Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki


Ranking


Popularna zawartość

Zawartość, która uzyskała najwyższe oceny od 14.09.2019 uwzględniając wszystkie działy

  1. 9 punktów
    Dnia pewnego późno w nocy Opuściło mnie natchnienie Czas więc spojrzeć prawdzie w oczy I napisać ogłoszenie Poszukuję pilnie weny Dużych nie mam zbyt wymagań Warta ma być swojej ceny I co ważne: ma być naga Niech by miała piękne usta I zmysłowy, czuły dotyk Nie za chuda, nie za tłusta W sam raz taka na erotyk I na każde me skinienie Ma być chętna i gotowa Gdy obdarzy mnie natchnieniem Ubiorę ją w piękne słowa A czasami znów rozbiorę Zmienne miewam wszak nastroje I kudłate myśli skore Z pięknych kobiet ściągać stroje A to wszystko w wyobraźni Tej nie może jej brakowac Pełna musi być fantazji I nadzwyczaj pomysłowa Niech nie będzie gadatliwa Wystarczy mi ciała mowa Niepotrzębna mi zrzędliwa I niech jej nie boli głowa
  2. 8 punktów
    * nakazał chan ogrody budować wiszące rzekom wody zawracać brody zgolić wąsy * nakazał chan miasta budować wieczne siłą przyjaźnie zawierać boga usunąć ze świątyń * nakazał chan zaprzeczyć wszelkiej logice zbrodnię ogłosić cnotą cnotę nazwać ciemnotą * nakazał chan prawo podeptać odwieczne a ponad tym prawem postawić filozofa – swego pochlebcę. * nakazał chan i całe chanów plemię raz jeszcze stworzyć świat na kształt swych mrzonek sennych *
  3. 5 punktów
    (szklanka pierwsza) Na początku jest Adaś i pogodny błękit z niewypowiedzianym jak kot, który się pręży do skoku po ostatnie słowo na gałęzi. Cisza lasu – zielony szeleszczący język za zębami koronnego świadka, który jest głównym podejrzanym. Lampa słońca zniża się nad stołem i ciaśniejszy jest sznur poszukiwań, wokół krtani kobiety, przez którą przeciska zdanie - tylko dajcie mu pić. Na suchy język ściółki upada nieznośna iskra, żeby tlić jeszcze przez rok, w którym powoli popielał sznur, by lżej było ponieść trumnę niż dół wykopać. (szklanka druga) Marta była martwa gdy dotknęła poezji szerokiego uśmiechu i stalowych oczu - - dwóch niezwiązanych zwrotek, pozbawionych treści. Wolno czytać, uwolnić się od nich nie sposób. Wprost odbierają ci mowę, wprawiają w drżenie od paznokci po cebulki włosów. Jak alfa i omega wypełnia cię fala, aż wierszem podchodzi do gardła, w nocy wychodzisz naga na ulicę, każdym wersem, jak tatuażem więziennym, do szpiku kości przeszyty dreszczem ślepnie owoc żywota twojego i brajlem czyta ostatnią kropkę, okrywa ją, szepcze - (szklanka trzecia) Mógłbym ci opisać ostatni śpiew Aidy z ósmego piętra, wystarczająco wysoki i długi, ażebyś mógł usłyszeć odbity echem ostatni aplauz od głuchych ścian bloków, tylko po co. Jej łabędzi śpiew był szeroko komentowany w prowincjonalnym foyer, mówiono o jakimś suflerze. Nasze grono przy maleńkim stoliku dobrze wiedziało, że Aida stała na krawędzi sceny solo. Jednak milczeliśmy o tym zapobiegliwie, żeby grono krytyków swoim unisono nie zesłało jej w ciszę na wieczną porfirię. (szklanka czwarta) Dziubek – chłopak z równoległej, w szkole numer dwa, jeden z wielu w serialu "Zdążyć przed biegunką”. Niezapomniany zapach toalet, z których kwiat okoliczny wspinał się po więzienne runo, z szarej dziury, chyba od zawsze podzielonej na wszyscy o wszystkim, a jak gdyby co - to nic. Zapomnieć. Oczy od jasnych po dożywocie i wystraszone oczy Dziubka spomiędzy nich - - oczy syna policjanta poprzez sezony dymu. Kędzierzawy, dobrze grał w koszykówkę. Chcesz wiedzieć co było kiedy poszedł na tory? - Takim świeżym i czarnym rzucili go drukiem. (szklanka piąta) Można smacznie wspomnieć kogoś, kto jak samuraj wziął kąpiel? że skwitować ją zgaszonym światłem, i poduszką, z której dzwonił Hipek. Posłuchaj, bo dobrze jest pamiętać o Walcie Whitmanie którego mi pożyczył. I nie mam jak oddać oślepłych okien w gasnącej ruinie domu, ni stygnącego popiołu chemicznych wiązań, uwolnionego dymu, jak jego wyboru wierszy Whitmana, ich niepojętej prostoty z którą Astronom spoglądał w górę, zmęczony szukaniem na mapie, szósty zmysł kazał oczy otworzyć w nawilgłe nasiona Mlecznej Drogi.
