Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Ranking


Popularna zawartość

Zawartość, która uzyskała najwyższe oceny od 05.06.2020 uwzględniając wszystkie działy

  1. 22 punktów
    Jakże dziś frywolną usłyszałem ciszę, muszę czytać z gestów mej Nimfy wyśnionej. Znowu w uszach dzwoni, niemowy nie znoszę, codziennie przy kawie, siedziałaś na tronie. Muszę czytać z gestów mej Nimfy wyśnionej, co piękna bogini mi rzeknie do ucha. Codziennie przy kawie siedziałaś na tronie, ogarnia mnie niemoc, dźwięk od serca bucha. Co piękna bogini mi rzeknie do ucha, widzę jej buziuchnę w bezgłosie więzioną. Ogarnia mnie niemoc, dźwięk od serca bucha, nie za swoje winy - zapewne mi powiesz? Widzę jej buziuchnę w bezgłosie więzioną, ponad wyraz cierpi, zamknięta w niewoli. Nie za swoje winy - zapewne mi powiesz? Chciałoby się wrzasnąć... język nie wydoli. Ponad wyraz cierpi, zamknięta w niewoli, jakże dziś frywolną usłyszałem ciszę. Chciałoby się wrzasnąć... język nie wydoli, znowu w uszach dzwoni, życie głos dopisze. https://www.youtube.com/watch?v=oG6pEolAKm8
  2. 20 punktów
    Rozsypałeś szkiełka naszych dni na ustach przynosząc jej zapach. Szybko zebrane ja, ty, ona nowymi obrazami nie cieszą. Frankowiczowy kwadrat trójkątem piekła bodzie. Żar w niej tobą wzbudzany gorączką mnie trawi. Leżąc niewidzącymi oczami wyświetlam przeszłość. Ciało zmęczenia ołowiem, bezruchem trwa. Dusi przeprosinowa sukienka, uwiera pierścień, nie miękną ostrza słów.
  3. 20 punktów
    Świt Dzień wybuchł w rumianych zórz świcie i ptaki się darły, że — cześć dzień! ulice pozłotą opite, w prospekty rozpełzły się miejskie. Promienie w porannym oparze, jak palce jaskrawe tańczyły, słodkawo, bezwstydnie, powabnie pachniały bzy, bzy i jaśminy. I chodnik grzbiet prężył leniwie, i grzały parkany się w słońcu, autobus ryczącym silnikiem na chwilę idyllę tę popsuł. Szedł koleś w słuchawkach na głowie, tak w siebie był jakoś zamknięty, jak szluga odpalał to sobie, pod nosem tekst mruczał piosenki. Budziło się życie do życia, jak zawsze, jak co dnia, zwyczajnie, nie dla mnie poranek tak kipiał, bo ja ze świtaniem umarłem.
  4. 19 punktów
    Nie smuć się, że mijają lata a życie jest jak teatr cieni - pewnych prawideł tego świata najtęższa wola nie odmieni. Młodość - waluta papierowa, choć jest ulubienicą świata czas jej wartości nie zachowa. Nieopłacalna w niej lokata. Mówią, że czas to jest morderca młodości i nasz wróg przeklęty... Czas... ma szlifować nasze serca by w piękne zmienić je diamenty
  5. 18 punktów
    niewiele zostawiłeś po sobie niedopałek w kryształowej popielnicy tej którą dostałeś od ciotki Janki spakowałam ubrania w karton po telewizorze nie miałam sumienia upychać w foliowy worek wystarczy że Ciebie w podobnym wynieśli akordeon oddałam babci z namaszczeniem flanelą poleruje klawisze ma go na wyciągniecie dłoni tuż obok łóżka zostawiłam szary sweter pachnie nikotyną czasami się zaciągam mam cię pod powiekami Tato
  6. 18 punktów
    Wyszłam nago na ulicę, jakby z buszu, wystawiłam się na krople gradu płatki i na skórze dreszcz przemieszał się z rumieńcem: tak, ja żyję - dowód na to w wersach gładki. Po co ludziom cudze chwile intymności? Popodglądać życie mogą w oknach domów. Wyszłam w wierszach całkiem nago na ulicę, zawstydzona się odkrywam. Na co komu? Przyjmij taką nagą mnie dzisiaj w gościnie. Ja nic nie chcę, prócz rozmowy intymności. W moim świecie wszystko proste jest, choć inne - ludzie cierpią na brak więzi w samotności. Już zakładam kolorową suknię w malwy, już zakręcę się z radością wokół osi, zbawia bliskość, towarzystwo ludzi budzi, chodź! zatańczmy, o to także w życiu chodzi.
