Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Ranking


Popularna zawartość

Zawartość, która uzyskała najwyższe oceny od 28.01.2020 uwzględniając wszystkie działy

  1. 19 punktów
    Epoché Ziemia w słoiku zamknięta, dłońmi ze szronu ogrzana, wyszczerza się, śpiewa, Wszechświat pochłania nas, spada na nas taki soczysty i bliski, że gwiazdy zrywać jak śliwki. Pod niebem o sowich oczach trójwymiarowo czelustna noc elektryczna, pachnąca ozonem i twoje usta z moimi w jedno scalone w ten moment co był eonem. Odległe światła w rozmazach tańczyły klatka po klatce, a ich poświata wołała przez ciemność nas ku zatracie, i straciliśmy się wtedy w sobie bez reszty, po niebyt. Żeby przedświtem skąpani, w łąk mleku brodząc za rękę, ku słońcu pójść tacy sami, siebie bogatsi, ja jeszcze wierzę, wrócimy do tych łąk, gdzie metaforą jest wszystko.
  2. 18 punktów
    Stacja Sobibór Pierwszy czerwca, święto dzisiaj, Wyjątkowy dzień. W moim życiu wielka zmiana, Wymarzony sen. Jadę pierwszy raz pociągiem, Latek już mam sześć. Z tej okazji napisałam Ten króciutki wiersz. Zostawiłam tulipany, (1) Niderlandów śpiew. Ludzie mówią, że zwiedzimy Wioskę pośród drzew. Bardzo długo już jedziemy, Rozpakuję chleb. Pół bochenka tatuś kupił Nim zburzyli sklep. Na ubraniu od mamusi Ładny noszę ścieg. Jeno gwiazdka na ramieniu Dziwny budzi lęk. Powolutku dojeżdżamy, Milknie torów szczęk. Zamiast tego gdzieś wybrzmiewa Instrumentów dźwięk. (2) Wysiadamy cali, zdrowi, Bóg nas jednak strzegł. Tylko z nieba ciągle pada Gorzki trochę śnieg. --- (1) – Pierwsze transporty do Sobiboru, z Europy zachodniej, organizowane były przy pomocy pociągów pasażerskich i względnie dobrych warunków. Chodziło o to, by nie spłoszyć ludzi wiezionych na śmierć. (2) – Pozwolę sobie zacytować http://www.sobibor-victims.eu : Inaczej traktowano Żydów z Polski i terenów sowieckich, którzy doskonale zdawali sobie sprawę z czekającego ich losu a inaczej nieświadomych niczego Żydów z Europu Zachodniej. Tych potrafił witać sam komendant obozu przy dźwiękach muzyki poważnej.
  3. 17 punktów
    Jestem skłonna zmienić zdanie w sprawie lustra. Skoro pękło - zatem wola taka świata. To co było nie najlepiej mi służyło, zbite szkiełka nowym wzorem poukładam. To ciekawe, jak odbiją z różnej strony słońce, kształty a kryształem nie są wcale. Czy pokażą obraz świata utracony, niedostępny w zwykłym widzie, i detale? Gdy przypomnę sobie chwile bardzo smutne (ocierałam łzy zmieszane z makijażem), siedem lat nieszczęścia - mam to już za sobą, nowe lustro wróży nowe kalendarze. Cóż, że starsza jestem siedem lat do przodu. W doświadczenia też bogatsza, mimo zmarszczek. Lustro to podręczny tylko na to sposób: jak ocenić krótką chwilę - gdy weń patrzę.
  4. 16 punktów
    Poszłam z problemem do psychologa: coś mnie uwiera, nie boli noga a iść przed siebie prosto nie mogę. Kręcę i kluczę, nie śpię po nocy, rano nie wstaję, mam muchy w nosie, o niczym myślę a raczej o nim. Lekarz po chwili serce osłuchał, wyjął kajecik, nadstawił ucha ale recepty nie pisze wcale. - Były już gniewy i były żale, wspomnienia trudne i dobre chwile ale tym razem, jak się nie mylę, jest stan co zowie się zakochaniem. Leczyć nie trzeba, to stan przejściowy. Nie jest to objaw żadnej choroby, przejdzie jak przyszło, jak katar z nosa, jest do przeżycia: myśl i tęsknota. W pakiecie uczuć kolor to taki. Jednych uzdrawia, daje we znaki, lecz posiąść lepiej i go doświadczyć, cieszyć się chwilą niż o nią walczyć. Pogodzić z faktem, że zakochanie otwiera serce. Otwórz się na nie! A nawet poddaj, bo to nic złego. I warto było zapłacić stówę by przyjąć prawdę, szczerze Wam mówię! (Choć koleżanka szepcze na ucho że i za darmo diagnozę kruchą powiedzieć może, taki to banał.)