  4. 5 punktów
    ubieram się w fiolet do twarzy mi w śliwkowych odcieniach podobno przypominam śmierć - tak mówią ci co widzieli podkrążone oczy wiedzą najlepiej potrafią wyczuć zapach wabię nim muchy przylegają do ran moje ciało jest raną ma bakłażanową skórę i głębokie bruzdy skraplam w nich wszystkie cienie od cienie - pamiątki po nieszczęsnych wojnach mam twarde żyły i spękany sen ubieram się w fiolet podobno przypominam tak mówią
  5. 5 punktów
    Flażki w górze, jakieś święto W kupie siła starych, ziomów I mordeczek; wzniosły bełkot Coś o władzy, padach do nóg I kraczeniu za liderem Lub robieniu pajacyków Nie pamiętam z tego wiele Dziś na szczęście jest już cicho Szumią tylko samochody Można okno mieć otwarte I z pomocną dłonią głowy Wysnuć wnioski Albo bajkę
  6. 4 punkty
    Chcę wyjść, lecz nie mam maski – jakże twarz pokażę? Gdzie smutku ciężar schowam, jak dzban łez ukryję? Przecież mroku udręki z oczu swych nie zmyję, Nie zatuszują żalu żadne makijaże... Chcę wejść, lecz nie mam maski: kto mi drzwi otworzy? Kto rękę poda, a kto wewnątrz mnie powita? Co z odsłoniętej, nagiej twarzy tam wyczyta? Co pocznę, jeśli jeszcze niemoc mą pomnoży...? Namaluj dla mnie maskę, ułóż w uśmiech usta, Niech brokat rozsypany wzrok mi rozpromieni; Niech wszystkich łudzi gra radosnych światłocieni i barw - gdy moja dusza chmurna jest i pusta.
  7. 4 punkty
    Wrzesień soczyste słońce niemalże pęknie jest pięknie-smutno i smutno-pięknie wrzesień gdzieś ptaki po niebie niesie zwijam się w siebie szczelniej i głębiej
  8. 4 punkty
    jestem święcie przekonany gdybym został papieżem ateiści by uwierzyli miałbym to na papierze kleksy słów rozmazane plamy księża masowo kastrowani ale niestety mnie nie wybrali jestem święcie przekonany gdybym został lekarzem po pijaku operowani pacjenci zrywaliby tatuaże wyścielając życia korytarze dobijają się do bram szpitala nie spotkałaby ich żadna kara niestety na lekarza mnie nie wybrali przyrzeczenie lekarskie w butli na bimber ugotowali jestem święcie przekonany gdybym został prezydentem z białego domu uczyniłbym zlot chorych umysłowo - sjestę biały dom wtedy odsłoniłby swoje przeznaczenie może wtedy zabłysnąłby mądrzejszym faktów kojarzeniem niestety do żadnych z powyższych profesji mnie nie wybrali jestem za to święcie przekonany że wszyscy święci by podobnie uważali
  9. 3 punkty
    Rozmyślam o was, zamkniętych w waszych ciemnych celach, w moim przeszklonym domu z widokiem na ocean, dzisiaj spokojny jak chłodna chusta, którą szelest srebrnych blaszek ożywia. Okno na Mount Everest mam za plecami, a w mojej prywatnej przystani stoi łódź podwodna i helikopter prywatny na dachu. W kieliszku dryfuje ona – ulotna na materacu, przez cały dzień trochę markotna, jakby znudzona od paznokci po końce włosów. Więc tak siedzę i rozmyślam o was – w jaki sposób można być wolnym i szczęśliwym o misce ryżu. Zastanawiam się czy istniejecie oraz ilu was tak naprawdę jest – mistrzów, zdolnych przyjąć falę, która nawet gdy luksus przyniesie, to jak pianę możecie ją obmyć z siebie nie ruszając z miejsca jak kamień. Ilu was naprawdę zdolnych do szczęścia - - siedzę i rozmyślam.
