befana_di_campi

Użytkownicy
  • Zawartość

    1209
  • Rejestracja

  • Ostatnio

  1. befana_di_campi

    Jesień. Przypomnienie

    Widzisz jaka jesteś kochana :)
  2. befana_di_campi

    pożegnane róże

    U mnie jeszcze kwitną na klombach, jak te w Szczyrzycu, pod koniec czerwca, kiedy padał deszcz: Czerwona zieleń pelargonii, róż szkarłat zielony - odżyły z deszczem... :)
  3. befana_di_campi

    jesienne okna

    Haiku to natura, a Natura to kontynuacja tego, co było, albo będzie. Często tzw. reguły wprowadzają sztuczność. W zaprezentowanej drobinie ujrzałam pełnię. Jak w szklanej kuli.
  4. befana_di_campi

    Jesień. Przypomnienie

    Wszystko na swoim miejscu, łącznie ze świadomą chropowatością przekazu jak drzewna kora; forma takoż ;) Bo to nie jest - dla autorki - tekst ulizany, landrynkowy, wymuskany, na brązowo zawerniksowany, wypoliturowany na glanc, polakierowany...
  5. befana_di_campi

    Jesień. Przypomnienie

    Jest, jest :) w niemal każdej frazie, stąd ta nerwowość [u autorki] w prowadzeniu wątku... :)
  6. befana_di_campi

    jesienne okna

    Cudownie kolorowe :)
  7. befana_di_campi

    Jesień kim jesteś

    :)
  8. befana_di_campi

    L' autunno di Vivaldi: Allegro

    To jest fragment większej całości pochodzący z mojego tomiku "Popołudnia z Vivaldim" (Kraków 2002).
  9. befana_di_campi

    Jesień. Przypomnienie

    Prawdę mówiąc, to podmiotem lirycznym tego wiersza jest moja... śp. Mama :(
  10. befana_di_campi

    Jesień kim jesteś

    Niegramatycznie w tytule! Powinno być: "Jesieni, kim jesteś"
  11. befana_di_campi

    Jesień. Przypomnienie

    Dziękuję :)
  12. befana_di_campi

    Jesień. Przypomnienie

    Jesień przepływa. Jesień się ulatnia. Jesień faluje Jesień strojna w żołędzie. W etoli z wiewiórek jak skierki Jesień w ciemnych kasztanach w przydymionych topazach Jesień - złota królowa i włóczęga w cygańskich łachmanach Muzykuska Jesień gra na aury nastrojach (nie)zmiennych skrzypkach harfach i cymbałkach. Zawodzącej harmonii Gra żałośnie lecz donośnie swój żal w nieboskłony posłany aż z depresją się skręcają wszyscy siedzący na kolcach Jesień natrętna. Jesień niechciana. Jesień przepędzana dręczycielka Jesień niby ten kat - baba trupio złowieszcza Ale Jesień pachnie cudnie grzybnią wrzosem i torfowiskami - moja Jesień – wiedźma ryża oraz jędza wyjątkowo brutalna Bo też Jesień niczym me strofy czarną melancholią spisane jest niezbędna. Jest konieczna. Jest jak ta gasnąca matka 01.12.2014
  13. befana_di_campi

