomo. Pozdrawiam, dzięki za wizytę

  13. 12 godzin temu, miauczenie owies napisał:

    Świetne👍

    Dziękuję:)

     

    11 godzin temu, opal napisał:

    @Luule

    Bardzo podoba Misię pomysł i  "to, po graf (i) ja"  Twojego miasta 😀
    Zerknij tylko proszę na czwartą zwrotkę - mz ze względu na różne podmioty jest trochę zakłócona płynność przejścia z poprzednich strof do tej (kłócą się zaimki 😉) Zastanawiam się też na"ocknięta przycupnę" - czy nie za dużo tego "cykania" jak na biały wiersz... ale... w sumie... luuubię takie zbitki 😊 
    PS Ach... Popraw *co dzień/ ☺️

    Wielkie dzięki. To może lepiej będzie po prostu 'przysiądę'? Z tymi zaimkami w 4 nie widzę gdzie ta kłótnia, także jak możesz to napisz co zgrzyta:) taa, coś mi się zlepił ten co/dzień, dzięki, poprawione:)

  14. jego topografia jest dziwna

    do tego co rusz odwiedzam

    siatkę tych samych zaułków

    Ulic Trzeciego Poniedziałku Stycznia

     

    roją się na mapie

    nieprzyzwoicie gęsto

    i dłużą jak Piotrkowska

    lecz te bez witryn i knajp w bramach

    bez gwaru

     

    prowadzą do nich liczne uliczki

    Wesoła co po paru krokach

    przemienia się w Smutną

    i Dolna

    równoległa do Obojętnej

    tą dojedziesz do ronda

    imienia Błędnegokoła

     

    przemierzam jego dzielnice

    spieszę co dzień gdzieś na Prozie

    mijam puste parki i ławki

    czasem ocknięta przycupnę

    i spisuję parę wersów

    noszących listopad

    z rzadka się mają

    dobrze

     

    najbardziej lubię dzielnicę

    Dobrych Spotkań

    gdzie feeria chwil niesie mi

    pozytywny wiatr i rozgrzewa serce

    tu mieszkają przyjaciele

     

    jest cudownie do czasu

    gdy przeklęte zegarki zatykają:

    pora wracać

     

    mijam reklamy osiedla domków

    na rogu Stabilnej i Pewnego Jutra

    odpada

    mają za wysokie schody

     

    wracam do siebie

    wiecznego bałaganu

    ze skrawkiem przytulności

    na mapie dostrzegam ulicę Słoneczną

    tę obok Chmur Rozgonionych

    spaceruję dalej senna i lżejsza

    tu nie jest tak źle

     

    wracam

    do siebie


     

  15. W dniu 1.10.2020 o 00:02, Allicja napisał:

    @Luule @iwonaroma tak mi się napisał, wiem, że nie ma w nim nic odkrywczego i świeżego, dlatego dałam w tytule słowo "banalny". Wrzuciłam, bo go lubię, choć spodziewałam się raczej krytyki: że oklepane obrazki, że szablon, że to wszystko już było, etc., więc tym bardziej jest mi miło, że mimo to zainteresował. Dziękuję za obecność i serca :)

    @lich_o dziękuję :)

    No właśnie w wierszach jest taka moc, że choć temat może być ograny we wszystkie strony, to jednak to jak się to wszystko ujmie, złapie w nowe metafory, to i tak może powstać za każdym razem coś innego. A ten wiersz, wg mnie, ładnie sobie z tym radzi, ciekawie i poetycko stara się te 'banalności' przerobić inaczej , w niemal każdym wersie.

    Nie napisałam o ostatniej , ważnej strofce. Fajnie że jest, bo zamyka obrazki wiersza jakąś myślą, i dzięki niej nie jest to właśnie tylko ładny obraz. No i niestety racja. Długi czas żyłam w bańce, której głównym celem było po prostu być happy. Choć i tak rzadko się udawało. Ale ta bańka nie dopuszczała do myśli złych wydarzeń, bo te sprawiały za dużo bólu. no ale przecież nie każdy ma szansę żyć w idylli, każdy trafia w różne miejsca, czasy, warunki, ludzi wokół etc. I pamiętam jak mnie zmiażdżył artykuł, gdzie ktoś pisał, że nie szczęście jest najważniejsze, choć trzeba umieć nauczyć cieszyć się z małych rzeczy, rytuałów, szczególnie gdy nie ma się nic więcej. A najważniejsze jest że jak upadniesz, to ile razy się podniesiesz. I to jest właśnie ten nauczyciel- srogi i bezwzględny. Ale tylko to może  wytrenować do życia w tej dżungli. A zbytnia idylla sprawia, że ma się za cieńką skórę i małe przykrości losu stają się nie do pokonania. 

    Jej, rozgadałam się. 

    Dziękuję za rewizyty:)

  16. Super. Raczej nie wchodzę w widoczne tu zatrzęsienie jesiennych wierszy, tak jak z reguły w większość okolicznościowych, ale skusiłam się i ten miło mnie zaskoczył. Niby zaczyna się banalnie, niby wszystko jest wiadome i ograne, ale jednak jakoś tak płynie uroczo i musiałabym wymienić tu większość wersów, które mi wybrzmiały. Przechadzając się po nim widzę i odczuwam kroczącą jesień z jej, ukazanymi tu, wszelkimi aspektami. 

  17. @a...a nie zdążyłam wczoraj napisać nt. A wiersz zgrabny i udany, ciekawie podejmuje temat czekania, który od zawsze był wpisany w los kobiety, choć kiedyś bardziej. Dziś zostało czekanie 9miesięcy;) kiedyś kobiety czekały na mężów z obiadem, (no dziś też się zdarza), na ich powrót lub niepowrót z wojen, jakiekolwiek wieści. Podoba mi się, szczególnie z tą staruszką i otwieraniem na własne ryzyko. Pozdrawiam:)

  18. @Gerber bardzo ciekawie:) wiersz można odbierać dwojako, choć ja bardziej czytam wersję ze szczyptą ironii, ze wskazaniem na to porzucenie. Ćwiczenia-rozcieranie ciasta.. Ciężko mi skondensować, bo wiersz sam w sobie byłby dobrym materiałem do rozprawki. O 'miejscu' kobiety, o realizowaniu się partnerów/partnerek kosztem reszty rodziny - kontra kamienie milowe, które dzięki temu zostały zdobyte. A co do oświecenia, to może czasem im prostsze życie tym łatwiej ułożyć te puzzle? Pozdrawiam i dzięki za ten wiersz:)

     

     

     

×
×
  • Dodaj nową pozycję...

Powiadomienie o plikach cookie

Nasza witryna korzysta z plików COOKIES („ciasteczka”). Dowiedz się więcej o COOKIES z naszej Polityki Prywatności Polityka prywatności