Skocz do zawartości
  • Ogłoszenia

    • Mateusz

      Przerwa techniczna   07.12.2017

      Ze względu na trwającą migrację danych mogą występować problemy z dostępem do forum.

Kacper Markowicz

Użytkownicy
  • Zawartość

    9
  • Rejestracja

  • Ostatnio

Reputacja

2 Neutral
  1. "Gniew czarny niczym hak obezwładnia mnie" - A. Sexton Krew tryska w Casamence. Jest to problem. A ja spowiadam się psychoanalizie z drobnych próżności, nienawiści i pychy. Krew tryska w Somalii. A ja wraz z innymi, dzień w dzień, fotografuję moje ciało i spisuję moje myśli, a potem można to zobaczyć jak zwierzę w klatce, mimo że nie mamy nic do pokazania i nie mamy nic do powiedzenia. Krew tryska w Maghrebie. A ja na na manifeście toczę walką o związki partnerskie i prawo do aborcji. Kobieta, z tym przedmiotem w brzuchu, powinno móc decydować o swoim ciele, krzyczę do megafonu. Krew tryska w Peru. A ja umawiam się do kliniki na zabieg wyszczuplania przegubu dłoni. Krew tryska w Meksyku. A ja folguję głupocie. Krew tryska w Jemenie. A ja w wieku dwudziestu lat mówię o miłości i mówię o sensie bytu. Krew tryska w Pakistanie. A ja piszę te wiersze, które potem mogę spalić w piecu. Krew tryska w Donbasie. A ja patrzę jak polityka wypluwa słowa. Krew tryska w Afganistanie. A ja widzę kobietę płaczącą nad zniszczonym futrem kupionym w galerii; już nie galerii sztuki. Krew tryska. A ja napełniając się winem staję się częścią statystyk o kulturowym czynniku uzależnienia od alkoholu wśród młodzieży. Krew tryska na mojej posadzce. I choć to banał, jakich wiele. To przecież ten znany wiatr, co wieje w czerwcową noc mógł przenieść nasienie w miejsce nie tak pozwalające odsunąć tę myśl, wiercącą myśl, że gdzieś pośród czasu i przestrzeni patyczkiem będziesz usuwać drakunkulozę dygocąc.
  2. 0 3:39

