Skocz do zawartości
  • Ogłoszenia

    • Mateusz

      Przerwa techniczna   07.12.2017

      Ze względu na trwającą migrację danych mogą występować problemy z dostępem do forum.

Teslicus

Użytkownicy
  • Zawartość

    207
  • Rejestracja

  • Ostatnio

Reputacja

53 Excellent
  1. Najszybszy wiersz świata

    Bo to antypisowskie media są, co to sieją lewacką propagandę i służą Unii Europejskiej, ot co!
  2. Najszybszy wiersz świata

    Ale rozumiesz, o co mi chodziło w tym wierszu?
  3. Chciałem stworzyć wiersz, ale muszę się śpieszyć, no wiesz, bo na Warszawę spadnie zaraz meteor i...
  4. Z pamiętnika młodego grafomana

    Przyjmuję wszystko z wyjątkiem wersu ostatniego. ;)
  5. Z pamiętnika młodego grafomana

    Dobra, dobra, przecież wiem, że to piejecie raczej do podmiotu lirycznego niż do mnie. ;)
  6. Ja rymuję nie główkuję - dlatego w szkole mam dwóje, bo miast uważać, notować wolę literaturować. No cóż, rodzice się złoszczą, ale koledzy zazdroszczą. Ja będę wielkim poetą a nie jakimś wierszokletą. Napiszę wiersz, dramat, prozę, zdobędę banknotów morze i założę wydawnictwo - mam zamiar żyć jak panisko. Podobno laski to lubią - dla pisarzy serca gubią, więc sprzedam bestsellerów sto i będę... hmm... eee... ponad to? Książek nie czytam, bo po co? Od tego się oczy pocą. A krytyką się podcieram; chcę tylko pochwały zbierać. Oto moja deklaracja. Teraz kończę, bo kolacja. Błyszczenie talentem głodzi, gdy arcydzieło się rodzi.
  7. Pozwól mi

    [na melodię "Call on me" Erica Prydza] [od 0:17] Pozwól mi zbliżyć się Pozwól mi objąć cię Pozwól mi wielbić cię Pozwól mi z tobą być Pozwól mi radować się z twoich uśmiechów Pomóż mi znaleźć cię Pomóż mi - zrozum mnie Pomóż mi złączyć los Pomóż mi spełnić każde z naszych marzeń spełnić każde z naszych marzeń Pokaż mi piękna blask Pokaż mi kraj ze snów Pokaż mi życia smak Pokaż mi to co w sercu twym ukryte... [od 1:52] Powiedz mi, mój skarbie Powiedz mi, szczęście me Powiedz mi, kochanie Powiedz mi gdzie jesteś Powiedz mi jak się masz Powiedz mi: "Dla mnie jesteś wyjątkowy!" Przebacz mi - proszę cię Przebacz mi pusty gniew Przebacz mi słabość złą Przebacz mi daj mi jeszcze jedną szansę Kochaj mnie z wszystkich sił Kochaj mnie jednego Kochaj mnie najdroższa Kochaj mnie bądźmy razem aż do końca
  8. [na melodię "I'm Too Sexy" autorstwa duetu Right Said Fred] Atrakcyjny jak James Bond uroczy jak anioł wspaniały, boski Atrakcyjny jak Hemsworth silny jak Geralt jak Indiana Jones Atrakcyjny jak Bruce Wayne dowcipny jak Allen zwinny jak Jackson Fantastyczny jak Sherlock jak hrabia Monte Christo pozwólcie że coś powiem... Jestem wielki, ja dobrze to wiem! Zbieram brawa, tam gdzie się pojawię! Gdzie się pojawię, hej, gdzie się pojawię! Zgarniam show tam, gdzie się pojawię! Atrakcyjny jak Beatles jak wszyscy czterej John, Paul, Ringo, George Atrakcyjny dobra dość wyliczać kończę bo coś powiedzieć chcę Jestem wielki, ja dobrze to wiem! Zbieram brawa, tam gdzie się pojawię! Gdzie się pojawię, hej, gdzie się pojawię! Zgarniam show tam, gdzie się pojawię! Atrakcyjny jak ty piękny tak jak ty cudowny jak ty bo jestem wielki, ja dobrze to wiem! Zbieram brawa, tam gdzie się pojawię! Gdzie się pojawię, hej, gdzie się pojawię! Zgarniam show tam, gdzie się pojawię! Atrakcyjny jak twój kot, porównaj sobie mnie z Tofikiem, z Filemonem. Atrakcyjny jak ta pieśń, którą napisali bracia Right Said Fred! Atrakcyjny jak Teslik!
  9. Zaproszenie 15.10

