Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Ranking


Popularna zawartość

Zawartość, która uzyskała najwyższe oceny od 04.07.2020 uwzględniając wszystkie działy

  1. 20 punktów
    Sama przyszła, sama zgaśnie, czekam na to wydarzenie. Już nie walczę i nie szarpię, będzie co ma być - nie zmienię. Wiem, że przykro Ci też będzie, gdy wybrzmieje słowo: razem. I oboje popłyniemy gdzieś w odmęty zwykłych zdarzeń. Nie wiem czy to brak nadziei, czy przeczucie, czy sen może, więc ramieniem otul lęki, bo przytulić chcę dziś głowę. Sama przyszła, sama zgaśnie. Ważne dla mnie wydarzenie. Troska drażni oczy, ale będzie co ma być - nie zmienię.
  2. 20 punktów
    Pytasz, co ci zrobiłem... Oprócz bycia sobą? Poza nieporadnymi nocą rozmowami? Tego, co w głębi czuję, nie chcę oddać słowom, Póki jeszcze się nieba zachwycają nami! Cóż ci uczynić mogłem, czego pierwej ty mi Nie zrobiłaś niechcący odsłaniając duszę? Stało się! Zaklęciami nie mogę żadnymi Opanować rumaków w gromnej zawierusze. Więc nie pytaj com zrobił, o to ciebie proszę, Ale czegom zaniechał, jakąś gwiazdą tknięty: Kłamstwa, pychy, obrony, które strojnie noszę, Ale które przed tobą uciekły mi w pięty. Nuże, pijmy raz jeszcze z tych przeznaczeń dzbana! Czy los dobry się skończy, kiedy weń uwierzę? Pies głaskany i syty, u nóg swego pana, Mogę leżeć i szumieć, jak szczęśliwe zwierzę...
  3. 19 punktów
    Prośba Póki śmierć nas nie rozłączy, póki śmierć nas nie rozdzieli, pozwól oczy mi wciąż topić w głębi jezior twoich źrenic. Póki w piersi bije serce, póki jeszcze tutaj jestem, pozwól niech me troski koi twoja skroń przy mojej skroni. A gdy przyjdzie ruszyć w drogę i pójść tam, gdzie trzeba odejść, nim mnie wieczne cienie połkną, trzymaj mnie za rękę mocno.
  4. 19 punktów
    Otwierasz się przede mną masz przebogate wnętrze taka ważna a jakże mościsz miejsce najświętsze A ja stoję w dół głową i nie wiem już co myśleć otwierasz się przede mną może sygnał mi wyślesz A ja stoję w dół głową myśli zbieram na zapas ty oświecasz mnie znowu gdy się w tobie zatracam Masz przebogate wnętrze a ja głupia wciąż nie wiem zdecydować nie mogę czy zjeść torcik czy pieczeń.
  5. 19 punktów
    Memento w biegu Bieg, bieg, bieg i bieg przed siebie, w dzień, ulicami, przez miasto, do pracy, sklepu, wciąż gdzieś, gdzieś – już noc – już rano – już jasno. Odhaczyć i biec, biec dalej, jeszcze tu, jeszcze tam, prędzej, bo czasu tyle, co wcale, trzeba więc biec, biec, biec, biec. Życie z uporem oracza w obliczach skiby nam żłobi, żeby tam cienie dróg zasiać i zgonić nas przez te drogi. A włosy rzedną, siwieją i wypadają jak zęby, dziećmi byliśmy dopiero, potem nas porwał ten bieg i gnamy, gonimy, gonimy za wczoraj, teraz, za jutrem, z przyczyną i bez przyczyny, w pełne, w półpełne i w puste. Aleksandryjskie panele iluminują nam twarze, ale tak wielu niewiele jest w stanie prawd w nich odnaleźć. Biegniemy, tląc się przez chwilę, niczym popioły na wietrze, zostanie po nas jedynie – parę zdjęć, groby, nic więcej.
