Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Ranking


Popularna zawartość

Zawartość, która uzyskała najwyższe oceny od 20.10.2019 uwzględniając wszystkie działy

  1. 9 punktów
    co czytam czego słucham i na co patrzę (nie mówiąc już o tym, czego dotykam) potem trzeba sprzątać w mózgu albo wyrastają kwiaty
  2. 8 punktów
    Poniższy utwór jest inspirowany wierszem Waldemara Talara: https://poezja.org/utwor/172513-ciasto-z-echem-i-wiatrem/ Ze wspomnień chciałabym deser… Są słodkie, więc… rozumiecie. Nadałyby się na blachę – gdyby znalazły się w cieście. Do miski wsypię gwiazd iskry, dopełni je pył księżycowy i dodam też blask laurowiśni, doleję żółciutkie zachody i parę z ziół chłodnych tam wcisnę, dorzucę różane obłoki. Z błękitem rozbełtam na gładko, doprawię smugami mgieł złotych i piachu dorzucę ze szlaką – by w puchu móc czuć miłą gorycz. Wymieszam wszystko dokładnie. Urobię, ugniotę, uklepię. Już dobre! – wykładam na blachę. I niechaj w piecu się grzeje! Lecz nagle czuć zapach dość dziwny… Ach, jeju, spaliłam wspomnienia! Piach z wierzchu jak cukier się zeszklił. A środek to masa bezgwiezdna! Dobre i takie wspomnienia… Choć tamtych trochę mi szkoda, żałuję, że w ciasto je pchnęłam. Następne po szafkach pochowam. Nie będę już więcej nic piekła!
  3. 8 punktów
    wiem nie ucieknę odradzasz się we mnie setkami łóżkowych wspomnień jestem szkłem rozsypanym po suchym lesie przez ciebie z tobą wzniecam pożary a potem gaszę nim zdążę całkiem się spalić
  4. 7 punktów
    widziałeś więcej niż rozumiesz oderwę znamię wżarte w ciało znasz już samotność w ciasnym tłumie będzie wracała niczym pająk oddycham wierszem przeciw sektom nic nie dosięgnie mnie na pewno sam tworzę świat swój - jestem bogiem jak zniszczyć boga - znasz odpowiedź? kolejne proszki proroczy deszcz proszków spójrz w stronę nieba a otrzymasz spokój dzień w dzień przeklęty z taką samą puentą gdzie sentymenty to najgorsze piętno nie mogę nie wiem światło ścina drogę z asfaltu słychać jazgotliwe wycie naćpane dziecię ma w ręce pokrzywę mój własny Chrystus o bolesnym świcie lecz jeśli wygrasz daję słowo pojmując śmierci cały banał znów będziesz sobą wrócisz w obłok plując przez ramię na ten dramat
  5. 6 punktów
    Ogłoszonka 1. Jestem wypalona Marihuana 2. Wynieśli mnie z piwnicy, teraz jestem niczyj Rower 3. Puste bez drewienek, jestem tylko cieniem Pudełko 4. Koryto zmieniłam, jestem kałużą Rzeka 5. W wodzie bywałam, jestem teraz stara Żaba 6. Zostałam wkłuta, jestem zużyta Igła
  6. 6 punktów
    I twoje piersi, jakże ogromne, zwieńczone przez dojrzałe czereśnie, wspinały się po krzywej, jeszcze wstępującej, ich podróży ku ziemi, a moje dłonie wspinały się pod sukienką jak dwa kraby drapieżne po rozgrzanej plaży, chrobocząc, drapiąc skórę, wgryzając w miąższ kamieni. Plecami wparta w chropowatą korę oczami wilgotniałaś w błękit, zostawiał na nich coś z siebie i z nocy, przesiąkającej przez kotarę, pod tym drzewem, jak chłodna piana latem, o liściach zielonych i srebrnych, na łące, gdzie cisza się pasła, a upał mozolnie przeżuwał trawę aż chrzęściły świerszcze, koniki polne skwierczały jak tłuszcz na patelni, pod tym drzewem, które nie wiedzieć czemu ktoś wyciął, które pociemniałe nocą, gdy patrzyłem w górę, kręciło głową jak rozwichrzonym pędzlem, jakby w wielkim kotle pełnym bulgoczących gwiazd robiło zamieszanie.