  5. 15 punktów
    Gdybym była taka mądra, jak w tych wierszach, gdybym rymowała w życiu jak tu pierwsza(!) gdybym potrafiła liczyć jak sylaby - dodawać rachunki (a tak budżet słaby), gdybym z tą lekkością wiodła krok na codzień - wtedy może bym wydała boskie niedorzeczne bzdety. (czytaj: o niebie sonety) A tak coś prowadzi dzielnie przez odmęty, żeby było o czym pisać. Los nieświęty. Potem zgarniam te historie do kociołka, składam w rymy i się mądrzę - bb Matka Polka.
  6. 14 punktów
    denerwują mnie ćmy pod latarnią nie lubię konkurencji za to kontrasty lubię bardzo mam w torebce różaniec a pod spódnicą gołą dupę bo modlę się o brzasku a nocą otwieram grodzie dla rozpusty pasterzy owiec tuż za rogiem przyzwoitości czekam na pierwszy kamień
  7. 14 punktów
    miłość nie bije cię po twarzy każdego poranka kiedy stoisz przed lustrem wyśmiewając się przy tym z twojego odbicia sycząc wyzwiska przez zaciśnięte zęby to nie sznur którego pętla ciągle straszy cię samobójstwem to nie wszechobecność w twoim życiu aż do momentu kiedy brak ci tchu kiedy nie ma już w nim dla ciebie miejsca to nie ksiądz w konfesjonale wymagający spowiedzi i dający rozgrzeszenie to nie syzyfowy głaz który pchasz za dwoje pod górę a jak spadnie wiadomo twoja wina to nie izolacja od rodziny i przyjaciół wysysająca ostatnie krople wody z korzeni drzewa na którym rośniesz to nie zatruta strzała wbijana jedna za drugą w serce nie mająca nawet na tyle odwagi żeby spojrzeć ci w twarz zanim uderzy bo najłatwiej znienacka to nie nowotwór z przerzutami wyżerajacy każdy wewnętrzny organ w twoim ciele chcący złamać twoją duszę jak się przyzwyczaisz to później codziennie sama otwierasz fiolkę z trucizną wmawiasz sobie że to już tak będzie zawsze że nic już nie zrobisz bo są dzieci wypijasz całą jej zawartość niczego bardziej złudnego i kłamliwego dotąd nie słyszałam w końcu nadchodzi ten dzień kiedy ból rozsadza ci głowę i serce nie ma już odwrotu dobrze wiesz że to nigdy nie była miłość od samego początku
  8. 14 punktów
    Luty rośnie dzień jeszcze stalowoszary na chodnik broczę znów sobą samym luty popsuty wyje i wieje rzucam mu słowa on mi kamienie
  9. 14 punktów
    Wczoraj byłam bliska umrzeć a dziś się odrodzić. Nowy dzień jak nowe życie, w optymiźmie chodzi. Gdybym była jak wiatr silna co drzewa przewraca nie myślałabym o śmierci, że ona wzbogaca. Na przednówku więc rozsiewam ziarenka nadziei, padnie w ziemię, w piasek wleci, w sercu ukorzeni.
  10. 14 punktów
    Są w czystej postaci poezją drzew starych omszałe ramiona gdy milczą lub nucą pieśń rzewną do nieba w modlitwie wzniesione Poezją są liście co spadły i nic już dla świata nie znaczą choć sekret zmienności odgadły i ziemi go cicho tłumaczą Poezją jest trawa na wiosnę spod liści opadłych wschodząca gdy pierwsze swe tchnienie radosne z nadzieją kieruje do słońca Poezją jest życie co płynie jak rzeka przez czas do wieczności gdzie w każdej ukryta godzinie odwieczna zagadka zmienności
  11. 14 punktów
    maile nie palą się w kominku szczególnie te smolą jak olcha w których pisałam ci wiersze rozliczony podatek podział znajomych ale dzieci zostają biały ogień już nie trawi kolejnego wątku ogłaszam rozejm to jeszcze wezmę twoją twarz w dłonie i ją przytulę w mroku do mojej jak nasze chwile w złocie i ciszy jak szept - mój ci ty - co go usłyszysz szastałam słowami pełna pewności dziś skromnie
  12. 14 punktów
    Melatonina Otul moje serce dłońmi, wrzącym owiń je oddechem, gest ten może mi przypomni, że wciąż jestem. Szepty wszystkie, zmysłów cuda ukryj na dnie mojej duszy, może dzięki nim się uda, jej krzyk zdusić. Scałuj ze mnie zmroku brzemię, ściągnij z gardła palce nocy, sen o tobie, ten sen jeden pozwól dośnić.