  6. 17 punktów
    możesz podzielić czas na takty możesz podzielić czas na bity możesz w ogóle go nie stracić a może zyskać nawet przy tym możesz podzielić czas na wersy możesz zaplatać go w warkocze zielonookiej wciąż nadziei brzemiennych nowych ciągle zwrotek możesz podzielić czas na klatki zamieniać myśli na obrazy możesz wyrzeźbić kamień rzadki który się jeszcze nie przydarzył masz chwilę na to i nic więcej choć tak ułudnie nieskończoną możesz rozłożyć ją na części aby budować z nich na nowo możesz podzielić czas na działki możesz podzielić go na gramy możesz się przy tym dobrze bawić gdy nieprzytomny i pijany wybierać możesz nie do końca więc póki taką masz możliwość zanim Cię wciągnie kipiel wrząca pamiętaj jak to ważny wybór
  7. 17 punktów
    kilku nie takich facetów żałuję że wsiadłam na te karuzele chce mi się teraz zwracać wszystkie noce i dni średniodobre dzięki Bogu pojawiła się winda i Ty szybka podróż w górę czuję jak rosną mi skrzydła
  8. 17 punktów
    Spłoszyłem poezję, w niszy przycupnęła, zabrała litery z weną w spółce... zgasła. Złożę odwołanie - ostatnia instancja, co mi pozostało? Przyćmiona nadzieja. Wergiliusza spytam, gdzież ona zimuje? Sił może nabiera, w szufladę by wsunąć... ...wiersze napisane i spowite łuną. Byśmy zaśpiewali w patetycznym chórze. Szukam w zagajnikach, korzeniach gorczycy, lirycznego smaku, nie chcesz, nie poczujesz. Przekręć mdłe pokrętło, rymem leci z chmurek, a teraz artysto - nieba sobie przychyl. Kwiaty ci pokażą kolorowe twarze, przyprószone słońcem, wiatrem utulone. Zasmuci elegia, miłość wyzna sonet, błądzisz po rozstajach, pióro drogę wskaże. Wróciłaś z otchłani, zatwierdziłaś kropką, Bogini nieczuła podnieś słowa z poduch. Nie zasypiaj błagam, strofy w wersy obuj, czułością ogrzejesz... tylko mi nie odchodź.
  9. 17 punktów
    Trzy tysiące wierszy, pięciokroć tyle strof, dwadzieścia zeszytów, symboliczne pióro. Kogo na piedestał, tytuł wybrać który, czytelniku oceń, po recenzji bądź zdrów. Chyba sto ołówków zdarte na ogarek, nożyk, temperówka i szpalty papieru. I czcza pisanina - mówią że bez celu, a ja sobie myślę, że pojadę dalej. Słowo tęskni, płacze, tuli się do duszy, krzyczy, wydobywa, iskry Bożej łaski. Zaśpiewa w ostępach, nutą jak ptak rajski, z drobniutkich literek kurhan w stepie usyp. Co dalej człowiecze masz zacne pytanie? Życie ci przyniesie liryczną odpowiedź. W szaty melancholii swe utwory odziej, niech każdy z osobna, emocji doznaje. Przeczytałeś, usiądź - poukładaj w głowie, treścią można zabić, jak chcesz... zapamiętaj. "Bogiem było słowo" - mówi Biblia Święta, tylko jak przed końcem, do celu tam dobiec. * - Ewangelia wg Św. Jana - prolog 1,1-18
  10. 16 punktów
    Niebo niebieskie, jak pradawny płomień, Dla oczu dziecka tylko tak szczęśliwe! To niebo w twoje pragnę złożyć dłonie... Z nierozplątanym o poranku śniwem. Jakie przesłanie ma ta barwa huczna, Której świetności tak bardzo się dziwię? To w dniu stworzenia, gdy wybiła jutrznia, Niebo tak bardzo dziwiło się sobie Po raz ostatni. Ta godzina tuczna Czy będzie trwała, czy zalegnie w grobie Jak tyle innych godzin? Zanim zniknie Chcę ofiarować z niej minutę tobie. Niebo przemawia, ale nagle milknie W pół słowa, które rozbite na ptaki Próbuję złożyć na powrót, lecz – mylnie... I otom złożył wiersz – dla ciebie – taki...
  11. 16 punktów
    Lubisz, nieoswojona kryć się za nikabem Utkanym ze strumienia wirtualnych czarów, Mrugnąć mi błyskiem oczu Twych parą jantarów I porwać lazurowym do nieba korabem. Całując przezroczystych ust smacznym powabem Słowami zjawiasz się, na szkle mych okularów, W anielskiej poświacie i rozkwitem nadmiarów Stajesz się w świątyni mej duszy jej mirabem. Gdy odchodzisz i gaśnie w ciemności powieka, Nocny ptak unieważnia dzień i zamazuje Mój spokój, on zlękniony niecierpliwie czeka... Gdy eos rozepnie świt, ze słońca wykuje Twój kształt na nowo, moja niepewność ucieka, Natchnienie wraca, nim je wieczór znów popsuje.
  12. 16 punktów
    Kwitną lipy – wiatr niesie woń słodką, miodową, co zmysły z dala wabi swą błogą pieszczotą; gdy ciemna zieleń liści chroni przed spiekotą, rój jasnozłotych gwiazdek rozbłyska nad głową. Kwitną lipy – więc idę cienistą aleją, co zda się nie mieć końca – i niech końca nie ma; chwytam pachnące kwiaty rękami obiema, kiedy w nich twarz zanurzę, myśli ozdrowieją. Kwitną lipy – nim jeszcze bujną trawę skoszą, kładę się w niej i znikam, jak w zielonej toni; w uszach puchatych trzmieli muzyka mi dzwoni, zasypiam upojona lipową rozkoszą...
