Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Enchant

Użytkownicy
  • Liczba zawartości

    344
  • Rejestracja

  • Ostatnia wizyta

Reputacja

175

6 obserwujących

Ostatnie wizyty

1590 wyświetleń profilu
  1. Enchant

    Suka

    @Justyna Adamczewska dziękuję. @Marcin Krzysica dziękuję za polubienie :)
  2. Wcale nie tak dawno temu był sobie dom, trudny do odnalezienia w morzu stalowoszarych dachów. W tym domu mieszkała pani. Mieszkał w nim pan. I wreszcie mieszkała suka. Suka była typową przedstawicielką swojego gatunku. Przywykła do własnej sukowatości – umościła się w niej jak w najlepszym posłaniu. Wygodnie jej tam, w środku panuje doskonała temperatura – ani za chłodna, ani za ciepła. Gdzie się podziewasz, dokąd znów biegniesz, wołają głosy, ale one nie wiedzą, że suka już dawno nie biega za niczym prócz własnego ogona. Zły pies. Niedobry. Nie umie słuchać czy nie chce? Suka pamięta czasy swojego szczenięctwa. Całe wychowanie. Z mlekiem podawanym przez panią, którą miała za matkę, wpojono jej, jak szczekać, jak wysoko unosić ogon oraz w które miejsca stawiać łapy. A także wiele innych rzeczy uznawanych powszechnie za kluczowe dla psiego wychowania. Albo raczej tresury. Pamięta też, że była wtedy szczęśliwa. Suka lubi obserwować. Wygląda przez wąski otwór swojego kojca, ale nie wyściubia z niego nosa. Inni też ją obserwują. Próbują rozmawiać. Zagadują. Do suki dociera szmer zmieszanych ludzkich głosów, które nie do końca rozumie, ale macha ogonem, bo wie, że tak trzeba. Czasem do suki przychodzi pan. Mówi do niej łagodnie, ale wszystkie słowa rozbijają się o wygodny pancerz jej jestestwa. Coś o drodze, biegu i wyjściu – wyjściu poza. Nie rozumie. Ich języki nie znajdują wspólnych końców; nie splatają się we wzajemnym zrozumieniu. A suka wie i pan też, że kiedyś było inaczej. Zła suka, niedobra. Dlaczego nie chciałaś pozostać w starym, dobrym kojcu i wlazłaś w inny, zupełnie nowy? Dlaczego, no powiedz. Zaszczekaj, pomachaj ogonem. Wróć. Ale nie zawsze tak było. Nie zawsze suka była tym, czym jest obecnie. Dobrze pamięta epokę poprzedzającą obecną – okres przejścia, bycia „nie-wiadomo-czym”. Noce i dnie, choć głównie noce, wypełnione niepokojami, które obsiadywały ją jak pchły i nie dawały się strzepać. Nie pozwalały myśleć, jeść i spać. Wtedy to po raz pierwszy wyruszyła. Znaleźli ją rano z pokrwawionymi pazurami i obitym pyskiem. Gdzie się szlajałaś, suko?! Dlaczego masz takie brudne łapy, wytrzyj przed wejściem, bo poplamisz dywan. Poplamisz dywan sobą. Już i bez tego jest cię tu wystarczająco dużo. Umyj łapy, wyliż rany. I zapomnij o wczorajszych krokach. Zły pies. Niedobry. Było jeszcze kilka takich wypraw. Suka zabierała na nie jedynie siebie – bez smyczy, co oznaczało złamanie podstawowej z zasad wychowania. Mówiono jej wielokrotnie: „ta smycz jest gwarantem twojego bezpieczeństwa, a także naszego, bo wiemy gdzie jesteś, mamy kontrolę. Nie zgubisz się. Nie uciekniesz.” A więc i także nie pobiegnę, myślała wtedy-jeszcze-nie-suka. Bała się pierwszego wyjścia. Słowa pani i pana wyraźnie brzmiały w jej głowie; blokowały własne myśli, paraliżowały oddech. Jednak ciekawość była silniejsza. Dlatego wybiegła. Łapy prowadziły ją same. Ścieżka momentami była prosta, czasami wiła się w zakrętach; ale to niemal dorosłemu szczenię czuło się na niej dobrze. Wróciła na chwilę. Lekko krwawiące łapy ukryła w machaniu ogonem i potulnym nadstawianiu pyska. Dali się temu zwieść. I wtedy, suka przypomina sobie, była