Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Ranking


Popularna zawartość

Treść z najwyższą reputacją w 27.06.2019 uwzględniając wszystkie działy

  1. 6 punktów
    Tak, poznałam śmierć. Widziałam wielokrotnie, jak wrośnięte w wasze tkanki giną kolejno: czucie, sumienie i horyzonty w myśl zasady "tak-będzie-lepiej". Mnie rozszarpywały te śmierci, wszystkie naraz i każda z osobna, mimo że nie w moich rękach nóż, żyletka i inne narzędzia ostre. Powtarzałam więc: "nigdy nie zabiję, nie skrzywdzę", dopóki nie poczułam ich, rozkładających się we mnie i teraz niech nie będzie mi wybaczone użycie przedmiotów ostrych ani zastosowane żadne okoliczności łagodzące. Znam chronologię własnego upadku. Pamiętam, że pierwsze umarło czucie. Cięłam z ulgą tę (nie)potrzebną narośl, krok w stronę normalności i może-będzie-lepiej; tymczasem, sumienie trupieje we mnie. Miejscami odrywa się od skóry, ponieważ znieczulone przestaje być potrzebne. Ja czekam już tylko na śmierć horyzontów i owszem, boję się ich skurczu do rozmiarów piąstki noworodka; boję się, że po niej nie będzie już można udawać że wszystko jest w porządku
  2. 3 punkty
    I koniec świata nastąpi przy ogólnym śmiechu i oklaskach jak to powiedział Kierkegaard: - niektórzy pomyślą że to żart
  3. 2 punkty
    w grupie depczemy przestwory nie z ludźmi. ja ludzi się boję lęków zburzone mury z tym jednym stoję i stoję idą koło mnie, beze mnie a sztylet daleko. daleko jak zapach unosi z lekka wiadra szkarady wieko parszywe kształty. znajome dłonie? one tak świecą suną węże złociste to palce. życzenia pędzą
  4. 1 punkt
    Sytuacja , którą opisuje jest bardzo prosta. Niestety kiedy siadam przed arkuszem papieru tudzież notatnikiem komputerowym muszę zamieścić wiele niepotrzebnych słów. Osoby nie lubiące lania wody ostrzegam, że zwyczajne zdarzenie, które można streścić w kilku zdaniach prawdopodobnie zbędnie rozpiszę... Miało to miejsce rok temu, może dwa lata. Więcej na pewno nie. Pewny jestem tylko, że działo się w trakcie upalnego lata (zresztą osobiście chłodnego nie przeżyłem). W wolną sobote. Jechałem do Katowic. Cel był towarzysko konsumpcyjny, ale nie będę wdawał się w szczegóły. Ponieważ nie tego dotyczy opowiadanie. Od kiedy wprowadzono tzw "Flirty". Doszło do rewolucji komunikacji miejskiej w mojej miejscowości. Jest to moja historia więc powiem z własnej perspektywy. Zamiast męczyć się godzinę w autobusie, tudzież 40 min, ale poświęcając 10 min spaceru na inny przystanek. Mogę dostać się do centrum Katowic w niecałe 25 min pociągiem. Do stacji mam niecałą minutę pieszo od swojej klatki do stacji kolejowej - tutaj kolejna rewolucja. Przed wprowadzeniem w/w Flirtów ta stacja służyła kilku celom. Piciu wódki czy paleniu marihuany przez nastolatków oraz podpatrywaniu bielizny kobiet w sukienkach przechodzących mostem nad torami przez dzieciaków. Zresztą chyba tylko one tym mostem chodziły, bo cała reszta wybierała skrót przez tory 20 metrów dalej. Dzisiaj już nie istniejący. Wyszedłem kilkanaście minut wcześniej by móc po drodze w spokoju spalić papierosa i kupić na dworcu w automacie bilet. Nie chciałem przepłacać u konduktora. "Dyszka" na ziemi nie leży (to metafora, znalazłem taką kilka dni temu). Jednak po spotkaniu się z miejską rzeczywistością zrozumiałem swój błąd. Już 3 metry od drzwi do mojej klatki poczułem pragnienie. Przebycie nawet tej krótkiej trasy w klimatyzowanym pociągu wydało mi się nagle misją niemożliwą. Nie będąc nafaszerowany gadżetami na każdą okoliczność jak Tom Cruse postanowiłem zahaczyć o pobliski monopolowy, który dosłownie stał na mojej trasie. Taka