Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Ranking


Popularna zawartość

Zawartość, która uzyskała najwyższe oceny od 29.04.2020 w Odpowiedzi

  1. 23 punktów
    Z dedykacją dla @Marek.zak1, po przeczytaniu wiersza Nie dla wszystkich ten dzień. Modlitwa samotnika Ach, jakże dzisiaj łatwo mieć nieśmiałe serce I ludzi doskonałych ułomnością bawić, Rujnując nieświadomie swój wrażliwy azyl, By czystej naiwności stać się ufnym jeńcem. Ach, jakże dzisiaj trudno zostać czyimś szczęściem, W tym świecie perfekcyjnym, bez usterki, skazy, Gdzie w końcu mówisz dosyć i przestajesz marzyć, Choć skryte w snach pragnienie trzyma cię za rękę. Gdy widzę przeznaczenie w zapłakanych oczach, Patrzące na mnie w lustrze, spod obydwu powiek, To wciąż się zastanawiam czy potrafię kochać, Czy może mam już duszę zbytnio skutą lodem. Doszczętnie przemarznięty po cichutku szlocham, Nie wierząc żeś tę miłość tak wymyślił, Boże. ---
  2. 20 punktów
    miał nas budzić brzask całować poranek i kwiaty czereśni było tak pięknie gdy namiętność ze wszystkich sadów wołała pszczoły serce drżało w płatkach kiedy opadały z uniesienia biała niewinność ścieliła ziemię i blakła już się pchają liście mszyce i przymrozki romantyczność w czasie prozy traci na jasności
  3. 19 punktów
    zastygłem w bezruchu nie zauważyłem kiedy ptaki zbudowały sobie na mnie gniazda stoję i słucham filozoficznych treli a konsumpcję sprowadziłem do poziomu korzeni całe życie szukałem kodu w prostym przekazie nie zdołałem przyznać się do miłości wiatr rozwiewa moje liście do miejsc których nie ma na żadnej mapie
  4. 18 punktów
    Maj leżę na łące wśród chmur uparcie szukam tej jednej o twoim kształcie maj mnie rozmarzył spiesz się bo jeszcze wraz z dmuchawcami w bezkres polecę
  5. 18 punktów
    Uczyć się wierzyć w dobre skończenia, bo jakie będą - będą właściwe i mieć nadzieję, tak mieć nadzieję, w niej czuję siłę. Otworzyć serce na świat, na ludzi i nie upierać się na kontrolę, będzie jak będzie, bo wolno kochać. Wolno żyć wolę. To proste - prawda - cenię prostotę codziennych westchnień, słońca poranku. Ubiorę wersy w lekką sukienkę, ozdobię wiankiem. Tak się przedstawiam w tych rymowankach: garść ziemi, soli i pożądania, egoistycznie o ego skrobię. Jestem w pół zdania.
  6. 18 punktów
    tylu ostatnio zwiewnych ikarów wypada z okien wypada z barów szybkiej obsługi gdzie więzi płytkie i z puszki dania a stres dosala senne poranki tylu marzeniem żyje o niebie i szuka sensu w drobnej potrzebie bo choć sił nie ma na dalszą drogę kusi ich stanie w jasnej futrynie i lot ku słońcu to marzyciele osamotnieni walczą o oddech w większej przestrzeni tak nieodporni na mroki nocy potrzebowali wcześniej pomocy zgubieni w tłumie teraz są w drodze *Pamięci Pana, który wczoraj z 6. pietra na Bemowie ruszył w swoją podróż
  7. 16 punktów
    Tu wiatr to dyrygent a liście szeleszczą swój koncert przez międzylistowie łagodnie przebija się słońce od ptasich serenad leciutko wibruje powietrze mgłą między drzewami jak duch się unosi na wietrze Nad rzeką błądzącą śród pól tańczy ważka błękitna gdzieś mięta strzeliła do chmur jarzębina zakwitła łan ziół rozpoczyna swój dzień wonne płyną modlitwy i rzeka swe wody w dół toczy pod niebem błękitnym Dzień bierze początek wśród traw gdzie się z nocą zamienia leniwie na słońcu się grzeją przydrożne kamienie Miłości wciąż pełna choć pancerz jej zimny z betonu gdy sztuczny rozpadnie się świat powrócimy do domu
  8. 16 punktów
    Nienawiścią zmieniona w upiora życie podtrzymuję automatyzmem oddechów Ostrą igłą uderzeń wypreparowałeś resztki światła Płynę pod banderą ukrytych emocji Pokruszone serce trzymam bezsilnymi dłońmi Wykrzywionej twarzy nie łagodzą sny przeniknięte chłodem Powracam z miejsca gdzie nie istniałam Tu gdzie też mnie nie ma...
  9. 15 punktów
    Zawsze spowolni zegar dla ciebie Za rękę lęk twój przytrzyma każdy Na plecy troski założy sweter I przeprasuje senne koszmary Mądrze nakarmi cię dobrym słowem Ręcznie upierze twoje sumienie Bałagan myśli posprząta w głowie Otuchę ciepłą z czajnika wleje Mocnymi nićmi serce spękane I skołataną połata duszę Dłońmi zręcznymi na poczekaniu Blaskiem swych oczu rozjaśni smutek Okruchy żalu dyskretnie zetrze Ze stołu życia, nie na podłogę Lecz do kieszeni, aby zatrzymać Te chwile blisko, zawsze przy sobie I da ci wiarę, w to że dasz radę I da ci radę, abyś w to wierzył Że świat przed tobą stoi otworem Los twój od ciebie tylko zależy Bo coś się kończy, a coś zaczyna I twoje życie nie jest wyjątkiem Rozstanie z matką to trudna chwila Koniec być może dobrym początkiem A gdybyś w ślepy zaułek zabrnął Bo droga życia kręta, niepewna To wiedz, że zawsze oparcie znajdziesz W miłości matki – ona jest jedna
  10. 15 punktów
    Niewiele kroków zrobić trzeba, by znaleźć odrobinę nieba: baldachim z liści ponad głową, wiatr, co rozpyla woń sosnową, ptasich melodii wdzięczne dzwonki, kasztanów kwiaty jak koronki, wiewiórka na gałęzi mostku - zaczarowany świat po prostu. Ta wykrojona z dnia godzina to skrawek nieba. Odrobina.