  13. 13 punktów
    Sporadycznie, bo nie często mam kontakty z pewną panią tu przyznaję się bez bicia, że nie tęsknię wcale za nią. Kiedy o nią się ocieram drżą mi usta, łydki, uda podświadomość podpowiada, że jej w końcu to się uda. Nasiliła swe nękania tak w realu jak i we śnie choć próbuję jej tłumaczyć by nie brała mnie przedwcześnie. To skutkuje, lecz do czasu bo i jej się w końcu znudzi zmieniać grafik, przeinaczać ingerować w życie ludzi; Ona też ma przecież plany i zapłatę, lecz czy godną trudno stwierdzić, bo z natury jest osobą bardzo chłodną. Kończę wierszyk, bo już pewnie gdzieś za rogiem na mnie czeka w białych szatach z kosą w ręku przyczajona na człowieka.
  14. 13 punktów
    nie po raz pierwszy obudził się na środku żółtego morza Garmino zwymiotował własną duszę kiedy dopływał do kaloryfera myślał o kraju kwitnącej wiśni gdzie marzenia mają skośne oczy a ostre spojrzenie katany w ułamku chwili potrafi odciąć głowę za niewłaściwy etos rozdygotany chwycił grzejnik pod żebra aż zadrżały ściany domu i wyszeptał jutro nigdzie nie wypływam w czerwonej poświacie zmierzchu przez szpary w podłodze wychodzą białe myszy
  15. 13 punktów
    Przysiadł na ławce obok, ja coś tam bazgrałem w zeszycie. Otworzył swój mandżur, wyjął pudełko z pizzą, a potem zgrabnie wypukał korek, uderzając dłonią w dno butelki. Zerknąłem, żeby upewnić się, czy już mam się zwijać, czy tylko przesunąć. Wino było markowe, żaden mózgojeb. Obok postawił dwa plastikowe kubki. Szybko nalał i jak do starego kumpla niedoli rzekł: - Częstuj się. - ? - Kubki wyjąłem z folii, nie bój się, częstuj się. Podziękowałem bez słów, gestem podniesionych rąk, na razie tylko lekko zmieszany, ale czułem, że będzie ciąg dalszy. - Dobra, nie chcesz jeść, to napij się ze mną, chociaż lampkę. Proszę – nie ustępował. Wypiłem. * Zaczął od Marka Aureliusza. Trochę to trwało i prawdę mówiąc jakoś wcale mnie nie rozpraszał. Mówił, jak do siebie samego*. Dopiero przy Sokratesie, cytatach z Kartezjusza i zachwytach nad architekturą Gaudiego zwątpiłem i zapytałem, jaki kierunek studiów skończył? - Trzy – odpowiedział jakby trochę zagubiony, a potem wstając z ławki powiedział: - Ale to nieważne. W życiu najważniejsze, to być szczęśliwym i się tego nie wstydzić. Reszta nie ma znaczenia. Banał - pomyślałem. Każdy by chyba tak pomyślał. Ja nawet gorzej, bo jakoś za bardzo mi to Franciszkiem z Asyżu pachniało. Z drugiej strony nic nie ściemniał, mówił szczerze i czuć było, że ma wiedzę, której mógłby pozazdrościć niejeden profesor, więc to raczej nie zasłona dymna. Był zbyt prawdziwy. I ta przepaść między wiedzą, kulturą i wyglądem. Aparycja trochę jak Jean Valjean trochę jak mesjasz. Niemal nierealistyczny teatralny image. I to chyba najbardziej skłaniało ludzi do wciskania mu pieniędzy. Kapelusz zaczął stawiać dopiero po zimie spędzonej w studzience na rurach z elektrocieplowni. Codziennie miał pełny kapelusz, chociaż wcale nie żebrał, ludzie sami dawali i to nie tylko drobne, a potem pilnowali, żeby nikt go nie okradł. Zanim pożegnał się ze mną i poszedł dodał jeszcze, jakby czytał w moich myślach: - Ludzie chyba widzą u mnie to szczęście, jak myślisz? Zawsze odchodzą tacy uśmiechnięci. Też wtedy wróciłem z uśmiechem do domu. Tylko pies na mnie się obraził. Byliśmy przecież na spacerze i prawdę mówiąc pierwszy raz prawie o nim zapomniałem. * Do siebie samego - oryginalny tytuł przed przekształceniem. Po tłumaczeniach dzieło M.Aureliusza znane jest jako "Rozmyślania"
  16. 13 punktów
    Nadchodzi kolejna zima a ja codziennie rano rozpadam się na kawałki drobne części tych samych czynności Bogini Materia obsypuje mnie kurzem brudnymi talerzami jesiennymi liśćmi - w nieskończoność trwam patrząc uważnie na swoje dłonie grające wciąż tę samą melodię
  17. 12 punktów