  10. 3 punkty
    Przeciera jasne oczy zmęczona tak dziś chciałaby jeszcze spać pod chmurą córka Tei zamglona wiatr zerwał resztki babiego lata między konarami drzew się rozbija co by tu jeszcze tarmosić i rwać dzień za dniem jak liść opadły przemija minął jak chwila ciepły wrzesień krople deszczu grają z nowych nut dopóki na blaszanych parapetach nie rozbiją się jak okruchy kryształu i w plamy się przemienią na parasolach razem z nimi zagramy w ten świt ciemny jak z końca świata wszystko odchodzi ponownie pomału październik pisze dla nas tautogramy na literę jot jak jesień atramentową z liści czerwienią jaśniejesz już jutrzenko jem jabłuszka jarzębinę je jemiołuszka jednym łykiem piję herbatę z róży i jagody Eos różanopalca zostałaś ze mną otulone poranną mgłą spały ogrody
  11. 3 punkty
    Jadą koksiarze, wciąż pedałują. Wszyscy kolarze świetnie się czują. Z samego rana zastrzyki, prochy, dieta dobrana, żadnej taniochy. Nogi i serce zapierdalają, po tej wyżerce dosyć nie mają. Za metą sikam, mocz do kontroli. Na chwilę znikam, kłamstwo nie boli. Mocz od kolegi jest zawsze czysty, proste zabiegi czymś oczywistym. Jeszcze wieczorem się pokoksuję, z moim doktorem wszak współpracuję. Jutro od rana znowu zastrzyki, horda naćpana mknie po wyniki. Znowu koksiarze jadą do mety. Tylko kolarze? No nie. Niestety.
  12. 3 punkty
    jesteś wielki usłyszał głos możesz wszystko zapewniał ton zmienisz przeszłość rozstrzygał los tymczasem smutek zapłakał w nocy zraszając nowy wschód mgłą powitania rozlewał nadzieję zmian nastał dzień upragniony stan zarumienił wodę odpoczął od ciemnych dolin wydając na świat przyszłość © Artbook
  13. 3 punkty
    Nudzi zdun? Alu; piec, owoce i pula. Na piece i pan. Ot, kafle, a da elfa kto? Aj, i popiele, i ciele, i popija. To kominek, a sake im? - o, kot.