    Już się nie mogę doczekać. ;)
  10. O ganianiu kota

    Wszystko pięknie, tylko nie podoba mi się ostatni wers. Ja bym usunął łąkę i wstawił wyraz, który rymuje się z "odwaga".
  11. Poproszę taksówkę na dworzec

    Parę dni temu Animus Lumen napisał wiersz pt. "Tego nie da się cofnąć". Teraz zmienił zdanie, bo nagle zaczęło mu się śpieszyć. Wygląda na to, że uporczywe rozpamiętywanie przeszłości wyszło mu bokiem i dla odmiany w Luminusa Ameno... to znaczy Animusa Lumena wstępuje ducch Maryli Rodowicz i śpiewa, żeby wsiąść do pociągu bylejakiego i jechać w nieznane, chociaż nasz poeta ma cele bardziej ambitne. Co go obchodzą jakieś brudne, zatłoczone pociągi, skoro może zaszaleć i zamówić żółty samochodzik, którym rozbijał się po nowojorskich ulicach młody Robert De Niro. O ile jednak bohater filmu Scorsese'a wykonywał tylko swą pracę (w przerwach zachłystując się sztuką pornograficznej kinematografii), o tyle autor postanawia rozpocząć dalekosiężną pogoń za wolnością. Otwarcie deklaruje, że wybiera drogę bez powrotu i odchodzi na zawsze. Zamierza wynająć taksówkę na... dworzec? Zaraz, zaraz... to jak w końcu? Animus Lumen ma zamiar odejść czy odjechać brudnymi, zatłoczonymi pociągami? Ach, te dylematu współczesności, XIX-wieczni romantycy mogli sobie po prostu pruć morskie przestrzenie statkiem albo patatajować konno, a potem wkroczył pozytywizm i powsadzał człowieków do wagonów, co doprowadziło do takich zwyrodnień jak "Morderstwo w Orient Expressie". Jakby się zastanowić, to w na wstępie widzimy zabawną sytuację, która zawiera dwa warianty. W pierwszym podmiot prosi o taksówkę, ale się rozmyśla i mówi, że woli odejść na zawsze. W drugim też to mówi, ale już po wejściu do taksówki, na co zdesperowany kierowca (nie chcąc przepuścić okazji do zarobienia) naciska pedał gazu i odjeżdża mimo milczącego sprzeciwu podmiotu. Ponieważ druga wersja podoba mi się o wiele bardziej ze względu na komiczny charakter, podążajmy dalej tą ścieżką. Porwany podmiot liryczny początkowo nie rozumie, co się dzieje, zastanawia się, czy nie zaprotestować i miejmy nadzieję, że nie oglądał "Taksówkarza", w którym De Niro marzy o zastrzeleniu prezydenta dla ślicznej, acz nieletniej Jodie Foster. Na szczęście zaczyna zdawać sobie sprawę, że w sumie takie uprowadzenie jest mu na rękę, więc postanawia wtajemniczyć poczciwego chciwca w swoje plany. - Wolę odejść na zawsze - powtarza. - Zostawić za sobą to co było. Taksówkarz cieszy się z zamiaru podmiotu, który byłby jednak bardziej usatysfakcjonowany, gdyby kierowca raczył spoglądać częściej w lusterko niż na licznik. Usłyszawszy, że podmiot nie ma sprecyzowanych wymagań odnośnie środka lokomocji (w końcu wystarczy mu pierwszy - w domyśle pierwszy lepszy - pociąg), taksówkarz wpada na chytry pomysł tak pokręconej trasy, aby jak najpóźniej dotrzeć na dworzec. Podmiot snuje teorie z dziedziny frazeologii takie jak: czy to cech taksówkarski wymyślił powiedzenie "czas to pieniądz?". I czy w biletomacie wydadzą mi bilet bez powrotu? Są całodobowe, dwudziestominutowe albo jednorazowe, ale bezpowrotowe? Ile on kosztuje? Czy starczy mi pieniędzy? W tym momencie podmiot uśmiecha się do siebie: po pierwsze - taki bilet nic nie kosztuje! Każdy może wziąć bilet bez powrotu, na tym właśnie polega jego wyjątkowość! I po drugie - poeta i pieniądze to dwie rzeczy, które nie oddziałują na siebie. Więc gdyby bilet bezpowrotowy miał jakąś cenę, to i tak nie mógłby go kupić! Cóż za radosna refleksja!... ... to znaczy radosna do czasu, gdy nie zechcesz podzielić się nią z człowiekiem, który zasiada za kierownicą cytrynowego wehikułu. Wtedy coś takiego jak radość nie istnieje, no chyba że można tak nazwać uczucie, kiedy cieszysz się, że twój przedsiębiorczy rozmówca nie miał przy sobie broni palnej i jedyne, czego mógł użyć, to swoje nogi w kontakcie z twoim... w każdym razie podmiot trochę żałuje, że taksówkarz (który nawiasem mówiąc miał taką powierzchowność, że też mógłby grać w filmach, ale raczej te role De Niro z jego schyłkowych filmów jak "Co ty wiesz o swoim dziadku?") przynajmniej na do widzenia spojrzeć przez ramię. No cóż, urażony wierszomówca życzy sobie go już nigdy nie spotkać. Wstaje, otrzepuje się z kurzu i stwierdza, że nic się zmieniło. Dalej ma ochotę odejść na zawsze. W końcu wszędzie będzie lepiej niż w kraju, gdzie można zostać porwanym i skopanym przez taksówkarza o mentalności Sknerusa McKwacza...
  12. sierpień

