Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki


Ranking


Popularna zawartość

Zawartość, która uzyskała najwyższe oceny od 17.07.2019 w Odpowiedzi

  1. 17 punktów
    ja tylko chciałam, dobra, powiem nie przebierając zbytnio w słowach, że z pitraszeniem mi nie idzie, że wolę pisać niż gotować znać się na ziołach i przyprawach, wybierać i opiekać mięsa, wolę się skupiać na poezji neologizmów smacznych kęsach kto wie, a może kiedyś trafię poetę o podobnych gustach wciąż będę go karmiła wierszem, co się rozpływa w jego ustach
  2. 14 punktów
    Sadza Byłem od powietrza lżejszy, jakbym tu nie mieszkał wcale, sponad ramion oddech śmierci skrzydła spinał mi jak żagle. Aureolę w łóżku matki słaby, deliryczny demiurg zgniótł, dziecięce lata skrwawił, sycząc: „nic nikomu nie mów”. Kłamali, że będzie dobrze, na trumnę rzucając ziemię, zamieszkał we śnie pod oknem, ten pająk wpatrzony we mnie. Leciałem, śpiewałem o nas, mówią, że cuda da wiara, spaliła mnie w niebie wojna, na świat pyłem czarnym spadam.
  3. 12 punktów
    15.04.1912r. Migocą jeszcze gwiazdy w morzu dusz odbite Lecz gaśnie już powoli czuły promień światła, Próbując stale kruszyć zimne szkło zwierciadła Bym mógł choć raz ostatni o ratunek krzyczeć. Przez oczy na wpół martwe swoją przyszłość widzę I czuję jak w pośpiechu wlewa się do gardła By w płucach mi zastygnąć jak skorupa twarda, A wszędzie coraz ciemniej, wokół coraz ciszej. Zostawiam ci wspomnienia o dziewiczym rejsie I statku co ożywił naszych uczuć bukiet, By zawsze świeżym kwiatem było twoje serce, To serce co odpływa w pełnej łez szalupie. Na wieki już zostanę tej otchłani więźniem Lecz nigdy snów o tobie nie pokona smutek. ---
  4. 12 punktów
    Tak kurczowo się trzymam komfortu, że mam skurcze od tego trzymania; świat się zmienia i zmiany pociąga a ja komfort mam - do utrzymania. Tak kurczowo się trzymam komfortu bo wygodnie jest, i komfortowo a gdy nagle ktoś z boku zapyta to mu wyznam, że ciężko mi z sobą bo zaparłam się, że tak być musi, że tak chcę, że to moje jestestwo, że nie spada się z tego poziomu, lecz zachować go trzeba: to męstwo. Lecz co znaczy, że życie ucieka, jedenasta godzina gdzieś w pracy. Serce stuka lecz plan jest zrobiony, PKB podnosimy rodacy.
  5. 12 punktów
    korzeni nie musimy w ziemię wbijać, mamy ciężar a gdy skrzydła jeszcze niepodcięte - unosimy stopy lekko idąc tacy niepodobni drzewom .
  6. 11 punktów
    dzieli się ze mną zapachem ogrodu przy porannej kawie wokół stokrotki - wdzięczne na wiotkich ciałkach dumnie wznoszą swoje małe słońca kos łapczywie wyrywa czarne jagody gęstego bluszczu tyle rwetesu! później będzie śpiewał... lekko zaczerwieniona jarzębina gromadzi nadchodzące bogactwo szosa i szum z dala oznaki cywilizacji blisko książka otwarta jak ja
  7. 11 punktów
    Drogi ekstrawertyku Nie umiem być cudownym naszych czasów ptakiem, By fruwać między ludźmi z równą tobie klasą, Choć kiedyś o tym śniłem, cząstkę siebie tracąc I marząc jak prawdziwy tłumów już przyjaciel. Przewodzisz od niedawna jakże dziwnym światem, Co zamiast równo zwalniać znów przyspieszać zaczął, Nie widząc jak pokorni w jego szponach płaczą By nawet, w swej niemocy, nazwać cię łajdakiem. Odprowadź mnie do miejsca gdzie melodia ciszy Na harfie gra eolskiej milion zwiewnych tonów, I pozwól razem z wiatrem na tej harfie ćwiczyć, By dźwięki polnych kwiatów tulić po kryjomu. Lecz jeśli wciąż, na przekór, prośby mej nie słyszysz To krzyków twego świata chociaż trochę poucz. ---
  8. 11 punktów
    Parnasie zobacz! Znów sam zostałem, pióro się zlękło inkaustu żalem. Pożółknął papier zmarszczony brwiami, dzwon na kościele deszczem smagany. Wybijał rytmy, strof - wersów szyki, dziś spolegliwy, jutro znów dziki. Klecił morały, łzawe elegie, sens liter czarnych...one są wszędzie. Z miłości zrobił etiudę życia, śmierć podsumował z wagonu wysiadł. Wena zmurszała, za progiem stoi, zamknęła odrzwia, zgasiła promyk. Przeniosła w otchłań mych łez flakonik, pieczęć przystawi - nie będę bronił. Ostatni wierszyk...patrz, sercem piszę, skostniały frazy już słychać ciszę. Hej! Tam pod strzechą - twórzcie bo trzeba, wzrokiem sięgajcie jak w chmury Dedal. Odkryjcie artyzm w każdej kruszynie, nim się obejrzysz, Twój czas przeminie.
