Pavlokox

Użytkownicy
  • Zawartość

    78
  • Rejestracja

  • Ostatnio

  1. Byli sobie dziad i baba. Pewnego dnia rozpalili ognisko, Rozpalilililili ognisko… Łoj! Babina wpadła do ogniska! „Łoj! Płomienie liżą me ciało! Łoj! Żar wrzyna się w me stare kości! Łoj! Swąd mego palonego ciała czuć już u sąsiadów! Łoj! Jak to boli! Łoj! Łooj!! Łoooj!!!” Dziad złapał się za głowę I pobiegł po wodę. Nie zdążył… Zwęglona babina leży w łogniu i jęczy: „Łoj, jo zła była w życiu…”
  2. Pavlokox

    Plantacje

    Wybacz, nie zwróciłem wystarczającej uwagi na edycję ;)
  3. Pavlokox

    Plantacje

    Ja teraz przechodzę z Janusz-firmy budowlanej (projektowej) do korpo. :)
  4. Pavlokox

    Plantacje

    Gdy słońce zachodziło na naszej plantacji, Oznaczało że zbliża się pora kolacji. Odchodziliśmy od stanowisk. Stawaliśmy I aż przyjdzie do nas Pan oczekiwaliśmy. Przychodził zazwyczaj spóźniony i pijany, Śmiertelnie poważny i wiecznie rozgniewany. Nim wszyscy mogliśmy przystąpić do posiłku, Sprawdzał owoce całodziennego wysiłku. Jeśli postępy były niewystarczające, Skazywał wybieranych losowo na chłostę. Raz Pan przywiązał biedną murzynkę do słupa I kazał mi ją lać, aż krwią spłynęła dupa. W tym czasie pistolet do głowy mi przystawił I patrzył jak korbacz ciało do ścięgien ranił. Po festiwalu przemocy Biblię nam czytał. Kiedy już wszystkich z treści kazania przepytał, Każdy mógł otrzymać porcję wystygłej strawy I wypocząć przed kolejnym dniem przeprawy. O szóstej rano siadaliśmy do laptopów, By wykonywać kolejne porcje projektów. W tym czasie Pan negocjował nowe projekty Lub rekrutował narybek do naszej sekty. Dwustu trzydziestu było nas na pierwszym roku. Z uczelni wracaliśmy, jak teraz, po zmroku. Dziki kapitalizm porwał nas na plantację, Gdzie w naszych bólach rodziły się inwestycje.
  5. Pavlokox

    Działka

    Siostra często umawiała się z facetami. Od czasów liceum miało to trwać latami. Rodzice mieli dość liberalne podejście, Odkąd siostra ukończyła lat siedemnaście. Mieliśmy małe mieszkanie, lecz blisko działkę. Siostra postanowiła urządzić tam schadzkę. Tydzień później na zebraniu w domu działkowca, Światło dzienne ujrzała sytuacja nocna. Monitoring uwiecznił moją siostrę nagą, W miłosnym uścisku o żywopłot opartą. Działkowcy poświęcili temu temat szerszy. Nasz ojciec spalił się ze wstydu po raz pierwszy. Ciekawiście, kiedy spalił się po raz drugi? Zaraz się dowiecie, ten wiersz nie będzie długi… Po zebraniu ojciec poszedł do swojej córki. Poprosił, by nie było tej akcji powtórki. Raz chciałem z siostrą napić się w ruinach kina. Musiałem wrócić do domu – zapomniałem wina. Wszedłem do pokoju. Ojciec, z ręką w spodenkach, Przeglądał nagrania uwiecznione na działkach. Wideo miał od ciecia za pół litra wódki. Odniosło to poważne dla rodziny skutki…
  6. Pavlokox

    Ojczym na materacu

    95% wyobraźni i 5% prawdy :) w sumie to mógłbym przedstawić genezę pomysłów na większość wierszy ;)
  7. Pavlokox

