Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki


Ranking


Popularna zawartość

Zawartość, która uzyskała najwyższe oceny od 19.04.2019 w Odpowiedzi

  1. 19 punktów
    jak przystało na kochanków sypiam z moim piórem znów sturlało się jak spałam prosto pod koszulę muszę mu zapalać światło ponoć lepiej widzi ale gdy się nie popisze ja się muszę wstydzić
  2. 16 punktów
    Wciągam sobotnie poranki gdy z uśmiechem na twarzy krzyczałem pobudka kiedy metr kwadratowy mieszkania rozszerzała dziecięca wyobraźnia przeszłość do granic rozciąga płuca dmucham i widzę gasnące świeczki dzieciństwa
  3. 14 punktów
    przedwczoraj mi się urodził wiersz brzydki, niczym potworek ach, dramat, pewno po takim resztek odwagi nie zbiorę. jak mam go innym pokazać, gdy brak mu rączek i nóżek? przyszłości oprócz szuflady już innej mu nie wywróżę. a on sam sobie uroił bo tak to bywa już z młodym, może minstrela zachwyci, że nada się na rapsody. i szyldzik sobie przywłaszcza bo lustra odnośni nie ma - a może ja sonet jestem albo i nawet poemat! * ty gniocie lichej postury bez sensu puenty i treści, zapytaj kosza na śmieci czy zechce ciebie pomieścić!
  4. 13 punktów
    Śmiały ma dobrze, śmiały ma świetnie jak chce to powie, nie chce, nie blednie. O wszystko zawsze śmiało zapyta, co chce, to zrobi, nic się nie cyka. On nie zna granic ni zahamowań, od wątpliwości nie ćmi go głowa. On wszędzie pójdzie, nic go nie wstrzyma, bo dla śmiałego trudności nie ma. A nieśmiałemu zawsze pod górę, słowo okoniem, spojrzenie murem. A nieśmiałemu jest bardzo ciężko, każda porażka jawi się klęską. Śmiały zazwyczaj bywa wesoły. Czy jest bogaty, czy też jest goły, lecą na niego chętne panienki. Nie ma znaczenia gruby, czy cienki. Często też robi on interesy, w których odnosi nieraz sukcesy. Bryluje w tłumie, bawi się sobą, żadne go smutki dopaść nie mogą. A ten nieśmiały? Stoi gdzieś z boku i nie ośmiela się podnieść wzroku. A jeśli idzie? Chodzący smutek, ciągle go męczą myśli zatrute. Śmiałego widać z bardzo daleka i od ciekawskich on nie ucieka, wręcz się wystawia na pokaz szumnie, śmiało się kładzie nawet we trumnie. I na nagrobku śmiało wyrywa: "Tutaj Prawdziwy Śmiałek spoczywa" Czymś się zapisze czasem w historii, Bo taka śmiałość bywa w teorii. A ten nieśmiały siedzi cichutko, swoją nieśmiałość zawierza smutkom. A ten nieśmiały po nocach szlocha... Wszystko się zmienia, gdy go pokochasz. Gdy go pokochasz naprawdę szczerze, całą nieśmiałość szlag jasny bierze. I twój nieśmiały nagle się zmienia w najsprawniejszego merchandisera.
  5. 13 punktów
    Idąc pod prąd cierpliwie, idąc pod prąd wytrwale, kiedy wędrówki twojej niejeden rok przeminął, docierasz do tej chwili, gdy jasnym już się staje, że ci, co cię wysłali wygodnie z prądem płyną.