przykra didaskalia - jego część spłonęła kilka dni temu w nocy. Nie ma to związku z historią, ale dla mnie to przykra sprawa. Mam do tego miejsca sentyment - wcześniej moja mama posiadała ten lokal (nie było w nim wtedy alkoholu, a przeciętny kiosk osiedlowy). Po wejściu zrozumiałem swój kolejny błąd - wyszedłem za późno. Przede mną stało tylko 3 panów. Jednak sprawiali wrażenie, że ich zakupy mogą zmienić moje plany na ten dzień. Na oko obstawiam, że byli górniczymi emerytami. Na górniczym osiedlu o nich nie trudno, ale w swej ocenie biorę ważny endemiczny argument. Emeryt górniczy to taka osoba, której wieku nie da się ocenić "na oko". Może mieć zarówno 48 jak i 82 lata. Im dłużej się takiej postaci będzie przyglądać tym większe wątpliwości ogarną człowieka. Nieistotne. Stoję za tymi trzema Messerschmitami. W maleńkim lokalu mocno unosi się zapach przetrawionego (niestety) dość niedawno piwa. Panowie uzupełniali swoje baterie od 12 do 18 piw. Po tym wiem, że byli emerytami. Ci pracujący w sobotę wolą kilka razy podejść do sklepu. Już zanim pierwszy z klientów zrealizował swoje zakupy zacząłem tracić cierpliwość (a za mną pojawiali się kolejni z orzeźwiającym oddechem). Nie byłem na nikogo poza sobą zły. Zacząłem sobie wyrzucać, że chłodny napój był przecież oczywisty. Klienci w sklepie tak samo. A ja tu nerwowo spoglądam na zegarek w telefonie z własnej głupoty. Tak dalej być nie mogło. Trzeba się uspokoić - będzie co będzie. Najwyżej się spóźnię. Wciągnąłem głęboki wdech powietrza, zamknąłem. Odliczam od 10 do 0. Poczułem się jak stary Indianin spoczywający na zboczu góry w cieniu swego ukochanego buku. Nie wiem ile minęło od czasu gdy otworzyłem oczy, instynktownie przesuwałem się do przodu. Trans trwał. Już niemal jestem najważniejszą osobą w sklepie gdy pojawia się główny bohater tej opowieści. W sklepie był ścisk wywołany wszech obecnie postawionymi skrzynkami na butelki, napojami itd oraz oczywiście klientami. Pewnie nie tylko ja nie zauważyłem w jakim stylu na samym środku między klientami obok kolejki - w wąskim przesmyku służącym do wycofywaniu się w swoje strony - pojawił się on. Młody chłopak niczym się nie wyróżniający. Sprawiał wrażenie świeżo upieczonego maturzysty, ale mógł być kilka lat starszy. Ubrany nawet dość elegancko, energiczny, twarz pewna swego chociaż na swój sposób delikatnie przerażona. Wyłożył prośbę, którą zwrócił na siebie uwagę wszystkich obecnych: - Przepraszam. Ja przyszedłem tylko po jedną rzecz. Mam odliczoną gotówkę, a bardzo mi zależy na czasie. Gdyby szanowne państwo mogłoby mnie przepuścić uratowalibyście mi życie. Pomyślałem, że też wyszedł zbyt późno, jednak na autobus. Odliczone pieniądze są na bilet. Obudziło się we mnie chrześcijańskie sumienie, szczególnie, że chłopak potrafił wzbudzić sympatie kulturą i pięknym akcentem. Odpowiedziałem: - jestem następny w kolejce. Chętnie Cię przepuszczę kolego, jednak tylko w przypadku aprobaty reszty towarzyszy w niedoli. Wszyscy grzecznie się zgodzili. Żołnierz przede mną spakował ostatnią butelkę piwa do siatki po czym podziękował, życzył miłego dnia i udał się w kierunku swojej bazy operacyjnej. Podchodzi zadowolony młodzieniec do laty, kiedy mnie mijał zauważyłem coś co mocno ukrywał. Ogromne zmęczenie, ból fizyczny i psychiczny - wszystko było wymalowane na twarzy. Myślę sobie. Odwalił jakiś numer. Jedzie się pogodzić z dziewczyną. Pomyślałem by może mu zaproponować brak pośpiechu. Bukiet kwiatów w ręce byłby dobry w tej sytuacji. Z drugiej strony to nie moja sprawa. A zresztą mogę się mylić. Nagle się odzywa: - poproszę setkę "Żubra". Po czym położył dziarsko "piątaka" przed sprzedawczynią. Cały sklep parsknął śmiechem. Chłopak nie zrażony podniósł swoją płynną należność i dziękując wszystkim obecnym wycofał się rakiem ze sklepu... Poprawił mi humor na cały weekend. Nigdy więcej go nie widziałem, ale nie prędko go zapomnę. PS. Zdążyłem na swój pociąg. :)
