Skocz do zawartości

Najlepsze utwory

Indeks wyszukiwarki jest w trakcie przetwarzania. Wyniki tablicy liderów mogą nie być kompletne.

Popularna zawartość

Pokazuje zawartość z najwyższą reputacją od 22.04.2018 we wszystkich miejscach

  1. 9 punktów
    Chciałbym pogadać z ołówkiem Ponieważ życie ma krótkie Przez grafit i temperówkę Zapytać czy mu nie szkoda Zostawiać na kartkach zdrowia Tak łatwo go przecież zgumkować Choć staram usilnie zagadać On nie chce mi odpowiadać Od szekspirowski dramat Aż wreszcie krzyknąłem Eureka I płynie cudownych strof rzeka haptyczny ołówków poemat (Nie żadna ściema) I kropla w mym oku się kręci Bo utwór wyszedł wielki Wrzuciłem wyśmiali Bezczelni
  2. 8 punktów
    powstałeś bez woli i świadomości istnienia gdy nieba blask poczułeś nie chciałeś tego zmieniać mocą świetlistych zmysłów smakujesz przestrzeń wokół nikt tak pięknie nie stawiał niepewnych, pierwszych kroków teraz, gdy wpadasz w otchłań mętnych, młodzieńczych pragnień nie chcę, nie mogę patrzeć bezczynnie jak świat mi ciebie kradnie potrząsnę sadem wiosny niech spadną prosto na głowę zaczarowane pręciki i płatki migdałowe oblepią twarz i oczy pierwsze zalążki śliwy uśnij synku kochany przeczekaj czas burzliwy 28.04.2018r.
  3. 8 punktów
    Bardziej ciebie niż siebie … bo miłość, mój miły, to ja. Julian Tuwim jeszcze tu i ówdzie słychać — mój chłopak coraz rzadziej — narzeczony mąż — najczęściej nazwą formalną na topie partner gdy płomienność między dwojgiem dogasa w kącie na środek wychodzi partnerstwo * nieraz już sił brakło a wciąż nosiłem ją na rękach tysiące razy w nocy do niej wstawałem częściej niż niejedna matka do dziecka przy nieprzytomnej na OIOM-ie codziennie warowałem do północy na szpitalnym korytarzu — bliskość i modlitwa tylko pies wierniejszy leżałby obok cały czas * nie lubię zaśmiecania tak pięknego skarbu niech partnerstwo pozostanie w biznesie i w kuchni — przy zmywaniu naczyń (jeśli nie ma zmywarki) bo kochać to znaczy zapomnieć o sobie 20 - 23.04.2018 Wiktor Mazurkiewicz
  4. 7 punktów
    Wielki Skurcz Na początku był ogień zrodzony z wszechrzeczy, niczym z trzewi dziewiczych, boskie tchnienie Tyche. Hiper huk wraz się zrobił, co zbudził bożyce, i w kipiel rzucił bez dna odprysków niebieskich. Wtedy, w ziemskich dziedzinach z archaicznej zupy, w molekuły panspermia, czy quinta essentia, dla powielań ukuły łańcuchy DNA, emergentna pra glina knuła eksodusy. Bluzły frukty, wybuchły, w toń ruszyły i z wód. Piór dostały, nóg, kciuk też, większe mózgoczaszki, za tym: wojny, dech fabryk, kres cywilizacji. I straszny znów przyszedł ogień, potem Wielki Skurcz.