  6. 13 punktów
    kość odrapana z mięsa niezbyt dokładnie zimna woda na cal ponad ulubiony garnek jeszcze niekompletny dodam marchew seler pietruszkę chrusty rozważnie rozpalę w ogień niech się wodzianka rozgrzewa jeszcze soli i pieprzu do smaku suchy chleb obok jednego talerza gotować na wodzie to sztuka nie musimy się najeść do syta wystarczy zapach gorącej pary by dokuczliwy głód poczuć od nowa
  7. 12 punktów
    Od pyska Rzekł: „pies siwieje od pyska” i maznął mi brodę farbą, wpierw próbowałem to iskać, bo jego mać <tu łacina>! nie spytał nawet sukinbrat, a ja wszak na to nie bardzo. Przeliczykrupił mi włosy, przerzedził je drań bez serca, „od teraz tak będziesz chodzić” — powiedział szeptem bezgłośnym, tu też nie było mej zgody, czy o nią prosił? — a gdzież tam. I zębów mi skruszył parę, a niech go nagła cholera!, kilka mi wybił na stałe, ot, tak po prostu, za frajer, bokserski ma facet talent, było z nim nie zadzierać. W pasie mnie objął, doprawił co nieco, tyci, ździebełko, lecz brzuch już nie jest jak granit, tatowe ma takie te kształty, znak znaczy — stabilizacji, więc jakoś nie drażni mnie to. I tylko tego się boję, kiedy przeglądam się w lustrze, że gdy nadejdzie już koniec, na piersi złożą mi dłonie, a ciało ogień pochłonie, ja duszę w pustce rozpuszczę.
  8. 12 punktów
    Nie jest seksu niewolnikiem, Szczęścia swego to kreator, Swoim własnym jest sternikiem. Wolny, silny masturbator. Bardzo wszak kobiety lubi, I flirtować nie przestaje. Lecz w miłości się nie gubi, Jej zniewolić się nie daje. Lubi patrzeć na kobiety, Rzadko kiedy je uwodzi. Bo seks z nimi to niestety Już mu wcale nie podchodzi. Dzikie orgie ma w laptopie, Tego nie ma przy kobiecie Całą dobę seks na topie, Może znaleźć w Internecie. Już ma dosyć uwodzenia Niepewności i wymagań, Ma, czy nie ma powodzenia, Wciąż za dużo trzeba starań. Seksu wcale się nie lęka, Ale go nie potrzebuje, Lepsza przecież własna ręka, Co tak świetnie się sprawuje. Jej nie prosi, jej nie błaga, Do działania zawsze skora. Bardziej niż kobieta naga, Chętna dla masturbatora. Nie oszuka, nie zawiedzie, Perfekcyjnie się spisuje. Razem z nim na urlop jedzie. Nic go przy tym nie kosztuje. Czeka wierna i gotowa Zaspokoić swego pana. Jej nie boli nigdy głowa, Zawsze będzie mu oddana. Bez kobiety, bez miłości, On i jego penetrator, Nie wyrzeknie się wolności, Facet jutra - masturbator.
  9. 12 punktów
    w tłumie znajdujesz mnie metaforą umiejętnie stosujesz przerzutnię inwersjami rozmowę osładzasz rymem bawisz rytm prosi do tańca w tany pójdziemy? zbędne podłogi cenne dywany kandelabry na ścianach wirujemy – lecą skry krętym wersem prowadzisz w sady ocieramy się czasem o pnie miękkie gruszki spadają na głowy klapsy
  10. 12 punktów
    na bezludnej wyspie świecących ikonek wyschły struny głosowe trunek gotowy by przepłukać gardło z aniołem wygrać na rękę i zasnąć
  11. 11 punktów
    nie wstydź się podejdź przecież możesz zobaczyć jak bujne łąki myśli sukcesywnie asfalt rani śmiało podejdź rozchyl poły możesz zajrzeć mi w duszę patrz ostatnie krzywe drzewo lśni od żywicy bo nie wpisało się w ramy lasu
  12. 11 punktów
    zawsze myślałam świat się kończy w ogrodzie ciężkie słoneczniki kiwają przy krętej alejce niezapominajki kiedy ciemnieje pachnie maciejka bujane wiatrem niespokojne wiciokrzewy zawadzają splątane w znaki zapytania polne włóczydła zmyślają kruchość wyhodowanej porcelanowej róży
  13. 11 punktów