  11. 15 punktów
    Czasem gubię się w półsłówkach, w pół tonacjach i półcieniach. Kiedy karmią mnie półprawdą, to wychodzę od niechcenia. Czasem biorę za półdarmo i oddaję połowicznie. Zdarza mi się o północy, tworzyć w półśnie wersy śliczne. Często pytam się półszeptem, czego pragnie ma połówka. Zatrzymując się w pół kroku, żeby nie wyjść na półgłówka.
  12. 15 punktów
    √ Jego ego, pewność siebie, woń, zdobycze, szczyny, mięśnie, kiedy z sobą sam zostaje jego lęki, jego łkanie. Zimna alfa szuka samca, ślad jej znaczy krew poblakła, nosi w sobie ogień wściekła, bo ma żar, a nie ma ciepła. Gryzie, zjada i nie liczy poza sobą się już z niczym, ale wierzyć chcę, że może ten pierwiastek wciąż ma w sobie.
  13. 15 punktów
    Obłe krople deszczu gonią się po szybie, stukot monotonny w parapet blaszany. Rozmowa błyskawic pod nieba dachami, chroboczą kamienie, cyklicznie i chciwie. Zygzaki harpunem uderzają w słupy, kałuże spienione, zwiększają zakola. Grają fajerwerki, niech będzie strawiona... ... burza niszczycielska, jak hydra świat kruszy. Na końcu grad biały - opadają liście, owoce otrząsnął, strach i niemoc smuci. Z ołowiu obłoki, nic za grosze skruchy, w oddali nad lasem lśni blaskiem ogniście. Pachnie już ozonem, tęcza spięła łąki, a rześkie powietrze oczyściło płuca. Wzniośle na podwieczerz rosę w trawę wrzuca, natura uśpiona... niczego nie skąpi. Pomrukuje jeszcze - psotliwość kobieca, noc zapada w drzemkę, pohukuje sowa. Odeszła na chwilę, za moment od nowa, zabiegana w znoju... pot po rynnach ścieka.
  14. 14 punktów
    Polską rządzą wciąż dynastie, kiedyś mocne teraz przaśne rozpoczęli je Piastowie, pierwsi zjednoczyli Słowian tych od Lecha z dolin Warty, co charakter mieli hardy poszerzali ziemie Polan, kto był przeciw – szybko konał to nie byli grzeczni chłopcy, gwałty im nie były obce tajemnice piast- alkowy powodują zawrót głowy ci najwięksi władcy silni, wielu grzechom było winnych z kobietami zawsze przemoc, kiedy bajer wiele nie mógł Mieszko pierwszy dał początek polskich władców niewiniątek dobry książę – chrześcijanin, tak nas w szkole nauczali nawrócony i ochrzczony, odprawione cztery żony odsunięte nałożnice, nowa wiara - został z niczym czyli z czeską cudną laską nazywaną dziś Dambrawką długo z nią nie dzielił łoże, zmarła, zaraz przyszła Oda Czeszka za nim odjechała rozkosznego Bolka dała Bolesława z ksywą chrobry, chłopak był korony godnym dostał krótko ja przed śmiercią, wcześniej zrobił Polskę wielką zdobył Kijów, Bratysławę zglebił Prusów, zwiedził Pragę przeszedł Odrę, Niemców pobił, patriotom ciągle drogi lecz prywatnie nie ukrywam, była to zwyczajna świnia braci swoich dwóch oślepił, dużo jadł i mało nie pił na wycieczce w mieście Kijów, choć to historycy kryją zgwałcił córkę Jarosława, co z grubasem spać nie chciała erotyczne bujne życie, wino, kolacje obfite nie pozwala rządzić długo, odszedł przed emeryturą po nim nastał okres smuty, mówiąc krótko – czas pokuty za sukcesy dyplomacji trzeba było w końcu płacić na kraj Polan z każdej strony wrogich armii szły zagony bracia Czesi weszli tłumnie by Wojciecha zabrać mumię Niemcy, Węgrzy i Rusini animozji też nie kryli nadarzyła się okazja, z każdej strony jest inwazja Krzywousty – dobra zmiana, przez potomnych doceniana on rozbity kraj zjednoczył, brat przeszkadzał stracił oczy brat niestety z innej matki proniemieckie miał kontakty kat mu zmienił punkt widzenia, nie pomogło – skończył w ziemi a nasz władca z krzywą wargą, co antykoncepcją gardził tak poprawił demografię, że po śmierci, kto ma zasiąść na książęcym polskim tronie wymiękł nawet Gall Anonim takie skutki spotykamy jak za dużo dzieci mamy umarł i aż do Łokietka tradycyjna polska męka genetyczny warchoł w głowie, w tle rozbicie dzielnicowe wina władców i mieszkańców, czy dziejowych splotów łańcuch trudno teraz to wyjaśnić, chyba, że tak tutaj zawsze ale wróćmy do historii, Władek pierwszy to król dobry czasu jednak nie starczyło, ale pozostawił syna który bardzo dobrze rządził, ale erotyczne błędy seksualne epizody, u papieża częste sądy cieniem kryją panowanie króla Polski murowanej dobrze rządził, lecz niestety zły pijar krąży przeze kobiety Kazek skończył, gdy polował i fatalnie wylądował łamiąc nogę tak pechowo, wybrał Abrahama łono brak potomka linii męskiej, piast nie będzie władał więcej miał, co prawda te nieślubne, ale takim rządzić trudno