  14. 2 punkty
    Rym w Twoim wierszu pada często i gęsto. W dodatku jest identyczny, np rzeczownikowy lat -mat świat- kwiat Pan- stan dar - gwar lub czasownikowy czuwali- dawali przymiotnikowy dziecięcy- chłopięcy- dziewczęcy W skrócie chodzi o to, żeby łączyć rymem różne części mowy, to trudniejsze, ale piękniejsze, wtedy wiersze zyskują na urodzie, życzę powodzenia :)
  15. 2 punkty
    nie pomoże drżenie, trzepotanie, szalone bicie i krwią zalewanie... On już tam jest! i pozostanie. i odpuścisz sobie (na pewno) to wszystko zostaniesz. amen amen amen
  16. 2 punkty
    cukiereczku chciałbym cię mieć na wyłączność masz sąsiadów rozmowy przeze mnie niesłyszane kiedy kończę z tobą rozmawiać skąd mam wiedzieć że nie umawiasz czegoś poza nami poza granicami naszych wątpliwości jeździsz samochodem do miasta spotykając potencjalnych partnerów wracaj szybko do domu zanim przypadek zwycięży nawet w pracy jestem Twój na wyłączność cukiereczku rozkręć się do naga szelest kolorów rozwiń żądze ubierz w nierząd perfum najdroższych nie żałując - - przecież kupiłem Cię całą bez reszty na bezpłodne kłótnie cukiereczku nie bądź taka gorzka daj się possać od środka zrobię Tobie dobrze między udami rozpętam tsunami cukiereczku kiedy nie będzie już nas na sali w sylwestrową noc ogrzewaj blade niebo sufitu pierwszym i ostatnim zimnym ogniem bądź co rozpalam w Tobie tę srebrzystość szarą przed nowym początkiem końca kochajmy się zawsze w odsłonie najdroższej bielizny każdy dzień będzie jędrny i gotowy flakon Gucciego rozepchnie smród dnia codziennego szlafrok Triumpha w kolorze zgniłej zieleni uczyni Cię królową nie przekwitania misiaczku chciałabym mieć Cię na wyłączność jesteś w pracy rozmawiasz z innymi ze mną zaledwie dwie trzy minuty przez telefon możesz wszystko ukryć skąd mam wiedzieć czy jesteś mi wierny bez reszty kłamstwa misiaczku wracaj szybko i oddaj mi te królewskie oczy nasiąknięte innymi kobietami zdarzeniami poza moim zasięgiem bedą martwe zaraz we mnie pokładaj ciepło futra które masz do kości rozlej na mnie aż nie będzie czuć na Twoim ciele stos dopalających się damskich perfum włóż we mnie maksimum swoich uniesień przez moje wzgórza dojdziesz do całej prawdy jeszcze bardziej rozchylę dla Ciebie rąbek tajemnicy misiaczku jestem Twoja na wyłączność
  17. 2 punkty
    Kochasz mnie? Przecież wiesz Ale powiedz, nie bój się Kochasz mnie? Przecież wiesz Ale powiedz, odwróć się Kochasz? Bardzo? Już mówiłem Sny zrywałem I szukałem Życie własne zarywałem Wybaczałem W trawie leżąc Łzy puszczałem Pięści twardo Zamykałem Boga w niebie Odkrywałem Dzieci nasze Prowadzałem Serce w kamień Zamknąć chciałem Przecież wiesz Kochasz mnie?
  18. 2 punkty
    @Konrad Koper, @duszka, @iwonaroma, @Dag, @Pia, @Ast Voldur, @bronmus45, @Bartosz, @Jacek_K Dziękuję wam za komentarze! @Pia Dzięki za słowa krytyki. Myślę, że jednak trzecia linijka może być swego rodzaju zaskoczeniem. :) @Jacek_K @Pia @Jacek_K i @bronmus45 To z całą pewnością nie jest typowe haiku. Nie posiada i nie będzie posiadać "kigo". Chociaż to w sumie zależy co kto przez to rozumie. Ja poza kilkoma wyjątkami uznaję tylko kigo japońskie. Jeżeli jednak jest ktoś zwolennikiem polskiego, czeskigo, słowackiego itp "kigo" to idąc tym tokiem rozumowania można powiedzieć, że ten utwór kigo posiada. Powszechnie wiadomo kiedy miał miejsce atak jądrowy na Nagasaki. Wiadomo, że to było lato. @Pia "koszyk" to nie jest kigo. :) @Pia utwór ten jest nawiązaniem do historii japońskiego lekarza Takashiego Nagaia (tak na marginesie był on bliskim przyjacielem innego polskiego franciszkanina, bardziej znanego ze swojej śmierci w Auschwitz Maksymiliana Kolbego) Nagai będąc na dyżurze w szpitalu przeżył atak atomowy. Zebrał on do wiaderka kości swojej żony. Jego dzieci zaś cudem przeżyły atak bo w chwili wybuchu znajdowały się poza miastem. Pozdrawiam!