    Zimno, pada, na dokładkę jeszcze wieje.Kulę się, jak niekochany stary pies. Dobre słowo dziś nie będzie wybawieniem, może zamiast niego przyjdzie cicha śmierć. Niewidzialna przykusztykam na próg domu i otrząsnę z kropli deszczu siwy łeb. Nie mam siły... Panie Boże ciało złomuj, resztę zabierz, czy też diabłu krzyknij weź! Nie mów, proszę, że zwierzęta są bez duszy i nie dla nich odkupiłeś przecież świat, a wytłumacz po co cierpią i czy wrócić będę mogła w ciele kota albo psa. Adoptuje mnie miłośnik wszystkich istnień. Ofiaruje ciepły kącik, schowa bat, którym smagać można słabszych, przy tym myśleć - wyspowiadam się i czyste konto mam. Nie rozumiem boskich planów. Jestem nikim. Myślę tylko, czy podołam przetrwać dzień. Jeśli poznam Ciebie kiedyś, dasz się zbliżyć, to poproszę, aby w niebie był też pies. Ten, na przykład, tak bestialsko skatowany, który łapy ma nie po to, aby biec, ale gotów dać się jeszcze nieraz zranić, przywiązany, aż po życia smutny kres. Do człowieka, który dumnie niesie głowę, z góry patrzy na poddany sobie raj. Chce, by łasił się do niego, niczym koteki pazury skromnie schował mniejszy brat. Znów zasypiam, nakłaniając Ciebie Boże, daj mi prezent, okaż łaskę, nocą spraw, (długo żyłam i uśpiłam wiele stworzeń)bym zasnęła, już na zawsze, cicho sza...
  14. 11 punktów
    Sen mara, Bóg wiara - mądre to przysłowie, więc gdy we śnie kozioł łypie na mnie koso, to jedyna rada - modlitwa i spowiedź. Kozioł znakiem diabła, na dokładkę bodzie. Na pewno chce czystą duszę posiąść nocą. Sen mara, Bóg wiara - powtarzam wciąż sobie. Zbroję się w różaniec, do walki sposobię ze złem w koźlej skórze. Mówię precz pokusom, a jedyna pomoc - modlitwa i spowiedź. Kozioł atakuje. Mnie po plecach mrowie przechodzi ze strachu, lecz powtarzam głośno sen mara, Bóg wiara - mądre to przysłowie. Och! Z czarnego kozła wyskakuje człowiek, seksownego ciała, ukazując boskość. Na nic się nie zdała modlitwa i spowiedź. Łapię za ostatnią broń - na biedną głowę, moherowy beret wciskam z wielką mocą. Sen mara, Bóg wiara - wyszeptał man trwożnie, a mnie znów została modlitwa i spowiedź. Z przymrużeniem oka:)
  15. 11 punktów
    sprawdzam czy pasuje do ciebie słowo kochanie co się stanie jak je powiem czy uśmiechniesz się czy rozpłyniesz we mgle czy obudzisz - dotykam słowami śmielej zuchwale czasami jak ślepy ściany gdy nie wiem a one rezonują słowa masują rozluźniają napięcia popatrzę posłucham echo słowa jedno z ech
  16. 11 punktów
    porównywała siebie do starego domu prosiła - otwórz we mnie okna wpuść słońce a wiatr niech przyniesie zapach miodu z pobliskiej lipy nie umiałem teraz zachłannie wciągam w nozdrza woń kartek pokrytych jej pismem wiersze mamy ile w nich życia uczuć pragnień których nie widziałem nie chciałem zobaczyć to nic synku to nic - słowa w mojej głowie trzeszczą jak konary - nie płacz rozmażesz atrament uśmiecham się
  17. 11 punktów
    Scheda Co zostawię po sobie, kiedy przyjdzie odejść, gdy już w drogę wyruszę, co się w nocy topi, kilka włosów wsuniętych między strony książek, z tą nadzieją, że może je znajdziesz, nas wspomnisz? Kiedy spotkam tę nicość, co pożera wszystko, jakie ślady po sobie zostawię na ziemi? nieencyklopedyczne dano mi nazwisko, kopa w tyłek na drogę i goryczy kielich. Mam snów niedokończonych po brzegi w szufladach oraz drobną kolekcję blizn maści wszelakiej, w szafie duchy starannie na półkach układam, lecz to spadek mizerny, więc zadanie takie pozostawię potomstwu, by za mnie dośnili moje sny, wraz z własnymi mieszając je gęsto, kiedy w pył już jestestwo zamienię i w dymy, niech mnie w wierszach szukają, gdy za mną zatęsknią.