no, bo przecież nie uchodzi, żeby bękart nam przewodził postawiono na Litwina, starca oraz poganina pan Władysław vel Jagiełło, wziął koronę oraz berło chociaż seksualnie skromny, zgred nie skończył bezpotomnie dał początek nowej linii, Jagiellonów też niewinnych jeden z wnuków nawet święty, w Wilnie każdy go pamięta jako syna Kazimierza, króla, który powiem szczerze jako władca to okay, jako ojciec bardzo źle płyn historii brudy zmyje, nawet przemoc w tej rodzinie czy to było bardzo mądre, dzisiaj stanąłby przed sądem złoty wiek ojczyzna marzeń z tym się dzisiaj nam kojarzy państwo obojga narodów, tych z nad Wisły, tych ze wschodu super żyli w nim mieszczanie, szlachta, czyli krótko - pany chłopstwo i biedota miejska, powtarzali - to jest klęska wciąż robimy nadgodziny, a wypłaty są minimum sejm się nami nie przejmuje, podatkami wciąż rujnuje ale to przywilej władzy żeby sobie wciąż dogadzać nowe wojny i podboje i imprezy jak „Ich troje” rolnik w polu się zarzyna, w mieście trudno też wytrzymać każdy chciałby jakieś zmiany i nastaje Zygmunt Stary mamy zmiany kulinarne, jest królowa motyl z Padwy w miastach włoskich wyszkolona wegetariańska madonna żeby plebs się już nie burzył, nauczyła go kultury już nie będą jeść łapami, lecz jak Włosi widelcami nie golonki, mięsa sztuki tylko pizza i ogórki mięso pobudza agresję, ta rządzącym problem niesie błąd, niestety również syna, opętała matka Bona dieta cud w kalorie skąpa, Zygmunt nie mógł mieć potomka Zygmunt August to ostatni, Jagiellończyk facet fajny raz pokochał cud dziewczynę, prawie ksero Ani Dymnej najpiękniejszą z Radziwiłłów, ten mezalians nie był miły naród może by się cieszył, lecz nie o to chodzi przecież najważniejsza linia władzy, prosta krew może podważyć nieszlachetnie urodzona, nie dla takich jest korona i nastało bezkrólewie, kto ma rządzić nikt już nie wie obcy lepszy, co wy na to, nie kieruje się prywatą wykształcony, europejski, a nie swojski głupek wiejski zaczęliśmy od Francuza, nie zagościł u nas długo żaby nie zasmakowały, uciekł - nie chciał takiej władzy szlachta krzyczy - przywileje, wielkie rody - więcej ziemi a podatki niepozorne, dziura w VAT, dotacje skromne uciekł nocą wystraszony, nie wziął nawet starej żony potem Węgier, kilku Szwedów się zmierzyło z polską biedą poszli w sukces militarny, lecz w efekcie wyszło marnie za spalenie pięknej Moskwy, Putin dziś nie lubi Polski o Holokaust nas oskarża i na ropę zwiększa marżę Szwecja, która nas złupiła też dziś dla nas nie jest miła elekcyjni obcy władcy, uprzedzili inne nacje do narodu, co uważa, że go zawsze tłumi władza a my tak tolerancyjni, tak otwarci, wciąż bez winy co złe to obcy królowie, nawet ci pierwsi Piastowie też genotyp mieli inny, pochodzili od wikingów Jan Sobieski, Poniatowski i Korybut Wiśniowiecki to rodzimi autochtoni, lecz czy wiemy wszystko o nich ten spod Wiednia triumfator był w teatrze polskim lalką sznurki Maria pociągała, robił to, co Francja chciała a Korybut i Stanisław żadna Polska niezawisła drugi kochał Katarzynę, pierwszy przecież był Rusinem mało władców z polskiej nacji, stąd problemy z naszym państwem źli sąsiedzi się wkurzyli no i Polskę z mapy zmyli wiek dwudziesty duże zmiany, pożegnano się z królami żeby Polska była piękna musi być sejmowa większość i dynastia prezydencka, pięcioletnia bardzo święta maksymalnie to lat dziesięć potem emerycka jesień żony prezydent nie zdradza, bo od seksu lepsza władza nuda, zero pikanterii, takim władcom mam być wierny? Polska była silna wtedy, gdy rządzący lubił grzeszyć dziś chcą władzy sami święci, ideowi, uśmiechnięci a ja chciałbym czegoś więcej, pewnie jestem niedzisiejszy nie napiszę komentarza władzy nie warto obrażać
  15. 13 punktów
    najpierw cię muskam. delikatnie. dotykając twojej wrażliwości. z namaszczeniem głaszczę sprawdzając jędrność skóry. lubię twoją twardość i zapach. a potem... wiesz, potem cię biorę do ust i wsysam wargi w sam środek tej niebiańskiej czerwoności. bawię się twoim ogonkiem. czasami. każdy kęs ciebie smakuje mi tak, jakbym próbowała cię po raz pierwszy w życiu. lubię, gdy rozpływają się w mojej buzi twoje cudowne soki. mogłabym wykąpać się w tobie, gdyby było cię dużo. pieszczę swoje podniebienie tobą, bo smakujesz mi najlepiej. zawsze chcę smakować twoją słodycz. tylko ciebie pragnę. najbardziej. wiesz przecież, jak bardzo lubię smakować jabłka.