    Braciszek

    Dzięki :) jest ten utwór dosyć kinestetyczny :) Bonus: "Niektóre gwoździe oderwały się od deski. Potem wbiły się matce w stopy jak pineski. Ojciec wymierzył mi deską razów tuziny, Wspinając się przy tym na sadyzmu wyżyny" Pozdrawiam :)
  8. Pavlokox

    Ojczym na materacu

    Miło, że to co pisałem dotychczas ktoś pamięta :)
  9. Pavlokox

    Ojczym na materacu

    Dwa lata minęły od śmierci ojca mego. Matka znalazła se szaleńca nowego. Magister inżynier i kierownik projektu. Zamartwiony wizjami nowego obiektu. Był to mężczyzna chorobliwie małostkowy, Nerwicowo i depresyjnie zaburzony. Matka była chyba jego pierwszą kobietą. W pracy był męczącym i despotycznym estetą. Gruby malkontent, praktykujący katolik; Jak się okazało: pedofil i alkoholik. Na wakacjach byliśmy w Krynicy Morskiej – Miejscowości na obrzeżach tylko swojskiej. Nie chciał z nami pojechać do Zakopanego. Rzucał „kurwami” w geście zdania przeciwnego. Od początku różne problemy się zdarzały. Już pierwszego dnia zagubiłem się na plaży, Lecz ojczyma łatwo było zlokalizować. Na materacu jak wieloryb zwykł wyglądać. Robił wszystko wolno i w każdym widział winę. Dmuchanie materaca zajęło godzinę. Pragnąłem przejażdżki do Rosji wodolotem, Ale musiałem zadowolić się Fromborkiem. Lubiłem też kręgle i chodzić na strzelnicę, Ale to kąpiel w falach łagodziła hicę. Nie umiałem jeszcze w morzu zbyt dobrze pływać Tak jak matka, więc ojczym musiał mnie pilnować. Płynąłem na materacu. On po dnie brodził. W stronę mielizny coraz to bardziej mnie zwodził. Zatoka Gdańska kryła licznych statków wraki. Niespodziewanie ojczym nadepnął na taki. Rozległ się wrzask i ojczym złapał się za stopę. Tymczasem ja odpłynąłem na dalszą wodę. Potem fala materac ze mną wywróciła. „Wiedziałam, że tak będzie…” – matka się zmartwiła. Ojczym wziął mnie na materac z powrotem wrzucił Oraz powolnym tempem w stronę plaży zawrócił. Matka przejęła się, że głowę zamoczyłem. Jak najszybciej więc, ręcznikiem ją osuszyłem. Ranny ojczym, z miną przemoczonego kota, Oznajmił wobec, że nadepnął na U-Boota. Matka poszła po czepek, a ja z nim zostałem. Nie chcecie wiedzieć, co było za parawanem…
  10. Pavlokox