  18. 10 punktów
    rozbrajania min nauczyłam się sama zawsze podniecało mnie ryzyko i możliwość wkładania palców tam gdzie nie trzeba - jestem silniejsza od wczorajszych łapanek historii domykanych po omacku nocą łatwiej przemycić ból bez świadków po ostatni siniak wylizuję rany jak suka
  19. 10 punktów
    Radość Robię wrażenie niepostrzeżenie, gdy rozczesuję włosy grzebieniem. Po głowie czule się prześlizguje jeden za drugim ząbek - to czułe. Nie rani, drapie milutko, czasami zahaczy włosek leciutko. Śmiech mnie ogarnia - nie takam marna, skoro czupryna ma taka czarna. Ciemna jak nocka, jak moja kotka, która cichutko mruczy - grzechotka? Nie, to po prostu istotka - trzpiotka. Jest zawsze ze mną we dnie i w nocy z miłością wielką patrzy mi w oczy. Gdy na kocyku leży - łapkuje tak swe uczucie mi pokazuje *** Sięgam po grzebień - który już znacie, a ona mówi: uczesz mnie kamracie.  J. A.
  20. 10 punktów
    Pomysł Wezmę pod rękę sen, zaśpiewam z nim piosenkę o radości życia, która przenika umysł i ciało - och, nigdy jej za mało! Dostrzegę piękno świata - takiego wariata w barwy splatającego warkoczyki z marzeń. Pokażę, jak można uśmiechem zarażać, a smutki odważę się obrażać. I będzie git. Taki mam pomysł. Justyna Adamczewska 2019 r.
  21. 10 punktów
    słoneczko Peru i wilcze oczy ubeckie świnie krwiożercze mordy europejczycy słudzy Brukseli wyznawcy diabła lesbijki geje ciemne buraki neofaszyści zdrajcy ojczyzny nonkonformiści tak komentują niektórzy wiersze na stronach Polskiej Poezji Współczesnej cóż mam - powiedzieć że przyszły czasy mnóstwo poetów ale bez klasy merytoryki większość unika łatwiej obrażać jest przeciwnika to nie poezja to polityka
  22. 10 punktów
    Poza horyzont A gdyby spojrzeć dalej, za granicę światów, Prastarą jak te gwiazdy co przez wieki płoną Iskrami martwych cudów, które w snach więziono, Gdzie płomień swój wzniecały dla zwiędłego kwiatu? Widziałem takie miejsce, pełne złotych szkatuł, Zamkniętych mocą zaklęć co rabusia łomom Przenigdy nie ulegną. Rygle ich stworzono Na ludzkich pragnień kruszcu, śród fantazji gmachu. Maleńki stał tam kufer, zasuw miał tysiące, I dojścia doń zabraniał kłódek dzielny zastęp, Co dumnym był obrońcą skrzyni wciąż błyszczącej Światełkiem dawnych marzeń, pasji już wygasłej. Choć jestem coraz rzadziej woli swojej gońcem Potęgą snów rozerwę zamki skrzyń żelazne! ---
  23. 10 punktów
    Raz zagadnął, tak z wieczora syn - małolat ciekaw świata, wierszokletę - amatora: - zdradź mi tajemnicę, tata która mnie nurtuje trochę- a zapytać chyba mogę? Pytaj synku - odrzekł ojciec- bardzo chętnie Ci pomogę! Tato! Jak się pisze wiersze? Sercem synku! To po pierwsze. Gdy Ci w głowę pomysł wpadnie, dodaj rym mu jako - taki, całość w słowa ubierz ładnie, by dziewczyny czy chłopaki kiedy czytać będą wiersz ów na swej twarzy mieli radość, podziw i niedowierzanie wraz z uznaniem - a nie żałość. Ważne, aby niósł przesłanie. Nie o dupie był Maryny całość puentą spięta