Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Enchant

Użytkownicy
  • Liczba zawartości

    365
  • Rejestracja

  • Ostatnia wizyta

  • Wygrane w rankingu

    4

Zawartość dodana przez Enchant

  1. @Waldemar_Talar_Talar przepiękne. Zazwyczaj krzywię się na moralizatorski ton, ale tutaj jest on subtelny. W Twoim starym, dobrym stylu. Lubię.
  2. Ma pani w oczach głęboki smutek jakby skumulowaną energię podświata A co znaczą te dłonie, co rusz uciekające z kolan na miękkie zagłębienia kocich futer? Milczę. Na ustach osiada cynizm; zwidują mi się obrazy, oto: ja-oni pod kadłubami tramwajów ja-oni na nadwiślańskich mostach ja-oni gnijący w pościeli ja-oni na torach metra ja-oni w objęciach praskich bram ja-oni w stygnących szybko wannach nasze odejścia są bezbolesne nasze odejścia są ciche Milczę.
  3. Enchant

    dziś znów uciekam

    @eM_Ka @Waldemar_Talar_Talar Dziękuję Wam. Pewne zmiany mam zamiar wprowadzić, triche pokombinowalam
  4. Enchant

    dziś znów uciekam

    @light_2019 no cóż, wiersze wychodzą różnie, raz lepiej, raz gorzej. Cieszę się, że choć jedna linijka się spodobała.
  5. w tchórzliwy sen niewidomej śnię o sterylnej bieli dzwoneczku nad głową i kroplówce w której życie sączy się z wolna kropla po kropli chcę złapać ten sen urzeczywistnić wtedy budzi mnie krew krzepnąca na dłoniach aniele boży stróżu mój ty obok teraz stój i powiedz powiedz mi dokąd iść gdy wszystkie znane drogi prowadzą donikąd powiedz mi jak nie zginąć skoro stare ścieżki potraciły drogowskazy czemu milczysz przecież jesteś taki mądry bezskrzydły głuchy aniele mój stróżu
  6. Enchant