  7. 17 punktów
    kto by zatrzymał nas w chacie gdy były nasze wakacje a życie śniło się młodo i każdy dzień był przygodą zaszyliśmy się pamiętasz gdzie kusił niczym przynęta zielony groszek na tyczkach i w grochy twoja spódniczka pęczniały strąki od słońca i ziemia była gorąca w roślinne skryci zasłony cieszyliśmy się skradzionym pierwszym kuszącym słodkością splątanym nieco za mocno zielonym groszkiem na tyczkach gdy spadła twoja spódniczka wieś drżała bardzo daleka pies jakby ciszej też szczekał jaśniej się słońce toczyło wszystko się jakoś kleiło krowy ryczały na łąkach a nas pochłonął do końca zielony groszek na tyczkach i w grochy twoja spódniczka co się zsunęła przypadkiem wśród strączków rwanych ukradkiem przez ręce jeszcze dziecięce które sięgały po więcej odtąd nie mogłem zapomnieć bo wracał ciągle ten do mnie zielony groszek na tyczkach i w grochy twoja spódniczka młodość minęła czas leci super masz męża i dzieci więc może tego nie było i wszystko sobie zmyśliłem to niebo niebieskie i słońce tę ziemię pachnącą gorącem zielony groszek na tyczkach i w grochy twoją spódniczkę
  8. 17 punktów
    dzisiaj rano spotkałam siebie szła/m ze zwieszoną głową smutna mała dziewczynka czy przeczuwa/m wydarzenia dnia? na wieczór zaproszę ją/mnie do domu wypijemy gorącą herbatę uśmiechniemy się do książek na półkach do gwiazd za oknem popatrzymy w oczy chwycimy za ręce przytulimy nareszcie
  9. 17 punktów
    W krużgankach liter, symbiozie wyrazów, wersy układam w szpalery sumienia. Stoją ogniście - przestronna galeria, napięcie strofą... jak pragniesz eskaluj. Drobią znaczeniem wybujałych kroków, zmieniają szyki, skamieniałych wizji. Zazdrosne o byt, nawet by pogryzły, piórem kolego... tylko je umocuj. Rozmawiam z nimi - prośby ponawiają, jedna od metrum, druga od klauzuli. Czasami twórcę komentarze struły, a cóż na końcu - artyzm albo szarość? Kiedy przed Bogiem, kropką zaprzysięgnę, zarecytuję i wzbudzę emocje. Nutą wzruszenia - duszy waszej dotknę, drogą Stańczyka w nicość pójdę grzecznie. Starą szufladę, zakurzoną wdziękiem, zamknę wieczyście kluczem zapomnienia. Żalem namaszczę - będę w ciszy siedział... ...rozpamiętywał, strofoidy nieme.
  10. 16 punktów
    proszę przede mną ustępuję miejsce do kasy jeszcze chwila ale chcę żeby Pani miała pierwsze Pani ma koczek i srebrną wstążkę nad czołem wiem nie jestem na czasie postoję
  11. 15 punktów
    Pestki Ze wspomnień pocałunków, ze światła smug przez okno,, z marzeń, co tak po ludzku, znów w siódme niebo niosą. Z bólu niezabliźnionych ran i z łez, z tych gorących, a skoro o tym to i z niespełnionych miłości. I z postrzępionych myśli, i z nocy nieprzespanych, i z tego co się przyśni, też zdarzy się czasami. Z niczego i ze śmierci, bo coś nas w niej pociąga, z pytań w typie — co jeśli nie ma żadnego Boga? I z życia, z życia, z życia! z życia chyba najlepiej, nic tylko brać i pisać, a urodzą się wiersze.