  5. 1 punkt
    źródło: https://www.dwutygodnik.com/artykul/1450-liberatura-slowo-ikona-przestrzen.html Termin liberatura jest swego rodzaju słowem‑walizką, łączącym w sobie znaczenie łacińskiego liber zarówno w sensie wolny jak i książka: konotuje on zatem i wolność twórczą, i znaczenie książki jako obiektu materialnego w przekazie artystycznym (ale też – od libra, waga – „pisanie‑ważenie liter”. Pojęcie to wprowadził Zenon Fajfer w opublikowanym w 1999 roku w „Dekadzie Literackiej” szkicu „Liberatura. Aneks do słownika terminów literackich” ... obrazki skopiowane z sieci
  6. 1 punkt
    Wiele było już słonecznych godzin lecz w moim ogrodzie tylko jeden kwiat czas woli we mnie cicho siać na przyszłość .
  7. 1 punkt
    stwarzam się na karę i podobieństwo bardziej próżna niż użyteczna kiedy skosztujesz nazwę imieniem kolejny owoc skóra pęknie już zawsze będziesz wychodził z mojego żebra
  8. 1 punkt
    ostatnim gwoździem dobijam wieko wczorajszej trumny o świcie wstaję tym razem prawą nogą niech martwi się martwią rozkwita jutrem subtelne sieg heil dla jednej róży zamienię heilige tod na heilige leben
  9. 1 punkt
    I tak będziemy się sprzeczać… Tak, wiem… Jak skarpetki nie do pary… jedna zmięta i porozciągana, druga cała w dziurach, szara i sztywna od brudu, jedna biała, bawełniana, ty byłabyś ciemnobłękitna, albo kanarkowo-żółtą. Znamy się od lat, mimo to nadal nie rozumiem co daje ci siłę. Nie wiem… chyba po prostu nie potrzeba mi wiele… Okno, uwielbiam przez nie patrzeć. Czasem przeleci ptak, czasem trzmiel, co dzień coś innego. I to jest całe życie… Całe życie oprawione w ramki... Widzisz tę chmurę, tam wygląda trochę jak baba z wielką dupą… Z jednej strony łysa. Spójrz patrzy na ciebie! Nie widzę jej… Widzę ciebie… I co widzisz? Moją żonę… Zawsze tak było… Chciałbym żebyś wróciła… Dlaczego miałabym to zrobić? Bo jesteś lepsza niż ja… Wcale nie! Byłaś i jesteś wszystkim, czego mi trzeba… Wszystkim!
  10. 1 punkt
    zamiast codziennie do nich dzwonić wyszukując pod sufitem pięknych słów które dawno temu utraciły moc i blask lepiej rzadziej ale osobiście odwiedzaj ich przysiadaj obok przytulaj rozjaśniaj swym uśmiechem bardzo zatroskane twarze twoja bliskość będzie zawsze najlepszym lekarstwem na zranione tęsknotą serca więc nie wysilaj się codziennie - tylko co jakiś czas racz swoja obecnością niech mają świadomość że nie tylko oni za kimś tęsknią lecz ktoś za nimi również uwierz że ten niby mały gest w stronę tak zacnych osób jakimi matka i ojciec to najpiękniejszy i najcenniejszy z czynów którymi może pochwalić się współczesny świat
  11. 1 punkt
    Czterdziestoprocentowa moc Szukam mocy w szklance życia! Kiedyś niosła czterdzieści procent, lecz po trzydziestce to zbyt mało, by inwencja poetycka obudziła zmysły i uśpiła własne istnienie. Chowałem się głęboko w myśli wschodzącej słonecznie wraz z wypitymi procentami, tulącą się do synaps wciąż pijanych od wstrząsów ziemi i charakteru. Wtedy pojąłem, że szkoła zabija chęć czytania, ale bezdomna książka znaleziona nocą na przystanku, udowodniła, że litery gryzą tylko na lekcjach, i jaki silny trwał mróz. Znalazłem w barze pełną szklankę mocy człeczego przeznaczenia. Nie w strach mi ten długi czas, a moc w końcu obudziła zmysły i uśpiła istnienie, tworząc Noc.