    Braciszek

    Jaką powierzyć odpowiedzialność i komu? Większość poważnych wypadków zdarza się w domu. Moi rodzice musieli wyjść na imprezę, A wcześniej mój ojciec śmiałą postawił tezę: Jestem już odpowiedzialny wystarczająco, By opiekę nad bratem pełnić śpiewająco. Można było zaoszczędzić na starej niani. Uśpię brata nim rodzice wrócą pijani. Mama przykazała mi rosołu pilnować. Niedzielny obiad nie mógł się przecież zmarnować. Rodzice wyszli. Usiadłem przed komputerem. Zamknąłem drzwi i bieliznę z siebie ściągnąłem. Rozpocząłem swój godzinny seans rozkoszy. Nagie kobiety obdarowały me oczy. Kiedy skończyłem, poszedłem zajrzeć do brata. Bawił się klockami, jak zostawił go tata. Rosół na kuchence wrzał. Zdławiłem więc płomień. Wróciłem przed monitor, by poczuć znów ogień, Lecz wcześniej braciszek upomniał się o picie. Mój późny powrót do kuchni zmienił mu życie. Wszedłem do kuchni, by obmyć ręce plugawe, Gdy spostrzegłem, że brat urządził se zabawę. Sięgnął rękoma gotującego się garu. Nie mogłem zapobiec straszliwemu koszmaru. Wrzący rosół wylał mu się na szyję i brzuch. Od jego krzyku można było wręcz stracić słuch. Zamarłem przerażony niczym słupek soli, A braciszek poparzony krzyczał, że boli. W końcu zaciągnąłem braciszka do łazienki. Jego krzyk przeszedł stopniowo w płacz oraz jęki. Zamierzałem schłodzić go woda na początek. Przez nieuwagę z prysznica poleciał wrzątek. Brat rozdarł się, a ja zerwałem mu ubranie Wraz ze skórą. Wiedziałem, że czeka mnie lanie. Próbowałem odkazić rany spirytusem, Lecz braciszek odskoczył z wrzaskiem jednym susem. Zostawiłem płaczącego brata w łazience. Zadzwoniłem do mamy zamiast po karetkę. Wydusiłem, że brat w rosole się okąpał. Najgorsze było, żech po cienkim lodzie stąpał. Rodzice krzyczeli, żebym wezwał karetkę. Byłem pewien, że dostanę od ojca rżniętkę. Sanitariusze zastali mnie w przedpokoju. Mieszkanie wyglądało jak po ciężkim boju. Położono braciszka ostrożnie na noszach. Odetchnąłem na chwilę przy sanitariuszach. Potem zjawili się rodzice i policja. Ojciec olał, że za kółkiem jest prohibicja. Mama pojechała z braciszkiem do szpitala. Policja ojcu prawo jazdy odebrała. Ojciec wiedział, gdzie szukać powodów mej winy. Sprawdził historię w zależności od godziny. Próbowałem go powstrzymać, lecz zdzielił mnie w twarz. Trudna sytuację sprawił mu ojcowski staż. Potem milczał przez pół godziny w przedpokoju. Wiedziałem, lecz że nie zostawi mnie w spokoju. W końcu poszedł do kuchni i grzebał w narzędziach. Czy powinienem był już wtedy odczuwać strach? Usłyszałem wielokrotne tłuczenie młotkiem. Rozluźniłem zwieracze. Zapachniało smrodkiem. Ojciec wyszedł trzymając deskę do krojenia, Która w postaci gwoździ miała ozdobienia. Zamiast uciekać, niemal stanąłem jak wryty. Ojciec z deską podszedł i chwycił mnie za szmaty. Potem błyskawicznie rzucił mnie na komodę. Jednym ruchem zerwał ze mnie spodnie dresowe I zaczął walić mój tyłek deską z gwoździami. Darłem się jeszcze głośniej niż poparzony brat. Mimo to nie ustawał w biciu mój ojciec-kat. Oprócz uderzeń deski czułem kłucie gwoździ, Gdy kaleczyły pośladki w bólu powodzi. Nie zmniejszyło to furii, gdy ojciec przestał bić. Podniósł mnie, a ja zacząłem się jak węgorz wić. Wszedł ze mną do kuchni. Jak w makabrycznej scence Chciał mnie posadzić na rozpalonej kuchence. Niemalże udało mu się tego dokonać. Jak po wylaniu barszczu musiała wyglądać. Wyrwałem się i przez pokój krwią zachlapany Zwiałem do łazienki i wskoczyłem do wanny. Chciałem opłukać pośladki perforowane. Zapaskudziłem krwią niemalże całą wannę. Dostrzegłem ma kafelkach skórę mego brata. Tymczasem w zamknięte drzwi deską walił tata. Nie mogłem zapomnieć o ojcowskim kazaniu. W nocy spuściłem się obficie śniąc o laniu. Miesiąc goiły się pośladki zharatane Deską z gwoździami, przez tatusia wcześniej lane. Mój braciszek spędził w szpitalu trzy miesiące. Póki ojciec nie zgnije w więzieniu nie spocznę.
  11. Pavlokox