  13. 16 punktów
    Czy myślisz, że to już ten czas, gdy mogę cię wchłonąć bez granic, rzucić konwenans jak stanik, czasu nie liczyć, bo na nic. Czy myślisz, że to już ten czas? Fala zalewa mnie całą, kołysząc się na niej równo, na grzywie spleciemy ciała. Czekam na Ciebie kochany, połykam krople rozkoszy, do tańca ruszymy razem; wiem, że z rytmem się zgodzisz. Bo przyszedł mój miły ten czas, że fala do brzegu dobija. W tańca uścisku dwóch ciał rodzi się bliskość i siła.
  14. 15 punktów
    Nie mam siły dziś się pastwić nad kolejnym Twoim wierszem. Wiem że już bywały lepsze, będą kiedyś jeszcze lepsze, Ale ten, to jakaś lipa, więc o zdanie mnie nie pytaj. Może lepiej weź poczytaj tekst jakiegoś już klasyka. Nie mam siły dziś się pastwić nad kolejnym Twoim wierszem, Przecież Ci go nie poprawię, przecież Ci go nie dopieszczę. Uwag przecież tak nie lubisz, własnym kunsztem wciąż się chlubisz, Sobie raczej teksty skrobiesz, niźli piszesz je dla ludzi. Nie mam siły dziś się pastwić nad kolejnym Twoim wierszem, Co nie znaczy, że mnie nie ma. Widzisz? Jestem!
  15. 15 punktów
    Stanąłem na rozstajach, łąk barwionych kwieciem, ciepły wiatr zafalował trawami w pobłysku. Centurio pospolita, połacie nam wystrój, pomoże ci w przyroście... tymotka jak zechce? Zabieliło, zżółciło - dmuchawce tańcują, lato w pełnym rozkwicie do sadu zajrzało. Pszczółki z kielichem w ręku - nektaru im mało, wreszcie deszczem polało, przykryj się koszulą... ... z listowia zielonego, grad strząsa owoce, pigułki chłodzą glebę, a za chwilę tęcza. Między ziemią a niebem, umowa rozjemcza, za górami w oddali cień burzy stukocze. Słoneczko nagonimy ku promiennej pracy, niech suszy, daje wzrosty, powiększa objętość. Wszystko co ma przyroda do trudu popchnięto, wyobraźnia wszeteczna, błonia nam okrasi. Bladoróżowy chaber, podrywa wiechlinę, rozsiewają uśmiechy zbliżyć się nie mogą. A osa zapylając, uskrzydli niebogę, takie ponadczasowe - pracusie brzękliwe. Kiedy przyjdzie opuścić poszarzałe łęgi, duszę swoją zostawię z piórem, atramentem. Oddam hołd na papierze, chwileczkę poślęczę, czy aby świat natury z udręki nie przekwitł?
  16. 15 punktów
    skafander wysokowyspecjalizowany z dość długą potencjalnie żywotnością niektórym się podoba ja też jestem zadowolona mogę pracować mogę kochać nadano mu imię Iwona był dzieckiem dziewczynką dziewczyną jest kobietą będzie staruszką potem go zdejmę a oni spalą lub zakopią Ty weźmiesz mnie do siebie będę tam wszystkim którzy mnie kochali pachnieć świeżo skoszoną łąką
  17. 14 punktów
    Tego ciała nie kalają pokarmy, A tej głowy nie tumani sen; Noc już mija i nastaje marny W twojej twarzy wyrzeźbiony dzień. Co nas dzieli, to nie są przeszkody, Co nas dzieli, to tylko jest świat; Twoje listy, rojone ogrody, Skrawek nieba widziany zza krat. Mogę śmiać się jak dziecko niewinne I jak płaczka zatonąć wśród łez; To co jedno drugiemu jest winne, To marzenie tak wierne jak pies. Lecz w spełnienie tych modłów nie wierzę; Tylko jedna pociecha od lat: Twojej duszy na białym papierze Z atramentu – jak kwiat suchy – ślad.
  18. 14 punktów
    Poeta dostał w darze od weny oczywiście dwie zasuszone róże przesłane jemu w liście treść listu lakoniczna powiedziałbym spartańska - odeszłam, bo męczyła mnie natarczywość pańska bez przerwy coś dopowiedz wpuść na właściwe tory nadaj sens moim wierszom jak długo można - sorry. Błysnęła angielszczyzną że niby to światowa spojrzałem na datownik nadano - Częstochowa i wtedy zrozumiałem dając jej spokój święty że tylko patrzeć, kiedy przyjdzie mi alimenty zapłacić byłej wenie bo z nią to spółkowałem tworząc dziesiątki wierszy z intencją i zapałem.