  5. 7 punktów
    umarłem kilka lat temu gdzieś przy kawie w mc donaldzie choć ciało wstało ja zostałem na stałe jak odzyskać samego siebie łatwo mówić depresja kiedy rak szczypcami dotyka zawłaszczyć chce ciało i umysł nie rób uważaj jak się czujesz rytm wpada w ucho zamykasz oczy nie słuchasz pieprzyć otwieram wstaję wyleżę się w trumnie a póki co kosztuje twych ust bo kocham
  6. 7 punktów
    niknął rozbełtany księżyc na zachodzie gdy lepkie powietrze w purpurowym brzasku drgnieniem wstąpiło w pąki zefirantów wilgocią wieszcząc rychły zmartwień koniec z księżyca spadały kratery rodzynkowe w śródleśne igliwia jak w ciasto francuskie i wiedząc wtenczas że dłużej nie usnę w burzę powzięłam do jutrzenki drogę
  7. 7 punktów
    Droga Zamknąłem oczy tak. Były zmęczone, sama widziałaś, gasły. Nić - drżącą wskazówką do przodu biegła drogą do nieskończoności. Nadal istnieje delikatnością w naszych duszach. Podzielmy się nią, połączmy. Wiem, że tracisz mój uśmiech, łagodność. Może za mało się staram, by nie krwawiły jak stygmat? Ty moje dziecko – ja tato. Graliśmy w chińczyka, śpiewaliśmy, wędrując tajemniczymi ścieżkami grzybobrania. Córeczko, jestem, pamiętaj. Justyna Adamczewska
  8. 6 punktów
    Z inspiracji Andrzeja Wojnowskiego "wciąż uciekamy" nie uciekam stoję na własnych nogach bez modnego garnituru akceptacji bergmunok ubrany od ojca a jednak stoję nie uciekam choć białe jest czarne w telewizji Orwella trwam ze swoim robotniczym rozumem postrzegam jak umiem filtruję cząstki prawdy w natłoku informacji stoję walczę by nie zginąć jak robot *bergmunok po śląsku mundur górniczy
  9. 5 punktów
    drobiny płatków wiśni migają w słońcu na uboczu galaktyki która śpiewa pieśń o wielkim wybuchu i ognistych karłach o przenoszeniu się w czasie i dziwnych światłach nad gwiazdozbiorem oriona chodzę zmniejszony do jednego piksela daleko od chloroformu szpitalnych łóżek strzykawek pasów i sprzętu medycznego w centrum mojej galaktyki jest nihilizm powszechna zasada podwójnej negacji te czarne gwiazdy nad pasmem oriona galaktyki rozsypane nad połoninami i zieleń skoncentrowana w tabletkach zielona guarana i kawa o poranku kiedy nad łąkami unoszą się mgły
  10. 5 punktów
    kiedyś to było można się skupić dziś raczej sprzedać się jesteśmy tacy trzydziestoletni i tacy brzydcy hej też masz wrażenie że ci po drugiej stronie złącza nie mogą przestać się rozmnażać i chcieć pozostawać cali i zdrowi i w miarę ładni i żeby było na wakacje za granicą i sprzęt rtv i agd i żeby było komu i czemu robić zdjęcia które my scrollujemy każdy sobie przechodzimy do sekcji komentarzy zamiast szeptać niżej ?
  11. 5 punktów
    Rzeczywistość nie zadziwia swym istnieniem, sieje nas, potem torturuje i zbiera plon, jest artystką która kształtuje nasze dusze,   Pieniądze świata w rękach garstki chorych na ego, obok kości zwycięzców zastygłe w pozycji lotosu, kości gigantów, spodki i świadectwa pilotów, ciała wskazane przez jasnowidza, piramidy, bardo Dharmaty,   dziecięce porno zalewa tora, rakiety lecą już przez twitera! Głowy państw marionetkami, narkotyki promowane przez muzykę dzieci,   Źrenice wpatrzone w ojcowski pas Oriona, wypierają się grzechu po trzykroć, a bierność, nienawiść, chciwość, głupota-to mało.  
  12. 5 punktów
    Z tv mówi mi Zawadzka, że już późno po kolacji więc wyciszyć trzeba dzieci kąpiel, bajka, przytulaski. Piątkę z plusem za teorię może mi wystawić niania, lecz z praktyką nieco gorzej po mieszkaniu chłopców ganiam. Zamiast w wannie się wykąpać krzyczą małe piracięta, że je wielki sztorm porywa. Gąbka płynie po kafelkach potem ręcznik wycieranie, jakiś golas z piskiem czmychnął trudna rada gonić trzeba i w piżamę dziecko wcisnąć. Bajka zatem rozpoczęta więc wychodzi potwór z szafy. Chłopcy śmiechem się zanoszą ze swojego taty - gapy. Wreszcie sen ich błogi zmorzył, gdy po łóżkach poskakali więc cichutko - pomalutku lej po bombie posprzątałem. Kiedy wreszcie na kanapie swe litery posadziłem Przyszła żona i się pyta "Fajnie z dziećmi się bawiłeś" Miałem coś jej odpowiedzieć, że ogólnie było spoko. No bo przecież ze mnie twardziel Lecz przymknęło mi się oko.