  12. 15 punktów
    Młode wzlatują i upadają. Ocean uderza w kontynent. Przydrożny kasztan wybuchnie wiosną, da z siebie wszystko i minie. A nasza miłość? - błądzi wśród nocy, wciąż szuka siły w odmętach dni, w starych albumach przytula zdjęcia, niewinne, jak dziecięce łzy.
  13. 14 punktów
    od ludzkich zmysłów złego słowa, oka, dotyku szkodliwego pożywienia odoru bezdomnego bo Ty sprawiasz bym mogła słuchać pieśni patrzeć na róże głaskać futerko kota i karmić się Tobą codziennie już czuję aromat wiecznego królestwa
  14. 14 punktów
    Stare meble są nieme - lecz tylko pozornie. Głos ich nie każdy słyszy, lecz ci, co go znają odczytają z tych mebli niezwykłe historie, bo ich drewniane dusze wszystko pamiętają. Zapomniane rozmowy ludzi, których nie ma, śmiechy dzieci, płacz matek, albo wojny dźwięki, na pianinie zagrany miłosny poemat, szept wieczornej modlitwy, dziecięce piosenki... W starych meblach wciąż słychać dźwięki zakazanych słów patriotycznych pieśni śpiewanych półgłosem, bo w nich człowiecze losy drzemią zapisane. A one te historie ku przyszłości niosą.
  15. 14 punktów
    Na tym starym zdjęciu zatrzymana młodość, przystanęła lekko, by uwiecznić chwilę. W oczach ma figlarność i wiosenną zieleń, w dłoniach szczery zapał i obietnic tyle. Jeszcze wzrokiem sięga, dalej niż horyzont, tam gdzie sny przed świtem dotykają marzeń. Uchwycone w kadrze czarno- białe szczęście, błogo nieświadome, kolejności zdarzeń.
  16. 14 punktów
    żegluje przez bezkres, namiestnik samotności spychany przez prądy daremnych nadziei światła latarni niczym kryształowe oczy wspominają tych którzy tutaj utonęli niech głos się niesie po najgłębsze czeluście bo wolę swój los oddać w ramiona wieczności z węzłów gordyjskich wyswobodzić duszę niż gdybym miał żyć nie znając miłości
  17. 13 punktów
    w ciszy między wierszami ukryłam nasze myśli pod wierzbą płacząca ze śmiechu nad samotnością skłóconą z sumieniem zajętym szorstkim głosem rozumu i woli pośród upartej natury maluję nas na niebie w splocie krystalicznym rozgrzanymi opuszkami wyciągamy miękkie ciernie uwolnione ciała wypełniają jaskrawe barwy blednie łąka wierzba nie moczy listowia strumień milknie jestem gliną w nie swoich rękach z sercem płynącym pod prąd
  18. 13 punktów
    Jeszcze las pachnie Tobą, mimo żywic oparu, jeszcze przepływam w myślach gubiąc wśród drzew bezmiaru. Jeszcze wilgoć zalewa mech, konary i usta, jeszcze pamięć nabrzmiała i pustka nie tak pusta. Jeszcze się moc wypełnia. W naturze mieszka sedno i przyjdzie jeszcze pełnia, choć cykl też każe zwiędnąć. Zachłanność las tłumaczy, przyroda nie jest skromna: wybucha i rozpasa, gdy czas jej. Potem odejść da.
  19. 13 punktów
    wystarczyła omsknąłeś jedynie wzrok o zabawki - modele samolotów w moim pokoju a szybowałem wśród chmur jak przyjaciel nieba podobnie na boisku z twoim kciukiem sięgałem gwiazd później w gronie kumpli widziałem jak chwiejnym krokiem godziłeś w krawężniki ulatywał wówczas ze mnie cały świat niczym powietrze z objęć dziurawego balonu
  20. 13 punktów
    Godzina za godziną upływa jak rzeka, życie nie stoi w miejscu, wraz z datą ucieka. Nie chwytaj się wskazówek, mdła rola zegara, czy odwieczna kosmiczna, próżnia bytu marna. Własne ciało odbiciem biegnącego czasu, nie wchodź więc pod pierzynę, momentem nie szafuj. Patrzysz w lustro codziennie, tożsame oblicze, spadających karteczek z natury nie liczę. A kalendarz jak wróżka, zawsze prawdę powie, wyrzucasz go do kosza, na plecach już mrowie. Wykorzystaj chwileczkę - minucie na przekór, wydobędziesz się wtedy z pustego przebiegu. Zaglądnij ludziom w oczy, Panu Bogu w okno, zanim stęchłe koszule na grzbiecie przemokną. Poczujesz powiew w plecy i rozwiniesz żagle, nie czekaj proszę, aż drzwi, zatrzasną się nagle.