  19. 14 punktów
    dzisiejsza noc była smutna bez gwiazd i księżyca drzewa nie szumiały milczał wilk i echo sny się wałęsały - mysz i szczur mocno rządziły ciemność im pomagała pijany kumpla szukał strach się czaił myśl bała się myśleć na cmentarzu umarli o coś się kłócili dzisiejsza noc była sobą nic a nic nie kłamała można nawet rzec że prawdziwa była
  20. 14 punktów
    Dziękuję słowom że potrafią, przejąć mój ciężar na ramiona i jak nikt inny wiernie biegną, kiedy drugiego chcę przekonać. I wiedzą kiedy stanąć z boku, gdy wokół cisza uśmiechnięta, a rozmodlony zachód słońca, nad wód lazurem nagle klęka.
  21. 13 punktów
    to gorzkie spojrzenie miało kiedyś smak słodkich bakalii kołysało krople szczęścia z egzotycznych podroży pomiędzy światami nocą wysadzaną świeczkami a zdjęciami z księżycem w tle na błękitnym projektorze płynącym z chmurami za wzrokiem rozjaśniającym przyszłość jak święte łzy apacza wyciągające na światło dzienne to co trwać mogło wiecznie gdyby nie teraźniejszość martwa sucha i łatwopalna i to spojrzenie które jest teraz tylko brązowe jak skorupy pozostałe po wyłuskaniu wnętrza świętego owocu a noc wygrzebana żywcem z pamięci jest na długość tylko jednej świeczki
  22. 13 punktów
    kochają się na zabój a przy tym raz na wieczność zakładają gniazda w osłoniętych miejscach gdzie chroni je od wiatru fabryczna świata sprzeczność której nie ogarną ich gołębie serca naiwne w przekonaniu że każdy tutaj może bywać panem losu czuć się jak u siebie gdy przyjdzie pora godów po prostu się rozmnażać w rytmie naturalnym goniąc za swym szczęściem i nagle on się zjawia najemnik i czyściciel zimny ostrzy nabój na kamiennej treści przez szkiełka wzrok wyostrza wymierza należycie jednym ruchem palca sieje ziarno śmierci
  23. 13 punktów
    Niejaki młody człowiek u mistrza się zjawił, gdyż słyszał wiele razy jak mądrości prawił. - Powiedzcie mistrzu szczerze, czy jest to możliwe, wiedzieć, czemu kobieta cię kocha żarliwie? - Jest to możliwe, jednak trudno rzec dlaczego kobieta kocha ciebie, za to nie innego. Lepiej się w to nie wgłębiaj, bo miłość jest płocha. Do czego ci ta wiedza? Ciesz się, że cię kocha.
  24. 13 punktów
    Nic z tą miłością nie mogę zrobić. Mieć jej, czy nie mieć? budować, tworzyć? zbędne pytania. Przyszła, opadła, jak mgła o świcie i przysłoniła to stare życie z garścią nawyków. I się wymyka spoza kontroli to za czym tęsknię, i to co boli, radość co niesie. Nie wiem co będzie, jestem bezradna, bezbronna, słaba i nieporadna, ale tak czuję. Jakaś w tym prawda - że miłość zmienia, ciągnie uwagę w stronę partnera, zmienia horyzont. Jaki to banał, póki nie poznasz, że sens w niej mieszka, największa rozkosz i niesie w górę. bb PS Takie banalne jest to wyznanie tekst piszę prozą i niech zostanie, na wieków amen.
  25. 12 punktów
    Po drugiej stronie jawy w otchłani zwierciadła, Pod mchem sekretu szklanej gamy firmamentu, Szukam Twego spojrzenia, rozbłysku diamentu Twych oczu, gdzie niewinna nieśmiałość przysiadła. Po drugiej stronie snu, na krawędzi wahadła Czasu, między wiecznością a trwaniem momentu, Szukam Twego wspomnienia, dotyku fragmentu Twej czułości, która na mnie miękko opadła… Choć jest mi tak bliski, nie znam Twego widoku... Namalowany myślą, lecz nieokreślony, Jak nadzieja tląca się niepewnością w oku. Podążam za obrazem Twym więc zamyślony, Z czartem i aniołem u ramion, by z półmroku Nastrojom swym pokornie szyć barwne zasłony.