    Nie ma sprawy. Zachęcam do dalszego pisania wierszy oraz komentowania utworów innych użytkowników. :)
  13. sierpień

    Ech, po lekturze "wczoraj" Natalii Urbaniak i "Tego nie da się cofnąć" Animusa Lumena nadchodzi następny nostalgik, który musi nas koniecznie zabrać na wycieczkę w przeszłość, tym razem aż do sierpnia... ale to dobrze, bo jak nas nauczyli m.in. Stary Kredens ("zmory jesienne") oraz Leszek ("pomiędzy"), więc przesunięcie się do tyłu aż do tego pięknego miesiąca wszystkim się przysłuży. Little Bird Saved (czyli Mały Zbawiony Ptak) postępuje sprytnie, bowiem usiłuje przyciągnąć uwagę czytelnika tytułem kojarzącym się ze stosunkowo niedawno zakończonymi wakacjami. Któż by się nie oparł pokusie zapomnienia o tej porze roku, którą powielokroć wyklina internetowa twórczość? Na pewno nie ja, więc załóżmy schowane do szafy sandały i wybierzmy się w odprężającą wędrówkę w sierpień... czy też do sierpnia... a może na sierpień? Moim zdaniem najlepiej brzmi w sierpień, choć gramatyka zostaje tu bez cienia wątpliwości zgwałcona. Little Bird Saved zaczyna z grubej rury, bo od razu namawia nas do tego, byśmy jesień po prostu lekceważąco zignorowali, komenderując "Olejmy!"... Ups, ojej, mała pomyłka, tam jest napisane "olejny", ach, czyli... kurczę, a już myślałem, że będziemy pławić się w rebelianckich prowokacjach, burzyć pomniki i wymachiwać sztandarami hedonizmu, a jedyne, co nam proponuje Little Bird Saved, to własną psychoanalizę. No niech będzie, siądźmy wszyscy na specjalnie przygotowanych do tego krzesełkach i nastawmy się na słuchanie, jak autorka przyzwyczaja olejny sierpień razem z tęsknotą, a jej ciało gorzej znosi cierpienia niby-miłosne (nie powinno być: nibymiłosne?). Hmm... Nie wiem, co powiedzieć. Niby-miłosne? To ciekawe, że autorka unika jednoznacznych określeń odnośnie swego stanu emocjonalnego, a jest on opisywany w ten sposób, że Little Bird Saved łączy własne odczucia z przyrodą. Przyznam rubasznie, że trochę mnie bawi wyrażenie "spada lekkość letniej sukienki", bo dzisiaj kupiłem "Angorę", w której na ostatniej stronie zamieszczono rysunek "eroskopowy". Katarzyna Zalepa przedstawiła na nim kobietę ubraną w zieloną suknię (pierwszy obrazek), która zaczyna mienić się jasnym odcieniem (drugi obrazek), a potem całkowicie żółtą szate wiatr zrywa, pozostawiając zszokowaną panią zupełnie gołą (dlaczego ta pani nie nosiła bielizny, nie mam pojęcia, ale to nawet lepiej). Oczywiście nagość nie zawsze musi budzić (nie)zdrowy śmiech, bo jak mniemam nie o to chodziło Małemu