  21. 13 punktów
    Wpadłam w jego sidła zbytnio pewna siebie, przez brak przezorności i poczucie siły; a zwodnicze ścieżki ku niemu się wiły, któż zatrzyma serce, jak się rozkolebie? Wpadłam w jego sidła, gdy za późno było, by zdrowy rozsądek na ratunek wołać; niczym odurzona przez magiczne zioła dotknęłam marzenia, co się tylko śniło. Wpadłam w jego sidła, co jak pajęczyny rozsnuwał przebiegle myśli odgadując; cieniuteńkie nitki tak wolę krępują, jak żeglarskie sznury i stalowe liny. Wpadłam w jego sidła - jestem omotana, pochwycona z nagła, słodko wpółprzytomna, tak uległa, chociaż przed chwilą niezłomna, chwiejna jak skąpana w powodzi szampana. Wiersz zainspirowany przez @Waldemar_Talar_Talar
  22. 12 punktów
    Wciąż się zdarza, że są ludzie, Co zwierzęta źle traktują I bezmyślnie psy przy budzie Na łańcuchach przywiązują. Przez dzień cały tkwi więc psina, Na swej ciężkiej, krótkiej smyczy. Która w szyję mu się wrzyna, Skamle zatem i skowyczy. I spojrzeniem pyta smutnym, Krąg zaklęty wydeptując, Czemu ludzie tak okrutnie, Braci mniejszych swych traktują. Pieski świat odmienić łatwo, Los go oddał w twoje ręce. Zrobić to naprawdę warto, Psa jak psa nie traktuj więcej! Jak to zrobić? - rzecz to prosta, Nie bądź jego właścicielem, Przestań panem być, lecz zostań, Psa swojego przyjacielem. Więc uwolnij go z łańcucha, Bowiem psia natura taka, On się lubi dużo ruszać Kopać dołki, biegać, skakać. Także merdać swym ogonem, A z radości całym sobą, Bo choć świat pies czuje nosem, Nie widzi go poza tobą. Gdy mu wolność ofiarujesz, Wiernego w nim zyskasz druha. Co się mocno przywiązuje, Nie potrzeba mu łańcucha. A gdy smutny kiedyś będziesz, Zechcesz schować się przed światem, On pomoże ci w twej biedzie, Zawsze poda ci swą łapę. 01.07 to Dzień Psa
  23. 12 punktów
    dziś przed północą przykryty kocem wspomnień upalnych chwil kiedy wszystko było tak blisko ty ja my razem skąpani w słońcu tej co bez końca w duszach zagrała taką melodię trudno zapomnieć ona powraca przed wakacjami zawsze mnie mami dając nadzieję że może jutro znów nam się uda czy zagra - nie wiem I wtedy pytam czy jeszcze słyszy telefonicznie wszystko w porządku czerwiec się skończył mamy już lipiec
  24. 12 punktów
    graphics CC0 - pierwszy android w Akademii pana Kleksa– to robot Adolf maszyna dyszy pęka w mozole człowiek nie stoi już na cokole bractwo metalu szarpiące kości nie ma dla ciała żadnej litości maszyna zieje – człowiek oddycha ona zarazę w człowieka wpycha ruchliwa masa zębatych kółek odpady wiórów wkłada do półek cokół telepie – myśl ma – na bakier słychać sekundnik w jej cyferblacie szumi i skrzypi trzeszczy i strzępi strzępy pakuje w ten dziób swój – sępi rzęzi – rotuje – piszczy i wyje chociaż fundament do cna w niej gnije skruszy – przemieli – zdepcze i zbełta ze smarem zmiesza wstrząśnie w uszczelkach w końcu wypluje to ścierwo brudne wyżęte – wzdęte – ciepłe – paskudne odstawia na bok wraca do pracy nie śpi – nie żyje – nie żąda płacy a człowiek patrzy bielmo na oczach taka dokładna taka urocza? jak upodobnić się do tej zmory? w tle – kompilacje – mózgowej kory układ scalony z ludzkich ambicji wojennych działań – kill-ekspedycji ludzki okupant chwyta karabin przemierza fronty – morduje – grabi przeklęte będzie jego imię… sam – nie dorówna nigdy maszynie! —
  25. 12 punktów