  9. 11 punktów
    Dziura Wydłubałem dziurę w świecie, wystrzępioną, w serca kształcie, pomyślałem, że to będzie jak najbardziej odpowiednie, przez nią móc na życie patrzeć. Świat ramiona wszerz rozłożył, wyszczerzając zęby przy tym, i bezczelnie mrużąc oczy, wolno, mocno, bez narkozy, w moim sercu dziurę wygryzł.
  10. 11 punktów
    . nie ubywa mnie kiedy uklęknę, świecę o wiele jaśniej .
  11. 10 punktów
    był zawsze niedaleko obok nigdy nie przytulał nie całował mówił szeptem moja ty świnko - roślinko ona chciała być tylko jego różą
  12. 10 punktów
    jak niewiele czasem trzeba by buchł pożar taki zwykly albo z serca co w pył spali jedna iskra na podatne miejsce spadnie jeden dotyk co przed grzechem nie ocali jak niewiele czasem trzeba by zaniedbać spracowany choćby kabel od żelazka po raz wtóry się z osłonki wyswobodzi iskry w ogień się zamienią i masakra tak i dusza zaniedbana od pokoleń jest podatna na pożary i na zgliszcza jak niewiele czasem trzeba by ocalić pomóc mądrze porozmawiać by zakwitła
  13. 10 punktów
    Sponad wierzchołków chmurnych sosen, co niebu szumią z rana, poprowadź wietrze moje kroki, bo jestem zakochana. Poczęstuj serce, duszę chłodem orzeźwiającej rosy, myśli pomieszaj z liśćmi kalin i wetknij w jasne włosy. Nawet nie pytaj, co tak kocham, to sprawa oczywista, bo wszystkich rzeczy, które cenię, jest bardzo długa lista. Uwielbiam przestrzeń i zapachy, błękity, trawy zieleń, mojego miejsca tu na ziemi na inne nie zamienię. Majowe sady i ogrody, łąki, szelesty leszczyn, w magię ubrany czas przyrody, co gradem, burzą wrzeszczy, w bagnach, mokradłach topi słońce, roznieca błyskawice, by później tęczą z palet zdjętą na nowo kreślić życie. Jestem przybyszem tymczasowym, co ze snu się obudził, dniem idę, aby noc powitać, kochając świat i ludzi.
  14. 10 punktów
    na pierwszym planie jest morzefale uderzają o brzegwyobraź sobie jest wschód słońcaa w tle mydwa ciała - jednoty łapiesz kosmyki ja tulę się do ciebiezastygnięci w pozycjibez wyolbrzymień ani metaforpróbujemy wydobyć z siebieto co nas dzielijakby różnice były tylko przypadkowymwersem
  15. 10 punktów
    Skarb Pamiętam, jak na życie miałem kiedyś pomysł Lecz bałem się panicznie skrytych we mnie sideł Co chwycić mogą zmysły duszy nadal żywej By wbijać w nią głęboko rdzą pokryte szpony. Aż nadto są zajadłe ludzkich spraw upiory, Szczególnie gdy dopadną serca tak wrażliwe, I zaczną je dokarmiać fobią wraz ze wstydem, Dopiero co powity szczęścia dusząc poryw. Pamiętam, że notatnik lęków kruszył ściany, Kajecik co potrafił zmysły martwe wskrzesić, I przenieść za horyzont, aby tam, bez granic, Przybysza w świecie przygód swą fantazją cieszyć. Odnajdę we wszechświecie ołtarz pod gwiazdami Gdzie leży znów otwarty marzeń stary zeszyt. ---
  16. 9 punktów
    Nic co ludzkie Lżyj mnie, śmiało, (u)lżyj sobie, będę tarczą, proszę, celnie mierz, wrzuć w błoto, mieszaj z błotem, jestem ciotą, jestem pedziem. Hardo gardź mną, spluwaj na mnie, ścigaj, trop jak zwierzę dzikie, jakąś gałąź znajdź, latarnię, jestem obcy, jestem Żydem. Bij mnie, oddech wytłucz ze mnie, weź na buty, jestem brudny, a ty przecież nadczłowiekiem, ponad tak, że aż nieludzkim.