szczęśliwa. Tymczasem jej wyprawy stawały się coraz częstsze, coraz bardziej nocne. Lecz przede wszystkim coraz mniej dyskretne. Czujność suki roztapiała się pod wpływem ścieżek, które, kiedy do nich przyzwyczaić łapy, instynktownie prowadzą po najmniej niebezpiecznych miejscach. Kwestią czasu było więc wykrycie jej nieposłuszeństwa. Stało się to pewnego ciepłego wieczora, w trakcie próby wymknięcia się wtedy-jeszcze-nie-suki przez na wpół otwarte drzwi. Powietrze było tak lepkie, że kleiło się do ciała. Oddechy gęstniały w nim, zwiększając tę lepkość jeszcze bardziej. A dokąd to, spytała pani. Dokąd to o tej porze i bez smyczy, i nas, którzy byśmy mogli cię pilnować ? Co cię napadło, psie? Zachciało ci się dorosłości? Skoro tak, to wybiegnij, proszę bardzo. Zobaczymy, jak sobie poradzisz na zewnątrz, gdzie nie ma pani, pana ani domu. Wtedy-jeszcze-nie-suka stała milcząco przed nią. Spuściła łeb, jak ją nauczono. Ale te kilka miesięcy wolności zdążyło już zawrócić w jej jeszcze szczenięcym łbie. Nie pobiegniesz? No, dalej. Takaś odważna? Gdzieś w tle mignęła obojgu sylwetka pana, który łagodnym głosem prosił, że spokojnie, cicho, ona nie pójdzie, (prawda, zamachaj ogonem, a ty się uśmiechnij i obie wróćcie) Nie, mówi Pani, to nieposłuszeństwo trzeba tłumić w zarodku. Na zbyt wiele sobie pozwala, nie sądzisz? Nie sądził. Wtedy-jeszcze-nie-suka zaś powoli zamrugała oczami i hardo uniosła łeb. Ogon zastygł nieruchomo. Wracaj do kojca, powiedziała pani. I wreszcie, po długiej chwili stania na progu w unoszących się w powietrzu zgęstniałych, ciężkich oddechach, wróciła. Wtedy stała się suką. W nową epokę weszła milcząco i niepostrzeżenie. Był to czas szczelnego zamknięcia. Żaden odgłos nie docierał do niej z zewnątrz jej szytego na miarę kojca. Na zewnątrz dźwięki przeciwnie, wydostawały się, ale już zniekształcone. Zmienione tak, że nikt nie podejrzewałby suki o sukowatość. Jedynym wyjątkiem były pytania o nią samą lub o jej przyszłość. Na te niezmiennie odpowiadała gniewnymi warknięciami, najeżoną sierścią i złym, nienawistnym wręcz wzrokiem. A cóż jej się znowu stało, że tak reaguje? No dalej, nie złość się. Pogłaszczemy. Pomachaj ogonem. Przynieś patyka. Wtedy suka wahała się. Krótko, ale zauważalnie. Wreszcie podnosiła ogon, ważący wówczas tonę. Z wysiłkiem machała. Dawała się też pogłaskać, choć palce były dla niej jak ostrza. Ciepłe łzy spływały po pysku i szybko ginęły w kącikach oczu. I biegła, najwolniejszym tempem na świecie, przynieść patyk. Płaczu nikt nie zauważał. Suka zaś żyła sobie dalej w swoim hermetycznie zamkniętym kojcu. Mówiono o niej często: że dobrze jej, wygodnie, że trafiła na wspaniałych właścicieli. I że ogólnie ma szczęście. Ona zaś łapała z tych słów jedynie pojedyncze dźwięki, które uparcie nie składały się w całość. Jak to z tobą jest, co? Nie rozumiesz, czy nie chcesz rozumieć? Ale ona wciąż patrzyła tym swoim tępym wzrokiem przed siebie. W końcu była tylko suką.
  3. Ale słodki komentarz, miło :) Nie mam pojęcia. Raczej wrzucam na bieżąco, a ostatnio nie pisze. Ewentualnie proza poetycka, coś mi się z niej poniewiera po szufladzie.
  4. Mi też całkiem leży, choć nie jest moim ulubionym fragmentem. Dziękuję :)
  5. @Wędrowiec.1984 Wiersz jest takim swoistym strumieniem świadomości, że ciężko by mi było odnaleźć jeden temat. Główne dwa to wina i relacja Boga z podmiotem,ktora jest w sumie dość skomplikowana. Lub on sam sobie ją komplikuje, jak to człowiek :) Dziękuję za obecność.
  6. Enchant