    Nie powtarzaj ciągle, że czas gdzieś ucieka, przesypuje się piaskiem w klepsydrze istnienia, przepływa wraz z wodą wzburzoną gdzieś w rzekach, a ty razem z czasem powoli umierasz. Już któryś, kolejny raz mi nie powtarzaj, oczywistych, lecz prostych, utartych frazesów, bo przestanę słuchać, wyjdziesz na nudziarza, ponadto i siebie, i innych nie stresuj. A życie jest piękne, wywołuje dreszcze, kiedy patrzysz, oddychasz, każdą chwilę chwytaj, nikt go do tej pory nie ujarzmił jeszcze, więc dlaczego płynie? Nie pytaj, nie pytaj.
  18. 12 punktów
    trzy obrazy wczoraj dzisiaj jutro zawieszone razem w takich samych ramach my ja i ty na pierwszym obrazie dawno już minęło wrosło mocno w pamięć na drugim zamglona chwila teraz milczy niezauważona przyszłość drzwi otwiera kusi i przestrasza ciągle jednak nasza pod jakim kątem mam patrzeć by zobaczyć
  19. 12 punktów
    Kiedyś nas pochłonie ziemia, w proch zamieni albo w popiół, ale póki pośród żywych, dotrzymywać mamy kroku. Iść nam trzeba, iść do końca, chociaż rosną w krąg problemy, niczym chaszcze zbrojne w kolce, to zawrócić nie możemy. Często bywa, że w tym marszu, ktoś tam innych wciąż potrąca i wypychać chce z szeregu, ale za to pies go trącał. Gdy się komuś nie podoba, jak ktoś inny stawia nogę, to nie nasza jest to wina, ale jego raczej problem. A gdy droga nazbyt kręta i wprowadza w życie trwogę, miast samemu się naginać, wyprostujmy raczej drogę. Kiedy coś nas tak przygniata, że tracimy w siebie wiarę, dobrze sprawdzić, czy ktoś kazał ponad siły rwać ciężary. Wiem, że real to nie wierszyk, a najgorsze "dobre rady". Czasem mogą zszarpać nerwy, lub zachęcać do przesady. I ten utwór niezupełnie to wesoła jest piosenka, lecz nieśmiało przypominam: Twoje życie w Twoich rękach. Dzięki @beta_b, tym razem :)
  20. 12 punktów
    Pod wieczór okręcam głowę zwojami myśli jakby od tego zależała przyszłość dzisiaj to powiew chwili układanka z górą puzzli zaryglowana czasem na pożółkłe kartki łypią oka kamer a może wiele par oczu tkwi nad innymi przecież każde zdanie na wagę złota żonglerka słowami tym bardziej obumiera pytanie co mogę zrobić nic - idę przygotować kolację luty, 2020
  21. 12 punktów
    bezwolnie zasłaniam zasłony przebijasz mnie w połowie pewnie dlatego balansuję na krawędzi w namiętności wszystko jest prostsze i jedna zasada chcę Cię w miłości trzeba uważać przebierać jabłka na targu oglądać gdy mylą się strony co chcą a co muszą akt woli dojrzewa w praktyce dobrze wie kto doświadcza
  22. 11 punktów
    A gdybyś na przykład był wędrownym ptakiem żurawiem, łabędziem, odważną berniklą, czy mógłbyś zaprosić mnie w podróż twym szlakiem nim z czasem przeminę, a słowa zamilkną. A gdybyś na przykład w inny wymiar wzlatał nagłą błyskawicą, co kruszy przestrzenie, czy mógłbyś mnie ukryć przed złem tego świata, już dzisiaj mnie zabrać na bezpieczną ziemię. Kiedy mi odpowiesz, wyślesz zaproszenie bez żalu, z radością opuszczę to miejsce i każdy kawałek prozy życia zmienię na coś czego nie ma, a było najpierwsze. MG
  23. 11 punktów
    stała przodem do ognia na koniuszkach jej piersi zakwitły ciemne piwonie jak chłód ciągnący od dołu zataczałem kręgi wspinając się po jej nogach przez uchylone uda dotknąłem wspomnień nic nie straciła ze swojego pierwotnego piękna
  24. 10 punktów
    Jestem tym co jem. jedzenie jest energią. ma określoną częstotliwość, skompresowaną informację. bardzo często jest to wibracja śmierci i strachu, walki. jestem tym czego słucham. informacja jest energią. jest to fala która wnika w nas, interferuje bardzo często jest to wibracja śmierci i strachu, walki. jestem tym co myślę. myśl jest energią. podobne wzmacniają się, łączą i tworzą myślokształty i po osiągnięciu wartości krytycznej objawią się w naszej rzeczywistości. Bardzo często są to wibracje śmierci i strachu, walki. wiec ja sama stworzyłam całe swoje ciało i cały mój świat.