    Święty Mikołaj

    Mój ojciec… Mój ojciec miał niezwykle stresującą pracę. Zarabiał mało. Nie stać nas było na dacię. Już dziesięć lat był asystentem projektanta. Nie otrzymał nigdy jakiegokolwiek granta. Zwykł pić alkohol oraz krzywdzić mnie i mamę. Starczył zły dzień w pracy, by czekało mnie lanie. Czasem jednak obiecywał swoją poprawę. Mieliśmy na to nadzieje nikłe i marne. Szóstego grudnia, chcąc niespodziankę wywołać, W ubiór Mikołaja postanowił się przebrać. Siedliśmy w pokoju. Spytał, czy byłem grzeczny. Wyciągnął z worka na śmieci prezent dość liczny. Dostałem piżamę, majtki oraz łakocie, Komiksy oraz „Pszczółkę Maję” na kasecie. Ucieszyłem się oraz zacząłem wygłupiać. Począłem ojca-Mikołaja wypytywać: Spytałem, dlaczego ma oczy jak mój tato I bliznę na brwi, którą zrobił sobie w lato. Mikołaj spojrzał na mnie bardzo zaskoczony. Przez chwilę milczał. Potem westchnął przygnębiony. Wyczułem wódkę zza doklejonego wąsa. Nie musiał se przyczepiać czerwonego nosa… Potem zaczął zdejmować swój strój Mikołaja. Przeczuwałem, że kroi się poważna haja. Z narastającą pasją zrzucał części stroju, Gdy podeszła mama, zaprawiona już w boju. Ojciec chwycił ją, podniósł i o tapczan cisnął. Gorący mocz między nogami mi wytrysnął. „Czy wy każdo zabawa musicie spierdolić?! Nawet krisbaumu nie umicie dobrze stroić!” W stronę choinki latały moje prezenty. Taśma wysunęła się z rozbitej kasety. Gdy do magnetowidu szczątki taśmy wpychał, Mama wstała i szepnęła mu coś do ucha. Ojciec poszedł z nią do kuchni już spokojniejszy. Liczyłem na koniec wrażeń na dzień dzisiejszy, Lecz z kuchni dobiegały dźwięki niespokojne. Czerwone spodnie Mikołaja miał spuszczone. Włochaty tyłek trząsł się w falbanach spódnicy. Takie już potrzeby mieli alkoholicy…
  12. Pavlokox

    François Ravaillac

    Paryż, 1610 r. Nie zapomnę nigdy egzekucji ojca mojego – Królobójcy, człowieka bardzo pobożnego. Kiedy nadszedł czas na wykonanie wyroku, Pojechaliśmy na jeden z placów po zmroku. Myślałem, że ojciec trafi pod gilotynę. Zgotowano mu jednak tortury wymyślne. Próbowano wydusić nazwiska wspólników. Prawicę włożono do rozgrzanych węgielków. Za to lewicę za grzeszną z góry uznano I pod żadnym pozorem jej nie dotykano. Dłoń, którą mnie tłukł i lał, do kości spalono. Następnie, skórę ojca szczypcami szarpano. Zdarto ją z jego rąk, nóg i klatki piersiowej. Przygotowano roztwór cieczy rozpalonej. Mieszanka siarki i wosku zalała rany. Modląc się oraz krzycząc, ojciec był przytomny. Następny w kolejce był olej i żywica. Na końcu ciekły ołów wlano mu do pępka. Po pół godzinie przyprowadzono rumaki. Przytroczono je do kończyn ojca przez haki. Wystrzelono z armaty i konie pobiegły. Grube łańcuchy błyskawicznie się napięły. Ojciec został rozpruty na kilka partycji. Wtem tłum rzucił się na szczątki, celem konsumpcji. Próbowano częstować polskiego magnata, Jednak nie chciał wiedzieć, jak smakuje mój tata… Co poradzić bez ojca, nie dano mi rady. Takie już w dawnych czasach były Żabojady. Fransła Ravalła, Stracony na Placu de Gewła…
  13. Szambo brunatne wybiło razem z racami I wyjącymi po południu syrenami. Pośród ostatnich Powstańców stanął szereg zer. To jak zwykle Młodzież Wszechpolska i ONR. Do bycia Polakami prawo uzurpują. Historii jednak kompletnie nie rozumieją. To ich ideologia hackenkreuz nosiła. To ich ideologia Warszawę spaliła. Historia kołem się toczy – mówi przysłowie. W chłopcach z falangą traumę widzą staruszkowie. „Bóg! Honor! Ojczyzna!” – skanduje ta obora. „A gdzie w tym wszystkim jest człowiek?” – pytała Kora. „Raz sierpem i raz młotem czerwoną hołotę”. Nietrudno coś zawłaszczyć i obrzucić błotem. Maszerujący przez Polskę nacjonaliści. Niespełnieni kibole i akwareliści.
  14. Pavlokox