  7. 5 punktów
    nie wkurwiaj się człowieku po co ten cały bunt i tak się uśmiechniesz po kiego Boga drażnisz przecież i tak z nim nie wygrasz bądź po prostu tylko sobą nie rób z siebie małpy swój bagaż na swoich plecach nieś nie opluwaj go nie denerwuj nim innych nie podstawiaj nogi pozwól im śnić
  8. 4 punkty
    wije się w tunelu neapolitańskiej żółci pomiędzy gorącymi piaskami pustyni a niewyrytym szlakiem w lodzie wysysa powietrze zobojętnia źrenice oczu nie domyka w drodze po swój triumf sine serce nasycona wypełza zostawia twój cień między kobaltowym błękitem a czarną ziemią
  9. 4 punkty
    mglisty szary poranek fragment ulicy pod arkadami dziewczyna prowadzi rower rozdaje karmelowe uśmiechy nieświadoma że nagły skok endorfin może wywołać u mnie udar ... mimo to jestem jej wdzięczny
  10. 4 punkty
    doszły do mnie wieści po białym szumie było pierdolnięcie jakiś walijczyk zagrał riff swojego życia uruchomił serce, bit pod zimną falę i zapach ozonu po tym morzu łez pływają łajby i kutry płetwale, o których pisał gość który strzelił sobie w łeb. melodie waleni to większość post rockowych płyt a czytałem książki, w których marynarzy kochano mam świat, w którym wymyślono już wszystko ze zwłok nie buduje się już drabin do zdobywania zamków świat bez abordaży bez mieczy bez tarcz bez aury
  11. 4 punkty
    Ciężar błękitu Wyrywam sobie skrzydła brudne, podaj mi życie z ust do ust, słyszysz dudnienie? to na trumnę ziemię już w mój rzucają grób. Ucałuj w bliznach neurotycznych przeguby moich drżących rąk, a wtedy może przyznasz i ty, że życie ma ze śmierci coś. Serce schowane w bieliźniarce to wszystko, co po matce mam, zimnych popiołów pełne, martwe, czasem przez wiatr coś krzyczy w snach. Ja — wieczne dziecko z duszą starca kamienie rzucam w szyby dni, a w TV Live za pięć dwunasta kamienie we mnie rzuca zły Bóg, że pytaniem on jest dla mnie a odpowiedzią nigdy nie, chodź, gdzie dobranoc mówi diabeł, gdzie nas nie znajdą Bóg i Śmierć.
  12. 3 punkty
    I Jeszcze raz policzę blizny. Gra wstępna przed snem, spokój ścian przypomina o trwaniu, bezruch to najlepsza metoda, gdy za szafą czai się smutek. Zmierzch nie jest tak do końca gdy czuwa okno. II Czasem zachodzi mgłą. Wtedy na plecach siada chimera i nie ma miejsca na ciche przyzwolenie, pojawia się lęk okna. III Noc jest wielkim czarnym kotem, zwłaszcza podczas pełni. Jego ślepia płoszą cienie, przykładam policzek do szyby i wiem, o czym śni okno. Pod palcami gładkość. IV Coraz trudniej odróżnić rzeczywistość od wyobrażeń. Okno czasem bywa pryzmatem, wtedy dziwię się kolorom. Powoli zatracam czas. V Powiedziała: chciałabym być oknem. Zrozumiałem: własne szaleństwo.
  13. 3 punkty
    Pewien dyrektor z miasta Krakowa młode aktorki wciąż molestował. One nie chciały, ale dawały i wtedy je szybko angażował. Na kanwie niedawno opisywanych zdarzeń.
  14. 3 punkty
  15. 3 punkty
    Niech Pan tą książkę zadedykuje wszystkim molestowanym dzieciom, prześladowanym uczonym, filozofom i reformatorom(patrz.Jan Hus),muzułmanom, poganom i heretykom(patrz.wyprawy krzyżowe).Moja nienawiść do tej zepsutej do cna, wyuzdanej i chciwej instytucji jest równie wielka jak jej struktury.To "czarna" mafia, która poprzez globalny sponsoring społeczny(czytaj.datki)stała się legalną organizacją przestępczą.Kościół nigdy nie stał i stać nie będzie po stronie ludzi szkodzących ich interesom i odsłaniających na światło dzienne ich zbrodnicze występki.Że odniosę się tutaj chociażby do kolaborowania z Adolfem Hitlerem papieża Piusa XII.To samo tyczy się Kościoła katolickiego w Polsce.Przecież polskie duchowieństwo w dzisiejszej odsłonie to nowy zawód a nie powołanie.I przecież to właśnie nikt inny jak księża doprowadzają teraz do podziału naszego państwa na lepszy i gorszy "sort".Kapłani nauczający przygotowania do życia w rodzinie.A to dobre :).W sumie czemu nie.Przecież wielu z nich ma anonimowe rodziny.Wszak żyją w celibacie.Pozdrawiam.
  16. 3 punkty
  17. 3 punkty
    zamknięta w szufladzie pomiędzy stertami rupieciprzewracałam się niczym niepotrzebny rekwizyt odkryłam jednak że światło może być we mnie we wnętrzu nie wokołoszykuję się to najważniejsza z drógzmierzyć się z granicą która istnieje tylko w głowie
  18. 3 punkty
  19. 3 punkty
    Wciąż sięMijam Z iskrą Światła wTwych oczachGram głównąRolęW tym całymTeatrze cieni I chociaż Patrzysz Na mnieJak na efektŚwiatłaTo chybaZawszeBędę tymZobojętnieniemChciałam coś Więcej czućNiż kłucieLalki voodooLecz zapomniałamŻe gram rolęMarionetkiZakneblowali moje UstaMówiąc wykrzyczGdy się Nie godziszKiedy chcesz Wyrazić sprzeciwTyle przepraszamBędzie warteCo odpuszczam Bez słów Się gniewamA potemBez słówWybaczamNie zapominamŻe powinnamCię pamiętaćWspomnieniaKażą znowu NamDo siebie WracaćMniej warte złotoKiedy jużJe trzymasz W dłoniachA przez toSkarbyUciekają CiPrzez palceTak ciężko patrzećGdy uczucieDelikatneZamienia sięW tak nieustannąDla nasWalkę
  20. 2 punkty
    Szczęściarz spóźnia się na własny pogrzeb – on i jego uśmiech losu… Niezaprzeczalnie ogromną pokusą jest zawarcie demonicznego paktu. Czekam na nowonarodzoną zmianę w poczekalni niepewności… Przynęta wpełza mi do głowy, wywołując ambiwalencję uczuć. Gitara bez wyrazu wlecze pudło po zimnej posadzce, popełniając rozstrajającą braterską miłość – niewiarygodnie. Biały t-shirt pozostaje nietknięty zapomnieniem – to za sprawą hipnotycznego motywu kaczuszki… Przeklęta hipermnezja przywołuje cudzy wrodzony świat. Wtargnięto z brudnymi butami na gruzowisko rzeczy po imieniu… Drapacz chmur wzrasta w oczach niedowiarków – Amen… Zastęp wyniosłych skazańców zamknął mi usta.