  25. 10 punktów
    dom wschodzącego słońca patrzę w tamtą stronę i wiem minęło lecz to było nieuniknione patrzę w tę drugą lecz lepiej nie bo tam jak w ciemnej studni przelewa się coś złowrogo i dudni a teraz zostałam więźniem we własnym domu na swoje życzenie codziennie sprzątam gromadzę zapasy przeglądam lekarstwa czego tam brakuje wsłuchuję się w ciało czy przeciwko mnie znowu knuje rzadko wychodzę przecież i tak trzeba powrócić świat jest nieprzyjazny czyż nie ? może opluć sponiewierać zasmucić patrzę w jeszcze inną stronę lecz to największa tajemnica i choć to też nieuniknione to bardziej się lękam czy zachwycam ?
  26. 10 punktów
    Morze to dziewczyna, Ląd, to chłopak chyba... Nie dziw, że czasami Palma mu odbija. Morze się zaleca, Całuje falami I kusi wciąż głębią, Tuli go brzegami. Jednak jak się wzburzy Nic jej nie powstrzyma, Wszystko mu zabierze, Silnych na to ni ma. Niech tylko zawieje Ciut silniejszy wietrzyk, A głos już podnosi I huczy, i wrzeszczy. A jak jej coś tąpnie Z jakiejś drugiej strony, To ruszy tsunami, Ląd jest zatopiony. Nic go nie ocali, Żadne falochrony. W zderzeniu z żywiołem Stały jest bezbronny.
  27. 10 punktów
    Serce pierdolonego faszysty podrzucam ci kryminały cieszę się że czytasz mamy dobrą relację bomba z opóźnionym zapłonem pewnego dnia podrzucę Ci mój tomik byłem niegrzecznym chłopcem obiecałem że nie zapomnę było blisko jebnąć to wszystko po czym rzucić się z mostu nierówność społeczna chodzisz w koło jak kretyn nie mając możliwości cieszysz z wyjazdu nad morze nie wierząc w miłość gejowską każdy mówi to chore pierwsze wiersze skierowane do niej jakie to pedalskie poddać się na starcie przyjąć wpierdol od świata gorzej sam nie wiesz w co wierzyć i nikomu nie powiesz zabijasz w sobie nie jestem biseksem zawsze wolałem chłopców lecz w tym kraju wszystko jebany pokaz byłem nawet z dziewczyną byle nie dać poznać jakim jestem odmieńcem kurwa to żałosne ty już wiesz bronisz mnie jak lew ale inni opętani słowem tęczową zarazą ideologią LGBT spalili tęczę na Zbawixie kwiaty jakby to one były wrogiem jakby człowiek musiał mieć wroga by na chwilę zaistnieć w grupie tak samo biednych wychowanych na agresorów chłopców lubiących chłopców kawalerów powstania przeciwko swoim 2020 ciągle wstajemy z kolan pedałom śmierć tu i teraz co się kurwa stało że inne państwa nie zabraniają miłości a moje tak jebać państwo które zabrania miłości spycha na margines tak rodzi się faszyzm proszę zacznij myśleć owszem kocham inaczej ale czy to znaczy że muszę zaczepiać każdego mężczyznę czemu zabraniasz innym po prostu się kochać czyżbyś wstydził sam siebie by stawiać się ponad wchodzić w butach w związki czemu ci przeszkadza co tak kurwa boli serce pierdolonego faszysty powiedz przyznaj wreszcie skąd się bierze ta wrogość do kogo byś strzelał?