    Góral

    W gimnazjum zabrano nas w Tatry na wycieczkę. Świetny pomysł, by ograniczyć w głowach sieczkę. Sam już wcześniej bywałem z rodzicami w Tatrach. Nudziło mnie chodzenie tylko po dolinach. Wolałem rozmyślać o koleżance śliskiej. Na drugi dzień zabrano nas do Kościeliskiej. Wychowawca stanął w kolejce po bilety. Kumple schowali w swoich plecakach kastety. Nagle usłyszałem straszliwe konia rżenie. Momentalnie poczułem zaniepokojenie. Zwykłem być bardzo wrażliwy na krzywdę zwierząt. Trudno było żyć, o bestialstwie ludzi wiedząc. Podążałem przez parkingi za odgłosami, Które wypełniały się jakimiś świstami. Dostrzegłem dwóch górali. Jeden fajkę palił, A drugi z nich stał na środku i konia walił! Biedne zwierzę cyrkowym biczem obrywało. Najprawdopodobniej za nic mu się dostawało. Dostrzegłem na brązowym zadzie pręgi krwiste. Powinienem był wtem zadzwonić na policję, Lecz wziąłem sprawy w swoje ręce rozwścieczony. Popchnąłem górala, który był zaskoczony. Przewrócił się na ziemię, odebrałem mu bat I zdzieliłem go nim prosto w zarośniętą twarz. Góral zaczął wrzeszczeć i złapał się za czoło. W naszą stronę kilku górali się rzuciło. Wtem dostrzegłem, że góral bardzo mocno krwawi. Trzymał się za oko, a krew między palcami Skapywała obficie na parkingowy żwir. „Moje oko! Nie mam oka!” – wydzierał się zbir. Pożałowałem mego czynu zuchwałego. Szybki przyjazd pogotowia ratunkowego Tej sytuacji polepszyć nie był już w stanie. Mogłem być pewien, że czeka mnie ciężkie lanie. Oko częściowo wypłynęło z oczodołu. Potwierdziłem swą winę w ramach protokołu. Policja zabezpieczyła pejcz i stadninę. Próbowałem jakoś odwrócić swoją winę. Tłumaczyłem, że góral nad koniem się znęcał. Komendant lecz rzekł, bym policji nie wyręczał. Z wycieczki mą osobę oddelegowano. Doniesienie do prokuratury złożono. Na rozprawę przybyła pisowska hołota. Górala uznano za dobrego człowieka. Liczyło się, że codziennie w kościele bywał, Ale już nie, że nad zwierzętami się znęcał. Ponoć raz kobyłkę nad Morskim Okiem zatłukł, A ojciec za odwagę na kwaśne jabłko mnie stłukł. Sąd odkrył moją opozycyjną działalność. Wysłuchałem wyroku, odczuwając marność. Dopadł mnie kurator. Musiałem płacić rentę W wysokości pięciuset złotych miesięcznie. Nie mogła mi pomóc nawet mej matki miłość. Takie oto mamy prawo i sprawiedliwość…
  15. Pavlokox

    Uroczysty Dzień Komunii

    Jest mi niezmiernie miło, zapraszam do czytania pozostałych rzeczy, które opublikowałem. Możliwe, że niektóre zaktualizuję. :)