Zbawionemu Ptakowi, który chciał nam dać do zrozumienia, że utrata letniej sukienki wskutek ataku wiatru miotającego kroplami deszczu symbolizuje po prostu przejście ze słonecznego optymizmu do szarej posępności... hej, miał być wiersz o sierpniu, a znowu musimy wysłuchiwać jesiennego narzekanctwa! Zwracać pieniądze i to już! Ale mijają kolejne godziny i pieniędzy nie ma, jest za to nocne niebo, które przyciska twarz do poduszki i dusi... brrr, co za straszny opis! I pomyśleć, że Szarobury Kot zarzucał mi nadmierny horroryzm, kiedy pisałem "Zbrodnię". Cóż, nie przypominam sobie, bym w swoim dziele opisywał konkretne przestępstwo, tutaj natomiast sam firmament poszybował w dół, żeby włamać się do pokoju autorki i dokonać makabrycznego mordu! Cały wszechświat wstrzymał oddech z wrażenia, choć może to nie do końca trafne określenie, bo gwiazdy zaczęły krzyczeć i... Ech, w porządku, to znowu moja wybujała wyobraźnia, która zagolopowała się w lekturze tak jak z tamtym "olejmy!", choć nie wykluczam, że jestem bliski prawdy, wszak dalej jest napisane, że "nocne niebo przyciska twarz do poduszki" i "dusi mnie krzyk gwiazd"... albo może nie, inaczej: "nocne niebo przyciska twarz" a "do poduszki dusi mnie krzyk gwiazd"... nie, pierwszy wariant jest bardziej prawdopodobny, brzmi bardziej logicznie moim zdaniem... a niech to, chyba nie uda mi się wycisnąć z tego żadnej sensacji ani rewelacji. Ok, ok, Little Bird Saved najzwyczajniej w świecie idzie spać. Ale czy aby na pewno najzwyczajniej? Tu należą się brawa autorce za celne spostrzeżenie w dziedzinie onirologicznej. Celne i zwięzłe: "tak powracają samotności". Teraz już rozumiem, dlaczego autorka opisuje sen stosując tak "kryminalną" stylistykę. "Uderzenie w kimę" nie jest w jej interpretacji czymś, co daje odpoczynek, a wręcz przeciwnie - doprowadza ona do przywołania (nomen omen) uśpionych demonów, które reprezentuje tu jeden z nich - samotność (powielona w liczbie mnogiej, jak Legion z Apokalipsy św. Jana deklarujący, że jest ich wielu). Tak więc nie są to żadne milutkie wakacyjne wspominki, a gorzkie wyznania o niepokojach duszy, które drzemią w człowieku. Kiedy poeta oczyszcza swój utwór ze zbędnej w jego mniemaniu ortografii i interpunkcji, czytelnik otrzymuje szerokie pole do przyswajania treści. Wróćmy do pierwszych wersów: może autorka przyzwyczaja nie sierpień, a tęsknotę do siebie? Kiedy nad tym myślę, w mojej głowie pojawiają się wnioski depresyjne, a ten komentarz recenzyjny piszę słuchając Amy Winehouse:
  14. Tego nie da się cofnąć