  21. 2 punkty
    Panie Boże, czemu od czasu do czasu się nie pojawiasz? Czemu do nas, swoich stworzeń, nigdy nie przemawiasz? Wiesz, ilu z nas by się wówczas nawróciło? I ilu by w Ciebie, w końcu i na zawsze, szczerze uwierzyło? Gdy tak nalegałem, w końcu mruknął pod nosem: - Przecież cały czas do was, durnie, mówię! - Ale jak? - Kosmosem! …. A potem, gdy się już rozgadał, sypał przykładami: - Przemawiam ja do was wszystkimi rzeczami, Które widzicie, smakujecie, i które słyszycie, Które odkrywacie, niszczycie - albo sami tworzycie, Przemawiam do was na niebie gwiazdami, I czarnymi dziurami. I galaktykami. Ciemną energią i czarna materią, Waszym cierpieniem i waszą mizerią, Ale też szczęściem, którego doznajecie, A nawet tymi wierszami, które tu piszecie! ….. Zamilkłem. Prawdę mówiąc byłem zdumiony! Co On mi tu wciska takie farmazony? Ja konkretów potrzebuję, a nie filozofii, I następnych pouczeń. Jakbym nie był dorosły! Zatem głowę prosto do nieba kieruję I tak głośno jak mogę, Jemu peroruję: - Ja chcę od Ciebie, żebyś się objawił, Żebyś z nami usiadł, napił się i bawił, Zaśpiewał nam jakieś fajne, odlotowe piosenki Zagrał na gitarze, sprowadził boskie panienki, A dla dziewczyn boskich, cudo-archaniołów, Prawdziwe ciacha. A nie prostych matołów! I gdy tak, w błaganiach swoich nie ustaję On nagle mi przerywa: - PRZECIEŻ WAM TO DAJĘ! I jestem z wami. Zawsze i wszędzie! W każdym. W bogaczu i w każdym przybłędzie! …. Wyznam Wam: Na chwilę całkiem oniemiałem, Ale wkrótce się jakoś w sobie pozbierałem I wołam: - Czy ja dobrze , co mówisz, kapuję? Że część Ciebie we mnie także się znajduje??? I że w części ja sam jestem również Bogiem? I nie muszę szukać Ciebie gdzieś daleko, za progiem? …. I nim uleciało w niebiesia moje zapytanie, Dobiegło mnie z nich radosne, Jego, zawołanie: - Mój synu, nareszcie, nareszcie zrozumiałeś, Tak daleko szukałeś, a tak blisko miałeś!
  22. 2 punkty
    listopad maj dwa różne światy jeden zadumą raczy drugi bzem kusi listopad maj niby braćmi a jednak każdy inaczej widziany pierwszy liśćmi szeleści drugi świeżością pachnie listopad maj dwa różne światy a między nimi bajkowy kram
  23. 2 punkty
    Nasze wyjałowione receptory smakowe potrzebują nowych przypraw z rodzaju tych ostrych. Mózgi kucharzy już niemal do cna wypalone pracują na ostatnich obrotach, by spragnionym dostarczyć świeżych sposobów przyrządzania mięsa; powoli kończy się zapas papieru ściernego do śmiertelnie znużonych neuronów, dłużej czekać nie można. Każda kolejna chwila niezdrowego czekania może nas zabić. Nieomalże dziury w brzuchach wiercimy kelnerom – tak nam nudno i mdło czytać menu. Jeśli nic nie poleci szef kuchni znów będziemy gryźć ziemię.
  24. 2 punkty
    Gówno w Warszawie? Cóż, ja Ci wierzę, to zresztą bardzo szkodzi na zdrowie, lecz mnie nie szkodzi, mówię to szczerze, bo tego gówna nie czuć w Krakowie ;)))
  25. 2 punkty
    Napisane przed ostatnimi wyborami. Na wybory! Idźcie wszyscy na wybory Idźcie i już nie świrujcie Obowiązek swój spełnijcie I na partie zagłosujcie! Dam podwyżkę wam wszystkiego I dorzucę Lukstorpedę Przekop choćby w poprzek Polski Tak zlikwidujemy biedę! Dam darmowe Internety Ogólników bardzo wiele Bardzo dużo dam obietnic A na koniec wszystko zmielę! Dam kondomy oraz domy Dam ja dużo wam równości I podatki ustanowię Aż wam będą trzeszczeć kości! Dam wam JOWy oraz krowy Niszcząc system stworzę system Trochę stary, trochę nowy Z każdym, choćby z antychrystem! Dam talony na kulturę Gejów, transów wybatożę I Chrystusa Polski królem Ustanowię, daj tak Boże! Do urn idźcie rzucać losy Nie zważając na groteskę Chcemy wciągać wasze głosy Niczym koksu białą kreskę!