    skrzydła mi dałeś Panie skrzydła lecz nieanielskie jakże mi latać do Nieba gdy skrzydła dałeś diabelskie nie Człowiek nie Demon nie Anioł jam wrona co w skrzydłach wiatr czuje ptakiem czarnym jak smoła co niebo z dołu widuje dałeś mi Panie te skrzydła lecz po co - sama już nie wiem może jednakże chciałeś bym była blisko ciebie
  26. 12 punktów
    Tak bardzo chcę powrócić do tego, co było; znajome drzwi otworzyć wyjętym z kieszeni kluczem - i poczuć ulgę, że nic się nie zmieni, sprawić, by to, co już zastygłe jest - ożyło. Tak bardzo chcę się wymknąć z wartkich chwil strumienia, ulotnić niczym rosa w poranki upalne; wykraść się przez szczeliny czasu niewidzialne, nie zasnąć, by uniknąć bólu przebudzenia. Lecz nowych dni korytarz naprzód wciąż wybiega: tam milczy beznamiętnie szereg drzwi nieznanych; wśród kodów i wśród haseł nieaktywowanych znów z osadnika muszę się przedzierzgnąć w szpiega. Znów znakom zapytania odkręcam haczyki, by móc bezpieczne kropki po nich pozostawić; żaden przewodnik z mapą już się nie pojawi nie wskaże jak ominąć pułapki i wnyki.
  27. 12 punktów
    Las z chciwością zasypia, wołanie puchacza, skrzekot żab nad leniwym stawem muzykuje. Twarz księżyca jak co dzień, półkola zatacza, popatrz, budzi się życie w ciemności... niektóre. Nad horyzontem opary, mgły toczą spory, czy opadać do wody, czy unieść w powietrze. Co nam da przeznaczenie, nie wiem, bo sen morzy, więc poczekam do świtu, jak chmury w nicość zepchnie. Pluski ryb powściągliwe, robią dziury w ciszy, w którą z lubością wtłaczają się ci głośniejsi. Trzepot skrzydeł puszczyka do piskląt już spieszy, zaraz ożyją leśnym - huuu hu na przełęczy. Mroki ustaną nad ranem, brzask - gwar wymusi, słońce rzuci falę ciepła na śpiące gniazda. Nocni pójdą śnić, dziennym zaterkocze budzik, skowronek z zapytaniem... jaką nutą zagrać?
  28. 12 punktów
    graphics CC0 - jest we mnie „troje koni” a każdy inny od drugiego żywioły pod grzywą poezji gdy słowa w szyku jak centurioni pegazów się nie wyrzekam znów konie w pocie - a słowo - czeka „pierwszy koń” zimnokrwisty sterany kucyk roboczy silnym masywnym kopytem stuka w podnóżki tronów świetlistych i rymy pod trony jak Syzyf toczy udaje „erudytę” całkiem uroczy! „drugi koń” zgrabny arab w galopie z grzywą rozwianą to zwierzę inteligentne - z dużym temperamentem z Wezyra albo Szacha i nie dla niego siano „currus triumphalis” i pędem! - niedościgniony kanon a „trzeci koń” to jest Pegaz w pozłocie i z inkrustacji biało_czerwone skrzydła trzepocą w artykulacji we fleszach - nieoceniony jak miss foto czy gracji przemierza nieboskłony podpięty pod „tamten rydwan” - poetyzacji -- *treść w charakterze żartobliwym
  29. 12 punktów
    przebiliśmy niebo jednym ruchem z miejsca najbardziej oddalonego od nieznośnej ciężkości bycia sobą tańcząc ze wspomnieniami na chłodnym oddechu rozpalonej ziemi gdzie z każdej strony rozciąga się przeszłość znikamy i pojawiamy się w kieszeniach chmur poza granicami ciał lżejsi od sumienia patrząc twoimi oczyma widzę siebie pierwszy raz tak wyraźnie
  30. 12 punktów
    Dla ciebie wszystko jest proste, odpowiedź w zasięgu ręki. Ja po pytanie się schylam, podnosząc do n-tej potęgi. Ty lubisz rozwiązać problem, stawiając na końcu kropkę. A ja na czworo myśl dzielę i każdej wręczam ulotkę. Gdy nocą liczę barany, do ciebie lgną sny najpierwsze. Więc już mnie więcej nie pytaj, dlaczego znów piszę wiersze.