  13. 5 punktów
    Ballada o chędogiej niebodze Chędoga nieboga szkaradny pan zadrżała podłoga gdy poszli w tan on gruby jak kłoda czy drewny bal ona zaś dorodna niczym park w maj. Chędoga nieboga, szkaradny pan Kaizer walc tańcowali, ona tak nadobna jak wiosną maj, on spasły jak wieprz i stary, ona wiotka, smukła jak łoza, ach! te oczy zlęknionej łani, w nich lazur lagun rajskich, poblask gwiazd, i nieb południa cyjany. Jegomość zaś był dziadyga i wieprz, jako się wprzódy rzekło, tłusty, i śliski, i execrableu, nie uwłaczając wieprzom, kreatura, karykatura, wesz, diabli go wiedzą takiego, bankier, hucpiarz, poseł na Sejm RP, szmondak, że szukać ze świecą. Do okna księżyc przyklejał polik, bo była akurat pełnia, śnieg krzesał iskry, krakały wrony nieszczęścia zwiastun, zła wieszczba, bryłą tkwił w nocy pałac jak onyks, w park biegła echem orkiestra, mrok płoszył glanse łez żyrandoli, mróz skrzypiał jak sznur wisielca. A panowie i panie w balroomie: garsonki, krawaty, fraki, kotyliony, muśliny, tijule, cherstonki, gorsy i sztrasy, bluzki z Weschseide, plisy, koszule, majoli woń w Crepe-satin, tweedy, fulary, melanże bouclé, welury, kokardy z tafty. I jak karuzel wiruje wszystko, kołami mandali niejako, bębny i trąbki wtórują skrzypcom, gdzieś pośród nich buczy fagot. I światła tańczą, i pary płyną, pawiment błyska mozaiką, ponad głowami sceną antyczną z Cesarskim w tan poszedł plafon. W tanie zaś Pan Kloc sprośne dusery, próbował na uszko szeptać niebodze jasnej jak księżyc w pełni, co twarz do okna przyklejał. Ona nieszczęsna chciałaby zbieżyć, ale maniery, modestia, nie pozwalały jej na to, żeby zniżyć się tam, gdzie tkwił ten drań. Myślała jednak: — co za dziadyga, amorek — fetor ex ore. Też mi się znalazł cud apsztifikant, czekaj, już ja cię urządzę. I niczym fryga w tan się rzuciła, bo była uknuła fortel — tak go przegonić, że na metysaż dziad z tchem wraz straci ochotę. Podłogę muśnie w przelocie ledwie, niby boginka skrzydlata, i coraz szybciej, i coraz prędzej wiruje, skręca się, wzlata. I gna cap pędem krasny na gębie, i sadzi susy — assapan, tego owocu i tak nie zerwie jak na plafonie król Tantal. I trwa tan, wre w serpentynach, w trylach, resztkami sił już pryk goni, coś oczy jak śmierć ma ta dziewczyna, on się utopi w ich toni. Wtem! — grom w pierś! z nieb miecz! jezus maryja! rozjasny ryk, myśli rozbłysk — gdzieś jest...była...nitrogli...ceryna — już nic, już cisza, noc nocy. Pisk dam na sali, gdy dziad padł martwy z łomotem posadzki głuchym, wrył tan, osadził na miejscu walczyk, orkiestrę wstrzymał w pół nuty. Cne dziewczę zwalił w synkopy lasy, nieładny pejzażyk trupi, jeszcze coś jakby uśmiech Hekaty znikł za falami jej pukli. Chędoga nieboga szkaradny pan zadrżała podłoga gdy poszli w tan miał być walc w ostrogach był totentanz Chędoga nieboga szkaradny pan.