  16. 13 punktów
    Choćbym ciemną ulicą szedł, żużlem oddychał, próżno szukałbym miejsca, w którym satelita nie zarzuciłby sieci, z którego natychmiast nie mógłbym udostępnić na fejsa lub insta. Więc chociażby mnie połknął ostatni wieloryb, który dziwnym zrządzeniem nie trafił na stoły, oznaczę się bezpieczny, bo będę miał dobry zasięg, sznur satelitów wyłowi mnie z wody. Należę do gatunku, który ma inwencję. Jestem spokojny, bo wiem, że nawet gdy zetnę ostatni las na papier, którym się podetrę, znajdę jasną latarnię by zawiesić pętlę.
  17. 13 punktów
    gęste łzy rozbijają się o parkiet ramą objęci jak skrzydła i wiatr przez takty wiedzione jedwabne fale muskając brzegi wypełniają kadr płyniemy niczym gwiazdy po oceanie śladami nut aż do blasku poranka póki orkiestra grać nie przestanie gorzką melodie ostatniego walca
  18. 13 punktów
    Pewien kominiarz z miasta Sieradza Bez przerwy łapy gdzieś swoje wsadzał Czasami w stanik pewnej piekarki Innym znów razem w majtki młynarki Wnet wyszły na jaw jego wyczyny I to z banalnie prostej przyczyny Kobiety obie były dość schludne A jego łapy wciąż były brudne Piekarz i młynarz się połapali Ślady łap czarne, a oni biali Mając wyraźne zatem powody Wszczęli wnet sprawy o dwa rozwody Sąd wkrótce rację mężczyznom przyznał Sadza jest czarna, biała bielizna Więc dowód zdrady był doskonały Wszystko widoczne czarno na białym Stąd wniosek płynie, dla pań dość ważny Bielizna biała jest tylko z nazwy Więc gdy się w łapy pchasz kominiarza To załóż czarną, taką jak sadza A co ze sprawcą? Ten wsadza dalej Sprytnie omija jednak skandale Po rozum poszedł bowiem do głowy Teraz beztrosko obłapia wdowy
  19. 13 punktów
    na pierwszy rzut oka mam już wszystko co trzeba zdrowie dom i rodzinę spłodziłem karierę okno wystawowe - na wzór sztucznego nieba ponadto lazur palmy subtelny flirt z żoną drinki z parasolką - co przed prawdą uchronią młody trawnik w ogrodzie równo przystrzyżony talię znajomości - na raty pożyczonych dzieci uposażone w awans szkicowane służbowe weekendy - szaleństwem zawiewane cztery kółka z salonu żywot pospłacany i tę pustkę szczodrą w którą wyję klejąc sen do ściany
  20. 12 punktów
    Bo do Pani chcę przyjechać, co w tej sprawie myśli Pani? Nie byliśmy umówieni, ale czegoś brak mi z dali. Ja na chwilę, na spojrzenie, tylko lekko musnąć usta, bo bez Pani każda chwila taka się wydaje pusta. Nic mi z życia, kiedy myśli wchłania tylko czarna dziura. Może kiedy Panią spotkam to z tęsknoty wyjść się uda? Jestem twardy, lecz nie dzisiaj, taką słabość w sobie czuję. Nie dbam o nic, póki Pani cudnych ust nie pocałuję.
  21. 12 punktów
    Autor musi być tytanem by udźwignąć bagaż krytyk musi też mieć grubą skórę by się przez nią nie wkłuł przytyk jednocześnie ma być łasy i jak niedźwiedź miód zlizywać ma być także geologiem i spod ziemi wydobywać jemu znane minerały żeby komuś móc przysolić ziół zbieraczem żeby pieprzyć w erotykach poswawolić jednocześnie ma być czuły i miłości ognie wzniecać by namiętnie je rozpalać a gdy trzeba to podniecać jednym słowem by zakończyć nieskończoność wyliczanki musi także być sztukmistrzem i potrafić z pustej szklanki wlać w swój utwór, o czym wyżej a czy mi się to udało? Wrzucę wierszyk (ten) na forum a wy piszcie, piszcie śmiało a gdy wrócę po majówce gdy coś znajdę to poczytam a jeżeli nie, najwyżej głośniej zaklnę i zazgrzytam sztuczną szczęką, bo nie wszystko można wiecznie mieć z natury wiersz skończony autor kontent poszybował ponad chmury i w obłokach sobie buja jak bełt z kuszy wystrzelony tam jest jego środowisko tam jest jego świat wyśniony.
  22. 11 punktów
    Kto jeszcze chodzi na Sokołówkę? W błocie przy ścieżce ślady dwóch kopyt. Na cyferblacie miękkim ołówkiem W poranny świergot przed popołudniem rozmaz pamięci, leśny drzeworyt — zapisz, kto wchodzi na Sokołówkę? Zawróć słoneczny promień, przycupnie, gdzie świerk wąsaty usechł, a podszyt na cyrografie z jarzębin włóknem. Butwieją budki dla sikor, ciurkiem opad pierzynek buczyny w niebyt. Jak pięknie stąpać po Sokołówce, Zamkniętej w cieniu, nim w jej połówce hamulec z piskiem wciśnie kuszony przez dźwięk soczystej ciszy nad kółkiem Ktoś, kogo niesie. Grafik w laurkę wyzwań, przecinek, skrótów... niedosyt. A ja się nieco zsarnię, przesunę. Ktoś jeszcze chodzi na Sokołówkę ?...