  31. 11 punktów
    Gdy przyjrzysz się sobie wnikliwie - jesteś jak mapa świata: wulkany, pelikany, dni, namorzyny, lata Mięsista rzeźba terenu Kościste równiki, kręgosłup serca i góry: niepewne jutro i ... dzisiaj Z komputerowej chmury. W torebce z mchu zawsze noszę - akwarele czułości: najpiękniej na palecie mieszają się ... niedoskonałości Bo co komu po pięknie ...? Rzadko prowadzą tam drogi. Trudny jest transport publiczny, by iść - mogą zaboleć nogi Człowiek to targowiska, przestronne halle, poddasza Niektórzy z nas to urwiska - co nigdy nie mówią ''zapraszam'' Ja? Jestem pustym pokojem. Przepraszam! Stoi w nim dzbanek. Kręcą się czasem turyści, choć ... rzadko jest posprzątane ...
  32. 11 punktów
    wierzę że siedzisz w ogrodzie na wiklinowym bujaku słowik na żerdzi coś nuci swobodnie przy wejściu jest tabliczka "Pod egidą Boga" i słyszysz słowa niesione gdy płaczące wierzby wiatr czule porusza a na kolanach trzymasz kosz mandarynek które tak uwielbiałaś że jesteś za szklaną witryną jak Twoja porcelana do zobaczenia
  33. 11 punktów
    A kiedy mnie położą w kołyskę dębową, Przykryją kołdrą piasku i postawią znicze, Niech zagrają mi raczej piosenki słowicze, I zatańczą oberka miast łkać nad mą głową. Nie dość, że raz się wyśpię, jak zawsze marzyłem, To nie będę się martwił o strawę i wodę. Aż otrzymam nareszcie nowe ciało młode, Bowiem Pan nie dopuści bym pozostał pyłem. Jeśli prostym uśmiechem można wzniecić radość, Jeżeli dobrym słowem można dźwignąć kogo, To jak będzie na nowej świętej ziemi błogo Kiedy Stwórca uczyni swemu słowu zadość. Jeśli w drobne uczynki jest wielkość wpisana, Jeżeli choć zepsuty człek świętym być może, To jak znaczne być muszą zamierzenia boże, Gdy staniemy się wreszcie podobni do Pana. Sam siebie nie rozpoznam, obdarzony ciałem, Niepodobnym niczemu co stąpa po ziemi. Pożegnam się na zawsze z obawami wszemi Bo ukaże się wreszcie kim zawsze być miałem. Więc kiedy mnie położą w kołyskę dębową, Przykryją kołdrą piasku i postawią znicze, Niech zagrają mi raczej piosenki słowicze, I zatańczą oberka miast łkać nad mą głową.
  34. 11 punktów
    on głodny jak świnia ja nażarty jak świnia ruszamy podobnie ryjami brodząc w tym samym korycie stojąc naprzeciw siebie w tym samym niepokoju czekamy na obuch pierdolnie nie wiadomo kiedy i gdzie jest upał co najmniej we mnie upalny nastrój aniołów powoduje że deszcz piecze on zapewne jest tylko w rozstroju pyta całkiem dobrze mówi jak na świnię ja całkiem dobrze rozumiem nie chce papierosa nie chce pieniędzy nie chce wina prosząc o trzy bułki dołożyłem pizzerkę wychodząc ze sklepu zawsze czuję niedosyt jakby urwano mi przed rozgrzeszeniem spowiedź jestem już na zewnątrz upał daję o co prosił odchodzimy do swojego chlewu upał gotuje się chlew stacja 15 - bezdomny czy też niepełnosprawny Jezus szuka pomocy wśród nas a może to anioł na kwarantannie?