  17. 9 punktów
    Starość puka do drzwi i w kułak się śmieje, hulałeś po świecie teraz gasisz światło. Polowanie na wiatr, życie mi ukradło, bo żałuję tylko - mogło być weselej. Rachunek sumienia, testament w marmurze, plusy i minusy spór wiodą na grani. Gdy dobrze policzę, zostaną tożsami, jakbym szedł w nieznane, na pewno nie stchórzę. Mdłe, leśne rozstaje i tylko dwie drogi, wybrałem...poszedłem, żal łapie promienie. Wędrówka bolesna - na końcu omdleje i spojrzę Mu w oczy a stwórca osądzi. Da mi rozgrzeszenie na wiecznej spowiedzi i wyśle do czyśćca czy diabelski sabat. W niebiesiech na skraju olśnienia doznawać... ...pragnę jako grzesznik, taki los człowieczy. Przebycie granicy przedłużenie chwały, katechizm tak mówi wsparty Bożym słowem. Tanie, jednodniowe zabiegi Piotrowe, a my zostaniemy na wylot lustrzani.
  18. 9 punktów
    Punkt 7. jest nie do przyjęcia;)
  19. 9 punktów
    Poruszę mój ciężar i znajdę wodę życia na niej się położę, lekka oczy pełne nieba, tak chcę umierać .
  20. 8 punktów
    czasami gesty spojrzenia powiedzą więcej niż wiązka słów chciałaby przebić krtań wkłuwa myśli w czubek języka pod nim krople śliny tworzą dźwignię rośnie zawahanie studzi komórki z wolna oswaja logikę zwężeniami przedziera się sygnał próbuje ujarzmić burzę ale racje pęcznieją dookoła bajora wypluwanych zdań że aż cuchnie milczenie łata uprzejmości by zapłacić pięknym za nadobne a czasowi już od dawna czezną wskazówki wysiadam pod prąd przemierzam zmierzchy szkoda że nie ma z kim
  21. 8 punktów
    kiedy byłem małym chłopcem to świat dla mnie nie był obcy na podwórku; piłka „berek” za to w domu i w niedzielę galibardka chińczyk tysiąc aby wygrać wszyscy myślą wtedy wszyscy duzi mali się bawili i się śmiali gdy mi dzieci dorastały to świat choć się zdawał mały wciąż czarował swym urokiem w bajkach niosąc myśli złote „super mario” gra na topie szachy modne w Europie chociaż z komputerem grane wspólna radość przed ekranem a dziś wnuki gładzą szlify ciągłych pragnień nikt nie zliczy niezależnie jak z pogodą przez internet grają z sobą żadne samo nic nie powie rośnie laptopowy człowiek pokolenie mnie przeraża - pomarudził sobie dziadzia
  22. 8 punktów
    Tęcza nad Budapesztem Różowa chmura płynie po niebie, witając się krótko z brunatnym Dunajem. Patrzę spod mostu i jeszcze nie wiem, że deszcz głaszcze słońce i tęczą się staje. A serce miasta rozlewa zieleń matową na prawo, gdzie w cieniu są termy, i żywą, barwną, wiosenną z lewej, gdzie biel Parlamentu olśniewa jak zęby. Ludzie, przede dniem skryci za rzeką, milczą lub śmieją się - lub chronią przed wodą. I nie ma nigdzie lżejszego leku, jak tylko w podróży, w kamieniu pod nogą. Kraków się styka na promie z GOP-em, oswaja powietrze pod tęczą i w ciszy; łuk zaś łagodnie skręca z powrotem: a Dunaj wciąż płynie i prom się kołysze. 21.07.2019 Na zdjęciu to, co w tytule :)
  23. 8 punktów
    A jeśli już nigdy nie urodzę ni słowa stracę odczuwanie czy umrę za życia? a przecież chciałam tyle opowiedzieć! menopauza nie dzieli komórek na nowe może lżej nie wiedzieć że się traci zdolność gdy ogarnia niemoc choćby poetycka.