  23. 11 punktów
    po Tobie mam pewnie bezinteresowne serce na zawsze zostaniesz w mojej w pamięci nim w płuca złapałem pierwsze powietrze Ty już czekałaś bym podniósł powieki niech wyrażą słowa co dusza szepcze bo źródłem mi jesteś bezkresnej otuchy dziś już zmężniałem jak Schwarzenegger a patrzysz na mnie jakbym nosił pieluchy powiem tak szczerze i trochę się chwaląc to najpiękniejsze co z serca płynie składam z wdzięczności w twe ręce mamo jestem szczęściarzem bo jestem Twym synem
  24. 11 punktów
    Wydeptywanie ścieżki po pierwsze nie chodź obok mnie nikt nie może iść tak ze mną ja pierwszy źdźbła trawy łamię stopą po drugie tylko ja mogę tworzyć na podobieństwo każdej rzeczy którą widzisz i chcesz wyobrazić sobie po trzecie gdybyś jednak stworzył stałoby się to dla ciebie z radością nie zapomnę ukarać za to twoich dzieci po czwarte ulegaj moim kaprysom a pozwolę ci żyć w słodkiej nadziei że moja wdzięczność pozostanie wieczna po piąte chwal moim imieniem wszystko co może być dobre dla ciebie i nie oczekuj że odpowiem na twe wołanie po szóste co siódmy dzień jest mój po to byś nie zapomniał komu służysz oraz byś miał siłę pracować następne sześć po siódme masz prawo być dzieckiem matki i ojca pomocą w dniu codziennym nawet jeżeli kijem obiją twoje nerki i głowę po ósme dlaczego baranek skazany i po co ofiara z życia i krwi mi potrzebna nie pytaj nigdy skazańców ani ich skazujących po dziewiąte nie czyń tego o czym myślę póty ci nie pozwolę czynić w moim imieniu a nie ma w tym żadnego sensu prócz prokreacji po dziesiąte jeśli nie swoje odbierzesz to tak jak byś moje zabrał imię i boskość nie chcę byś bezkarny pozostał gdy już się stanie po jedenaste prawda jest wyobrażeniem jednak naprawdę można jej nie rozumieć gdy nie chcesz wierzyć w to co mogłem powiedzieć po dwunaste jednak gdybyś wątpił przeczytaj jeszcze raz
  25. 11 punktów
    szukałam wyjątkowej duszy przez wiele lat , a teraz gdy już ją znalazłam boję się że ją utracę dziękuję że tu jesteś twój uśmiech wiele dla mnie znaczy nie ma drugiej wyjątkowej osoby jak ty gdy odchodzisz czekam cierpliwie jak wrócisz wtedy wiśnie zakwitną trudno jest powiedzieć moja "miła i urocza" a ja wiersz dla ciebie piszę z bzami w ręku czekam z otwartymi ramionami kiedy znów o sobie dasz znać kopertę z różami ci ślę jeśli to czytasz wiedz że tęsknie
  26. 11 punktów
    nie mamy pokrycia w rzeczywistych relacjach dusi mnie brak pokrewieństwa jak dotyk Ondyny nie zasnę wyrzucana na brzeg codziennie innego oceanu nie obudzę jak dawniej mokra od nieswoich historii niczym pomarszczony kłębek niewyraźnej formy unoszący się na obcym oddechu zasuwam wszystkie krzesła przy starym stole z wytartymi siedziskami nakrywam obrusem nieodczytane didaskalia kończące dramat bez braw oddaję sobie wolność w roli przydzielonej mi przez los
  27. 11 punktów
    Ci przekłuci wykałaczką zgięci w pół czy niedorośli wytykani wykluczeni nieszczęśliwi i zmąceni ci zmęczeni od siedmiu boleści i depresji nie mówiąc o chorobie powszechnej bo alkoholowej pokłon złóżmy bo wielka jest niemiłość
  28. 11 punktów
    Zapraszam ciebie w wonne usta lasu Na rozśpiewaną, starodawną ciszę; Wszystkie bolączki połóżmy w tę niszę W zieleni złotej jak strony atłasu. Droga pokryta osadem hałasu Oczyszcza boki, już krzyku nie słyszę; Tylko śpiew ptaka, tylko rudą myszę, Rozgryzającą twardy orzech czasu. Wyobraź sobie, że to wszystko znika, Cośmy tam z tyłu zostawili radzi... Oswobodzona myśl po drzewach fika! Nabierzmy pełno wszechobecnej spadzi, Komary odgoń zaklęciem bartnika; Dzicy wrócimy, nim wiatr nas ogładzi...