  35. 11 punktów
    Jesteśmy do siebie podobne, lubimy przeglądać się w brązach. I w łanach lirycznych wrzosowisk, za myślą ulotną podążać. W spojrzeniu nosimy zadumę, nad światem, w pór drugiej połowie. A kiedy zanadto pochmurne, miękniemy, jak kartka pod słowem. Pragniemy wyzłocić wspomnienia, po wiośnie i lecie zdyszanym. Ja w wierszu skrojonym ze wzruszeń, ty w liściu co spadł rozszeptany. Z tęsknotą patrzymy w obłoki, gdzie ptaki się w drogę szykują. By chciały powracać to trzeba, pozwolić im teraz odfrunąć.
  36. 11 punktów
    podnosi cień głowę ze sztywnym karkiem po nocy w ogół wtopił się sen czas rozetrzeć oczy wytrzeszczyć kości do nieba prostując ścięgna poranka otworzyć puszkę nową oby była ostatnią
  37. 11 punktów
    kosząc trawę w sadzie nie pomyślałem że to takie okrutne dla barwnych motyli bratków i ślimaka który drzemał zielonej żabki która wesoło skakała po źdźbłach trawy dla młodych gołębia który uwił gniazdko na jabłoni wyłączam kosiarkę myśląc nie może tak być bracie ich świat dużo warty poczekam na wiatr który trawy ułoży
  38. 11 punktów
    Jest we mnie przestrzeń nienazwana, (ledwie przeczuwam jej istnienie) gdzieś na krawędzi jasnych myśli, lecz jak daleko - sama nie wiem. Czasem próbuję sięgnąć słowem, ale powracam zawsze z niczym. Bo przecież żadne nie potrafi, przekroczyć progu tajemnicy.
  39. 11 punktów
    okrutne, ponure i głupie podgryzają mi sklepienie skąd się tam wzięły... z dołów... z boków... język zawiązuję mocno na supeł a w sercu rozpalam wielki wielki ogień
  40. 11 punktów
    Dawniej z szablą był w galopie teraz kłusem mknie na mopie. Ceni równouprawnienie, lecz czy ona ma go w cenie? Jednak czekać nie chce dłużej bo zwyciężyć musi kurze co przyległy do podłogi, do nich zmierza rycerz srogi. Nie ma dla nich dziś litości, z wielką siłą, choć bez złości celnie mopem je traktuje i zwycięstwo odnotuje. Lecz to triumf pyrrusowy nie zawróci jej nim głowy, nie zdobędzie jej uznania, tym, że z mopem się ugania. Ona bowiem za rycerzem dzikim, lecz kochanym zwierzem, tęskni od samego rana chce być w takim zakochana. Jest to rozwinięcie fraszki "Mężczyzna dawniej i dziś".