    Jesień - moja znajoma

    Kumpelka może nie, ale chimeryczna to tak :-)))
  14. befana_di_campi

    morderca

    Obrazowo a niebanalnie ;)
  15. befana_di_campi

    Jesień - moja znajoma

    Dokładnie 5 lat temu na portalu "poezja-polska" pp. pisałam o tożsamej Jesieni autorstwa Gloinnen (Emilii Mazurek) w ten oto sposób: Dodane dnia 16.10.2013 19:17 Wiosna przyszła zbyt późno, zapachniało jesienią w połowie sierpnia. Wiadomo: upały i susza. Brak wilgoci rekompensowała rosa; czasem mgła oraz parujące nad ranem liście. Nieraz zastanawiałam się nad zjawiskiem zjawiskowości określonych pór roku? Która z nich bardziej kolorowa, pachnąca, władająca uczuciami? Która bardziej spersonifikowana? Wiosna czy jesień? Mój np. ulubiony Julian Tuwim podobnych wątpliwości nie miał [par: Siódma jesień, 1921 czy poemat zatytułowany Strofy o późnym lecie] bo i rzeczywiście sama jesień dzięki swym wybarwieniom staje się nierzadko kiczowata, w związku z czym jakoś mimo woli nasuwa się kolejny dylemat: która z owych pór bardziej poetycka? Jesień czy wiosna? Poeci nie byliby poetami, gdyby o tej jesieni nie tworzyli przez cały Boży rok. Z kolei żeby znów napisać naprawdę dobry tekst z gatunku liryki opisowej, to wymaga już od autora nie lada kunsztu. Tu bowiem nie tylko liczy się forma, słownictwo, przenośnie, klimat. Tu zwłaszcza - względnie przede wszystkim - liczy się koncept. Nie dalej niż wczoraj, surfując po portalu poezja-polska.pl przeczytałam rewelacyjny, wprawiający (mnie) w osłupienie, wiersz. Dosłownie i w przenośni; z wielkiego zresztą zachwytu. Oto Gloinnen w strofach Jesień. Fallen angel tak przedstawia swój podmiot liryczny: Wczoraj widziałeś ją pod latarnią - jesień, lolitkę z lizakiem w buzi; sok renklodowy barwił policzek. Zalotny wzorek przetrwał na szyi jeszcze po lecie, imiona, smoki, skaryfikacje henną muśnięte. Krąży po parku; wpięła miedziane spinki w warkocze, szuka fetyszy - stringów, korali, butów, podwiązek. Czeka, aż zaczniesz kąsać krągłości; wabi mgnieniami. Trociczki dymią wśród nagich koron, a oddech pali. Wkłada pończochy z zetlałej przędzy - jesień, domina; i pejczem wiatru drzewom na mokro gałęzie ścina. Chłostane klony spłynęły ambrą, miodem i mlekiem. Ona z nich spija październikowe gęste nasienie. Wsuwa pod suknię lśniące kasztany - jak kulki gejszy; droczy się z niebem, ciągle niesyta świstów i dreszczy. Przed orgią w sadzie, prosi o klapsy - słodkie, rumiane. Zmienia kostiumy; nylon o świcie, po zmierzchu - lateks. Wzbiera, dojrzewa, traci przytomność, kipi żywicznie, pragnąc tysięcy kolejnych spełnień, nim jej czas minie. Wkrótce zaiskrzą mroźne poranki gniewem siarczystym. Będzie musiała każde szaleństwo odcierpieć w ciszy. Wiersz powstał z inspiracji utworem IRGI: http://www.poezja-polska.pl/fusion/readarticle.php?article_id=35034 Różne, obok tych konwencjonalno- metaforycznych płycizn bywały jeszcze jesienie: jesień niby Żyd domokrążca (Włodzimierz Słobodnik); jesień-amazonka (Maria Pawlikowska-Jasnorzewska); kat-październik (także Jasnorzewska); jesień-żebraczka, czyli ja, liryczne kilkakrotnie wymienionej Pawlikowskiej-Jasnorzewskiej; jesień-gospodyni (Jan Kochanowski); jesień-nietoperz (Roman Brandstaetter) itp. Do tej pory nie było jednak jesieni-lolitki; idźmy dalej: jesieni-galerianki. Ta natomiast: sondując z treści wiersza, jako jesień w dosłownym znaczeniu, powinna była wykiełkować w trzeciej dekadzie sierpnia, rosnąć w pierwszych dniach września, dojrzeć przed równonocą. Ciekawą, nawet bardzo ciekawą poetką jest Gloinnen, nierzadko sięgająca do tematów z pogranicza literackiego kaskaderstwa, jak chociażby w aktualnie zaprezentowanych strofach-frazach. Wyjątkowo zresztą aktualnych, przez co nowoczesnych, lecz nie nowatorskich. Nader śmiałych, ale nie wulgarnych; kolorowych, wręcz fosforyzujących, które wszak z tandetą nie mają nic wspólnego. Do niedawna myślałam zmartwiona, iż współczesna dobra, polska poezja zamiera, umiera. Gloinnen swym wierszem (zresztą niejednym) udowodniła, że tak akurat nie jest i wcale być nie musi. Jej niebanalny, połączony z kunsztem słowa, wielce wyostrzony niczym październikowy nowik, zmysł obserwacji, stanowi dowód, iż mamy do czynienia ze zjawiskiem odwrotnym.