  26. 2 punkty
    Romantyzmie w bieliźnie, no cóż można i tak, byle się z tego jakieś ciepło urodziło.
  27. 2 punkty
    Zapytałam go przypadkiem, jakie miewa sny; głębią oczu odpowiedział, że to o mnie śni.
  28. 2 punkty
    Ludkowie, ale fajnie. Muzyka mówi wiele o ludziach, którzy jej słuchają. Pozdrawiam Wszystkich. J. Change Your mind,
  29. 2 punkty
    Na Początku był Środek. Tym Środkiem można było stworzyć Początek. Koniec końców, Wszystko ma Początek początków. "Nic" też nie stworzyło się samo. Koniec. Na Początku...
  30. 2 punkty
    @light_2019 Ten pył. Ten pył, w ruchu podłogi, wymogi tańca, wymogi, pośród bandaży mogił. Dzięki. No to już niedziela.
  31. 2 punkty
    @Deonix_ Ja to bym po prostu chciał, żeby było tak jak jest, czyli tradycyjnie. Chciałbym, żeby moje dziecko było wychowane tak jak ja, tak jak My, starsze i zdrowe pokolenia, czyli w duchu poczucia winy, wstydu, poniżenia, pogardy do samego siebie i własnego ciała, w poczuciu grzechu, pod wiecznie pochmurnym niebem, spoza którego przeziera ponury, srogi i gniewny wzrok wiecznie obrażonego i pogniewanego Boga, który jest Miłością. Pozdrawiam.
  32. 2 punkty
    nie bardzo wierzę w człowieka jego brudne nagie ciało i niechlujny umysł ledwie podniósł się z czterech łap a już mierzy do gwiazd wymyślając boga jako usprawiedliwienie swoich słabości zajął miejsce tuż za nim wszystkie inne istoty z miejsca mając za nic wymyślając pieniądze precyzyjnie wyznaczył hierarchię i granice zaufania śmieszna jest jego blada skóra ze śladowym futrem mimika - maski na maskach a jeszcze ten make up duża kiwająca się głowa z wyrazem zaskoczenia na twarzy z gracją odpadała od ciała przy użyciu gilotyny wymyślił ją chirurg a zbudował producent klawesynów ogon w zaniku wiece pochody powstania królobójstwa zwykłe bójki śmieszny jest arsenał człowieka intrygi donosy pomówienia fakenewsy i historie które wciąż opowiada na nowo bardzo chwytne dłonie przekonania są śmieszne powaga z jaką wygłasza w co wierzy w co nie wierzy ile ma a ile chciałby mieć gdy mówi że kocha a mimochodem zerka w lustereczko w lustrze siebie nie dostrzega jak ocenia surowo innych i jak suto nagradza siebie co widzi a jak udaje że czegoś nie widzi jak cierpi i jak cierpieniu nadaje sens jak się rozmnaża i jak ze swoich popędów czyni towar za który każe sobie samemu płacić taki zabawny człowiek
  33. 2 punkty
    dlaczego odchodzą ci kochani którzy grzechu żałują a nie ci co codziennie grzeszą udając że się modlą ku niebiosom zwracam to trudne bardzo pytanie ponieważ tu na ziemi znajduje tylko nań znak zapytania a jeżeli od nich nie usłyszę odpowiedzi zwrócę się do poezji - może ona prawdę mi powie której Bogowie się kłaniają bo jest czysta
  34. 2 punkty
    Marcinie, tytuł absolutnie mnie nie przekonuje. Jestem przeciwny takim "słowotwórstwom". Natomiast tekst do obróbki. Trzeba koniecznie pozbyć się "jaków". Literowka w "utraty plan" ? Pozdrawiam
  35. 2 punkty
  36. 2 punkty
    ucichł wiatr - orzech toczący się po dachu jeszcze rozbrzmiewa...