  29. 11 punktów
    Inne piętro ukrywa schron przestępcy prawa: Wiedza, to jego zbrodnia, ze śmiercią zabawa; W kunszt alchemii wtajniony, obyczajów wrogiem Stał się, rodzinie obcy, poróżniony z Bogiem... Gdy arkana tajemne jął z duchami głębić Nieśmiertelności sekret od piekła wydębić Przedsięwziął. Ciało rtęci eliksirem morzył, Nie wiadomo, czy umarł i czy potem ożył? Tak kamień mędrców stworzyć usiłując sobie, W swej powłoce cielesnej jak w ruchomym grobie Został i żywym srebrem zamiast krwi czerwonéj Żyje już wiek kolejny, mijają go zgony... Kość jego - siarka twarda, na głowie kryształy Zamiast włosów mu rosną, tak się zmienił cały... Nawet by tchu zaczerpnąć, używa machiny, Nie oddycha bo wiatrem, tak jak ludzkie syny; Bazyliszka wyziewy, siarczane, smrodliwe, Musi mieć w płuca tchnięte jeśli to możliwe, Lub wypełnić nim sale w których cicho siedzi I sam z sobą widomie męczy się i biedzi... Ale o czym tak duma, kto zgadnąć to może? Czy to o tym jak w wino zmienić całe morze? Czy też o tym jak w złoto zmieniać gnój dotykiem, Albo tory wszechświata jednym zmylić krzykiem? A może jak człowiecze odzyskać kontury, Może nic też nie myśli tylko patrzy góry... Bóg to jeden wie jakie przeżywa tortury W ciele tym alchemicznym, a eliksir rtęci Łapczywie popijając, kiedy śmierć go nęci: Jeśli z okna wyskoczy, pewno się pokruszy O ziemię uderzając, lecz da wolność duszy... Siedząc tak i patrzając w rozświetlone miasto Nie wie on, czy rok minął, czy też może lat sto; A blaski fosforowe na twarz mu siadają Kiedy wraca pamięcią ku odległym krajom, Gdzie był młody, nadziejny i piękne miał lice... Dziś oczy jego - studnie, wypalone świéce; I odpowiedzieć trudno: żywy jest, czy martwy? Przegrał, czy może wygrał z kostuchą grę w karty? Lecz prawdę powiadają, jako złote kruszce Rodzą mu się obfito: tak na winnej rószczce Grono sypie się samo, jak i ten alchemii Złoto w szkle róść nauczył, niby żyto w ziemi... Pewnie w złotym by łóżku spał, gdyby spał kiedy, Lecz nie myśli ubogich ratować od biedy... Zatem trwa na dumaniu o swej bezśmiertności, Więzień złota i wiedzy, wyzbyty radości. A gwiazdy hen, bezstronne, błyszczą się jak mika, Ponad domostwem nowym tego alchemika... Niechaj tyle wystarczy o tym jegomości, Później powie się także, jakich miewa gości, Gdy nasze opowieści zbliżą się do końca, Dościgane pierwszymi promieniami słońca!
  30. 11 punktów
    Chciałbym, żebyście zniknęli Jak znika złuda kłamliwa... Najgłębsze pragnienie mych jelit Przed nikim sercem nie kiwać. Chcę sam przez własne iść miasto, Co się w samotnię zamieni, W nieznanych powabów las... Sto Beznazw znać drzew i kamieni, Z których to miasto wzniesione. Już nikt go do biegu nie zmusza. I nikt nie postraszy mnie zgonem; Wolna koleba się dusza. Z wiatrem i słońcem bez słowa Mógłbym wymieniać honory... Męką człowiecza jest mowa I nie wie człowiek że - chory... I wiem że wieczora któregoś Wilk mnie zagryzie niesyty. Życzę mu dziś już smacznego, Z wszystkimi zjednany byty. Nie chcę żebyście umarli, By jasność dać - kto posprząta? Ja jeden tylko umarły, Czy żywy, nie wiem do końca... Chcę, żebyś zniknął mój bracie, Niech was zabiorą do góry! Ja nie gram w to, w co wy gracie; Zostanę - opadną sznury...
  31. 11 punktów
    W mieście zaklętym głowy chylą duchy; Groźne, ogromne, przyodziane w pleśni... Ten, co już w żadne śmiechy się nie wpieśni, Jakich zna bogów i jakie posuchy? Idę, ściskając jak serce cel kruchy Za westchnieniami, nie wiem, czy się nie śni... Sen mi się w jawę tutaj nie przeleśni, W mózg mi te stwory nurzają paluchy. Nie ma dla bogów imion w żadnej księdze; Pochód ich oczu grozę świętą budzi, Jak ciche szepty prorocze nie-ludzi... Rozszarpią dziecko oszalałe jędze, Dokoła dębu ich taniec się trudzi; Wiecznie tożsame: rozkosze - i - nędze...
  32. 10 punktów
    Pewien szlachcic u mistrza zjawił się znienacka - Mistrzu, u mnie niedługo powinność wojacka, młoda żona zostaje, mężczyźni dokoła, jak myślicie, wierności dotrzymać mi zdoła? - Życie pełne zagrożeń czeka nas na świecie, czy ona pewna może być, że nie zginiecie? Nie ma co się frasować, bo wszystko być może, ufajcie Panu Bogu, on wam dopomoże, Poza tym, przed wyjazdem, tak na pożegnanie, uczyń, niech twoja żona brzemienną zostanie.
  33. 10 punktów
    Korzenna mowa, świergot złoty- Poezji serca nagie cienie. Srebrzyste wargi, cnót klejnoty- Wszystko to marne jest odzienie. Bo kiedy dusza Ciszę śpiewa To niebo palcem ziemię muska. Pokłony biją święte drzewa, Wraz z starą wierzbą młoda brzózka. I świat jest święty, i czas święty, Świętymi kamień, polna droga. W tym Ciszy dar jest niepojęty, Że tylko w Ciszy słychać Boga. Że można Ciszę nosić w sobie, Że nie załamie jej pożoga, Że jasno świeci w życia dobie, Że tylko w Ciszy słychać Boga.