    Pragnę się zgubić

    Lubię Cię czytać, Kocie, i z przyjemnością powracam. Odnajduję zagubioną harmonię w Twoich wierszach, kreślonych tak niesamowicie lekko. Pozdrawiam :)
  7. bardzo melodyjne i spójne. Podobało mi się.
  8. Zgubiłam się. I nie odnajdą mnie niczyje ramiona. Kiedy w nocnych przebudzeniach widzę żółty wrzask nieba, milczę. Łzy nie spływają mi po twarzy, rezygnują z wędrówki już na samym jej początku. Jestem ich morderczynią. Potem wychodzę szukać siebie na szlakach pochowanych w mroku. I gubię się jeszcze bardziej. Nie wiem kiedy dokładnie przepadłam, ale w tym parku, epokę temu, już byłam zgubiona. Szłam po omacku, czepiając się przypadkowych ścieżek. Aż dotarłam na skraj. Należało wybrać. W tym nigdy nie byłam dobra. W wyborach. Skręciłam więc w pierwszą lewą, myśląc, że wszystko jedno, dokąd powiodą mnie stopy. Gdzie jest twoja dłoń, aniele, kiedy jej tak potrzebuję? Już nie pamiętasz, pyta, ofiarowując mi najpiękniejsze ze spojrzeń. Odtrąciłaś ją. Ale ja ci przypomnę. I ty się odnajdziesz. Był raz sobie pisklak. Uwił gniazdo z wspomnień i nadziei. Spał w nim. Oddychał. Mówił, że nie opuści, póki ktoś go z tego gniazda nie wypchnie, udowadniając swoim rzeczowym, spokojnym wywodem, że tak nie można. Że to nie jest życie. Tylko czy to stworzenie rozumie, czym ono w ogóle jest? Znam tego ptaka. Prowadzę obserwacje. A raczej obserwację, jedną, długą. Dwudziestoletnią. Ptaszek, jak to pisklęta, był niesamodzielny. Nie opuszczał swojego gniazda, bo nie umiał. Ktoś na zewnątrz powiedział mu, że istnieje słońce. On nie uwierzył. Znał przecież tylko promienie, które dostawały się przez wąskie prześwity w ciasno splecionych gałęziach. Mógłby wypaść. Niech wypadnie. Wypadł więc. Nie popychany przez nikogo, wyjrzał. I ujrzał. Słońce, które dotychczas znał jedynie z opowieści, muskało mu pióra ciepłymi pocałunkami. Wiatr szeptał obietnice. Był szczęśliwy... Był. A raczej mu się wydawało. Obietnice potrafią ranić silniej od zapowiedzi rychłych nieszczęść. Mają bardzo ostre krawędzie. …był szczęśliwy. I żył. Nareszcie żył. Ale świat poza gniazdem to nie tylko słońce i wiatr. To także burze, śnieg, deszcze i wichry. Pisklę, na swoich chwiejnych, niedorosłych nóżkach, przemierzało tę dziwną krainę beztrosko. Zbyt wcześnie wypadło z gniazda, żeby rozumieć. Jestem nim. Tym ptakiem. Kocham go i nienawidzę. Brzydzę się jego piór, pozlepianych lepką, cuchnącą strachem krwią. Kocham jego łepek i wzrok, w którym za ołowiem chmur drga spazmatycznie nadzieja. Kocham za to, że wyfrunął. I nienawidzę go za to, że wrócił. Wrócił. Cały drżący, w błocie i deszczu, z odmarzającymi koniuszkami skrzydeł. Z niepokojem w oczach. Wiem. Ale mógł zostać, aż do przemiany odmrożeń w skorupę. Zamieszkałby w niej. Nie mógł. Zgniłby pod nią i dobrze o tym wiesz. Tak. Widzę go teraz wyraźnie, trzymam w dłoniach. Głaszczę skrzydła i patrzę w oczy z jakąś tęsknotą, która rozdziera nas oboje. Chyba muszę go wypuścić, zanim umrze na moich oczach. Nie chcę tego. Przecież kocham tego pisklaka. Kochasz. I nienawidzisz. Tak. Ale zadbam. Byś, maleńki, nie musiał już więcej rozdzierać swoich piór i bym nie musiała patrzeć, jak potem zlepia je krew. Pobłogosławię cię pocałunkiem, mój drogi, pocałunkiem, którego najwyraźniej oszczędził nam anioł stróż. Tylko nie umieraj. Bądź. Będzie. Tak samo jak moje wyciągnięte dłonie i zawieszone w próżni pocałunki. Nie widzisz ich, bo twoje ścieżki spowija mgła. Spójrz wyżej, ponad żółty, agresywny wrzask wiecznie żywej nocy. Światełko. Jest tam. Idź do niego. Powoli. Nie będę cię oszukiwał, dojście tam potrwa raczej długo. Ale to droga w jedynie słusznym kierunku. Najwłaściwszym. Remedium na ścieżki, które nieopatrznie obrałaś. No już, cichutko. Podaj mi rękę, a wyprowadzę cię z mgły i chaosu wrzaskliwych świateł. I razem, wspólnie, jakoś - rozpoczniemy mozolną wędrówkę w stronę światła.
  9. Enchant

    Krew

    @zuzia dziękuję i kłaniam się.
  10. Enchant

    Suka

    @Deonix_ tak, rypnęłam się na tej temperaturze, wychodzi matematyczno-fizyczne nieogarnięcie :/ . Poprawię. tak tak, ten błąd niżej też. Myślniki możliwe, że pozjadałam :) . Dziękuję, po dwakroć.
  11. Enchant

    Krew

    @rumianek nie wiem, czy jest co rozwijać, bo w głowie mam tylko szkic - wtedy i wciąż. W sumie racja, że trochę nieodowiedziane i wynika to z braku jakichś umiejętności i pomysłu bardziej niż że celowy zabieg. Możliwe, że kiedyś rozwine. W jakichś bardziej sprzyjających okolicznościach do pisania, bo teraz jest bardzo niestabilne, krucho. A pisać będę. Chyba juz tak długo w tym siedzę, że nie wyobrażam sobie zarzucić na zawsze :) Pozdrawiam
  12. Enchant