  28. 10 punktów
    wcale mi się nie podoba choć widzę jego wielkie staranie by być taką jak ja w każdym ruchu, geście, szczególe odwzorowuje ale i zniekształca, fałszuje, wydłuża, skraca, znika na chwilę po czym znów śledzi, następuje, przywiera, wysysa kolory z tła trzymam barwy przy sobie w sobie czekam aż umrze szaroczarny świat
  29. 10 punktów
    wciąż dzikie to serce targane pragnieniami jak liście na wietrze pełne nostalgii bez siły bez sensu skąpane w słonym deszczu zastyga jak chwila w kamiennym posągu i kruszy się zmieniając w szorstki piasek przysypuje trumnę niespełnionych marzeń zmieszane z błotem krwią i przeznaczeniem ostatnia rebelia nim zapuszczę korzenie
  30. 10 punktów
    z czerwoną dachówką jest każdy dom w marzeniach dziecka ma dwa okna drzwi i firanki coraz rzadziej komin rozłożyste drzewo na parapecie kwiatki zmieniamy się już nie śpimy razem ze świniami stajemy się singlami na jednej nucie kręcą się nasze dni bo nawet pies wymaga kilku minut uwagi scrolluj(e)my tymczasem zmienieni nie buntując się wychodzimy do pracy i byle nie zobaczyć kto bierze kto kradnie jeszcze by się przypomniała godność czerwona dachówka i kot na płocie
  31. 9 punktów
    za oknem chłód a ty mówisz że nie ma piękniejszej pogody na walentynki stawiamy sobie cel - każdy swój i zawsze ten sam numer z procentami przechodzi gładko a potem szumi w nas puste morze i las kołysze samotnymi sercami ale to nic bo w środku oprócz spękań delikatny zarys przybiera nowe kształty i znów dojrzewamy do inicjacji oswajania motyli obcych skulonych ciał w których iskra to tylko nawiązanie więc grzejmy stare kości do syta w nadziei że puste to zalążek pełnego mam teraz więcej zmysłów ugłaskuję rozkołysany las zarybiam morze
  32. 9 punktów
    Teraz przyjmij ślubowanie, co więc jestem zrobić w stanie. Że cię zawsze kochać będę, tego nigdy nie przysięgnę, lecz gdy kochać cię przestanę, powiem zaraz ci o zmianie, a gdy będziesz chciał sam odejść to nie stanę ci na drodze. Jeśli to ci odpowiada to ślubuję, nie-to spadam. Z lektur i obserwacji własnych. Dotyczy obojga płci.
  33. 9 punktów
    a kawa w tym czasie tak intensywnie pachniała jakby jej samej w sobie było więcej niejednokrotnie zwracali się do mnie w liczbie mnogiej co na swój niezbadany sposób mogło tłumaczyć braki w codziennym jadłospisie wiem że chcieli bym zniknął tak nagle i bezpowrotnie jak Majowie myślę że dziś mógłbym im wybaczyć gdyby nie ciągły kaszel co nie pozwala mi zapomnieć dni zwykłych bez filtra i niedziel których nie podpisałem rosołem
  34. 9 punktów
    Niepewna swego cienia zapomniana przez anioła stróża zeszłam na psy Dobrze maskowany ból pod wodą moja sukienka łykając adrenalinę śniłam W moim ogrodzie chwasty wygrały wszystkie konkurencje dom stał się zimny choć nigdy pusty Z diabłem pod rękę z jednej piliśmy szklanki całując mnie w szyję szeptał "świat jest twój" a świat patrzył i niczego nie widział śmiał się pod nosem ale nigdy w twarz Bóg pozwolił zwiedzać czarci labirynt wszystkiego próbować poznałam sztuczki siebie - jakiej nigdy nie chciałam znać Wykończona kolejnym nokautem zawołałam na przekór rozpaczy - on wybaczył wszystkie zdrady i podał rękę Mówili że z tej drogi nie ma odwrotu że się nie wychodzi na ludzi Wyszłam
  35. 9 punktów
    kolory matowieją od wilgoci to tylko łzy przełamały opór w drobnych zranieniach szybciej krzepnie krew patrzę na odrapane ramy okna w parapet rytmicznie uderza wróbel nie myśl że cię nakarmię dwa dni temu uciekł niebieski ptak matko łaski pełna uczyń mnie bardziej przejmującą
  36. 9 punktów
    gdy nic nie bawi nie kołysze czasem komara sobie przytnę tak szczerze ssie aż żal mu przy siec więc kwitnę tu dopieszczam kwik ten bo gdy jak leci spyta pytek wiem że kwitnąco ma usłyszeć
  37. 9 punktów
    malutkie zdanie Wracam powolutku, po cichutku, choć na moment czas się dla mnie zatrzymał, nóż czasami zarzynał, ale poszło... zło i idzie dobro. J.A.