  26. 12 punktów
    W szklanej tafli ekranu, w dalekiej witrynie Bezmiaru, widzę słodkich winorośli misy, Myśląc, że to jej oczy, jej spojrzeń kaprysy Wnet ożywią fantazję, a myśl ma odpłynie… Szukam wśród czystości szkła wspomnień o dziewczynie, W cukierniczkach z fajansu znajduję jej rysy, Prawdziwe lub nie, śnione jak rajskie cyprysy, Czcionką tęsknoty szczere, jak światło w bursztynie. Czekam lecz nie ma Cię, ta chwila nie nadchodzi, Nie napełnisz zapachem kosmyka Swych włosów Mych ust, w których - nim ciężki jęk smutku się zrodzi, Szept nostalgii, skargę wyśle do niebiosów... I może wyjdziesz ze snu, który tak uwodzi, Zapętliwszy nas wspólnym pulsem naszych głosów...
  27. 12 punktów
    Miłość jest kobietą. Miłość jak rozlana miękkich włosów fala, miłość w roztargnieniu suknia rozpinana. Miłość nago śpiąca. Miłość jest poetą. Miłość do białości żelazo rozpala, miłość Boska wolność, nam dwojgu zabrana. Miłość w sercu wrząca. Miłość jest podnietą. Miłość z nas uczyni biernego wasala, miłość dar od życia i wartość dodana. Miłość bunt rodząca. Miłość naszą metą. Miłość ich oboje w jedno ciało scala, miłość przygarbiona, tęsknotą nazwana. Miłość łka... gasnąca. Miłość żegna fetą. Miłość wspominana, nie pije już z graala, miłość przyprószona, wierszem zapomniana. Miłość kir niosąca. "Oboje są przekonani, że połączyło Ich uczucie nagłe. Piękna jest taka pewność, ale niepewność jeszcze piękniejsza". - Wisława Szymborska.
  28. 12 punktów
    skąd się w człowieku bierze to życie na pokaz bez końca ta nagła potrzeba dzielenia się wszystkim co mnie spotyka od rannej kawy po zachód słońca pięknie krewetki tygrysie podane sam fakt ich na talerzu potwierdza marnie skończyły a będzie jeszcze gorzej jama gardła jama trzewi choć może kto wie wrócą jako pokarm do morza stop lajkowaniu top fanowaniu oderwać zamknąć uszczelnić smartfonofoniczną kroplówkę wypić drugą kawę zrobić kurczaka w siedmiu smakach pójść na górkę popatrzeć jak lądują szybowce bez musu uwieczniania bez potrzeby pokazania i dzielenia się z wirtualnym mikroświatem jak wspaniale mi się żyje i jak potrafię zrobić sobie dobrze
  29. 12 punktów
    Zabłądziłem w tym lesie, nie pamiętam kiedy ani jak tu przyszedłem, nie pamiętam po co. Dziwnie obcy zrobił się las, zamglony, ścieżki nie potrafię odnaleźć i zimno tu nocą więc kołderkę zabrałem od ciebie ze sobą. Czasem jakbym słyszał twój głos z wielkiej oddali, i śnisz mi się prawdziwa, jak na jawie z tobą rozmawiać próbuję, lecz ty niemo ustami tylko poruszasz, jakbyś mi chciała powiedzieć, że… i budzę się wtedy, znów błądzę po lesie, a wszystkie ścieżki, które znajduję przy drzewie tym samym się kończą, i tylko tej do ciebie nie umiem odnaleźć.
  30. 12 punktów
    uwielbiam tę dziewczynę jestem uzależniona kiedy ją dotykam drżę kiedy ją liżę drżę niezapomniane szczęście mówili: zostaw ją milczała teraz spotykamy się rzadziej chyba ma kogoś innego zawsze będę o niej dobrze myślała wspominając intymne chwile ;)
  31. 12 punktów
    crossover ma auto które połyka pół dinozaura na setkę jeździ nim do rzeźnika po zwierząt zabitych mięsne strzępy kiedy nie pieści butelki mięśni nie głaszcze i epitetem kobiety przed 4k ultra hd święty piękny bezbłędny w telefonie zamknięty czysty biały wspaniały defensor granic i wiary chce karabin mieć wielki uczyć strzelać już dzieci bo życie tyle jest warte ile cyngiel pod palcem płeć przeciwna to tylko służba niania i dziwka najlepiej jak siedzi cicho i pyta gdy chce oddychać zużyj wyrzuć kup nowe app korona stworzenia średnio udany crossover z boże dlaczego cię nie ma
  32. 12 punktów
    katapulty niechcianych miłości zagnały mnie w przedsionek piekła tam cień mnie wytropił tarany myśli ciało zgięły wykrawam czarne kwadraty dni czekam czerwone oczy gaszę księżycem sen powieki drze nie chcę być fletnią nie będę sobą ubieram suknię Dejaniry
  33. 12 punktów
    Odpłynęłam łódką od tamtego brzegu, już nie nucę pieśni złamanej korony, drzewo już nie pieści resztkami gałęzi, już nie musi liści poszum duszy koić. Odpłynęłam łódką od tamtego brzegu: co było zostanie, niech zarosną chaszcze, gdzie ląd inny będzie - popłynę daleko i na morzu znaczeń nowy sens odnajdę. Odpłynęłam łódką od tamtego brzegu: horyzont daleki, nie wiem czy mu sprostam. Skorupka poczciwa ze sterem przy sercu, w morze życia płynie. Na niej wolę zostać.