  14. 5 punktów
    Już/1 Inicjacja Wziąć spinkę platynową, spleść włosy rudobrązowe. Pogłaskać kształtną głowę, całując usta rozchylone. Muskać leciutko szyję, ramiona i piersi ożyją. Zachwycić się kibicią i biodra unosić prawicą. Rozchylić zwieńczenie ud, odnaleźć klucze do wrót. Posiąść upragniony cud, usłyszeć cichutkie: Już. Justyna Adamczewska Wierszowi nadałam nr i podtytuł, ponieważ zamieściłam jego, tak to ujmę, kontynuację Już/2 Poranek
  15. 5 punktów
    niewinnie się zaczęło wzrokiem pożerał włosy a ręce rozbiegane prosiły się o dotyk niewinnie dotknął dłoni ciepłem odpowiedziała oddechy równym rytmem ku sobie wiodły ciała niewinne było lato słońce żarem na niebie a klon pod którym stali uśmiechał się do siebie ukradkiem chłodził skronie policzki lekko muskał liśćmi przykrywał miejsce gdzie miłość teraz pustka niewinnie się skończyło drzewo już nie zobaczy uczucie tak zrodzone zmieniło miejsce znaczeń 22.04.2018r.
  16. 4 punkty
    ojczyzno, tam przeszłości cień pamięć moją trzyma nostalgia ta, tęsknota za czasem co już nie ma granic, trwa monumentalny zwid jak cmentarz snów pochłania rzeczywiste ziemio, padole nie tylko ludzkiej krwi dusz nie zatrzymasz tu budzi się, znów wstaje wybaczać jak
  17. 4 punkty
    ile litrów wódki wypił piwa wina wody kawy jak dużo zjadł chleba kaszy ziemniaków sera ciast owoców warzyw oraz czekolad czy cukierków ile odbył stosunków ile razy powiedział kocham czy dużo było pocałunków przytuleń ile wydalił kału moczu potu jak dużo razy skłamał próbuje to wszystko zliczyć ale boi sie ogromu cyfry która nie tylko jego przerazi ale i matematyka sobie z tym wyliczeniem nie poradzi
  18. 4 punkty
    Przez brud Warszawy i smród jej ubstwa, przez dość ładne kobiece biusty na bluzkach, czasowo rozedrgany w chwili południa, wydechem samochodu i farby na płótnach, muzyką Hemingway’a godzącą w te gusta, wyłaczając ajfona, bo głośno ten puls gra, zamierzam, zwariować, bo nie chcę już widzieć, szalony chodzić i nic nie słyszeć, oddechu nie łapać, by nie czuć południa, nie gościć z prawej strony, nie odwiedzać Bródna, poucinać uszy z powodu tego durnia, a co się wydarzy? w zasadzie nic, bo nie oglądam malarzy, nie mam ajfona, ale czasem mi się o nim marzy, oddechu nie łapię, bo astma powoli, zabiera mój oddech, a papieros go smoli, ohydnie, szkoda człowieka, za dużo soli, w ubraniach moli, głowy gdy boli, rzeki gdy płynie, bo w morzu i tak zginie, co za tem jest? w zasadzie nic, nawet nie szczeka pies, z dnia na dzień, coraz bardziej smutno, ubogo, śmierdząco, brudno, głucho, czasem głośno, starzeje się człowiek, do grobu co raz niżej, głośno nie mówi, oddycha ciszej, szmer mocniej słychać, pantofli wkładanych, dziś stare babinki, a kiedyś damy? to co w końcu będzie po śmierci? sam sobie oceń, umarli poeci.