  12. 1 punkt
    Doceniam Twoją szczerość 🙂 Trzymaj się, dobrej nocy, D.
  13. 1 punkt
    Przerażający tekst, ale dobrze napisany. Pozdrawiam
  14. 1 punkt
    @Deonix_ trochę jestem, a trochę nie... Nie wiem, czy udałoby mi się napisać coś takiego, gdybym nie miała do czynienia z tematem w ten czy inny sposób. Dziękuję za przeczytanie. @Alicja_Wysocka tak, cieszę się, to miłe, że wiersz wzbudził w Tobie emocje, wybacz, że tym razem raczej te bardziej ponure.
  15. 1 punkt
    Czerwone liście, latające muszki, wszędzie dookoła walają się puszki. Pije tu się piwo, zostawia butelki, zanieść do kosza wysiłek zbyt wielki, W lecie, na jesieni, w upał czy też mróz, najprościej do lasu wywieźć jest gruz. Dorośli to wiedza, wiedzą też i dzieci, najtaniej tutaj wyrzucić jest śmieci. Każdy dookoła ma piękną murawę, do lasu wyrzuca równo ściętą trawę. Gdy nadejdzie jesień pełno tu grzybiarzy, o wielkim prawdziwku każdy grzybiarz marzy. Chodzą po lesie, kozaków szukają, niejadalne grzyby depczą, przewracają. Przestraszone jeże w kulki się zwijają, ktoś je zauważy, z buta wnet dostają. Bardzo lubimy podwarszawskie lasy, wycieczki, weekendy, biwaki i wczasy. Od naszej stolicy są przecież tak blisko, szkoda, że jest to już zwykłe śmietnisko. Niestety, jako mieszkaniec Międzylesia, piszę z autopsji. W torbie martwy duży pies.
  16. 1 punkt
    Zaskoczyłaś mnie tym tekstem, bardzo na plus. Mocny, wyrazisty, wciągający. Mam tylko nadzieję, że nie jesteś Peelką. Pozdrawiam Cię, D.
  17. 1 punkt
    Przed przecinkami nie robi się spacji, a morze pisze się przez rz
  18. 1 punkt
    "może łez" jest najlepszym fragmentem tego wiersza :)
  19. 1 punkt
  20. 1 punkt
    A ta i mokry cyrk omiata. E, chcącym z mycą chce. A lecącym z mycą, Cela?
  21. 1 punkt
    nagłe skręty z tak na nie zwrotnica huczy mi w uszach metalowym chrzęstem nie ma wytchnienia w tych oddechach wdech-wydech wdech-wydech wdech-wydech próbuję zatrzymać ale boli więc dalej daję się wkręcić w
  22. 1 punkt
    --------------------------------- Tak, ale to musi być spontanicznie, a nie w ramach obowiązku, bo rodzice...
  23. 1 punkt
    Ale czasem zajść odwiedzić nie zaszkodzi a im robi się miło - znam wielu takich którzy zapominają tłumacząc się swoim życiem brakiem czasu i o takich mówię że są bez serca. Dzięki że zajrzałeś. Pozd.
  24. 1 punkt
    --------------------------------- Tak, jak mówił Wojciech Młynarski "Róbmy swoje". Tak więc co mogę, to sprzatam, informuje straż miejska, czy nadleśnictwo, no i opisałem to wierszem. Niech poezja też coś zrobi w temacie. Dzięki Waldemarze nad pochyleniem się, bo temat nie dotyczy tylko podwarszawskich lasów.