  38. 9 punktów
    drzewa stoicko rosną przez lata patrzą i milczą pomiędzy nami ach gdyby dały w darze dla świata wiedzę zbieraną pokoleniami chciałyby pewnie by tak jak one stanąć w bezruchu i spojrzeć wokół doświadczyć męża i dostrzec żonę lub siebie samych mieć na widoku czy tylko kiedy kora próchnieje i pień się chyli ku upadkowi przychodzi z wiatrem oprzytomnienie uschniętych wspomnień snując opowieść najgorzej patrzeć na martwe kłody wiedząc że kwitły niedawno blisko chciejmy im naszej w strumyku wody darować póki to jeszcze przyszłość drzewa nie rosną też narzekaniem nie pragną liści gdy zdobne w kolki nazbyt zajęte są swym wzrastaniem czy deszcz czy wicher czy skwar czy kornik bądźmy jak one gdy świeci słońce dawajmy owoc kwitnijmy śmiechem a kiedy spadnie deszcz na koronę pijmy do woli mokrą uciechę gdy skwar osuszy żarem korzenie wejrzyjmy głębiej do naszych rezerw gdy mróz odsłoni bezwstydnie pieniek zwolnijmy tempo odziani w śnieżek chociaż jest wiele gatunków myśli czas mamy własny krótszy niż one możemy płakać nad każdym liściem lub tworzyć piękny świat zalesiony
  39. 8 punktów
    życie i smierć są w mocy języka - księga przysłów plotka zabija tego, który wypowiada plotkę, tego, który jej słucha i tego, o którym się w tej plotce mówi ekscytacja kto z kim i dlaczego nie ze mną wątłe poszlaki na horyzoncie zdarzeń społecznych w uniesieniu nadziewam na rożen niech się stanie dokładam do pieca żarliwie grilluje co się może stać? ktoś się popłacze? ktoś zaśmieje? ktoś straci prace? ktoś rozwiedzie? ktoś powiesi? niech tam — co mnie to? mam przecież prawo sam je sobie przyznałem ukaranie przez oplotkowanie musi dotykać i dotyka a dotyka — też mnie — to dziwne liczba Dunbara interpersonalne kontakty budowane przy pomocy obmowy to mocny społeczny klej plotkowaniu poświęcamy 70 procent rozmów utrwalamy tym samym normy obowiązujące w danej grupie społecznej byłem wolny do czasu trafiłem między wrony wypiłem całą gorycz wciąż wierny sobie stałem się stepowym wilkiem patrzą na mnie kiwają palcami wytykają tropią polują szczują moimi braćmi psami wystawiam kły warczę nie mam dokąd uciec Rechilut igraszki zwykłe flirt preludium niby nic a już coś zmienia wrota uchylone Laszon Ha-ra instynktowna potrzeba obmawiania rozpowiadania negatywnych ale prawdziwych informacji o bliźnich wrota otwarte Moci szem-ra piekło na ziemi słowem niszczy wszystko czego dotknie wypala bezradnym pustosłowiem zalepia klękasz i łykasz powietrze jesteś w środku wrota się zatrzasnęły
  40. 8 punktów
    Nikt nie słucha w takie deszczowe dni jak dziśmam ciebie i tysiące kryształowych smugcelebracje przejaśnień gdy myśljest poplątana i łasząca się do twoich stóp bóg po sąsiedzku ma dużo litościdla naszych małych i tych dużych grzechównie słyszy modlitw o innej miłościmogę pisać dla ciebie psalmy bez pośpiechu
  41. 8 punktów
    czy słyszysz stukot końskich kopyt w kamienicy z czerwonej cegły noc wypełniona chłodem życie potyka się o życie przykrywając piórem źrenice srebrne iskry i zapach jaśminu słowa dodają skrzydeł siedem zabiegów schodów i znów nasze dusze tworzą jedność
  42. 8 punktów