  19. 4 punkty
    Czerwona przepaska we włosach Mojej śp. Bożence na 55 rocznicę poznania się — IV Ogólnopolski Rajd Studencki po Warmii i Mazurach 2-5 maja 1963 tam w Nakomiadach jeszcze nic nie drgało choć wyczuwało się lekkie napięcie beztroski śmiech granatowy dres i takie kumpelskie zgrywy w tym samym miesiącu — to był maj jedyny w najtajniejszym — jakie może mieć przybraniu w kortowskim parku szalał wicher gwałtowny ckliwy na uczelni przymusowe brzemię plener wirował jakby szukał rozsądku * jeszcze nie tak dawno w srebrnych koronach na skroniach cofnęliśmy się do kina Student w Kortowie (już go nie ma) błyszczące oczy w półmroku niebo pachnące ustami misteryjny trans i my w ostatnim rzędzie — na balkonie znów młodzi mimo upływu półwiecza * przed chwilą wróciłem od ciebie — tam też majowa zieleń jaszczurka na ciepłym granicie i moja pamięć pęczniejąca od ciszy na barkach minimum sto lat więcej nic mi nie pomoże nic nawet barwna refleksja o czerwonym wabiku w twoich gęstych włosach 28.04-01.05.2018 Wiktor Mazurkiewicz
  20. 4 punkty
    niepotrzebnie podajesz mi rękę patrząc wzrokiem żarliwym przecież wiesz nie jestem dostępna dla chłopców tak płochliwych nie od dzisiaj wpadłam ci w oko ty wiesz a ja jestem pewna i widzę w twoim wzroku wyczuwam miejsca odległe musimy razem to przełknąć o krok przejść na drugą stronę przecież kolego z pracy masz w domu dzieci i żonę 24.04.2018r.
  21. 4 punkty
    Idąc szkolnym korytarzem, widziałam wasze złośliwe twarze, jedno słowo obok drugiego, wulgarne w moją stronę. Ciągłe wyzwiska i przepychanki, sprawiły ból sercu, dziś z upływem czasu, niepotrzebna była ucieczka. Powinnam być, stanąć oko w oko, spór zażegnać, lecz bez przesady was kilkunastu ja jedna. Bez pomocy choćby jednego nauczyciela, koniec dosyć szkolnej przemocy, temat poruszyć trzeba, gdy inni niszczą drugiego człowieka.
  22. 4 punkty
    u podnóża maja wiosennie bezsennie za oknem zawsze ten sam kos i akacjowy szelest brzask jeszcze w uśpieniu kłąb wspomnień przyfrunął mimo rolet spuszczonych — hen na linii widnokręgu skrawek słońca i fale coraz bardziej natarczywe poduszka tłamszona raz tu raz tam od wielu dni susza u niej odwrotnie rabaty jeszcze w pąkach ona już w rozkwicie i ten zapach serce i bije i wali — w przeszłość niech się pokaja — albo i nie ale niech wróci z pomyłki 26.04.2018 Wiktor Mazurkiewicz
  23. 4 punkty
    w znamionach cierpienia zrodziła mnie Ona bardzo za nią tęsknię bo grzech ją pokonał ten sam przeszedł na mnie formą w genotypie winą obarczając za zbyt krótkie życie nie dość że ulotne to jeszcze niestałe dziś nie wiem gdzie jutro codzienność ustawię myślą zawiniłam moja moja wina na szczęście czekająć byłam niecierpliwa kochajac za bardzo pozwoliłam ranić otworzyłam oczy do ostatnich granic za dużo widziałam za wiele cierpienia i nie moja wina że dzisiaj to zmieniam 24.04.2018r.
  24. 4 punkty
    …grzeszyłam urodą i niepohamowaniem swoje pożądanie myliłam z tobą a moje pragnienia krągłe obwarzanki zamiast korali do stroju szykowane wabiły zagubione dusze nad ranem kochałam ale nie wiem kogo dziś przyznać się muszę pochylić i skleić chcę i nie chcę się czasowniki wyjustować zachować co było nie było dziękować i prosić cię... o więcej
  25. 4 punkty
    Zgadzam się z przedmówcami. Dekalog pana Żulińskiego mam wydrukowany, swego czasu nosiłam przy sobie. Wykształcenie nie jest w poezji najważniejsze, ale jest przydatne. Pomijam oczywiście elementarne wykształcenie, typu podstawowa znajomość gramatyki. Dobrze jest znać historię literatury, nawet pobieżnie, choćby po to, by wiedzieć jakie gatunki, skąd powstały i kiedy, i ogólnie jaki ma się wybór jako poeta jeśli chodzi o formy ścisłe (sonet, strofa saficka). No i oczywiście po to, by szlifować warsztat i odszukać swój własny "genre".
×