  24. 8 punktów
    Chociaż autor dużo nie pisze i prawie wszystko, co nabazgrał, można znaleźć w internecie - ubzdurał sobie, że wyda w formie papierowej to, co do tej pory popełnił (największe gnioty, wiadomo, wyleciały - acz parę mniejszych się ostało dla utrzymania "narracji" ;)). Cóż, jak napisał S. J. Lec: Dopiero gdy wjechał na rydwanie, poznano, że furman, więc może i autor nie powinien tego robić, ale zrobił i jest. I tak się prezentuje: Zdjęcie na okładce zrobiła żona autora - długo wisiało u niego na ścianie i kilka lat wstecz sobie pomyślał, że jeśli kiedykolwiek coś wyda, to z tym zdjęciem i pod tym tytułem. Jeśli ktoś chciałby poczytać, postawić na półce lub podłożyć pod chybotliwy mebel, może dać znać na pw. Pozdrawiam.
  25. 8 punktów
    Rozsądku – gdzie ty jesteś? Gdzie zgubiłam ciebie? Czy wtedy, gdy bawiłam chwilę w siódmym niebie? Czy gdy na wierzbie gruszki słodko zapachniały? A może gdy chrupałam niebieskie migdały? Rozsądku, gdzie ty jesteś – i czy jesteś zdrowy? Pewnie poszedłeś wreszcie po rozum do głowy, lub, co gorsza, poszedłeś, gdzie poniosą oczy... Mam rozumieć, że kołem fortuna się toczy? Rozsądku, wracaj, proszę! Już mnie głowa boli! W oczekiwaniu zjadam trzecią beczkę soli; mam coraz mniej nadziei, coraz mniej odwagi, I wytrącona jestem całkiem z równowagi! Nie mogę spać - wciąż twoich nasłuchując kroków; przyrzekam: zejdę zaraz na ziemię z obłoków; obiecaj, że już jutro wrócisz do mnie z rana, bo szukam cię jak igły w wielkim stogu siana!
  26. 8 punktów
    Nieśmiałość Zakłada ciągle życie na wrażliwość knebel I dusze zbyt pokorne strąca do otchłani, By serca ich zamienić w zimny uczuć granit, Rzeźbiony przez wyśnioną, złudną pewność siebie. Siłuję się z potęgą wrót zmyślonych piekieł I schodzę do krainy bytów mi nieznanych, Gdzie skradam się jak koszmar skryty między snami, Wydając się od razu obcej ziemi szpiegiem. Czy zmienić będę musiał serce moje w kamień, By sprostać, coraz większym, żądzom tego świata, Miast przekuć zimny granit w swój miłości diament I zamknąć łez rzeźbiarza w jego własnych kratach? Odpowiem gdy przekroczę złotą marzeń bramę Gdzie nikt mi nie zabroni z burzą gromów swatać. ---
  27. 8 punktów
    całe życie przetańczę z tobą wybaczę każdy krok i walca prawą nogą i w tangu płochy wzrok fokstrota zmienisz w sambę zrozumiem - słaby słuch dobrze czarujesz rumbą gorącą płomieniem róż a gdy zagrają cza - czę zanucę ci tak tak być zawsze parą z Tobą jedno marzenie mam tylko mnie poproś do tańca na parkiet wspólnego życia miłość jak pomarańcza ciągle słodyczą zachwyca
  28. 7 punktów
    pamiętasz drogi szepnęła cichutko ściskają jego drżącą dłoń dawno temu na tej ławeczce powiedziałeś mi coś pięknego tak mój skarbie - pamiętam to powiedziałem że będąc razem łatwiej nam będzie się starzeć po czym przytulił całując ją w skroń chwilę potem pomagając sobie wzajemnie wstali i odeszli a na ich ławeczce wietrzyk położył dwa złote listki
  29. 6 punktów
    coś się zepsuło coś rozkręciło rozsypało linie pór roku niewyraźne a wyraźniejsze pomiędzy w trybach czasu zgrzyta betonowa era zatopi przyszłość co następuje a gdyby tak dziś dla jutra naprawić nie mówić Sylwia Błeńska 9.8 2019
  30. 6 punktów
    Czymże ja jestem? Skomplikowany układ iluś tam pierwiastków z wodą, których parę miliardów szwenda się po nietypowej planecie. A może kimże ja jestem, Czy ktoś potrafi mi na to odpowiedzieć, czy kogoś poza mną to obchodzi? Wiem, że jestem, tylko po co? Po co? A może jednak, jeżeli dwa skomplikowane układy iluś tam pierwiastków z wodą zetkną się kiedyś na swej drodze i postanowią, że bez względu na przeszkody będą po nietypowej planecie szwendać się z radością razem, to zaczyna być ciekawe, a nawet piękne. Podobno zwą to miłością. Kimże zatem ja jestem? Nie szukam już odpowiedzi, już wiem.