  37. 1 punkt
    Za ten azyl, że go masz - masz ode mnie serce :) trochę mi tylko wadzi to powtórzenie ' zabijać zabił ' . I nie bardzo mi pasuje u Ciebie - Boga z wielkiej litery ;). Zresztą, gdyby on był u Ciebie z wielkiej litery na pewno byś się przed nim nie zamykał! ;) Pozdrówka
  38. 1 punkt
    @evicca bardzo dziękuję:)
  39. 1 punkt
    1) Raz pewien zombie w supermarkecie (czyli wszędzie i nigdzie, jak wiecie) przyszedł po rozum do głowy, ale konsument zbiorowy go nie zabiera, bo się pogniecie. 2) Raz pewien zombie (któż wie gdzie to było) do supermarketu przyszedł ze śliną na brodzie, miał jedno w głowie: zjeść ludziom mózgi. Lecz kto wie czemu całą kolejkę ominął? 3) Raz homo sapiens, normalnie, po ludzku, do supermarketu wkroczył bez mózgu, zostawił go w domu – choć łeb miał jak globus ledwo mózg mieścił, co dopiero w wózku. "Przedostatnia wieczerza"
  40. 1 punkt
    Hahah. Dokładnie:D Pytania wykrywcze są podstawą rozpoznania. Musiały zostać postawione;) A ja się na tym trochę znam i korci mnie żeby dołożyć jeszcze jedno: kto? :P Ale dalsze śledztwo zostało przecież przekazane w ręce TSUE, więc już nie będę:) Taa. I brzmiałby "Dożywotni zakaz pisania gniotów" Nie wiem, czy nie wyszłoby mi to na zdrowie:) Polman bardzo Ci dziękuję za Twoje uwagi, za czas poświęcony mojemu tworkowi, za humor i przedstawienie sprawy w swoim świetle. To ubiegłoroczny tekst, napisany pod wpływem chwili, dotyczący najdłuższego, całkowitego zaćmienia księżyca w XXI wieku, do tego jeszcze Mars w opozycji (cudne zjawisko) a Ty skłoniłeś mnie do powrotu do tego wiersza, do ponownych przemyśleń jakie towarzyszyły mi przy pisaniu. Dziękuję. Cieszy mnie sposób odczytu wiersza przez Ciebie, bo pomiędzy to wszystko chciałam wpleść zwyczajne międzyludzkie relacje, trochę o nas, abyśmy potrafili baczniej przyglądać się sobie i tu jeszcze mogłabym długo, ale nie chcę przynudzać:) Skoro tak odczytałeś może nie wyszło najgorzej. Z tym się zgadzam. W moich wierszach do sztuki daleko, pewnie nigdy sztukmistrzyni ze mnie nie będzie:D Pozdrawiam. Dobry wieczór Panie Ast. Dziękuje za opinię. Fragment który Pana nurtuje można skojarzyć w różny sposób. Już Deo wspomniała coś o przeszkleniach. Poza tym ten urywek, to też na swój sposób potrzeba oczyszczenia (stąd dalej o grzechach) można powiedzieć takie emocjonalne katharsis. Przyznam że liczyłam w tym miejscu na większą elastyczność. Może wiersz dlatego budzi tyle emocji, że chciałam dać pełną swobodę i dużo przestrzeni, tak by każdy znalazł coś dla siebie, po swojemu odczytał i właściwie tak się stało:) Nie mniej jednak dziękuję za słowo. Pozdrawiam. Light, dziękuję za ponowny wgląd i opinię dotyczącą meritum wiersza, oraz jego czytelności, ale te pyskówki nie były potrzebne. Za to wymiana zdań jak najbardziej wskazana, tylko tonujmy trochę swoje emocje. Nie bądźmy wobec siebie agresywni, bo wiadomo dokąd to prowadzi. Można spokojniej. Fajnie że byłeś. Pozdrawiam. Zuzia, dziękuję za komentarz. Miłej niedzieli.
  41. 1 punkt
  42. 1 punkt
  43. 1 punkt
  44. 1 punkt
    pierwsza nieomal mi się spodobała, gdybyż nie owe czerwie, a fuj :) druga już mniej - pewnie to niedoświadczenie przemawia przeze mię - toż jeno proktolog przed oczami stanął - nie co inne przecie ;) Jak to mówią słodko - kwaśne i ciutek po bandzie, taki seksik z podduszaniem, alboco. Ale okej, bo jest inne, zaciekawiło nie na żarty Pozdrawiam.
  45. 1 punkt
    nad ogniem zniczy skrzypek rozgrzewa dłonie przedziera się mgła
  46. 1 punkt
    ROZDZIAŁ I Pierwsze, co widzi po otwarciu oczu to okienna roleta. Najczęściej zabarwiona ciepłym odcieniem przez promienie słońca, w pochmurne dni - śnieżnobiała. Teraz jest szarawa, ponieważ nad oceanem dopiero świta. Przekręca się na drugi bok, aby móc jeszcze chwilę porozkoszowac się snem minionej nocy. Dryfowała w nim po spokojnej wodzie, leżąc na desce surfinfowej, na której namalowana byla duza, czerwona papuga. Wstała po kilku minutach, dostrzegając pierwsze promienie słońca padające na jej taras. Zeskoczyła jednym susem z łóżka, aby otworzyć drzwi balkonowe. Jej twarz obmyly ciepłe promyki, a jasne włosy nabrały blasku od pomarańczowej poświaty wschodzącego słońca. Postawiła stopę na chłodnej jeszcze plytce i usiadła w krzesle. Na stoliku obok stała pusta butelka po winie, dwa kieliszki i pięc niedopalonych papierosow w popielniczce z mapą wyspy. To pozostałości po wczorajszym wieczorze, który Kate spędziła z Sandrą, dziewczyną, ktorą