  34. 10 punktów
    To tak z okazji Dnia Limeryków: Nie mógł sklecić wiersza Edek ni cholery Bo mu, po łyskaczu, skakały litery Więc wersy nierówne Do du... z tym gów... A dobra, niech będzie, nazwę go limeryk
  35. 10 punktów
    Dnia pewnego do mistrza przybył młodzieniec kuzynki jego młody, dziarski oblubieniec. - Wuju, jak wiesz, do ślubu mocno się szykuję, a niemały mam kłopot, co mnie prześladuje. Powiedzcie teraz szczerze, czy mam na spowiedzi wyznać że chędożymy? Gdy ksiądz to wyśledzi, nie da nam rozgrzeszenia, lecz gdybym żałował, nigdy bym z panną w związek przecież nie wstępował. Tak więc mam skłamać, że nie miłowałem, czy skłamać, że zgrzeszyłem, ale żałowałem? - Chędożenie przed ślubem dawno się przyjęło, że grzech to żaden, ale żarliwości dzieło. Masz lepiej z innych grzechów księdzu się spowiadać, nie zaś co z robisz z panną jemu opowiadać, a z proboszczem ja sobie szczerze porozmawiam, więc się chłopcze nie frasuj, to już moja sprawa.
  36. 10 punktów
    nie boje się miłości uwielbiam ją bo pomaga zrozumieć uśmiech i płacz nie boje się miłości będę ją kraść tym którzy jej nie rozumieją nie boje się miłości bo jest jak baśń która zawsze ze złem wygrywa nie boje się jej bo jest światłem które noce upiększa nie boje się gdyż nauczyła mnie zrozumieć to co w sercu się tli.
  37. 10 punktów
    miłość to jedno z najpiękniejszych słów jest ciepłe miłe delikatne jak róża nie boi się uśmiechu ani łez musimy je szanować umieć o nim rozmawiać nie wstydzić się przecież nie jest kłamstwem ani złem lecz prawdą słowo miłość to ciągłe echo nie wyciszy go burza wiatr bo jest dumą przymierzem które upiększa świat
  38. 10 punktów
    nie napiszę tu o wszystkim nie oddadzą tego rymy to co mieszka w ciepłym wietrze jest odporne na przyczyny nie obejmę tego ciszą kluczy wciąż między słowami prędzej już odkryją moment w którym nowy puls jest z nami nie spuentuję myśli dziecka gdy po brzuchu matki pełza w towarzystwie pępowiny do jedynej racji serca nie polecę też na słońce by doświadczyć kształtu ziemi choćbym w oczach miał szaleństwo nie powstrzymam tych płomieni jedno tylko mam przy sobie mięśnia w klatce znane bicie bym pamiętał jak się czyta to co skrywa w sobie życie
  39. 10 punktów
    wiosna i wiosna woła skowronek bociek klekoce zerka z wysoka żuraw przyleciał zadziera głowę jaskółka giętkie tnie piruety w zielonych krzakach jerzyk się schował nie wiedzieć czemu czai się czajka wszystkie świergolą w ptasiej mowie co figlarz amorek wiosną wypłata
  40. 10 punktów
    podliczam kroki stukot palców co biegną wzdłuż szwów na powiekach odmawiam twoje imię zamiast różańców plugawy wzrok duszy nie mam spojrzenia wloką się chłodnym granitem jak bryła księżyca sperlone by zdobić zamarzłe źrenice po czasu nieboskłonie mech popatrz wpełzł na ołtarze płonące wśród nocnych odcieni anioła złamane ramię i twarz wtulona w mrok ziemi zeszklone wizji przebłyski w cierni ochronnym kręgu kładą się na języki niesłowem niemodłem w ręku cięte myśli w bukiety zebrane i przewstężone gasnącym ogonem komety mgławice roztańczone nad czołem rozpalonym nad rojem modłów wezbranych jak ocean spieniony pod przegwieżdżonymi chmurami i trudno o tchnienie wśród czarnych powiewów co bardziej kresami pachną niż życiem serce już samo wędruje po śniegu choć kształt twój nadal tu widzę opustoszałe połacie formą dziś tylko wśród wspomnień miast chleba proch nam da twój płomień i wierzę w to jedynie wiem koronują mnie diabli że z białych rąk jej ktoś zginie śród grafitowych żagli
  41. 10 punktów
    (prawie bajka) Siadł pewnego razu bociek na latarni, i klekocze... Na latarni, ponad drogą, z podwiniętą jedną nogą. Czekał tak... vis à vis szkoły zatroskany, niewesoły. Obserwował skrzyżowanie skrupulatnie niesłychanie. Nawet przysnął zasmucony tym, że dzwonek nie zadzwoni. Przystanęłam na żądanie i - pstryk - fotkę masz... bocianie.
  42. 9 punktów
    przyszły do nas w maju śnieżyć za oknami kiedyś stały dumne czarno-białe bryły wielkie kineskopy balony implozji w niewielkim pokoju człowiek przy człowieku szklanka herbaty czasem jakiś paluch fragmenty kosmosu od wschodnich przyjaciół często mrygały jakimś tajnym kodem a może to duchy chciały złapać kontakt prominentni ojcowie z promilowym zapałem na prawo do góry za okno najlepiej na dach i bach obecnie każdy trzyma świat w kieszeni zamknięty na innych jemu nie-podobnych więc na czyje podobieństwo? mój telewizor nie śnieży nie posiada duszy zimny golem z chińskim rodowodem ale przyjdzie dzień kiedy zapragnie zemsty. Młodzież nie zna zjawiska śnieżacych tv ;)
  43. 9 punktów
    lubię podsłuchać ciszę w ogrodzie gdy się z ptakami droczy na co dzień z wiatrem flirtuje niby przypadkiem a wieczorami z świerszczem ma schadzkę gniewa się spokój trwa spór zawzięty czy ona łatwa czy on za święty
  44. 9 punktów
    Internetu Zmora Chociaż już dwudziestoletni To dziecinnym często bywa W pracy ściemnia i się leni W domu online czas upływa Z nikim bliżej się nie trzyma W social mediach prowokuje Co rusz konta swoje zmienia Trollowaniem dzień zajmuje Słowa swoje na wiatr rzuca Każdy zamysł ma słomiany Forów społeczności skłóca Globalną Wioską wychowany W milenijnym roku urodzony 2K pierwszym pokoleniem Hejtu głosem nieproszonym Cyber-Świata utrapieniem
  45. 9 punktów
    Rzędy tablic kamiennych chylą swoje skronie Przygniecione ciężarem niezliczonych kropli, Jesienno-rdzawych liści i obrzmiałych sopli. Chór głosów zaśniedziałych wśród zieleni tonie. Wiele się już poddało, leżą przełamane, Gwiazdy miast na niebiosach murszeją w drzew cieniu, Karleją z każdym rokiem i schną w zapomnieniu, Jak ziarna na pustyni przypadkiem zasiane. Jakże wymownym znakiem jest, mówiąc nawiasem, Pomnik wystawiony przez inne inżyniery: Żelbetonowe słupy z kablami nad lasem. Nie dziwi mnie ów wyraz o pamięci szczery, Bo gdy zbłądzę w tym lesie, dręczy mnie myśl czasem Czy kto czytać dziś umie hebrajskie litery?