  31. 6 punktów
    Wrzesień 1940. Kraków, fabryka Solvaya. Karol Wojtyła stanął przed drzwiami, na których zobaczył tabliczkę, Henryk Kułakowski ,,Dyrektor”. Zawahał się przez chwilę. Podszedł i zapukał. - Proszę – usłyszał kobiecy głos Nacisnął na klamkę. Drzwi się otworzyły. Ujrzał kobietę w średnim wieku, siedzącą za biurkiem. - Dzień dobry. Jestem Karol Wojtyła. Byłem umówiony z dyrektorem. Kobieta zajrzała do swojego notatnika. - Proszę chwilę zaczekać. Młodzieniec stanął w rogu sekretariatu. Po chwili drzwi się otworzyły i z gabinetu wyszedł mężczyzna, ubrany w fabryczny kombinezon. Spojrzał na stojącego młodego mężczyznę. Przyglądał mu się przez chwilę, po czym bez słowa opuścił sekretariat. - Niech pan wejdzie. Dyrektor czeka – usłyszał głos sekretarki. Karol znalazł się w dużym gabinecie. W głębi zobaczył mężczyznę w średnim wieku o szczuplej twarzy. - Dzień dobry. Nazywam się Karol Wojtyła. Miałem się zgłosić do pracy. Siedzący mężczyzna przypatrywał się uważnie młodzieńcowi. - Usiądź – polecił i wskazał krzesło, stojące po przeciwnej stronie biurka. Gość podszedł i usiadł. Zdawało mu się, że wzrok gospodarza penetruje go bardzo dogłębnie. - Zostałeś polecony i dlatego dostaniesz tę pracę. Ona cię uchroni przed wywozem do Rzeszy. - Kto mnie polecił? - Teraz trzeba wiedzieć tylko to, co jest niezbędne. Całą resztę należy zapomnieć. Zapanowało milczenie. - Pierwszy miesiąc będziesz na próbie. Potem dostaniesz normalną umowę. Będziesz pracować w przygotowaniu produkcji. Zostaniesz przeszkolony. Podobno jesteś zdolny. Szybko się nauczysz, - Bardzo dziękuję. Teraz o pracę w dobrej firmie bardzo trudno. - Solvay jest dobrą firmą. Szanowaną na całym świecie, nawet na tym marnym świecie, na którym przyszło nam teraz żyć. - Tak. Jest bardzo cenioną. - Teraz zgłosisz się do kadr, a jutro rano do mistrza Żabickiego. On ci powie, co masz robić. - Oczywiście. - Jeszcze jedno. Wiem, że jesteś zdolny i masz duże aspiracje. Przyjdzie czas, że je będziesz mógł realizować. Praca w fabryce da ci nie tylko bezpieczeństwo, jeśli o bezpieczeństwie w Guberni w ogóle możemy mówić, ale nauczy cię pokory. - Nie mam wysokich aspiracji, panie dyrektorze. Chcę zostać księdzem. - Kimkolwiek będziesz i jak wielką wiedzę posiądziesz, jeśli utracisz pokorę, ta wiedza nie przyniesie dobra. Brak pokory oznacza pychę, a pycha to jeden z grzechów głównych. Głównych i niestety bardzo powszechnych wśród tych, którzy uważają się za mądrych i za elitę narodu. Praca fizyczna nauczy cię pokory i szacunku dla ludzi prostych, z których w głównej mierze składa się każde społeczeństwo. Dyrektor zamilkł i obserwował, jakie wrażenie zrobiły jego słowa na przybyszu. - Dziękuję za wskazówki. Chcę zostać księdzem, a pokorę mam w sobie. - Nie wątpię, że masz ją teraz. Nie utrać jej wtedy, gdy zdobędziesz wiedzę, wykształcenie, odniesiesz sukces i znajdziesz się w innym miejscu. Tylko dzięki skromności, szacunkowi dla innych i pokorze można osiągnąć wiele. W dniu, w którym pomyślisz, że jesteś mądrzejszy, a więc lepszy od innych, zacznie się twój upadek. Nigdy do tego nie dopuść. Niech ten dzień nigdy nie nadejdzie, a prawdziwa mądrość i pokora będą z tobą. Módl się, żeby twój Bóg ci w tym pomógł. Młodzieniec czuł się nieco zmieszany wywodem dyrektora. Nie przypuszczał, że rozmowa o pracy może mieć taki przebieg. - A teraz, młody człowieku, zapraszam do kadr. Musisz wypełnić papiery. Dostaniesz kenkartę, poświadczającą wykonywanie pracy