  25. 1 punkt
    Witam - miła moja wiersz miał się odnosić do obu rodziców dlatego poprawiłem co nieco - myślę że teraz jest wyraźniejszy Dziękuje za czytanie i komentarz. Ten karcący ton jest świadomy ma zmusić czytającego do refleksji' ale czy tak zadziała to nie wiem - chociaż bym chciał. Miłych chwil życzę.
  26. 1 punkt
    Racja. Niestety nie wiadomo mi nic na temat tego jak ta miłość wyglądała na wewnętrznym poziomie. Opisałem jedynie ten zewnętrzny. Pozdrowienia
  27. 1 punkt
    W zasadzie tytuł wprowadza tekst i jest przewodnikiem. Brak /odcięta miłość daje bóle fantomowe. Przecież o tym tekst, o niepoukładaniu, deficycie, o cierpieniu. bb
  28. 1 punkt
    Ten tekst I film są jak najbardziej warte tych miłych słów. :) I aż się dziwie, że jest ich pod nim tak mało... A film postaram sie obejrzeć w lipcu, bo dzisiaj się niestety na niego spóźniłam. Przczytałam Twój wiersz, o którym wspomniałeś, i musze przynać, że ten tu obecny podoba mi sie bardziej, bo konekwentniej trzymasz się dialogu i jednego tematu, przez co staje sie jedną całością, jednym "żywym, polsującym organizmem". Ten wczesniejszy jest mniej jednorodny, robi na mnie wrażenia "zlepka" różnych mysli i refleksji.., nie wyczuwam w nich wyraźnego rozowju - w gląb prawdy, a krążenie wokól niej, co mnie dezorientuje. Ale kazda z tcyh mysli jest głeboka i piekna, to na pewno. Odczuwam jednak w nim brak "kompozycji" tych fragmentów w jedna melodię, czy po prostu - w wiersz. Pytasz: Czy warto było..? Dla mnie - tak :) Bo na to pytanie można chyba uzyskać różne odpowiedieć, w zależności od tego, do kogo się je skieruje... A więc też dla samego Ciebie, było warto lub nie warto, w żalezności dla kogo i z jakiego powodu pisałeś. Moim zdaniem :) Ostatni bardzo się zastanawaim nad sensem (motywem) wlasnego pisania. Chcę znaleźć ten właściwy, bo wydaje mi się, że wtedy będę najlżej, najlepiej czy najwłaściwiej pisała. A teraz roz-pisałam się, więc już kończę, dziekuje Ci za odpowiedź oraz nakierowanie na film i pozdrawiam serdecznie :)
  29. 1 punkt
    Witam - trudny temat poruszyłeś - boli - no ale życie to nie bajka... Pozd.
  30. 1 punkt
    Przepraszam, że tak trochę opóźnieniem. Pierwszy lepszy przykład: Przepraszam, że tak z opóźnieniem, ale ja tak tu tylko w między-czasie. Jeśli to rzeczywiście, jakieś liczone w kilku sztukach - pewnie mogą być, bo to bardziej jak rzeczy prywatne, jakieś pamiątki niż książki. Natomiast sam kierunek - w stronę przesadnie dopracowanej grafiki - nie. Dla mnie to przeciw właśnie wolności, bo wg. mnie książka powinna być dostępna także ze względów finansowych. Pozdr.
  31. 1 punkt
    Pi_ - bardzo jestem za Twoim tokiem rozumowania - brawo Ty!!!
  32. 1 punkt
    Lektury z makulatury są spoko. Unikaty liberatury też są spoko. Można się ubrać w stare łachy i snobować na posępnego proletariusza. Można też kupować książki unikatowe i snobować się na kolekcjonera.