  46. 9 punktów
    napisać wiersz dla kogoś ... przytulić się do drzewa, powiedzieć komuś miłą rzecz podarować uśmiech ulubionej osobie, zasadzić drzewa , przytulić psiaka, drzewko drgnęło gdy na nie poparzyłeś powiedz komuś w trym dniu że jest dla ciebie ważny dziś dzień dobrych uczynków dobre uczynki moją większą moc niż słowa dobre uczynki zawsze wracają pamiętaj proszę o tym
  47. 9 punktów
    nie odstawiaj starości na bocznice dlatego że tak wygodniej częstuj uśmiechem nie skazuj jej na samotność była ci bliska cieszyła dobrem lubiłeś jej zapach budowała lepsze jutro gdy ci wychodziło cieszyła się a gdy nie udawało i smutno było ci była obok nie odstawiaj jej niech cieszą ją kolejne noce i dni
  48. 9 punktów
    Wiedziałem coś ważnego, wiedziałem na pewno: Słowa lekko rzucone na melodię rzewną; I jeszcze w uszach gra mi, ale rychło szczeźnie, I już słów nie rozróżniam, tak wyraźnych we śnie... Nieprzytomnie powracam do mego więzienia, Nielegalne ukrywam marne resztki śnienia. Znowu jestem człowiekiem? Narodziny bolą... Jakby wyrwać mnie ze mnie, i posypać solą Rozdarcie między światy, ale już mi lepiej! Piję kawę, ząb myję, i pacierze klepię: Chwała Ci Boże za ból - przecież Tyś go stworzył, A wszystko co stworzyłeś dobre jest - dar boży, Który uczy co myśleć, a kiedy ustawać; Rację ma ten, co karze - to wieczna ustawa... Jeszcze zmaga się we mnie sen i jawa biała... A melodia już znikła - lecz wiem, że istniała!
  49. 9 punktów
    Matka mordercy uśmiecha się kiedy przynosi listy, z nożem wbitym po rękojeść, pod lewą piersią ukrytym, odpowiada na dzień dobry jak gdyby w gardle nie miała powrozu, ciągnie za sobą wózek jakby nie dźwigała kamieni, była nieświadoma, że jest matką mordercy o wielu imionach: skurwysynu żyjący z pieniędzy podatników, żebyś zdechł za kratami, życzę żebyś zgnił - Matka mordercy, w której plecach niejeden palec utkwił, że takiego wychowała, chodzi jak gdyby nie czuła obolałych sutków i jak gdyby wciąż nie pchała wózka z niemowlęcym płaczem, nocnym albo dziennym, i nikt piersi jej nie wyrwał. Patrząc na nią nikt by chyba nie uwierzył, że nadal go rodzi.
  50. 9 punktów
    Takiej wiosny dawno nie było, tak spokojnych miast i bezludnych... Na ulicach zakwitła miłość w ptasich trelach dźwięczy przecudnych. Pogrążone w cichej rozmowie kamienice i blokowiska szepcą o tym, że chyba człowiek ze swojego odszedł siedliska. Ucichł zgiełk i głośne rozmowy, gwar kawiarni, krzyki dzieciaków, nastał w miastach dźwięk tutaj nowy: śpiew radosny tysiąca ptaków. Na ulice wychodzą dziki, misie, łosie, sarny, jelenie, nikt ich chwytać nie chce we wnyki, w mieście prędzej znajdą jedzenie. Powolutku płyną godziny, drzewa w słońcu się wygrzewają, dzikich kaczek całe rodziny w miejskich stawach sennie pływają. Czasem jakieś auto zbłąkane czarną wstęgą sunie nieśmiało albo człowiek idzie w nieznane znaczy - kilku jeszcze zostało. Lecz czy ktoś się martwi tym faktem? Ulgę czują nawet huśtawki, twory żywe i artefakty, żywopłoty, parkowe ławki... Tak więc: wiosna! Czy ona może być piękniejsza, a świat być lepszy? Oby człowiek się, nie daj Boże, nie odnalazł - bo wszystko spieprzy!
Ten Ranking jest ustawiony na Warszawa/GMT+02:00
×
×
  • Dodaj nową pozycję...

Powiadomienie o plikach cookie

Nasza witryna korzysta z plików COOKIES („ciasteczka”). Dowiedz się więcej o COOKIES z naszej Polityki Prywatności Polityka prywatności