    Pięknie. Wczoraj czytałem wiersz Natalii Urbaniak, który - OOOOCZYYYWIIIŚCIEEEEE - nosił nazwę "wczoraj". Ledwie zaliczyłem jedną uciążliwą konfrontację z przeszłością, teraz muszę zmierzyć się z następną, i to w dodatku jeszcze bardziej pesymistyczną. "Tego nie da się cofnąć", straszy w tytule Animus Lumen. Człowieku, więcej wiary w czytelnika! Co ty myślisz, że jak przeczytamy dowolny wiersz na tym forum, to to spływa po nas jak po kaczce? W porządku, można jakiś utwór zapamiętać lepiej lub słabiej, ale nigdy życie nie jest takie samo, kiedy zapoznamy się z konkretnym tekstem kultury. Nawet gdy próbujemy to z siebie wyrzucić, to i tak jest oczywistym, że tego nie da się cofnąć. Ale najwidoczniej Animus Lumen jest przekonany o wyjątkowości swego poematu, dlatego postanawia fanfarycznie obwieścić ośmiu kontynentom, że wszedł w posiadanie mistycznej prawdy. Podczas gdy oczy całego świata odrywają się od dotychczasowych priorytetów i zaczynają wpatrywać się w natchnionego filozofa Animusa Lumena, ten nabiera sporego zapasu tlenu w płuca, rozpościera ręce niczym DJ Khaled w "Wild Thoughts" i... w odróżnieniu od palestyńskiego muzyka nie wykrzykuje co prawda swego pseudonimu, ale i tak wprawia zaciekawione tłumy w osłupienie. "Tym razem ześlij mi anioła", rzecze Animus, a wszyscy zastanawiają się, do kogo on mówi? Do nas to nie bardzo, bo nas jest legion, a on dialoguje z w drugiej osobie liczby pojedynczej. Nagle wszyscy wstrzymują oddech: to przecież jasne jak słońce, że on mówi do Boga, bo prosi go, by zesłał mu anioła! Co ja mówię, on się domaga jakby pisał list do świętego Mikołaja, jakby on był Sknerusem, a Bóg Harpagonem, który ma mu co wieczór układać poduszkę wypchaną banknotami! Niektórzy mruczą pod nosem, że to bluźnierstwo, ale nikt nie słucha tych malkontentów. Sam ojciec Pio mówił nigdyś o tym, że wierni nie powinni stawiać granic Bożej łaskawości jak wtedy, kiedy przyszedł do niego niewidomy wierny i prosił o przywrócenie jednego oka; jego marzenie się spełniło, ale stygmatyk ochrzanił go za to, że nie chciał mieć zdrowych obojga oczu. Tak więc pragniesz anioła? Nie ma problemu, zsyłaj, pytanie tylko - po co? Czy niebiański bywalec powinien nawiedzić Ziemię, by zrobić w końcu porządek z tym całym bałaganem? Czy ma pomóc biednym sierotom i chronić słabych oraz bezbronnych? A może jego celem jest danie znaku niedowiarkom? Każdy prześciga się w domysłach, ale powód jest tylko jeden i to zgoła niespodziewany, godny filmów z Krzysztofem Globiszem w roli krakowskiego cheruba. "Bo nią się już brzydzę". Miłość, ludziska, miłość! Czy wy to słyszycie? Animus Lumen pożąda anioła, bo ma dosyć swej sympatii (która stała się teraz antypatią, skoro się nią brzydzi). Większość zgromadzonych mężczyzn głośno wyraża swą szczerą aprobatę, bowiem Animus Lumen nie jest jedynym człowiekiem, który ma poważne problemy z kobietami. Wkrótce okazuje się, że przesłanie Animusa Lumena jest raczej dalekie od pobożnych i moralistycznych nauk. Poeta nie waha się przed ogłoszeniem całemu światu swej piramidalnej frustracji spowodowanej niepowodzeniem w kontaktach z płcią przeciwną. Bez zbędnych formalności uznaje swój związek za farsę, która jeszcze wtedy, kiedy się rozgrywała, wisiała na włosku, bo od jej zakończenia dzielił ją krok. Relację tę tylko z pozoru pokrył piasek niepamięci, bowiem mimo upływu dwu lat autor ciągle wspomina bolesną zdradę: piekielny pocałunek na pomoście z jeszcze bardziej piekielnym osobnikiem, który w oczach liryka nie zasługuje na żadne inne określenie tylko po prostu "drań". Dwuznaczny pozostaje wers "mimo wylewanych łez". Czyich? Autor żali się, że ci dwoje nie zważali na to, że go krzywdzą czy też to ona wylewała łzy, aby zamydlić my oczy albo inaczej - żeby jej wybaczył? Podobnie jest z trzecią strofą, w której nie do końca wiadomo, do kogo odnosi się weekend o smaku zdrady, czy autor w dalszym ciągu rozpamiętuje swój ból czy też sam rzucił się w wir zdrady i szukał miłości na własną rękę, kiedy uświadomił sobie już beznadziejność całej sytuacji. W ogóle autor w tym miejscu nie wie, co dalej powiedzieć i nie jest w stanie wykrztusić z siebie nic więcej, jak tylko ponowienie swojej prośby w nieco zmienionej formie. Tym razem nie zwraca się do kogoś konkretnego. "Tym razem proszę o anioła" to życzenie bardziej ogólne i wypowiedziane mniej stanowczym tonem od "tym razem ześlij mi anioła". Czyżby przemawiało za tym przekonanie o własnej bezsilności wobec losu?
  15. u fotografa