  41. 10 punktów
    Czesław, miłośnik kobiecego biustu marzył o piersiach według swego gustu. Małe i duże, krągłe i podłużne, wszystkie je kochał, bo były tak różne. Chciał je dotykać i pieścić, całować. Nie mógł się Czesław do krzty opanować! Myślał co zrobić, jak gust wykorzystać, czy wszystkie panie mogły na to przystać? Dumał i wybrał - został brafitterem. W końcu szczęśliwy i robi karierę! ____ 5 lipca obchodzimy Dzień łapania za biust miłego świętowania xD
  42. 10 punktów
    wysypując na stół zebrane po drodze mirabelki opowiadasz o zimnych pustynnych nocach piasku który chrzęści w zębach mówię że przestałam widzieć kolory smażymy powidła z biurowych spinaczy robisz drylownice sok spływa w zagięcia łokci pytasz czy możesz zostać zegary płoną na ścianach nasze ciała rozsypują się w palcach zawsze tu byłeś 150620
  43. 10 punktów
    pamiętasz kochany, jak byliśmy młodzi? o sercach odważnych, żarliwych, otwartych gorące umysły musieliśmy chłodzić oddaliśmy życie w nieznany depozyt w dążeniu do celu tak samo uparci życie było trudne, lecz byliśmy młodzi za mało dnia, nocy, nie starczało godzin rewolucjoniści, wolności bękarty z fikcyjnych pomysłów ktoś musiał nas chłodzić gdy świat czekał na nas i pięknie uwodził cały robaczywy, zachodu niewarty wszystko było piękne, jak byliśmy młodzi nieświadomi faktu, że pejzaż nas zwodzi braliśmy realia zupełnie na żarty rozpalone głowy musieliśmy chłodzić a teraz poważni życia wirtuozi znamy wynik gierek, przejrzeliśmy karty bardzo wierzyliśmy, gdy byliśmy młodzi póki nie kazano nam serca ochłodzić
  44. 10 punktów
    wybrałem farby odświeżam wnętrze kopułę nieba bielą wyścielam poniżej odcień bawełny ukoi gdy będzie trzeba przedpokój w lnianej jesieni - złota nadzieje mam przyjdzie już dzisiaj gruntuję serce pod tlącą życia nostalgię i jeszcze jedno pastele frezji wtulone w zieleń dla Ciebie
  45. 10 punktów
    świat jest dziś pusty całkiem dziewczyno na długość ramion odległość godzin herbata z miodem strachy łagodzi czas za swój pośpiech obciążasz winą że znowu musisz wychodzić szybko bocznymi drzwiami odejść do nieba mówisz na razie kochany przebacz ja na chwileczkę tu naprzeciwko może nie wrócisz słowa zaginą pieprzone życie wypali myśli zanim odejdziesz mocno uściśnij świat będzie pusty całkiem dziewczyno
  46. 10 punktów
    To co nas różni bywa siłą, która pozwala świat tłumaczyć. Ja ci przybliżyć pragnę sacrum, ty mnie profanum częściej raczysz. Kiedy w poezji się zatracam, prozę mi tworzysz wciąż na nowo. A gdy w szarości życia toniesz, podaję ratunkowe słowo. Z odmiennej gliny ulepieni, wciąż się dzielimy jednym chlebem. Łatwiej połączyć różne światy, gdy świt różowi wspólne niebo.
  47. 10 punktów
    Nie trać zachwytu nad światem, choć czasem przygasną myśli. Warto przystanąć w półcieniu, a resztę zwyczajnie wyśnić. I nie rezygnuj z uniesień, gdy będzie przygniatać brzemię. Przecież horyzont się zmienia, z każdym kolejnym wzniesieniem.
  48. 10 punktów
    Tak łatwo od Ciebie odejść, szukając fatamorgany, a Ty pozwalasz jej dotknąć i nad przepaścią przystanąć. Czuwasz tuż obok, gdy nocą, pytanie zaczyna mamić, czy jesteś jeszcze potrzebny, a może sami zdołamy? Głupio trwonimy odpowiedź, więc znowu wracamy chyłkiem. Dobrze, że czekasz cierpliwie. Koło rozpaczy - jak zwykle.
  49. 10 punktów
    zachęty do prawdy cały miąższ fałszu soczysty smaczny więc zjem go i będę cierpieć wyrzucę ziarno minie wiele żywiołów nim to dostrzegę wrosłam w jabłoń uwznioślę się teraz aromatem
  50. 10 punktów
    nad morzem tajemnic raz jeszcze otworzyłeś oczy kilkusekundowa przeprawa w pejzażach śnionych w dzieciństwie wiatr uderza w okna on jak nikt inny potrafi czytać pustkę z niedowierzaniem rękami przesiałem powietrze jest takie miejsce gdzie krzew goreje i ciemność ludzi nie dosięga do zobaczenia kiedyś
Ten Ranking jest ustawiony na Warszawa/GMT+02:00
×
×
  • Dodaj nową pozycję...

Powiadomienie o plikach cookie

Nasza witryna korzysta z plików COOKIES („ciasteczka”). Dowiedz się więcej o COOKIES z naszej Polityki Prywatności Polityka prywatności