poznała dwa lata temu podczas samotnego trekkingu po okolicach. Spojrzała na ocean, który wyłaniał się po lewej stronie jej tarasu. Kaskadowa plaza, czarna od wulkanicznych skał, gościła stado głośnych mew. - Cześć, Katie - zawołał radośnie z dołu Mike, gdy usłyszał, że drzwi do sypialni otworzyły sie - chodź na śniadanie. Stanęła na antresoli, w krótkich, niebieskich dresach i topie, pod którym miała już górę od kostiumu. Z przyzwyczajenia zaczęła nakładać go po wstaniu, zamiast stanika. Poza tym nie miała ochoty pokazywać swoich sutków przez koszulkę Michaelowi. Wyjrzała przez barierkę, spoglądajac w stronę otwartej kuchni, której mogła dostrzec jedynie skrawek z piętra. Ta pozycja pozwalała jednak zobaczyc na tyle dużo, że Kate wiedziala, że Mike wyjdzie dziś wcześniej do roboty. Nigdy nie myślała o jego zajęciu jako o pracy. Na kawałku blatu, który była w stanie zobaczyć, przygotowana była kreska kosku, którą jej pracodawca miał w zwyczaju wciągać przed wypiciem porannej kawy. Usłyszała syczenie drogiego ekspresu, który Michael zamowil kilka godzin po tym, jak spróbował kawy w restauracji jednego z pięciogwiazdkowych hoteli. Powiedział kiedyś, że przed przyjazdem na wyspę pił czarna, sypana, zaparzana wrzątkiem z czajnika, lurę. Nie wynikało to z oszczędności a z faktu, iż Michael był człowiekiem powściągliwym i gdy coś szło w miarę dobrze, nie widział sensu, aby to ulepszać. Kilka miesiecy życia tutaj zmieniło jego postrzeganie rzeczywistości. Często powtarza, że odkąd tu mieszka, nie odmawia sobie niczego i korzysta z życia, póki może. Zdaniem Kate to całkiem dobre podejście, gdy ma się górę pieniędzy i zero kłopotów. Michael dorobił się na graniu na giełdzie. Spekulacje oraz analiza formacji swiecowych to jedna z rzeczy, która sprawia mu największą przyjemność. Po kilkugodzinnych sesjach tradingu, mial w zwyczaju siadac na leżaku przy basenie z drinkiem w reku. W jego oczach widać było wtedy spełnienie splecione z nutą wyczerpania. Pewnego razu, gdy wszedł z biura, ujrzawszy przez okno balkonowe Kate, pływająca w basenie, rozsunal z impetem drzwi, przebiegł kilka kroków które dzielą wille od basenu i w ubraniu wskoczył do wody z uśmiechem na ustach. Nie wynurzał się przez chwilę, zawisł nieruchomo w wodzie, rękawy jego koszuli wwybrzuszyly się, tworząc wokół niego dwa podłużne balony z powietrzem. Zdaniem Kate wyglądał komicznie, jak ponton ratunkowy. Wynurzyl się, wrzeszczac głośno "Tak! tak! tak!". Kate odruchowo chciała wyjść z basenu, aby wziąć aparat i uwiecznić "tę chwilę" (tak mówił do Kate o emocjonujących momentach podczas rozmowy o pracę, która Kate chciała zdobyć i udało jej się to). - Nie tym razem, słońce. Dziś nie trzeba. Wystarczy mi myśl o tym, że Jared nie miał racji. Będę upaja się ta myślą do końca mego żywota - zażartował Michael. Jared był jego dobrym znajomym, którego poznal jeszcze w college'u, gdzie uczęszczał kilka lat temu. Często zapraszał Jareda na wieczorny bilard, czasem grali w pokera razem z kilkoma biznesmenami, będących raczej przejazdem, na urlopie, niż mieszkających tu na stałe. To razem z Jaredem Michael zaczal grać na giełdzie. Sami, dzień w dzień, rozpracowywali zależności panujące na rynku. Po roku samodzielnej nauki, byli w stanie w szybkim czasie pomnażać swój majątek. Jared wywodził się z niezamożnej rodziny i gdyby nie stypendium naukowe, z którego odłożył spora sumę, nie udałoby mu się zarobić kilku milionów w przeciągu pięciu lat. Michael z kolei miał nieco łatwiej, gdyż odziedziczył majątek po zmarłych w wypadku rodzicach. Miał wtedy osiem lat. Od tamtej był pod opieką babci, która skutecznie wpoila mu wartość pieniądza i nauczyła oszczędzac, mimo że w ich domu nie było nigdy takiej potrzeby. Kate zeszła na dół, spoglądajac na szerokie na całą ścianę okno. Gdy wprowadziła się do Michała, zaczęła zsuwać rano ciemne zaslony, które zasłaniały piękny pejzaz, jaki był za szyba. Od tamtej pory nikt nie zasłonił okna. Widok, którym można było się przezeń uraczyć, nigy nie znudzi się Kate: skaliste zbocze, ciemne niczym oczy jej ojca, przechodzące nagle w ocean. Nie było na jego ścianie nim nic poza białymi, wąskimi schodami, które ciągnęły się do samej góry. Poza tym nie bylo widac żadnych śladów ludzkiej ręki, a z płaszczyzny na szczycie zbocza wystawały liscie niskich, przysadzistych palm. Ruszały się na silnym wietrze, przeplatając się z błękitem nieba, któremu nie było końca. Jedyna rzecz, jaką można