    Fascynująca musi być pasja fotografa. Człowiek uzbrojony w niepozorną maszynkę jest zdolny do niebywałych cudów. Wystarczy wcisnąć jeden przycisk i już: udaje ci się zatrzymać rytm świata, a kawałek papieru wypełnia się tym, co chcesz: ludźmi, budynkami, pokojami, zwierzętami, roślinami, niebem, przedmiotami... "tak powstaje sztuka", chciałoby się rzec, uderzając w górnolotne tony. Oj, bali się artyści, bali, kiedy w XIX wieku się ona pojawiła, biadolono, że malarstwo wymrze wobec dagerotypicznej ofensywy. Na szczęście marudzący prorocy rzadko kiedy mają rację, a ich nudziarskie utyskiwania rzadko kiedy są w stanie przeciwstawić się nowym trendom. Bo kto powiedział, że kultura nie ma wielu obliczy? Jako nałogowy kinomaniak (zdjęcia są wszakże składnikami filmu) z radością przyjąłem od Starego Kredensu zaproszenie do atelier pana fotografa tym bardziej, że miałem nadzieję schować się tam przed znanymi z innego wiersza tejże poetki "zmorami jesiennymi". Niestety, mam wrażenie, że Stary Kredens nam nie ufa, bo powiedzcie sami - czy to uczciwe umieszczać tam piękną, młodą dziewczynę? Przecież i bez niej rozglądalibyśmy się z dziecięcą ciekawością po tym miejscu. Czyżby autorka postanowiła wypróbować powszechną w teledyskach metodę, by widzowie nie przełączali kanału muzycznego, a mianowicie - wypełnić go ładnymi kobietami w skąpych strojach i liczyć na komercyjny sukces? Nasze podejrzenia sprawdzają się, kiedy schodzimy coraz niżej, bo podmiot liryczny, który chyba też przyszedł w zupełnie innych celach niż wizyta u postaci tytułowej - ten podmiot liryczny chwyta nas za rękę i dzieli się z nami swoimi spostrzeżeniami na temat jej anatomii. Nie można mu odmówić pasji, a większych problemów raczej nie sprawia określenie jego preferencji odnośnie oceniania przedstawicielek płci "słabszej". Jakie dziewczyny lubi podmiot liryczny? Ano piękne. Ha, nędzne brzydule, łapy precz od niego, nie liczcie na to, że ten głęboki facet obdarzy was gorącym uczuciem i zabierze na białym koniu do baśniowego królestwa, o nie! Ach, a jeżeli jesteście piękne, ale waszą metrykę urodzenia spisano przed latami 90., to jedyne, co powinniście zrobić, to posłuchać nieśmiertelnej rady Hamleta: "Idź do klasztoru!" W ogóle ja protestuję, bo wiersz jest pornograficzny! Po czym to poznałem? Jeśli w przypływie namiętności nie przyśpieszyliście kroku i nie zostawiliście mnie samego w pierwszym wersie, to zobaczmy, jak jest ubrana bohaterka. Ma we włosach białą lilię. Świetnie. A teraz szybko czytamy cały wiersz po kilka razy. I oto dowód: poza tą białą lilią nie dowiadujemy się niczego więcej o jej garderobie. Hej, tak nie można! Miała być wycieczka po studiu fotograficznym, a jedyne, co robimy, to gapimy się na gołą panią i przysłuchujemy się, jak ten obmierzły rozpustnik liryczny bawi się w przewodnika po jej ciele. Jako stuprocentowy heteroseksualny mężczyzna czuję się głęboko urażony i usiłuję natychmiast opuścić to bezbożne pomieszczenie, ale pewność trwania w jej spojrzeniu mnie onieśmiela. Aby zademonstrować swój pierwszorzędny stosunek do moralności, odwzajemniam spojrzenie. Postępuję według zasady włoskiego premiera Juliusza "Boskiego" Andreottiego, którego dziennikarze zapytali o pierwszą rzecz, na którą spogląda u kobiet: "Twarz, również oczy. Proszę mnie nie uważać za