  34. 12 punktów
    sercem wrosłam w podlaską ziemię gdzie powietrze żywiczne wrzosowe głaskane wilgotnym wschodem gdzie czas w babie lato wplątany dojrzewa pod krzewem łochyni na bokińskich bagniskach gdzie chaty zgrzybiałe nad Luteńką klęczą tam wrastałam na gościńcu leśnym w lipcową ciszę zasłuchana w świerszcze
  35. 12 punktów
    Moja wrażliwość to nie jest surówka z groszku, Nie jest ugniataniem chleba przez wiejskie baby, Marzeniem ptaka, ani też bajką o śpioszku, Czy kontemplacją słowa lub kultem sylaby... Moja wrażliwość stąpa granitową nogą, Frunie żelaznym skrzydłem, po rozstajach nocy Tam, gdzie syreni jazgot biegnie do pomocy, Gdzie tłuczone w zaułkach szkło przejmuje trwogą... To pożółkłe korytarze komisariatów, Cele wiezień i chorych pokoje wariatów, To skarga krzywdy, melin pijackie bełkoty, Znamiona winy - krew, łzy, brud, zwłoki, wymioty… A mimo tego jest i widzi, choć zranionym Okiem kształty nieba i w nim cięciwę czasu Czuje jej oddech na swym policzku splamionym I trzyma się kierunku gwiezdnego kompasu...
  36. 11 punktów
    Niedawno wpadł do mistrza młodzian sfrustrowany, - Dziewka, którą miłuję, odmienne ma plany przyjęła oświadczyny naszego sąsiada, który znaczny majątek, jak wiemy, posiada. - Masz dwa wyjścia, wziąć inną lub czekać przez lata żeby twój rywal w końcu odszedł z tego świata. Jeśli żadne z nich jednak cię nie przekonuje wynieś się gdzieś daleko, to cię zreflektuje. - A jeśli tak nie będzie? – Zadał znów pytanie. - Wtedy picie gorzałki tylko ci zostanie. Jakieś inne propozycje???
  37. 11 punktów
    wabisz wagabundo wyśnione wagoniki włócznio wakacji waniliowych wizji waporu watażko wesołych wróżb wytwornych wasalek wersalek wielkoduszny władco wiatru wyczaruj wrażliwość wszerz wzdłuż wszem wobec wiolonczele ważek wibrują wolno wsiąkają we wrzosowiska wilgoć wdziera w widokówki więdniesz wieczornym wrześniem więc wędruj widzu weselny warokoczami widnokręgu wędruj wbrew wściekłości wielobóstw wszechświat warunkuje wolność wżdy. ___ 23.07. obchodzimy Dzień Włóczykija
  38. 11 punktów
    ten najintymniejszy nigdy go nie wypowiem ani nie zapiszę może tylko podzielę się z Tobą kiedy nadejdzie absolutna cisza
  39. 11 punktów
    Przepiękne dziewczę nazwane Różą, biegała boso do wiejskiej szkoły. Sukienka w kratę, nos usmarkany, kroki przez pola jakże Ją nużą. Chcę być bogata, miód z górnej półki, świecić Swym ciałem rozmiękczać dusze. Ona ma talent kiedyś usłyszę, frunie po gniazdach lotem kukułczym. Bank globalisty, aktor topowy, syn wojewody, forsa maklera. Obrała z szatek - krocie Jej przelał, w salonach świata robiła lody. Czego nie miała, czym nie kupczyła i wychowanie z łoża wyrwała. Wiejska dziewucha twarda jak skała, do grobu - mówią - wzięła Ją kiła. Nim weszła w życie zgasła jak gwiazda, pamięcią błyszczy złota tabliczka. Przez Twoje oczy, rozpacz się wciska, powiedz Różyczko jak Ciebie nazwać? Zroszony bólem na wiejskich błoniach, pogrzeb skromniutki, kilku przyjaciół. Ciekawy żywot z wolna się zaciął, deszcz od północy, łzami dziś polał.