  33. 1 punkt
    Snobizm – jedno słowo. A może już nie czytamy, a wyłącznie oglądamy? To zupełnie jak te gumowe książeczko-zabawki dla dzieci, które sobie piszczą po naciśnięciu. Dzisiaj nie wystarczy napisać książkę. Odbywają się na przykład konkursy dla początkujących autorów, gdzie nagrodą jest wydanie ich pracy, a ocenie podlega gotowe już opracowanie i walory wizualne. W księgarniach na wyeksponowanej przestrzeni zwykle znajdują się kolorowe gadżety zawierające dodatkowo jakąś treść. Czy rzeczywiście są to książki od początku do końca wymyślone przez jednego autora? Nie wydaje mi się. A może należałoby wyłącznie robić zdjęcia pierwowzorom, takimi jeszcze z błędami? Albo np. uznać za równorzędną co do autorstwa np. żonę Dostojewskiego — Annę, stenografistkę. Bez niej przecież nie powstałoby większość z jego powieści. Czy to nie ona tak naprawdę – pisała? I co ma zrobić taki współczesny twórca, jeśliby gdzieś taki się pojawił, jeśli tylko pisze? A może to jakiś sposób – poodbija sobie rękopisy na ksero i zszyje kolorową nitką, a okładkę zrobi sobie z pudełka po butach i będzie kolportował te swoje produkty jak roznosiciel pizzy na skuterze? Nieważne, że nie zarobi, ale artysta całą gębą. Jak nie zginąć w zalewie tej całej kiczowatości (Czy to naprawdę nie trąci kiczem – „książka” z całą masą jakichś przycisków, zawieszek, obrazeczków itd.). Jeśli już właściwie każdy może się wydać na niewielką skalę, za małe pieniądze, to wymyślmy coś innego, podnieśmy poprzeczkę, żeby ktoś mógł sobie postawić w złotej ramce na ścianie. A ja na przykład dziękuję, że kiedyś ktoś wymyślił wydanie Mickiewicza na papierze "makulaturowym", bo dzięki temu miałam go w domu. Snobizm, w czystej postaci snobizm, jak dla mnie. Jeśli kogoś stać na takie wydanie — to ja dziękuję, ale raczej nie.
  34. 1 punkt
    To nie szkoła tylko nauczyciele, odpytujący z treści i zgodności z wytycznymi kuratorium, zabijają chęć czytania.
  35. 1 punkt
    Bardzo dobry wiersz. Jak jeszcze tworzyłem regularnie piosenki to pisałem wyłącznie pod wpływem alkoholu i marihuany. Z tym, że szybko przestało działać. Wydaję mi się, że rozumiem te wersy. Gdy uczyłem się tworzyć na trzeźwo tak naprawdę szukałem samego siebie. Na szczęście dla mojej wątroby pod względem twórczości wspomaganej wypaliłem się dużo wcześniej i mam nadzieję, że w 30 urodziny będę już pewny, że nigdy nie podniosę kieliszka (zresztą jakiego kieliszka? Piłem z literatki). Wybacz osobisty stosunek do twojego wiersza, ale dziwnie mi się go czytało. Mam bardzo dużą ochotę wypić drinka dzisiaj, wręcz większą niż zwykle. W tym roku już 3 razy wymiękłem i wiem, że przekroczyłem swój limit (pierwszy raz 25 maja - w urodziny. Tak podłych jeszcze nie przeżyłem). Poniżej czytam. Kilka dni temu jednemu z użytkowników tego forum napisałem, że gdybym miał studiować cokolwiek związanego z naszym językiem (który uważam za wyjątkowo piękny). To pewnie całkowicie zrezygnowałbym z pisania. W technikum miałem zawsze najwyższy wynik roczny pod względem wypożyczanych książek. Chociaż nie brałem lektur, bo wszystkie posiadałem już w domowej biblioteczce. :D A muszę się przyznać, że bardzo luźno traktowałem frekwencje i z perspektywy czasu dziwie się, że w ogóle byłem przepuszczany z roku na rok skoro z większości przedmiotów można mnie było nie klasyfikować. Jeszcze raz przepraszam za własne wynurzenia, bo nie zamierzam nawet ukrywać, że pewnie daleko mi od pełnego zrozumienia twojego przekazu. Do ostatniej zwrotki będę musiał wrócić za kilka dni jak wyjdę z supdepresji. Na chwile obecną jestem pewny, że brakuje mi świadomości do pełnego zrozumienia utworu. Tak czy inaczej pozdrawiam i podziwiam talent. Piszesz świetnie Panie Dawidzie. :)
  36. 1 punkt