    Krew

    @offline___________________ ciekawa interpretacja. Ja w sumie pisząc, nie miałam konkretnego zamysłu. Jednak to, co piszesz o medytacji… to mi się bardzo nie zgadza, bo u mnie patrzenie z boku, obserwacja, jest wyrazem nie tyle stoicyzmu co odmawianiem sobie prawa do życia, w pewnym sensie. Do "bycia w". A cała historia z krwinką… dla mnie, jak to czytam, to jest opis życia - gdzie zawsze dążymy do jakiegoś wyraźnego celu, ale nie zawsze zdążamy do niego dojść.
  13. Enchant

    Krew

    @offline___________________ piszę głównie w oparciu o własne doświadczenia, więc tak,wiersze są osobiste. Czy możesz podzielić się swoją interpretacja? :)
  14. Enchant

    Krew

    @Marek.zak1 hmm. Wampir, ciekawa interpretacja... Dziękuję za obecność.
  15. Krew. Lubię patrzeć jak płynie, cieknie. Strumieniem, strumyczkiem po równinach moich rąk i dłoni, by następnie skroplić się w jednorodną kałużę pod stopami. Lubię sobie wyobrażać, jak przemierza podskórne żylne korytarze, wartko i śpiesznie, żeby tylko zdążyć. Kolejny skurcz, kolejna porcja życiodajnej cieczy. Jedni sobie ją upuszczają, inni wpuszczają. Ot, obieg krwi w przyrodzie. Jestem czerwoną krwinką, przemierzam ciemny, niezgłębiony tunel. Szukam tlenu, chcę i muszę sczepić się z nim w nierozerwalną jedność, żeby dalej, wspólnie, dotrzeć do pulsującego w równych odstępach czasu celu. Nim go odnajdę, rozerwie mnie na strzępy bieg pozostałych. Mnie odmówiono przywileju uczestnictwa; jestem zaledwie obserwatorką. Mnie nakazano jedynie chłonąć krajobrazy. Strumień was, pozostałych, porywa mnie, rozszarpuje i zostawia za sobą. Wtedy ja, krwawy ochłap, regeneruję się, malując w myślach przyszłe pejzaże, by po tym wszystkim znów dać się rozerwać. Nie wiem, jaka siła mnie stworzyła, jej wyobrażenie wykracza daleko poza moje pojmowanie. Ale czuję na sobie jej nieprzenikniony wzrok, czuję, że jestem jej potrzebna do rzeczy, o których niewiele wiem i jeszcze mniej rozumiem. Daleka droga przede mną. Mam kilka pytań, które posyłam w przestrzeń. Ile jeszcze pochwyceń, ile jeszcze rozerwań mnie spotka? Jak długo nakazane będzie mi iść? I wreszcie, najważniejsze: czy dotrę?
  16. O rany, jakie to ciekawe. Odkrycie tygodnia, jeśli nie miesiąca. Jeszcze ta końcówka zawieszającą, budująca napięcie ... ;)
  17. Enchant

    "Stoisz na palcach..."

    Dokładnie tak, @Waldemar_Talar_Talar :) Dziękuję za wizytę.
  18. Enchant

    "Stoisz na palcach..."

    A widzisz, @Alicja_Wysocka, to jest tak paradoksalnie, że każda ze stron jest dla siebie nawzajem tym słońcem, ale nie widzą tego wzajemnie. Miłość zaślepia jak mówią, a w przypadku tego wiersza nawet oślepia ;) Dzięki za wizytę.
  19. Enchant

    "Stoisz na palcach..."

    O, faktycznie, dziękuję. Pewnie masz rację, że to pomerdania. Na razie świeże, to jeszcze nie umiem, ale potem może coś pogrzebię. Dziękuję za wizytę :)
  20. Stoisz na palcach, widzę tylko ciebie. Gdzie się podziały wczorajsze horyzonty? Nie ma ich już - nijakich, płaskich. Robisz krok w bok. Widzę wielki przestwór nieba, który ty oświetlasz cicho i bez końca. Wzdychasz; ja zaś upadam na kolana przed tym słońcem, bojąc się, że nie starczy dla mnie miejsca w Twoim wszechświecie.
  21. Enchant

    Suka

    @Marcin Krzysica zadaję sobie to pytanie od dawna. I wciąż nie znam odpowiedzi ;)
  22. Enchant