o wysokiej przydatności dla gospodarki Rzeszy. Pamiętasz nazwisko mistrza? - Żabicki. - Tak. Józef Żabicki. Jutro przyjdź przed szóstą. - Będę. - A więc cię nie zatrzymuję. Możesz już iść. Młody mężczyzna wstał z krzesła. Spojrzał na dyrektora. - Dziękuję. Nie zawiodę pana. - Niech Bóg, któremu masz się oddać, ma cię w opiece. - Wierzę w niego bezgranicznie. - To dobrze. Na razie masz też wierzyć mistrzowi Żabickiemu i słuchać go, jak ojca. Do widzenia chłopcze. - Do widzenia. Karol Wojtyła otworzył drzwi i znalazł się w sekretariacie. Intuicja podpowiedziała mu, że podjął dobrą decyzję, zgłaszając się do pracy w Solvayu. Zastanawiał się przez chwilę, kto mógł go polecić, ale w obecnej sytuacji nie miało to większego znaczenia. .................................................................................. Henryk Kułakowski –dyrektor Solvay Kraków przed i podczas wojny. Jego syn - Adam, był adiutantem gen. W. Sikorskiego. Zginął wraz z szefem w katastrofie gibraltarskiej. Jan Kułakowski – syn brata Henryka - Konrada. Brał udział w powstaniu Warszawskim. Później wyemigrował na Zachód. Był przewodniczącym Światowej Chrześcijańskiej Organizacji Pracy, później pierwszym ambasadorem RP przy UE, a następnie polskim negocjatorem akcesji do UE. Był osobistym przyjacielem Karola Wojtyły. Jego żona – Zofia Kułakowska, urodzona w Łodzi, w domu rodzinnym przy ulicy…., była cioteczną siostrą mojej mamy.
  32. 6 punktów
    Spojrzałaś a ja na Syberii bez ubrań- bałwan Ubierz mi usta bo mówić nie mogę a chciałbym swoim głosem gęsią skórkę ci namalować /Znienawidzony
  33. 6 punktów
    czarnym welurem płynie niebo wzdłużnie kręcą się szaroperłowe rozmazy niknie za linią rdzawa kreska spaleń gdzie gwoździk biały wskazuje południe ołów śródniebny wtłacza się w kałuże toksycznym tchnieniem miasta liżąc zgliszcza dymne wyziewy z paliw rakotwórczych tulą kłębami romantyczną przystań ołów zastygnął wreszcie w bryłę z węglem przelśniewa jeszcze blaskiem ciężkostałym trującą lepkość zostawiwszy w parze wcisnął się w nieba karbonowe ciało para zakochanych rozkleiła usta czując na językach ostrą gorycz smoły biegną w głąb miasta szukając wytchnienia czyściej i milej mają przecież w domu
  34. 6 punktów
    Szare wersy wpisuję w poemat autobusu co krąży we mgle noc minęła ciebie w nim nie ma proszę uwierz niewiele już chcę wsiądź i powiedz może pomyłka to się zdarza zadrwił z nas los trudno znaleźć przystanek miłość dziś pojazdy tak szybko mkną jeżdżę dalej z pętli do pętli w dzień i nocą gdy gryzie mrok jak przed laty nie chcę nic więcej proszę tylko weź bilet i wsiądź
  35. 6 punktów
    … a dzisiaj jestem lipowym drzewem: wysoko pień mój wyniosły mierzy, szeroko cień mych konarów leży huśtany lekkim wiatru powiewem... Mocno w grunt twardy zakorzeniona głowę w koronie mam, co nie spada; tam tysiąc ptaków zmęczonych siada, które kołyszą moje ramiona... Śmieję się, gdy wśród liści migoczą pachnących kwiatów złociste pęki i kiedy mnie, jedząc mi wprost z ręki, ciężkie, puchate pszczoły łaskoczą... Stoję, a przecież wre we mnie życie: z ziemi wypijam ożywcze soki, głową wyrastam aż pod obłoki, w ciągłym, obłędnym światem zachwycie! Wszystko mnie cieszy, wszystko przyjmuję: wodę spod ziemi, wodę spod nieba, słoneczny żar, albo deszcz, gdy trzeba pochłaniam chciwie – i jak rosnę czuję... Nic nie powali mnie i nie złamie, bo ja mam rosnąć, kwitnąć i szumieć i nad twą głową wyciągnąć umieć moje zielone, cieniste ramię...