było dostrzec na horyzoncie to slońce. Gdy Kate pierwszy raz weszła na szczyt zbocza, zawiodła się. Był tam parking, który prowadził na pobliską plażę. Za parkingiem, w stronę pionowej, skalistej ściany, wytyczone były trzy ścieżki pomiędzy wydmami, które stworzyl piach niesiony znad Sahary. Każda z nich prowadziła do białych schodków. Sześć miesięcy temu, gdy po raz pierwszy stanęła na najwyższym schodku, ujrzała takie samo zbocze jak to, na którym się znajdowala, jednak na jego szczycie był dom, w którym obecnie mieszka. Kaskadowe cztery piętra, otoczone surowym, ale zadbanym ogrodem, robiły wrażenie na każdym amatorze tutejszej architektury. Biale, niewielkie budynki połączone były w jedna, okazała wille. Duże okna posiadały zielone okiennice, raczej dla zachowania stylu wyspy niż dla osłony przez sloncem czy kradzieżą. Kazdy segment domu wyposażony był w obszerny taras, na którym skorzystać można było z jacuzzi bądź uraczyć się słońcem na hamakach lub leżakach. Balkony ozdobione były palmami w donicach, a z jednego, znajdującego się nad basenem, zlatywały wodospad zielonego bluszczu. Basen oraz altana znajdowały się na parterze domu. Konstrucja basenu opierała się na palach wbitych w zbocze, a jego zewnętrzna ściana była transparentna. Gdy się pływało, można było odczuć wrażenie unoszenia się w powietrzu. Altana mieściła grill oraz stół na kilkanaście osób. Michael często zapraszał tam znajomych. Jej rozmyślania przerwał głos Mike'a: - Dziś musisz pojechać ze mną do Playa Honda. Mam spotkanie ze starymi wygami. Chcieliby kilka fotek, nic wyszukanego. Żona jednego z nich uparła się na sesję na plaży. Kate ucieszyła się na tę wiadomość. Pracowała u Michaela jako fotograf. Gdy pol roku temu usłyszała od znajomego, że bogaty biznesmen szuka fotografa do sesji, skontaktowała się z Michaelem, aby zapytać o szczegóły. Powiedział, że to nie rozmowa na telefon i zaproponował spotkanie w kawiarni na barce w porcie. Kate pierwszy raz piła wtedy Caffe Latte za czterdzieści euro. Bylo przepyszne. Na spotkanie przyszła w białej, luźnej sukience. Dzień był wyjątkowo bezwietrzny, więc zostawiła włosy rozpuszczone. Blond pasma opadały na jej opalone ramiona. Na stopach miała skórzane sandały, które zgubiła tego samego wieczora podczas przyjęcia na plazy, na które zaprosił ją Mike podczas rozmowy. To miał być jej pierwszy dzień w pracy, ale wtedy, gdy weszła na pokład statku, nie wiedziała o tym. Od razu poznała Michaela. Nie musiała widzieć go nigdy wcześniej, aby wiedzieć, że chlopak, który siedział przy okrągłym stoliku przy prawej burcie, jest milionerem. Na nosie miał czarne, klasyczne okulary marki RayBann, błękitna koszula pasowała do jasnych włosów, a zegarek na jego nadgarstku rozpraszał światło na kilkanaście zajączków na suficie namiotu postawionego na pokładzie. Wstał, gdy podeszła do stolika. Z uśmiechem na twarzy podał jej rękę. Gdy zdjął okulary, dostrzegła młoda twarz, szczerze, blekitne oczy, którym nie brakowało iskry zapału i uporu. Jego spojrzenie było głębokie, a usta pełne. Byl o głowę wyższy od Kate, szczupły, a spod rękawów wyłaniał się zarys mięśni ramion. Pachniał znajomą, delikatną kompozycja meskich perfum. Usiedli razem, a gdy przyszedł kelner, przywitał serdecznie Mike'a i zapytal o zdrowie. Gdy odszedł aby zrealizować zamówienie, mężczyzna spojrzał Kate w oczy. - Widziałem twoje portfolio - zaczął - nie znam się na zdjęciach, ale widać, że wiesz, o co chodzi. Od dawna zajmujesz się fotografią? - Pracuje jako fotograf od ponad pięciu lat. Na czym miałaby polegac praca? - To całkiem długo, a gdzie obecnie pracujesz? - W hotelu, tym przy aquaparku. Robię też prywatne sesję Polakom, którzy przylatują tu na wakacje lub podróże poślubne. Na czym miałaby polegać praca? - Jesteś z Polski? Łał! Nigdy tam nie byłem... Kate rozejrzała się wokół siebie, nie widząc nikogo dookoła. Zaczęła czuć się niezręcznie i żałować, że zgodziła się na spotkanie. - Słuchaj, gringo, albo powiesz mi, jak ma wyglądać ta praca, albo spadam. Na twarzy Mike'a pojawił sie wyraz zniesmaczenia. Pojawił się kelner z kawą i mojito, Michael wyprostował się na krzesle. Gdy uśmiechniety Hiszpan poszedł, chłopak powiedzial: - Przepraszam. Pewnie myślisz sobie, że jestem jakimś zboczeńcem. Głupio mi po prostu o tym mówić. Ale chyba zrobię to prosto z mostu. Szukam fotografa, ponieważ chcę mieć uwieczniony rok z mojego zycia. Chcialbym, bys była ze mną w ważnych momentach, aby je