zgrabnie, ładne słowa, zręczne rymy treść humorem okraszona - nie za krótkie, nie za długie - to po drugie. Kiedy już ,,bakcyla'' złapiesz, weny skrzydła Cię poniosą, słów nektarem się upajać zaczniesz, jak kwiat ranną rosą, już nie zechcesz zejść na ziemię, bruków deptać swoją nogą, lecz tkwić na Pegaza grzbiecie - to po trzecie! I rzecz jedną zapamiętaj, raz na zawsze już do końca: gdy ,,wysoko'' latać zaczniesz, nie lataj za blisko słońca! (Metaforą się posłużył ojciec do swojego smyka by za pewny nie był siebie i nie skończył tak jak Ikar) Mówiąc w skrócie - jeśli tworzysz coś co kochasz, nie przeliczaj, na złotówki czy dolary ile to, co tworzysz warte - to po czwarte. Czy zachwyty, czy krytykę na swą klatę bierz z pokorą, przecież lubisz pisać - odłóż więc na bok ambicję chorą. Ważne, abyś był w dążeniu konsekwentny i lojalny. Nic na siłę! Brak natchnienia to stan całkiem naturalny. I nie ważne jest czy piszesz w dzień czy w nocy, w upał, w słotę długopisem czy flamastrem, czy zdobionym złotem piórem - ważne, aby to co piszesz wielką Ci sprawiało radość w marcu, w czerwcu, w listopadzie prawdzie uczyniło zadość, i pisane było szczerze, w poniedziałek czy też w piątek - to po piąte.🙂 Wałcz 27.11.2018
  24. 10 punktów
    Czekam wietrze wiej burzo mrucz słońce świeć spoza chmur gradzie bij ściel się mgło szronie skrzyj w mroźną noc jeśli zaś Bóg jest też niech da znać czekam cześć
  25. 9 punktów
    We śnie mnie dzisiaj odwiedziłaś z szarej zjawiłaś się nicości to wzruszająca bardzo chwila ,,wejdź proszę zechcesz się rozgościć?" Z łóżka począłem z wolna wstawać lecz powstrzymałaś ręki gestem ,,Leż na chwileczkę małą wpadłam marzeniem tylko sennym jestem". Kiedy wpatrzony jak w obrazek czułość dostrzegłem w oczu blasku ,,chwilkę posiedzieć pragnę" mówisz ,,niebawem zniknę gdy o brzasku niebo z kolorów ołowianych na pastelowe barwy zmieni daleko będę zamajaczę zapamiętanym snu wspomnieniem". Tak bardzo pragnę ucałować -jak liść osiki, drżący cały - twarz ukochaną smukłą szyję ramiona gładkie jak aksamit kiedy delikatnymi dłońmi pieściłaś mnie po karku włosach wzruszeni w oczy zapatrzeni wzlatywaliśmy pod niebiosa... Całując czule wciąż i jeszcze dotarłem do prześlicznych piersi tak wyrzeźbionych przez naturę że to się filozofom nie śni... I nie chcąc pozostawać dłużną w szale ekstatycznej miłości zalałaś niczym Etna miła po brzegi lawą namiętności.
  26. 9 punktów
    Moja miłość - srebrnopłowy motyl nie przechwala się i nie nadyma, moja miłość jest wiatrem ulotnym, rytmem serca wędrująca chwila. Cierpliwością jest cała podszyta, z bukietami stokrotek na rękach i o wierność się nigdy nie pyta, bo jest wierna, życzliwa i piękna. Jest taktowna, przetrzymuje wszystko, nie prowadzi rachunku sumienia, nagą prawdą jest czystą, przejrzystą, co nie kłamie, bo faktów nie zmienia. Po bezkresnym przechadza się niebie, siwe chmury całuje i głaszcze, potem wraca stęskniona do ciebie mówiąc szczerze: „mój jesteś, ty masz mnie.”