  36. 6 punktów
    Klęska urodzaju tak daleko jestem by oddać wszystko staje się nieważkie bóle kolana i próby zrozumienia snów też mają swój czas rozginam sekundy w elipsy skojarzeń z dzisiejszą niemocą senność nie robi sobie przerw na noc maszyna wschodów przycichnie po kilku słowach modlitw bóg wie od którego z nie bogów wezmę rozumienie świata
  37. 6 punktów
    Byłem dziś na cmentarzu te odwiedziny przypomniały mi poniższy wiersz. umarli nie płaczątylko się weselągdy na ich grobachpłoną światełka...znak tęsknotyza kimś bliskimumarli nie płacząoni się ciesząwidząc twarzewpatrzone w daldal która jestim tak bliska...
  38. 6 punktów
    W cichym pokoju rozmawiałam z tobą nie byłam od ciebie daleko byłeś przy mnie, tuż obok Pokazywałeś dom, zdjęcia i całą rodzinę skarby, które zebrałeś w czasie otulone w czterolistną koniczynę Patrzyłam na dom, na taras na psa, który nie szczekał patrzyłam na miłość prawdziwą człowieka do człowieka. Nagle mi pokazałeś na szklanym ekranie kogoś, dla kogo istniejesz dla kogo spełniony się stałeś kogoś o włosach koloru zbóż kto mnie zauroczył szepnęłam cicho do siebie - Ona ma twoje oczy.
  39. 6 punktów
    głosem serca, którego już słuchać dłużej nie mogę, piękna i smutna melodia na drogę do szczęścia jakby nie było jutra, taka szczera i Boże mój, trudna jak chemia gdy chcą nauczać wnętrza że czuć może, ale do dziecka. Nie zabijaj.
  40. 6 punktów
    mamusiu zapomniałam jaki kolor oczu miałaś już tyle lat próbuje odtworzyć w pamięci miękkość słów i szorstki dotyk spracowanych dłoni ta lipcowa noc inna od wszystkichpod płotem maciejka rozchylała zachęcająco płatki dusznym zapachem nęciła komary łuna nad Buderażem przerwała spokój nie było czasu na płacz serce tak bardzo biło a ja z każdym krokiem cięższatatuś puścił konie luzem prośną maciorę pognał w stronę dzikich bzów biegłyśmy jak te zwierzęta na przełaj przez łąki byle dalej od sąsiada Herojom Sława po tym okrzyku Władek padłsiekiera utkwiła głęboko w głowiekrew sikała na białą koszulę Polina tego samego co do Wandzi smalił cholewki słyszę ich są na odległość kilkunastu kroków na płocie u Saszinów wisi Jadzia główka bezwładnie opada niczym kukiełka nawet gwoździe w języku nie pomogły utrzymać pionuMironowa w wielkich boleściach kona pępowina wyrwana a w brzuchu kot zaszyty na okrętkę drapie szukając wyjścia z niewoli rzuciłaś mnie w czarne porzeczki tylko gałgankowa lalka pozwoliła mi stłumić krzyk
  41. 6 punktów
    uderzanie wioseł, plusk lekkie wcinanie się w głębię i mocne od niej odpychanie wciąż bliżej i dalej moja łódź .