sfotografować. Musiałabyś być gotowa prawie zawsze, choć najczęściej będą to fotorelacje z zaplanowanych wydarzeń, ale generalnie chodzi o to, abyś złapała tę chwilę. Prawie każdą. - Jak widzisz to od strony praktycznej? - bez zastanowienia zapytała Kate. - Cóż... Myślalem o tym sporo i przygotowałem wszelkie ważne informacje - sięgnął po teczkę, która leżała na krześle. Wyjął z niej zapisana niebieskim tuszem kartkę. Spojrzał na nią i zaczął: - Jeśli chodzi o czas pracy, nie jest on określony ramowo. Jednak aby móc być zawsze w centrum wydarzeń, musiałabyś zamieszkać w moim domu. Mam sporo wolnych pokoi - gdy wypowiedział te słowa, opuścił wzrok na kartkę. - Co do sprzętu fotograficznego, powiedz, czego potrzebujesz, a kupię ci to. Będziesz potem mogła zabrać to ze sobą, gdy już nie będziesz dla mnie pracować. Nie jestem ograniczony finansowo, więc możesz uzupełnić swoj warsztat o nowe obiektywy i inne rzeczy, o których nie mam pojęcia. Zrobisz tylko listę lub powiesz, ile pieniędzy na to potrzeba i załatwione. - Czy wymagasz ode mnie jakiejś konkretnej stylistyki tych zdjęć? Jak to widzisz? - Jedyna stylistyka jaką wymagam, to twoje własne widzi mi się. Nie chcę ci nic narzucać, jedynie czas, miejsce i sytuację. To, jak zrobisz te zdjęcia, pozostawiam twej duszy artysty. Widzę w twoich oczach, że taka posiadasz. Jestes zakochana w tej wyspie, co? Patrzysz na ocean, jak na przystojnego faceta. Kate na te słowa oderwała wzrok od wody, marszcząc brwi sięgnęła po kawę. Skomentowała te słowa milczeniem. - Wybacz jeśli cię uraziłem. Nie chciałem. Czasem gadam, co mi ślina na język przyniesie. Ale to nie znaczy, że tak nie uważam. Gdy tu weszłaś, skupiona byłaś na kanarkach, siedzących na palmie. Prawie wpadłaś do wody, jak omsknela ci się noga - uśmiechnal sie, spoglądajac w stronę wysokiej palmy. Na jej szczycie siedziały dwa żółte ptaszki. Kate chrzaknela. - Owszem. Uważam, że ta wyspa jest wspaniała. Kocham ocean, paradoks polaczenia surowości krajobrazu i tak cieplego klimatu tworzonego przez temperatury i ludzi. Turystów, którzy tutaj mogą nie martwić się niczym i mieszkańców wyspy, ktorzy żyją wśród urlopowiczow jak jedna rodzina. - przyznala - Wróćmy do tematu, bo nie bardzo rozumiem, dlaczego chcesz uwiecznić rok swojego życia. Czemu akurat teraz? Michael wziął do rąk okulary przeciwsłoneczne, które wcześniej polozyl na błękitnym obrusie. Nałożył je, po czym szybkim ruchem dłoni poprawił blond grzywkę. - To się pojawiło w mojej głowie z dnia na dzień. - Mike opowiedział historię o kawie w pięciogwiazdkowym hotelu i kupnie ekspresu - od tamtej pory każda chwila ma dla mnie znaczenie. Pomyślałem, że jestem teraz w najlepszym okresie swojego życia i milo będzie wrócić kiedyś do tych czasów. Jest dużo rzeczy, których nie pamiętam. Mam nadzieję, że rozumiesz, co mam na myśli. Kate nie rozumiala, ale tylko kiwnęła wymownie głową, pozwalając kontynuować mężczyźnie: - Chciałbym kiedyś moc zobaczyć, ile szczęśliwych chwil można przeżyć w przeciągu jednego roku. - westchnął głęboko - Co do zarobków, proponuje trzydzieści tysięcy miesięcznie. Nie będziesz musiała płacić za jedzenie, zapewniam też dostęp do baru. - mrugnął prawym okiem - Możesz zrezygnować w przeciągu tygodnia. Zależy mi na tym, aby zrobil to jeden fotograf. Czas leci, a za dwa tygodnie mam dwudzieste piąte urodziny. - Dobra.
  47. 1 punkt
    Nowego szczęścia szukam: jak ma wyglądać - nie wiem; powstała w życiu luka, więc gdy do drzwi zapuka, przyjmę je z uniesieniem! Na nowe szczęście czekam: kiedy ma przyjść - nie zgadnę; choć czas jak wartka rzeka bezwzględnie w dal ucieka - fortunę swą mu skradnę!
  48. 1 punkt
    Jest wiersz! Masz literówkę - nadziei
  49. 1 punkt
    Lubię czytać Pani wiersze są bardzo osobiste i szczere, takie mam wrażenie. Oczywiście interpretuje ten tekst na swój sposób. Kiedy biegam, a właściwie po biegu jak już mam czas spaceru. Często rozmyślam i zadaje Sobie różne dziwne pytania a potem staram się na nie odpowiadać udając kogoś innego.To takie terapeutyczne ćwiczenie bardzo mi pomaga. Odpowiedzi czasem mnie zdumiewają. Pozdrawiam mam nadzieje że nie przesadziłem z niczym.
  50. 1 punkt
    Gdy patrzę na kota Ech, sama tęsknota Gdy jemu zadość A dla niej radość Z kotem, czy bez kota?
×
×
  • Dodaj nową pozycję...

Powiadomienie o plikach cookie

Nasza witryna korzysta z plików COOKIES („ciasteczka”). Dowiedz się więcej o COOKIES z naszej Polityki Prywatności Polityka prywatności