    bądź ze mną szczera zwyczajnie chce mi się napić nawet za cenę tego co wypracowaliśmy po ostatnim ciągu to skundlona chęć jednak też najbardziej ekspresyjne wyładowanie jakie jeszcze potrafię wydobyć w ramach natychmiastowej ulgi otwórz oczy i przypomnij ten zapach i szmer nazwane oznakami nawrotu po których przyjdą inne aż w końcu na czworakach mokre z nieświadomości po co to mówię żeby znowu wystraszyć samego siebie gdy zaczniesz płakać dobroć będzie wspólna jeśli twoja zsunie się z wieszaka na płaszcz psychicznego gościa czekającego przed drzwiami na swoje święcie przekonane wyjście z tej przeklętej sytuacji zaślepiony judasz dźwiękami naszych gardeł jako dowód na samozachowawczy instynkt użalający się w nadziei
  43. 8 punktów
    czwarta rano serwuje zimnego drinka na trzeciego w jednym śpiworze klei się do piaskowych tatuaży królowa w sosnowych spinkach gasi pragnienie legendą miejską z dolnej półki powietrze zagryza malinami woli spłonąć niż odejść kiedy noc jest na końcu świata a między nimi rodzi się słońce
  44. 8 punktów
    nie szukasz tego co niewidzialne w płaskim horyzoncie wieczności twoja wspinaczka po błękit nigdy się nie kończy pośród smutku odnajdujesz swoje ślady szepty kłujących traw do krzyku wynosisz w silne dłonie kropla po kropli spływają łzy jednym dotykiem zamienione w szlachetne kamienie twoje imię podnosi powalone konary drzew
  45. 8 punktów
    Potwora gardziel luminescencyjnaz pieczary ognia — więź adaptacyjna;świetliste znamię w łuskach bazyliszka;spasły krwią odwłok, kleszcz tudzież opryszczka;szlam wyłupiasty z garnca Asteriksaz zatrutej żaby jak torbiel wodnista;czerwone oko dzikiego szynszyla —Nie bój się dziecko, z prądu wyłączyłam.
  46. 8 punktów
    Anna trwa na tle namalowanego domu za stodołą strzeliste topole rzucają cienie na zieloną lucernę miękkie płatki malw barwią dłonie twój obraz we mnie łagodnieje wiatr skrobie po smołowej papie rozdmuchując bezskrzydłe muchy szczątki komarów rozbryzgane na szybie zaplątane w pajęczynę włosy niby ciemne nitki tworzą ciekawą przestrzenną grafikę światło spod rzęs zamienia się w sito zmrok
  47. 8 punktów
    streszczę swoje klimaty siedzi we mnie krytyczny moment czas kiedy traci się niewinność w każdym możliwym ujęciu budzi mnie przeszłość jak kochanka opuszkami palców dociera głęboko wtedy czuję ten cholerny ból bez którego nie istnieję chcę w końcu wstać do treści wyrwać się z dobranocki tam ornamentalne nabrzmiałe pąki ścina wieczorny przymrozek zasklepiona z nimi przez własne soki dziobię nerwowo pióra żyję na bezlistnym szkielecie naga rozdaję się do kości kawałek po kawałku odrasta ciało na bliznach do tych najbardziej lgną sępy
  48. 8 punktów
    tutaj gdzie większe zło zwycięża mniejsze dobro szuka prawdy jak drogi ze stajenki do groty w ciemnościach nawet nikły płomień czasami prowadzi do domu
  49. 8 punktów
    ostatnia wojna światowa skończyła się liczeniem warkoczy czekać oznaczało oddychać próżnią rozedma przechodząca w stan niewzruszonej wiary że skoro żaden z wiekuistych nie kiwnął palcem można zabijać nieznani niepodpisane tablice krzyże półksiężyce młode kobiety już nie plotą włosów są wykształcone i rodzą słowa nieślubne
  50. 8 punktów
    Nieprzypadkowo powstał ten wierszyk a ile przetrwa to się okaże bowiem przedłuży swój byt o tyle ile pozwolą mu komentarze bo choć jest krótki jak żywot jętki to przetrwać może dłużej niż orka jeżeli pod nim grad komentarzy choć z rozprutego wypadnie worka.
Ten Ranking jest ustawiony na Warszawa/GMT+01:00
×
×
  • Dodaj nową pozycję...

Powiadomienie o plikach cookie

Nasza witryna korzysta z plików COOKIES („ciasteczka”). Dowiedz się więcej o COOKIES z naszej Polityki Prywatności Polityka prywatności