    Rozumiem, bardzo dziękuję za poradę :)
  3. 0 3:39

    A po co się stosuję interpunkcję?
  4. 0 3:39

    Ziejąca pustką, już na początku. Droga do przebycia. Z dwudziestoma papierosami, jak dwudziestoma latami w tyle, Z sensem życia wyżartym przez cynizm Na pół jak Kierkegaard. Jak piorun spojrzała mi w oczy Śmierć. I odszedłem na chwilę od zmysłów. I odszedłem od konwenansów. I w lustrze, jak wampirowi, brakło mojego odbicia.
  5. Ja nie przeklinam dnia w którym cię spotkałem. Ja — ja hołduję życiu przed spotkaniem ciebie. Ewa niepewną ręką zrywa zakazany owoc. "Najdalsze krajobrazy wabią swoją odległością" — powiedziałeś mi kiedyś, zahaczając o kicz. Nie przeklinam dnia w którym cię pokochałem, ale hołduję przeszłości.
  6. Bo moje słowa, jak z piosenki, stały się zbyt ciasne. Bo patrząc w twoje oczy usłyszałem jedynie ciche dudnienie. Bo obłęd stał się moim przydomkiem. Bo papierosy nie smakują jak dawniej mi. Bo spoglądając w swoje odbicie zobaczyłem Ikara, który wierzył że ze stopionych skrzydeł zbuduje łódź. Bo czas się zamkną. Bo wiersze nigdy nie dotrą do Afryki. Bo wiersze nigdy nie dotrą do Al-Ka’idy. Bo muzyka nie stała się żałobna, ale zaczęła raczej syczeć niż brzmieć. Bo życie, czworokątne pudełko wyprodukowane tylko do wierszy, pocałunków, wchodzenia do morza, chodzenia po lesie omyłkowo pokazało kły i omyłkowo wypowiedziało pogróżki. Bo miłość, miłość to klęska XX wieku na której liczni się dorobili, a jeszcze liczniejsi wracali po niej kuśtykając do domu. Bo sięgnąłem do książki Amerykańskiego Stowarzyszenia Psychiatrycznego i odczytałem tam usilne dążenia. Bo mój ojciec, jak głosi legenda, mężczyzna, spłodził syna, ale nie zdążył zrobić dwóch pozostałych rzeczy, los chciał że raczej umierał ze mną na rękach. Bo ten tatuś mi się śnił. Bolek tu był jarał i pił. Bo piszę to wszystko nie własną krwią, lecz czarnym atramentem.
  7. Ja, narcyz Odczuwam żal do lekarzy Bo Nie poświęcają mi Absolutnej swojej uwagi. Jeszcze nie wiedzą, Że jestem ich alfą I ich omegą. Wzruszają mnie kobiety z Rajstopami do odsłoniętych Palców. Wzruszają do łez. Cudowni psychoanalitycy Z wykładami o Erosie i Tanatosie Przekłuwają mnie codziennie o jedenastej Laserem swojej elokwencji. Wykłady z oddychania. Wyobrażam sobie, Że to jest życie. Nie wyodrębnione, Niewyjęte z całości. Bez jezior krystalicznie czystych, Bez placów zabaw gdzie dzieci Rozcinają sobie głowy, Z nadbiegającymi pospiesznie Mamami które leczniczymi chusteczkami Tamują ranę. Księżyc zza okna w tym wypadku Raczej sprawiłby ból Który ukoi szybko Odpowiednia iniekcja Podana sprawną ręką Doświadczonej puszystej pielęgniarki. Wracając do tutaj, Drzwi szczelnie zamknięte Pieczołowicie odgradzają powietrze Szpitalne od tego zewnętrznego. Nie zaglądnie tu rabuś. Nie zaglądnie dżuma. Oprócz tych, które masz w swojej głowie, w swojej głowie. Hydroksyzyna magnez relanium. Pani doktor, Ja chcę się tylko czuć, Jak pani.
  8. Złamałem się w pół Pośród dzikich pól Tak, to prawda! W wicher co wieje Rzuciłem swe nadzieje. Ach, jak boli! Na ulicy, na na tym bruku Skomli smutny pies. Boże, to jestem ja! W lesie dziennym, W lesie mrocznym, Szukam czegoś, któż wie czego! Ktoś krzyczał coś. Brzmiało jak twój... Nie, nie, nie! Na dworcu, na Pradze, O trzeciej nad ranem, Układam się do snu.
  9. "O każdym Niemcu myślałam: to ty." - Sylvia Plath poza tym jest czas, jest przestrzeń jest jeszcze stary pijak na starówce proszący o dwa złote na piwo jest jeszcze noc wieczna noc ból głowy rozsadzający skronie świtem po niej jest nagość ciała i jest nagość duszy której tak samo się boję jest jeszcze Bóg którego okrucieństwo polega nie na wojnach i nie na głodzie ale na niepewności za największą stawkę są jeszcze ulice ulice o szesnastej jest jeszcze pióro i papier które kolejny raz nie odmawiają jest chłopiec z aspergerem który przytula się do mnie ponieważ jego ojciec cztery lata temu zrzekł się praw do opieki nad nim a jego matka kazała mu spuszczać się w basenie ten chłopak był jedyny cnotliwy i cnotliwy pokazałem mu moje wiersze a on powiedział że nie są pretensjonalne i nie podtarłby nimi tyłka i nie powodują odruchu wymiotnego mój ojciec, skurwiel umarł prędko umarł żywo umarł bez wahania więc ja też się pospieszyłem włożyłem do ust pełno brudnych słów i każdego z przyrodzeniem pytałem czy to przypadkiem nie on potem mój psychiatra, liberał, moralista powiedział że nie przypisze mi elektrowstrząsów więc już na zawsze lęk będzie mi się śnił a dłoń sięgająca po papierosa będzie dygotać pozostała mi psychoanaliza cud terapii psychoanalitycznej pozwolił mi zajrzeć w głąb siebie spojrzeć w głąb siebie i wziąć odpowiedzialność, odpowiedzialność wtedy ja na kozetce spojrzałem ale nie spodobało mi się to co zobaczyłem jak brzydki pies w schronisku więc wziąłem samurajski miecz lub dwa i wziąłem odpowiedzialność wykroiłem go dokładnie sięgając do znalezionej książki o chirurgii czasem można otworzyć okno aby wywietrzyć smród dni smród dnia ale to może nie wystarczyć słowa, zalęknione ptaki lgną do mojej głowy jak do gniazda a ja nie potrafię odpowiednio ich nakarmić w zasadzie co ma znaczyć że słowa są jak jakieś ptaki przecież nie latają nie unoszą się w powietrzu i czemu ja miałbym je karmić czy to co chcę powiedzieć o co zapytać czy szukam w spojrzeniach przechodniów tego czego kiedyś mi brakowało czy szukam tego czego było mi brak każdy papieros ma być natchnieniem nowego wersu a każdy wiersz to koślawa, zuchwała obietnica wielkości wysyłam te wiersze do przyjaciół dojrzewają w kopertach jak wino jak listy-bomby zupełnie jak niegdyś pewien terrorysta
×