    Suka

    @Justyna Adamczewska dziękuję. @Marcin Krzysica dziękuję za polubienie :)
  23. Wcale nie tak dawno temu był sobie dom, trudny do odnalezienia w morzu stalowoszarych dachów. W tym domu mieszkała pani. Mieszkał w nim pan. I wreszcie mieszkała suka. Suka była typową przedstawicielką swojego gatunku. Przywykła do własnej sukowatości – umościła się w niej jak w najlepszym posłaniu. Wygodnie jej tam, w środku panuje doskonała temperatura – ani za niska, ani za wysoka. Gdzie się podziewasz, dokąd znów biegniesz, wołają głosy, ale one nie wiedzą, że suka już dawno nie biega za niczym prócz własnego ogona. Zły pies. Niedobry. Nie umie słuchać czy nie chce? Suka pamięta czasy swojego szczenięctwa. Całe wychowanie. Z mlekiem podawanym przez panią, którą miała za matkę, wpojono jej, jak szczekać, jak wysoko unosić ogon oraz w które miejsca stawiać łapy. A także wiele innych rzeczy uznawanych powszechnie za kluczowe dla psiego wychowania. Albo raczej tresury. Pamięta też, że była wtedy szczęśliwa. Suka lubi obserwować. Wygląda przez wąski otwór swojego kojca, ale nie wyściubia z niego nosa. Inni też ją obserwują. Próbują rozmawiać. Zagadują. Do suki dociera szmer zmieszanych ludzkich głosów, które nie do końca rozumie, ale macha ogonem, bo wie, że tak trzeba. Czasem do suki przychodzi pan. Mówi do niej łagodnie, ale wszystkie słowa rozbijają się o wygodny pancerz jej jestestwa. Coś o drodze, biegu i wyjściu – wyjściu poza. Nie rozumie. Ich języki nie znajdują wspólnych końców; nie splatają się we wzajemnym zrozumieniu. A suka wie i pan też, że kiedyś było inaczej. Zła suka, niedobra. Dlaczego nie chciałaś pozostać w starym, dobrym kojcu i wlazłaś w inny, zupełnie nowy? Dlaczego, no powiedz. Zaszczekaj, pomachaj ogonem. Wróć. Ale nie zawsze tak było. Nie zawsze suka była tym, czym jest obecnie. Dobrze pamięta epokę poprzedzającą obecną – okres przejścia, bycia „nie-wiadomo-czym”. Noce i dnie, choć głównie noce, wypełnione niepokojami, które obsiadywały ją jak pchły i nie dawały się strzepać. Nie pozwalały myśleć, jeść i spać. Wtedy to po raz pierwszy wyruszyła. Znaleźli ją rano z pokrwawionymi pazurami i obitym pyskiem. Gdzie się szlajałaś, suko?! Dlaczego masz takie brudne łapy, wytrzyj przed wejściem, bo poplamisz dywan. Poplamisz dywan sobą. Już i bez tego jest cię tu wystarczająco dużo. Umyj łapy, wyliż rany. I zapomnij o wczorajszych krokach. Zły pies. Niedobry. Było jeszcze kilka takich wypraw. Suka zabierała na nie jedynie siebie – bez smyczy, co oznaczało złamanie podstawowej z zasad wychowania. Mówiono jej wielokrotnie: „ta smycz jest gwarantem twojego bezpieczeństwa, a także naszego, bo wiemy gdzie jesteś, mamy kontrolę. Nie zgubisz się. Nie uciekniesz.” A więc i także nie pobiegnę, myślała wtedy-jeszcze-nie-suka. Bała się pierwszego wyjścia. Słowa pani i pana wyraźnie brzmiały w jej głowie; blokowały własne myśli, paraliżowały oddech. Jednak ciekawość była silniejsza. Dlatego wybiegła. Łapy prowadziły ją same. Ścieżka momentami była prosta, czasami wiła się w zakrętach; ale to niemal dorosłe szczenię czuło się na niej dobrze. Wróciła na chwilę. Lekko krwawiące łapy ukryła w machaniu ogonem i potulnym nadstawianiu pyska. Dali się temu zwieść. I wtedy, suka przypomina sobie, była szczęśliwa. Tymczasem jej wyprawy stawały się coraz częstsze, coraz bardziej