  27. 9 punktów
    dostrzeżesz kiedyś iskrę, zapłonie wczas na moment, demony znikną wszystkie istne lub wymyślone, dzisiaj w chaosie zdarzeń, w zamęcie upojenia coś ci uparcie każe, biec za czymś, czego nie ma. zanim gonitwa myśli zakończy bieg donikąd, niejeden przegrasz wyścig, nie raz usłyszysz chichot. poświata nowej drogi uwolni chore zmysły i to co było wrogim w spojrzeniu nienawistnym.
  28. 9 punktów
    u mnie dziś samotnie pachnie piołunem i mirrą jestem tak daleko nawet nie wpół pomiędzy krzykiem i tłumem nie umiem stać bliżej niż jestem *** u stóp golgoty u progu grobu - zabiegani między babką a żurkiem kurką a zajączkiem – niegotowi zawsze spóźnieni by rozumieć umieranie Boga dla ludzi człowieka dla człowieka – konać aby żyć wchodzić do ciemnego grobu wstawać z aureolą świtu – czy można przeniknąć nieprzeniknione bez obumierania w codzienności bez Jezusa nie ma sensu krzyża Panie dozwól nam dotykać rozumieć i kochać przenikać noc
  29. 9 punktów
    Im więcej mam lat tym więcej siły i ochoty na dźwiganie mniej więc zrzucam balasty kotwice kredyty i żądze nie chcesz wysłuchać mojej historii tak jak mi nie chce słuchać się twojej każdy z nas przeżył już to co teoretycznie powinno go zabić i widział potrąconego psa któremu nikt nie pomógł Wolimy więc robić swoje w kokonie chmur i dywanów z naręczem kwiatów uśmiechów w milczeniu dla siebie Hashtag Jutro będzie lepiej Zdzwonimy się jutro
  30. 9 punktów
    czy to stan serca czy kaprys umysłu czy zwykła ludzka potrzeba refleksji nad codziennością którą los nam wyśnił a teraz uniósł i w próżni zawiesił są takie noce i poranki w życiu że przygnębienie przychodzi znienacka najpierw przygląda się z dala w ukryciu za chwilę niemoc w krwiobieg nam wtłacza drętwością płynie krew łzawo-czerwona z dodatkiem soli piołunu gorczycy chciałbyś tę boleść przydeptać pokonać lecz stawia opór beznadzieją krzyczy czy smutek kocha samotność to nie wiem a może przez nią ciągle się odradza błądzi marazmem po bezkresnym niebie później z gwiazdami na ziemię chce spadać każdy swój smutek czuje i posiada by nie był ciężarem lub zbytnio nie smucił warto z nim szczerze otwarcie rozmawiać albo go porwać i z serca wyrzucić
  31. 9 punktów
    Pięć pytań Czy czujesz, jak pachnie cień drzew, które piją soki brzemiennej ziemi w ten dzień, dzień mocą wiosny drżący? Czy słyszysz, jak krzyczy wiatr, który się w liściach zgubił, że tylko na chwilę wpadł, i dalej gnać już musi? Czy na języku ci skrzy słonawy posmak słońca, który przenika do krwi, przenika wskroś i do cna? Czy cię dotyka ta dłoń, co ziemię wokół głaszcze i zmienia w zieloną toń, wszystko pod nieba płaszczem? Czy widzisz ten płatków tan, co niby śnieg się sypią? wśród nich do ciebie ja sam gwiżdżąc, idę ulicą.
  32. 9 punktów
    nie mogliśmy się najeść bo jedliśmy oczami pochłaniając żarliwie zapalczywie na pamięć i na sianie i w trawie trawiliśmy zmysłami prawie lecz nie do syta wciąż zachłannie u szczytu tylko bez bez dotyku
  33. 9 punktów
  34. 9 punktów
    się znowu zielenić zakwitać wzorem łąk wskrzeszona miłością dotykać wzorem Ciebie .