  19. 2 punkty
    Bronmusie Szanowny, spróbuj być z czegoś jednak zadowolonym. Czy nie lepiej, że z haiku się nie zlepie lepiej? To napiszesz, że to nie haiku. Nie twierdzisz chyba, że to wszystko co jest w wierszach, to są wiersze, a zwłaszcza gotowe? Ja Twój głos np. zawsze sobie cenię (nie znaczy, że się muszę zgadzać). Jakakolwiek twórczość, jeśli jest zupełnie niezrozumiała, nie ma sensu. Pozdrawiam serdecznie:-)
  20. 2 punkty
    Do mnie przemawia - jest relacja, są emocje, a jednocześnie nie ma generalizacji, każdy sam sobie dopowiada pointę. Taką, jaką chce. Pozdrawiam. PS. Wizualnie trochę za dużo znaków, powiedziałbym, "przestań owych" - ale nic mi do tego, co kto gdzie umieszcza.
  21. 2 punkty
    @Nata_Kruk To jeszcze nie impas, ale gdybyśmy mieli władzę nad czasem, może wszystko byłoby bardziej proste... któż to wie? :)) PozdrawiaM.
  22. 2 punkty
    ...tak naprawdę nie chodzimy po Ziemi tylko obracamy ją pod swoimi stopami jak piłkę, po prostu stojąc w miejscu. ...narzekamy na życie, samemu tak naprawdę stwarzając większość smutnych sytuacji.
  23. 2 punkty
    Świat z kątów, skier, kół, promieni i trójkątnego powietrza wessał mnie świszcząc za okno, świat lepki z muzyki kątów myśli mi kwiat programuje, liczby stężonej ukwiały, które w najdalsze sięgają efemeryczne równania. Platon powietrza nasiąka destylowanym gdzieś światłem, a jego wódka = absolut, rozdaje pieniądz duchowy: łódź złotą, pianę święconą, wehikuł czasu sennego, całus ku słońcu niesiony na gwarze szkieł rozmodlonych, tam gdzie jedyną jest wiarą liczba tajemna Stworzenia, za którą dostać dziś można Nobla tej ostrej sekundy... (Zanim sekunda przebrzmiała ujrzałem Budzik Prawdy i oto jest proroctwo które zostało mi przekazane) Kiedy pająki z genami brzoskwini jako maskotki podbiją salony (strach pierzcha przed gracją kota w chitynie), gdy białko nie będzie miało na duszę już monopolu, kiedy hamburger się wstydem będzie okrywał jak bułką, pijane auta polecą za spłoszonymi ptakami, ostrożne smoki przeniosą domy z obłoków do książek, znajdzie się nowe imiona dla pszczół, a krzyki nie śmiecić ciche zaśmiecą nam parki, przyjdzie już pora na Prawdę... Na prawdę w czapce błazeńskiej żeby przełknęły ją trony, prawdę która z cukierków pięściami podbije narody, a będzie likierem z tęczy należnym po ciężkim życiu; jej dzieci będą płomieniem, płomieniem na pajęczynie, kosmitą w muzeum, mieczem logiki niesionym w latarce; kłamstwo nie będzie niczego posiadać na swoją obronę i będzie, będzie tak pięknie że piękniej już być nie może!