nocne. Lecz przede wszystkim coraz mniej dyskretne. Czujność suki roztapiała się pod wpływem ścieżek, które, kiedy do nich przyzwyczaić łapy, instynktownie prowadzą po najmniej niebezpiecznych miejscach. Kwestią czasu było więc wykrycie jej nieposłuszeństwa. Stało się to pewnego ciepłego wieczora, w trakcie próby wymknięcia się wtedy-jeszcze-nie-suki przez na wpół otwarte drzwi. Powietrze było tak lepkie, że kleiło się do ciała. Oddechy gęstniały w nim, zwiększając tę lepkość jeszcze bardziej. A dokąd to, spytała pani. Dokąd to o tej porze i bez smyczy, i nas, którzy byśmy mogli cię pilnować ? Co cię napadło, psie? Zachciało ci się dorosłości? Skoro tak, to wybiegnij, proszę bardzo. Zobaczymy, jak sobie poradzisz na zewnątrz, gdzie nie ma pani, pana ani domu. Wtedy-jeszcze-nie-suka stała milcząco przed nią. Spuściła łeb, jak ją nauczono. Ale te kilka miesięcy wolności zdążyło już zawrócić w jej jeszcze szczenięcym łbie. Nie pobiegniesz? No, dalej. Takaś odważna? Gdzieś w tle mignęła obojgu sylwetka pana, który łagodnym głosem prosił, że spokojnie, cicho, ona nie pójdzie, (prawda, zamachaj ogonem, a ty się uśmiechnij i obie wróćcie) Nie, mówi Pani, to nieposłuszeństwo trzeba tłumić w zarodku. Na zbyt wiele sobie pozwala, nie sądzisz? Nie sądził. Wtedy-jeszcze-nie-suka zaś powoli zamrugała oczami i hardo uniosła łeb. Ogon zastygł nieruchomo. Wracaj do kojca, powiedziała pani. I wreszcie, po długiej chwili stania na progu w unoszących się w powietrzu zgęstniałych, ciężkich oddechach, wróciła. Wtedy stała się suką. W nową epokę weszła milcząco i niepostrzeżenie. Był to czas szczelnego zamknięcia. Żaden odgłos nie docierał do niej z zewnątrz jej szytego na miarę kojca. Na zewnątrz dźwięki przeciwnie, wydostawały się, ale już zniekształcone. Zmienione tak, że nikt nie podejrzewałby suki o sukowatość. Jedynym wyjątkiem były pytania o nią samą lub o jej przyszłość. Na te niezmiennie odpowiadała gniewnymi warknięciami, najeżoną sierścią i złym, nienawistnym wręcz wzrokiem. A cóż jej się znowu stało, że tak reaguje? No dalej, nie złość się. Pogłaszczemy. Pomachaj ogonem. Przynieś patyka. Wtedy suka wahała się. Krótko, ale zauważalnie. Wreszcie podnosiła ogon, ważący wówczas tonę. Z wysiłkiem machała. Dawała się też pogłaskać, choć palce były dla niej jak ostrza. Ciepłe łzy spływały po pysku i szybko ginęły w kącikach oczu. I biegła, najwolniejszym tempem na świecie, przynieść patyk. Płaczu nikt nie zauważał. Suka zaś żyła sobie dalej w swoim hermetycznie zamkniętym kojcu. Mówiono o niej często: że dobrze jej, wygodnie, że trafiła na wspaniałych właścicieli. I że ogólnie ma szczęście. Ona zaś łapała z tych słów jedynie pojedyncze dźwięki, które uparcie nie składały się w całość. Jak to z tobą jest, co? Nie rozumiesz, czy nie chcesz rozumieć? Ale ona wciąż patrzyła tym swoim tępym wzrokiem przed siebie. W końcu była tylko suką.
  24. Ale słodki komentarz, miło :) Nie mam pojęcia. Raczej wrzucam na bieżąco, a ostatnio nie pisze. Ewentualnie proza poetycka, coś mi się z niej poniewiera po szufladzie.
  25. Mi też całkiem leży, choć nie jest moim ulubionym fragmentem. Dziękuję :)
×
×
  • Dodaj nową pozycję...

Powiadomienie o plikach cookie

Nasza witryna korzysta z plików COOKIES („ciasteczka”). Dowiedz się więcej o COOKIES z naszej Polityki Prywatności Polityka prywatności