  42. 5 punktów
    Inna Czekałam lata, czekałam dni w pojedynczym czekaniu zastygłam ty mówisz dzisiaj często słowo - My lecz to nie ja jestem, jest Inna Inna przy tobie budzi się spełniona Inną tulisz delikatnie w swoich ramionach Inna szepcze tobie do ucha kochanie gdy robi się cicho, bo już zapada zmierzch Inną budzisz o brzasku dnia i okrywasz w nocy w Inną masz z czułością zapatrzone oczy z Inną nucisz w łazience ostatnie szlagiery dla Innej jesteś zawsze bohaterem A ja patrzę w skupieniu, kontempluję w ciszy piszę prędko słowa, których ty nie słyszysz
  43. 5 punktów
    Nie lubię być z tobą o brzasku i przed snem, kiedy noc tuli łunę księżyca Nie lubię kiedy milczysz znacząco lub gdy zadajesz za dużo pytań Nie lubię też kiedy smutna jesteś lub radość ciebie rozpiera i kiedy nucisz ballady gdy czytasz mi Homera Nie lubię gdy śpisz po południu bo jesteś pracą zmęczona i kiedy czytasz mi wiersze próbując mnie do nich przekonać nie lubię też kiedy słuchasz uważnie gdy dajesz mi wolność, przestrzeń nie lubię kiedy patrzysz rozważnie a twój wzrok moje słowa pieści nie lubię ciebie w domowym stroju nie lubię gdy wyglądasz ładnie Nie lubię a w tym nie – lubieniu z tęsknoty przepadłem
  44. 5 punktów
    nie lubię dotyku naiwnej rzeczywistości świat zawsze wydaje się szyfrem jego omamy równią pochyłą prawda pierwsza ludzie zawodzą sięgają po przemoc nie znają normalnego języka kiedy docieram do sedna jestem jedynką lub zerem to moja decyzja wybór pomiędzy sytuacją beznadziejną a podsuniętą przez opatrzność prawda druga dobro istnieje pod jakimiś warunkami
  45. 5 punktów
    w lesie dziecko schyla się nad mrowiskiem witaj olbrzymie
  46. 5 punktów
    Na krzyżu wisisz z krwią na koronie dwa tysiąclecia krzyczą o Tobie w wiejskiej kapliczce w każdym kościele patrzysz wciąż na nas gdy nawet nie chcemy po co Ci był ta cała męka wiedziałeś jaka jest ludzka wdzięczność kielich goryczy nie był z rozkoszą czy warto było zapytam - po co cóż się zmieniło że samochody zamiast piaszczystych są twarde drogi te same myśli te same pragnienia dwa tysiąclecia nic się nie zmienia dalej są biedni dalej bogaci dalej kapłani żyją inaczej mówiąc że głoszą Twoje nauki wykorzystują ciągle lud głupi przecież nie o to Tobie chodziło boskim przesłaniem miała być miłość nadzieją byłeś dla wielu ludzi ty jesteś dobry niedługo wrócisz
  47. 5 punktów
    zabezpieczamy się przed narodzeniem potem jednak szczepimy na wszelki wypadek zapinamy pasy zakładamy kamizelki czasami kaftany odkładamy na później na starość zamykamy znów zabezpieczamy sprawdzamy ubezpieczamy odchodzimy umieramy bezpiecznie ?
  48. 5 punktów
    Gdybym był ptakiem,gdybym na skrzydłach W przestworza uniósł myśli i duch Kędy błękitu chmur białych puch, Wiatr rozgania w leniwych watahach. Zanurzyć się chwilę w zimnym strumieniu I runąć, by skąpać się w prądach południa, Co unoszą żar z zapachem ścierniska, I przysiąść radośnie na polnym kamieniu. Zachłysnąć się ptasią wolnością, przestrzenią W szalonym tańcu w kręgach, hen wysoko, Gdzie sokoły tańczą zwinnie,lecz ich surowe oko Strzeże kawałka nieba skrytego nad ziemią. Lecieć ku nieznanemu i wszystko zapomnieć, Nurzając się w powietrzu pióra wiatrem pieścić, A nocą skryć się w zarośla,gdzie woda szeleści Zasnąć zaraz i o nikim i niczym nie myśleć. Tak chciabym przestrzenią władać przez chwilę Na tę jedną, szaloną sekundę być,choćby motylem Nie spętany, nie wiedząc co to świata tryby Gdybym zmienił się w ptaka, gdybym...
  49. 5 punktów
    Choć od dawna bez ciała to coraz cię więcej że z zaświatów dosięgniesz mnie głębiej nie wiedziałam że śmierć to złudzenie że bajka. .
  50. 5 punktów
    Miotam się zamknięty parawanem marzeń nigdy niespełnionych pozszywanych z części płótna lat minionych nicią niepamięci kryjąc rozwiązanie jeszcze aktualne gdzie wyjście – wokoło widzę tylko ściany rosną użyźnione grzechem zaniechania jak szyba pancerna rozbić się nie dają noc jakoś przeczekam spróbuję znów rano codziennie od nowa te same problemy przyfruną o świcie szybkim bumerangiem z napisem na rogach że mogłem inaczej próbuję odrzucić – powrócą niestety przypomną jak zawsze że za mało chciałem marzyłem być wielkim a zostałem małym
×
×
  • Dodaj nową pozycję...

Powiadomienie o plikach cookie

Nasza witryna korzysta z plików COOKIES („ciasteczka”). Dowiedz się więcej o COOKIES z naszej Polityki Prywatności Polityka prywatności