  40. 11 punktów
    Miało być bez wycieczek wycieczek pod nazwiska a bywa, w komentarzach czytamy wprost wyzwiska. Ktoś czegoś nie zrozumiał albo mu nie na rękę lub czyta bardziej z musu przechodząc jak przez mękę. Ktoś inny jest uparty wywyższa swoje ego i tylko on ma rację na wierzchu ma być jego. Sprężyna się nakręca adwersarz się gotuje i wtedy nikt nikomu za grosz nie pofolguje. Mediator nic nie wskóra więc lepiej na uboczu czekać, kiedy przestaną skakać sobie do oczu. Wystarczy, aby jedna ze stron przystopowała i zatarg się rozmydla ot filozofia cała.
  41. 11 punktów
    Czesław, miłośnik kobiecego biustu marzył o piersiach według swego gustu. Małe i duże, krągłe i podłużne, wszystkie je kochał, bo były tak różne. Chciał ich dotykać i pieścić, całować. Nie mógł się Czesław do krzty opanować! Myślał co zrobić, jak gust wykorzystać, czy wszystkie panie mogły na to przystać? Dumał i wybrał - został brafitterem. W końcu szczęśliwy i robi karierę! ____ 5 lipca obchodzimy Dzień łapania za biust miłego świętowania xD
  42. 11 punktów
    zmęczyłam się dźwiganiem swojego krzyża... bodziec z zewnątrz wyrwał mnie we własnoręczną ciemność gdzieś tam odzyskiwałam spokój ducha utracony w pudle z demonami najgorsze są niekończące się szepty zagłuszane biciem serca już nie chcę wierzyć w słońce czekanie na cień wskazówki zegara spędza mi sen z powiek tylko po to bym koniec końców chwyciła się brzytwy ... wkrótce potem założyłam maskę tyłem do tremo usiłując powstrzymać drżenie brody z pomocą przyszły leki immunosupresyjne w ten sposób zacieśniła się więź między nami - odnalazłam wolność w zniewoleniu i oto prawa półkula mózgu łechce szron na jawie po ścianach chodzą bezgłowe karaluchy wyrwane z letargu życie nieprędko nabierze barw...
  43. 10 punktów
    (Patrz teraz listek nie drgnie, ptaszek nie zaćwierka Rozprute kamienice dowodem ich męstwa Czas się znowu zatrzymał i słychać syreny Obraz serca Polaków, co biją z podziemi) Gdy zawrzasnął Niedźwiadek rozpękło siedlisko; Niosła echem w okowach niespokojna sfora. Gilzy kresu huknęły przyzwoleniem Bora, Uderzając w hakenkreuz, wszem obce skupisko. Na początku Żoliborz, potyczki Żniwiarzy, Później Wola, Śródmieście, (przy lotnisku fiasko). I powstali heloci, obudzili miasto, Zawiadiacki organizm o łagodnej twarzy. Choć na ubój posłani niezdjęci odwagą. Mimo wściekłych valkirii, co żarły ich mięso, Ta drobnica kwitnąca chciała paść zwycięsko. "Dziś niczym — jutro wszystkim"! krzyczeli broń gładząc. Nikt już ich nie powstrzyma, za dużo w nich wiary Tylko słów zabrakło: "mierz siły na zamiary". Narodowy Dzień Pamięci Powstania Warszawskiego
  44. 10 punktów
    Więc poszedłem na cmentarz, by Ci od najgorszych nawrzucać, rozpłakałem się tylko, bo kto wie jakie demony w głowie drugi człowiek nosi, kiedy nie znamy dobrze nawet samych siebie. Rozpłakałem się tylko i dotknąłem płyty rozgrzanej w letnim deszczu, płakałem i piłem próbując Ci powiedzieć rzeczy, które żywym najbardziej są potrzebne. Mnie też zostawiłeś na najlepszym ze światów, na którym na szczęście ludzkie się zanosiło, a zaczyna błyskać. Wychodzę na ulicę w bardziej dusznym mieście i próbuję nie pękać, jakoś formę trzymać. Katuję Waitsa, Tobie zaś życzę punk rocka, bo może Bromba czeka na Ciebie przy bębnie. Nie jestem z tych co wiedzą z pewnością, więc spotkać może się przyjdzie - nie wyjdź po mnie, to Ci wjebię, Krzysiu.