  35. 9 punktów
    ile łatwiej by było gdyby Ciebie nie było gdybyś się nie urodził i po świecie nie chodził żyłbyś wśród krasnoludków smoków i ufoludków wśród superbohaterów wróżek nimf czarodziejów nikt by Ciebie nie zdradził nie opluwał nie szydził nie doznałbyś cierpienia inna byłaby ziemia gdyby Ciebie nie było ile łatwiej by było w Ciebie prosto uwierzyć i taką wiarę szerzyć ale na przekór myśli i urojeniom wszystkim jakimś opatrznym gestem ciągle zwyczajnie Jesteś.
  36. 8 punktów
    ciągną w dół szaleńcza pogoń myśli zwiększa ciśnienie opadam w mrocznych otchłaniach do dna narasta pokusa by otworzyć usta uwalnia przewrotność natury i ruszam ku górze pozostawiając ołowianą przeszłość choć łaknie zapewnień skołatany mózg pamiętam za wcześnie nie otwierać ust by wreszcie łapczywie nabrać haust powietrza
  37. 8 punktów
    Wędruję przez las - beskidzki, świerkowy – przed siebie, niespiesznie, przez dzikie podszyty. Odległy mi czas – ja słyszę rozmowy wśród ptaków, a wrzesień jest bliski, lecz skryty. Wędruję przez las – wśród wartkich strumieni - te gonią za słońcem ku cichej dolinie. Niejeden już głaz się w nurcie odmienił, od wody płynącej – ja razem z nią płynę. Z lewej głośny stuk – widzę dziób dzięcioła, jak pewnie, wytrwale okrąża pień świerka. Z tyłu głośny huk – jakiś drwal podołał jakiejś sośnie starej – w gęstwinie ktoś ćwierka. Szybko stawiam krok – nad leśnym moczarem; słyszę dźwięki śmielsze, ktoś nade mną kracze. Nagle - patrzę w bok – a kruk już się zdaje odległy jak wiersze pełne zmyślnych znaczeń. Przy granicy słup – to nie ta granica, którą dziś postawię, przemierzając szlaki. W dole stary trup – zginęła nornica, pragnąc umknąć w trawie przed drapieżnym ssakiem. Wtem zanika cień – opuszczam gęstwinę na rzecz ludzkiej łąki – dla serca i brzucha. Kończy już się dzień – pora do chatczyny na minut pięć wstąpić – w swoich głos się wsłuchać. To ostatni raz, nim na szlak powrócę. Chłonę wszelkie śpiewy – widoki podziwiam - i znów wchodzę w las - dołem będzie krócej – żywiczne wyziewy – i mój nos ożywa. Wędruję przez las – słońce już się chowa za Wielką Praszywką – grzbiet wskazuje drogę – muszę zdążyć w czas – nim ostatnie słowa pod wiatą ucichną – idę śladem owiec. Wędruję przez las – twardszy, niż się zdaje. Z każdym trelem pliszki coraz bliżej jest nas. Każdy górski łaz stając przed rozstajem – nawet idąc ku wsi – wędruje przez swój las. 24.08.2018
  38. 8 punktów
    Polak Jeżeli Polak znaczy katolik, to ja nie jestem Polakiem, chociaż z tej samej ziemi i soli, choć także mam papier za chrzest. Grają mi we krwi Grunwald, Powstania, a wiatr z Chopina coś śwista i chociaż mu się polskości wzbrania, Tuwim mnie ciągle zachwyca. Jeżeli Polak to patriota, bo nosi z kotwicą t-shirt, wszędzie mu śmierdzi kolumna piąta, to mnie z takiej Polski wypiszcie. Ja ludzi nie chcę na miejscu liści wieszać na drzewach jak wściekli, wrzeszczący w cieniu pięści rozliczni piewcy pożogi i śmierci. Kiełbasogłowi, w oparach wódki, Polak potrafi? — na zicher — dać wam róg złoty cholerne głupki, to z niego pałę zrobicie.