hipokrytę, ale zwracam uwagę na osobowość. Estetyka jest ważna, lecz nie jest wszystkim". - Czyż to nie zachwyca - rozpływa się w zachwycie podmiot liryczny. - Ale co? - pytam wyrwany z przymusowej kontemplacji. - Zieleń drzew, błękit nieba - drwi sobie ze mnie ten birbant, po czym pokazuje palcem na obiekt swych puściutkich westchnień. Opisuje skórę swej bogini (serio, tak ją właśnie nazywa, co za kretyn!) jako młodą i sprężystą, z czym mam ochotę polemizować, bo że sprężysta, to oczywiście, ale skoro to młoda piękna dziewczyna, to jaką miałaby mieć skórę? Starą i pomarszczoną? Przyszło mi do głowy, że może od samego początku nie był trzeźwy, kiedy moje pechowe nogi przekroczyły próg warsztatu. Och, ach, wiem, co na to powiecie, przecież jak ktoś jest zakochany, to tak się właśnie zachowuje, bredzi od rzeczy i cały świat wiruje, nabiera barw, zapełnia się różową poświatą z serduszkami i kucykami tak jak w tym teledysku: W tym momencie zaczynam rozumieć podmiot liryczny i nie uważam go za idiotę, to znaczy uważam, ale za nieco mniejszego... dobra, darujmy sobie złośliwości, cóż w tym złego, że wywyższa na piedestale piękną, młodą dziewczynę? Przecież właśnie od tego są piękne, młode dziewczyny, żeby okazywać im cześć i uwielbienie, co w sumie należy się też tym, które owych kryteriów nie spełniają (teoria spiskowa nr 849 - czy Stary Kredens promuje antyfeminizm?), choć mam mgliste przeświadczenie, że takich niewiast należałoby szukać raczej na Neptunie, bo czy tu, na kuli ziemskiej, jest jakaś kobieta, która by się do tej grupy zaliczała? *** 30 lat później ja i podmiot liryczny patrzyliśmy na zdjęcie tej cudownej dziewczyny. Szczęśliwie udało nam się je przemycić i czujne oko pielęgniarek w domu starców (swoją drogą nie mniej pięknych i młodych od atelierowej nimfy) nie zauważyło naszego największego skarbu, jaki nam pozostał po upływie tak wielkiej ilości czasu. Z wiekiem nabrałem dystansu i śmiałem się ze skomplikowanych rozważań o naturze płci w kontekście globalnym i galaktycznym, którymi wtedy byłem tak pochłonięty. Słodki Jezusie i Maryjo Matko Jego, jak mogłem być wtedy takim głupcem? - Fotografia - szeptał łamiącym się głosem osobnik, którego prawdziwego imienia nigdy nie było mi dane poznać. - Jakby to nie było wczoraj jakby było wieczne dziś tylko czemu boli tak smutkiem dławi że tchu brak - wyrzucał z siebie wyrazy ze łzami w oczach, kiedy leżeliśmy na swoich łóżkach, a za oknem zapadał zmrok. Niestety, bycie pensjonariuszami przytułku dla emerytów wiązało się z wczesnym kładzeniem się spać, co doprowadzało mnie często do białej gorączki. Obecnie byłem jednak zbyt wzruszony, by narzekać. I zbyt słaby i zmęczony, by powstrzymać się od pójścia spać. Moje oczy zamykały się i coraz mniej widziałem, jakby oślepiony fleszem aparatu. Zdążyłem jeszcze usłyszeć, jak podmiot liryczny powoli wstaje z łóżka i kieruje swój wzrok w waszą stronę, drodzy czytelnicy. Spojrzał na was pełnym litości, a zarazem lekko rozbawionym spojrzeniem i rzekł: - Nie zachwycę was pointą, nie zabawię celnym słowem. Parę minut przed zamknięciem... może jutro... jeśli będzie... I wyszedł. Nigdy później go już nie widziałem. A jednak był idiotą. Czy on się spodziewał znowu ją spotkać w tym samym miejscu, co 30 lat? Ja wam mówię, że on zawsze pozostanie wariatem...
×