  45. 10 punktów
    przyszła Pani popatrzyła i rzekła Pan już nic nie może przyszedł Pan zerknął pocmokał pod wąsem Pan już może więcej niż Panu się wydaje przyszło w końcu i Trzecie wymamrotało Pan już może wszystko zaprawdę powiadam Wam móc i może są pogodą woli i ducha
  46. 10 punktów
    nieraz za krótka godzina za długa minuta - zbyt wolna prawda a za szybkie kłamstwo gwiazdy ciut za dalekie chmury zbyt blisko miłość nieszczera uśmiech fałszywy nieraz życie niełatwe wilk wyje smutno okno życia otwarte płacz dziecka boli
  47. 10 punktów
    W lipcowe popołudnie, na niestrzeżonej plaży, Zawołał ktoś „POMOCY”, a tam nie było straży. Akurat był policjant z rodziną na urlopie, Gdy topił się nieletni, szesnastoletni chłopiec. Nie było, ani chwili na rozmyślania długie, Policjant na urlopie, to jednak w ciągłej służbie. Zrządzeniem losu oraz wyrokiem wyższej siły, Jeden otrzymał życie, drugi odszedł z rodziny. Tu wystarczyło tylko pomyśleć w młodej głowie, By uszanować swoje oraz to cudze zdrowie. ___ 24.07. obchodzimy Dzień Policjanta, a inspiracją do napisania wierszyczka był post Polman'a
  48. 10 punktów
    Pierwej umrę, niźli oddam: kraj, kamratów, familiję, Niech użyją całej siły, bo nie sprzedam, póki żyję! Ojciec, matka nie chowali na psów - zdrajców, sprzedawczyków. Groszem nie zatkają gardła, więc pójdziemy zadać krzyku. Człowiek biedny, lecz uczciwy, jako dziad i pradziad byli, Baty dostać by woleli, niźli by z nich ludzie kpili! Mogą chłoszczyć, smagać ciało, batem z kolcem i rzemieniem. Myśli diabła spędzą z głowy, wtedyż będzie pocieszenie. Ciało rodu nie pozwala iść na wojnę, zbrylić wroga, Pozostaje jeno bodaj modlić często się do Boga. Bracia poszli, ojciec dumny, matka tylko łzy wyciera, Ja zaś w domu, robię w lesie, mym orężem jest siekiera. Serce śmiałe w przód wyrywa, by jak inni, strzelać z broni Na wojenkę nogi ciągną, może czas mi ich dogonić? Wróg zębiska szczerzy chytrze, pewny swego chce zadusić, Chociaż mali my i słabi rangi swej nie damy skruszyć! Stare pieśni w karczmach słychać, jak nam kraj rozszarpać chcieli, Tam łupnęli, tam zgarnęli, Levittoux jest w Cytadeli! Nie pozwolim, my obronim, zamkniem wroga w jego kratach, Kiedy obca ręka sięga po majątki, lasy, ziemię, znów po latach. Wtenczas ludem się wyręcza dzierżowładca - ludu brzemię, On i jemu w podobieństwie nic nie wiedzą, co w nas drzemie. Pokłon złożę ojcom, matkom, wezmę tobół, pójdę w świat, Niech mnie niesie do przygody, pcha w nieznane, ciepły wiatr. Tylko, nie wiem, czy mi wezmą do munduru amplitudę - Pewnie będą chcieli przegnać i wykosić niby siudę. Każden z wrogów posmakuje tarabanów od POLAKÓW, wtenczas razem ruszym naprzód sponiewierać tych pętaków!
  49. 10 punktów
    dla Oli Kolorem słowa dźwięk się kładzie W umysłu płótna białą ramę Przechodząc przez języka bramę Z bystrością cieków w wodospadzie. Tym trudnią się słowa malarze, By z tonów mowy składać światy, Utrwalić zeschły liść pstrokaty, Lub zaginione dzikie plaże. Prywaty ciut się wpleść ośmielę- Czy przeglądając stylów śpiewnik Z pośród odkrytych wszystkich technik Jest z nich co ponad akwarelę? Nad jej zabawę światłem sensu, Subtelność drżącą w parze z wdziękiem, Kiedy potrzeba ostrym dźwiękiem, Lekkością jej bez precedensu. Bo akwarela to finezja, Muśnięcie pędzla, mglista plama, Wśród dworu słowa pierwsza dama Bo akwarela to poezja.
  50. 10 punktów
    odrąbaną głowę zakopali w rowie żywym z piersi sercem podsycali piece teraz nogi obie podrygują w rytmie disco polo wieje bardziej niż oberkiem trzepoczą na wietrze bezrozumne ręce choć już nie mazurkiem disco polo jeszcze korpus się telepie w walce beznadziejnej może zaraz umrze a może okrzepnie kona ciało całe zostało skażone i żre je gangrena jad komórki zżera jednak pobudzone wciąż zdrowe neurony bój zaciekły toczą by żyć nie umierać
Ten Ranking jest ustawiony na Warszawa/GMT+02:00
×
×
  • Dodaj nową pozycję...

Powiadomienie o plikach cookie

Nasza witryna korzysta z plików COOKIES („ciasteczka”). Dowiedz się więcej o COOKIES z naszej Polityki Prywatności Polityka prywatności