    raport

    @Deonix_ droga, rozumiem niechęć, ale pozostanę jednak przy "wydalaniu". "Przekroczenie" istotnie lepsze, merci. Właśnie pod kątem krioterapii myślałam, też to sie spoilo mi w jedno z chłodem emocjonalnym i tak jakoś pozostała przy tej metaforze. Trudna historia, trudny problem, jeśli chodzi o dołączanie aparatury. Ja, jako osoba wierząca nie zastanawiałabym się nad taką kwestia, bo wierze, ze ludziom nie wolno a przynajmniej nie powinni decydować o życiu innych, nawet jeśli ci "inni" są im bliscy. Jednak rozumiem i tamta stronę, bo to jest cierpienie, trudne emocje i przede wszystkim brak dystansu. Dziękuję Ci za Twoja wrażliwość, Deonix i Twój niezwykly odbiór.
  7. Enchant

    raport

    ojej, aż nie wiem, co odpisać. Poza tym, że ja go chciałam dać do warsztatu, tak mi się wydaje niedoskonały, ale myśle sobie: nikt za mnie nie naórpisze takiej zwrotki, która by się pokrywała z moim zamysłem, nikt mi nie podsunie takich wersów... Czytając takie rzeczy od razu robi mi się cieplej na sercu, dziękuję :). Ciekawe, że akurat wydalanie Cię tak zniesmacza - bo ja wzięłam labolatoryjne słówko z myślą, że jak najprawidłowiej. Mnie raczej ostatnia zwrotka. Strasznie uwiera. Jednak nie umiem napisać innej, więc na razie musi zostać. Hmm... Nie kojarzę owego Pana, ale gdybyś mi podała pełne imię i nazwisko... Wybacz ignorancję. I dziękuję za bycie. :)
  8. Enchant

    raport

    @Artbook paradoks życia, życie samo w sobie jest paradoksem ;). Dziękuję za wizytę.
  9. Enchant

    raport

    można by tak to określić.
  10. Enchant

    raport

    @beta_b merci śliczne za bycie i komentarz. Owszem, nie przejmuje się - a przejmowanie się jest niejako cechą żywych, więc - chciałam trochę pokazać paradoks takiego życia - trochę na przekór. @Waldemar_Talar_Talar dziękuję również. I miłego również :)
  11. Enchant

    raport

    od kilku miesięcy prowadzona jest obserwacja pomieszczenie oczywiście spełnia wszystkie konieczne warunki (chłodne sterylne i poza materiałem badawczym nic się w nim nie znajduje) zgodnie z zaleceniami obiekt karmiony jest dokładnie trzy razy dziennie i regularnie przekręcany na drugi bok kontrolowane też są czynności życiowe (które mimo spowolnionych reakcji na bodźce niezmiennie stabilne) obiekt według pomiarów jest bezsprzecznie żywy oddycha śpi je i wydala wciąż jednak nie wiadomo dlaczego więc obserwacja trwa i trwa on zaś zdaje się tym nie przejmować beztrosko kontynuuje spanie jedzenie oraz wydalanie w tej szklanej trumnie i temperaturze co swą ujemnością przekracza skalę
  12. Enchant

    jak przepłynąć noc

    Bardzo ładny.I niejednowymiarowy, lubię.
  13. @Andrzej_Wojnowski jak miło! Szczególnie, że nie Twoja bajka. Dziękuję.
  14. @AnDante możliwe, że przekombinowany. Swoją drogą ten nawias z początku pewnie sporo naddaje - coraz mniej mi się widzi, chyba go usunę. To jest taki trochę strumień świadomości, mi samej ciężko określić, o czym on jest - i nie jestem pewna, czy zawężanie go do jednego, konkretnego tematu: wina, niepewność, (bluźnierstwo? ) ma sens. Bo i też nie taki miałam zamiar, żeby się konkretyzować. Poradzono mi gdzie indziej, żeby przekuć to w prozę poetycką, jednak nie jestem przekonana... W każdym razie, dziękuję bardzo za szczerą i wartościową opinię.
  15. Siedzę na dole. Strop niski; ciemno tu, ciasno i trochę skorodowałam, ale nie szkodzi, przecież od tego są kajuty, żeby pożerać a zarazem chronić od pożarcia – takimi je stworzyłeś. Stworzyłeś też mnie i dałeś do towarzystwa dziwki – okoliczności, które patrz, stoją na górze. Usłysz niespokojny oddech, poczuj ból pokładu kaleczonego ich stopami. Nie wiem, która to już próba przeprosin. Jak widzisz, nadal nie czuję się winna. Odpowiedzialność zrzucam na barki dziwek-cerberów; pomniejszych rzeźbiarek losu, więc chyba jednak w najbliższym czasie nie zostanę zbawiona. Siedzę tu sama. Określam przy tym (nie)mój grzech, za który – wiem to – odpowiem tyle razy, ile bezmyślnie kazałam ci nań patrzeć. Jest on po pierwsze niewymierny - dla mnie. Ty z pewnością umiesz ująć w swoje święte dłonie te wszystkie noce rozciągnięte w jedną (i tyle samo splunięć na nie; łagodne, karmiące i dobre). Jest on po drugie bezkształtny, choć Tobie wiadomo, że składa się z rąk, które pobłogosławiłeś na darmo, w co wierzę i czemu wierzyć zabrania etykieta Leżę tu sama. Śpię z otwartymi oczami modląc się bez wiary, byś zrezygnował. Zapomnij o mnie i pozwól mi zapomnieć siebie, bo po przebudzeniu (co jak oboje wiemy, musi niedługo nastąpić) zacznę się bać. I wtedy nie wstanę już, albo wstanę – tylko po to, by upaść pod ciężarem winy, która, zrozumiem wówczas, była, jest i zawsze będzie jak najbardziej moja
×
×
  • Dodaj nową pozycję...

Powiadomienie o plikach cookie

Nasza witryna korzysta z plików COOKIES („ciasteczka”). Dowiedz się więcej o COOKIES z naszej Polityki Prywatności Polityka prywatności