  39. 8 punktów
    31.07.1917 Wspomnienia z lat minionych szepcze mgła do ucha I tuli swym dotykiem blizny gorzkie w sercu, Spragnionym iskry życia, pośród dusz straceńców, Umysły, których zalał krwawy śmierci puchar. Natarcia trwa godzina. Jęków, błagań słucham, Zaklętych przez demony w wiecznym cierpień wieńcu, Złożonym na mogile setek już młodzieńców, Na ziemi dziś niczyjej, gdzie nadzieja głucha. Dowódcy słyszę gwizdek, biegnę wnet na wroga, Gdy nagle z księgi życia karta moja znika, Bo płomień kruchych marzeń, ten ostatni, dogasł, A pierś od kuli wrażej męczy się przebita. Lecz tu, przy naszych zwłokach, anioł żar zachował, Śród trupów zakwitł bowiem biały kwiat, tulipan. ---
  40. 8 punktów
    Kiedy boli najmniejszy dotyk słowa "Czas leczy rany" Pozostawiając paskudne blizny W zaciszu domów
  41. 8 punktów
    Pusto-stany Szczuro korpo dramy Pusto-słowia Kopiuj wklej coś dodaj Zapalny stan W tkankach ram Źrenicach Granicach Przyłbicach Otwartych Ran
  42. 8 punktów
    ja wydobywam się z cienia tak bardzo kocham moje imię w twoich ustach .
  43. 8 punktów
    zamiast w ziemi pogrzebać wezmę go w dłoń i przyłożę do serca a może zatętni .
  44. 8 punktów
    ale tańczę znów z wiatrem faluję sukniami korzeniami przed wichrem sie bronię jak one .
  45. 8 punktów
    upadek przydarzył się jak to zwykło dnia powszedniego pełnego promieni choć gwar wokół szumny i kwitnie wszystko ja z głową przy drodze pośród kamieni śmiech łukiem omija moje koryto przechodniów tak pięknych jak przy niedzieli jest wiosna zatem kwiat trawy obrasta życie aż kipi, wylewa się zewsząd serce chce kochać, myśl ciągnie do miasta ni mózg ni serce emocji nie mieszczą tak gwarzy nadciągająca hałastra ja dostrzec tego nie mogę co wieszczą ostentacyjnie więc leżę na drodze na przekór mroku i przeciwko mrozu ja sam jedyny – samotny przechodzień od nowa plotę wciąż bukiet powodów wszak nikt nie zrozumie przez co przechodzę gdy tafli lodu nie widział od spodu
  46. 8 punktów
    To już ostatni łyk wolności który powala ścina z nóg pyskiem znów cioram po asfalcie tonąc w schematach gówno burz Czy to naprawdę takie ważne by wpisać się w ostatni trend Czy też nie lepiej jest otwarcie pisać tak jak się tego chce i odciągneli mnie na trawę tam gdzie królują śmieci i głód bym nie zakłócał swym obrazem miasto to przecież ludzki twór
  47. 8 punktów
    gdzie kwiaty wyrastają z ran zwilżonych łzą i dziwne jest że szloch zamienia się w melodię bo ludzi dobrej woli jest więcej
  48. 8 punktów
    zabierając z sobą lewą komoręprawą zostawiła przestrzeloną dziurawa pompuje krew do mózgutylko po to by podtrzymać świadomośćże obie zawsze należały do niej
  49. 8 punktów
    duszo moja każdego dnia coraz większa już dawno mnie przerosłaś małą i zagubioną w tym ogromnym wszechświecie trzymam się ciebie mój kochany ratunku każdego dnia duszo moja duszo moja budzisz się co rano coraz większa już dawno mnie przerosłaś małą i zagubioną w tym ogromnym wszechświecie trzymam się ciebie mój kochany ratunku budzisz się co rano coraz większa już dawno mnie przerosłaś małą i zagubioną w tym ogromnym wszechświecie trzymam się ciebie mój kochany ratunku
  50. 8 punktów
    w oddali dogasają okna noc gasi żar autostrada zaczyna być linią bok środek bok światła mijania i punkty zbliżające się z prędkością jakby przeciwległych sobie aut co jakiś czas miasto oświetlona stacja kosmiczna poniekąd to jedna z form istniejących we wszechświecie a pomiędzy czarna dziura nicość która pochłonęła krajobrazy dnia na końcu dom jeszcze bliżej jutro Sylwia Błeńska 21.4.2019
×
×
  • Dodaj nową pozycję...