    Rozchodzimy się i nie ma na to recepty. Rozchodzą się kręgi i stawy, gdy się starzejesz, są sztuczne zastawki i rozruszniki serca. W budowie są drogi, centra handlowe, najwyższe - drapacze chmur, nas nie ma w budowie. Nie mamy sprzętów by gasić ich pożary. Może płonący nie chce ratowania, znasz gorejących z rozpaczy czy pożądania, którzy czekają na deszcz? Moze tylko święty spokój może nas ocalić, święty spokój przed niedającymi się ugasić pożarami święty spokój którego do dziś nam brak
  37. 1 punkt
    o cel tani i na tle co ;)
  38. 1 punkt
  39. 1 punkt
    Wiersz jest cały piękny i niezwykły, bo przez forme dialogu bardzo bezposredni i żywy. Wyróżniony przez mnie powyżej fragment najbardziej mnie zachwycił.., bo to jakby wyszeptana myśl - z głębi kochajacej, a jednocześnie pełnej prostoty duszy... Wzruszająca i piękna jest też przedstawona w filmie historia Maud Lewis, a od jej obrazów nie mogłam oderwać oczu - tyle w nich prawdy i miłości. :) Dziękuję! I pozdrawiam serdecznie :)
  40. 1 punkt
    Hm, ciekawe. Zastanawia mnie nomenklatura, ściślej zaś rzecz ujmując: wymienność pojęciowa "aktywny-pasywny". Od razu zaznaczam, że występuję z pozycji laika, który dopiero poznaje zagadnienie. Jeśli właściwie zrozumiałem, to poezja aktywna angażuje samego twórcę, który wprowadza elementy do krajobrazu, pasywna zaś zakłada obecność gotowych niejako, wolicjonalnie bądź akcydentalnie, elementów w krajobrazie. Stąd w pierwszym przypadku twórca pasywizuje poezję umieszczając dla odbiorcy jej elementy w krajobrazie, w drugim zaś zetknięcie odbiorcy z elementami w krajobrazie aktywizuje go i sprawia, że poprzez interakcję z nimi on sam staje się z kolei twórcą. Można zaobserwować pewne kontinuum całości, nieustanną alternację pomiędzy poezją aktywną i pasywną. Czy takie myślenie o tym zagadnieniu jest uprawnione, nie wiem.
  41. 1 punkt
    Fajny masz ten styl, taki z lekka ironiczny i autoironiczny - jednak z sympatią do całego świata :) Pozdrowienia!
  42. 1 punkt
    A teraz kilka słów wyjaśnienia :-) Obejrzałem piękny film: Maudie. Ten tekst jest moją drugą próbą stworzenia wiersza z dialogów z filmu. Ten film obejrzałem na kanale Ale kino+. Jego powtórka planowana jest na 16 czerwca o godzinie 9.30 na tym kanale. To jest niedziela. Moja propozycja :-) W niedziele robimy poranną kawę i oglądamy piękną historię o tym jak na pustyni rodzi się miłość. A to troszkę o bohaterce tego filmu: https://www.youtube.com/watch?v=7zljor49OTU
  43. 1 punkt
    Jajko pierwsze albo kura? Myślą nad tym tęgie głowy co stworzyła wpierw natura? To paradoks naukowy. Jak tu znaleźć filozofa który na to nam odpowie? Niejeden się w tym zamotał, dociekając, stracił zdrowie. Jak się zrodził wszechświat cały i kto stworzył tę naturę? Różne wersje już padały aż w głowie mam czarną dziurę. Gdyż nad tym też główkowałem a ten czas tak szybko kroczy jajko więc pomalowałem kłaniając się Wielkanocy. Najpierw Bogu podziękuję potem jajkiem się podzielę, pysznej baby posmakuję będzie cieplej i weselej. Byle kąta mieć kawałek i niech zdrowie nie szwankuje by lać wodę w poniedziałek jak tradycja nakazuje. Życzę wszystkim zdrowych, ciepłych oraz pełnych radości Świąt Wielkanocnych.
  44. 0 punktów
    Straszne to jest, że ludzie zachowują się gorzej od zwierząt (nie obrażając zwierząt). To dobrze, że Pan zwraca uwagę i informuje. Więcej takich ludzi i świat będzie piękniejszy. Pozdrawiam :)
  45. 0 punktów
  46. 0 punktów
    ładny wiersz bardzo mi się podoba
Ten Ranking jest ustawiony na Warszawa/GMT+02:00
×
×
  • Dodaj nową pozycję...

Powiadomienie o plikach cookie

Nasza witryna korzysta z plików COOKIES („ciasteczka”). Dowiedz się więcej o COOKIES z naszej Polityki Prywatności Polityka prywatności