  24. 2 punkty
    1. lubię się kołysać na moim krzesełku przyziemne mam myśli na starym stołeczku kiedyś byłam dzieckiem takim jak Pinokio gubiłam pieniądze i kłamałam mocno teraz jest tak samo choć może inaczej język już nie bywa prywatnym tłumaczem 2. prywatnym tłumaczem byłam sobie sama już jako dziewczynka granice badałam z przeróżnych nakazów kościeć sobie robił szkielet drobnych sumień i ślicznych nałogów tak sam sobie robił twierdzę co ją bronił wielki mały Sumień pierwszy spośród wrogów 3. pierwszy spośród wrogów kołysał mi grzywką na prawo i lewo obłędnie mną wodził dzielnie to znosiłam bo cóż było robić szaman nie dziewczyna powoli się rodził teraz jest tak samo choć może inaczej plącze się kobieta na około wrażeń 4. na około wrażeń przysiada motylek nie kręci się wcale koło prostych dziwek wielki zakręt robi bo jest metaforą z tego małego mnóstwa się zaroją nie gardzą upadłe zwykle upadłymi ciągnie się sumienie pomiędzy wiernymi * pomiędzy wiernymi lubię się kołysać hasło mają swoje: wino i pszenica są domem drewnianym i bezpiecznym gankiem drewno jest rzeźbione prapradziada 'targiem' ganek jedną stopą wychodzi za słowo nie mnie ich oceniać ja ich nie oceniać oni mnie nie cenić ja ich nie doceniać Kali Kali pić! Kali Kali jeść!
  25. 1 punkt
    są tacy którzy chwalą świat ale i tacy którzy przeklinają mówią to jedno zakłamanie że nic że tęcze i kwiaty one tylko prawdę zamazują którą każdy inaczej widzi zwłaszcza ci którzy na górze którym zawsze jest dobrze mówią Bóg świat stworzył nie wolno nań się obrażać tylko z nim się pogodzić że tylko w tym jest sens a gdzie leży czysta prawda kto najwięcej o niej wie musisz sam czytelniku dojść tylko aby nie we śnie
  26. 1 punkt
    Krótko i na temat. Październik się wtapia w Peela, a nie odwrotnie, jak zazwyczaj bywa. I to jest oryginalne w tym wierszu. Jak też w ogóle całe obrazowanie.
  27. 1 punkt
    Lite chmury oddają ciężar swój budynkom, Te twardymi rogami miękkie niebo bodą; Słońce krzesze na rzęsach września białe tęcze; Wiatr drzewa do jesieni żółte listy toczy. Autubus na przystanek wolno zajeżdżając Taką prawdą uderza jakby jego jazda Była ostatnią rzeczą daną mi tu ujrzeć, Przez bogów pochowanych pośród słonych jarzeń. Ta chwila nie istnieje w płodnych chwil rejestrze; Ją tylko w mirabiliów znajdziesz tomie starym. Pamięć jej nie zatrzyma, nieostrożnym -- rokosz. Ta chwila jest stworzona z bezdzietnej rozkoszy. Jak sen stracony rano tak jest niedorzeczną: Kwiatek między kartkami, poza zdarzeń rzeką; Nie wiem, czy coś pamiętam: autobus i chmury, Białe słońca rozbłyski i liści złoty szmer... Budynki swe ciężary aż chmurom oddają, Słońce toczy autobus żółty nową modą, Lotnią z babiego lata pająki się chwalą, A września tęcze białe rozszczepia ta chwila.
  28. 1 punkt
    Dziękuję za dyplomację w słusznej krytyce moje wypowiedzi, nieznanych z autopsji sytuacji. Czasami lepiej milczeć 🍃
  29. 1 punkt
    nie zostawiajcie gorących uniesień pod kołdrą jesienną doprawione dziką różą powrócą na pewno grzywy przemoczone w galopie przez siebie od Sahary piasków do podróży w niebie pamiętajcie łuk ciała jeźdźca wygiętego smak soku brzozy nektaru cudnego nie wyrzucajcie wspomnień jak jesiennych liści a galop na koniu zimą wam się przyśni
  30. 1 punkt
    @Ast Voldur Dziękuję, jestem mistrzem antyhaiku i uwielbiam je profanować. Pozdrawiam. @Dag Dziękuję :)
  31. 1 punkt
    @tomass77 .. ani myślę kończyć na tym - z Anią pójdę do swej chaty ..
  32. 1 punkt
    Znakomite.Chapeau bas:)Pozdrawiam.
  33. 1 punkt
    nie, raczej podzielmy się na części @Jacek_Kza co to?
  34. 1 punkt
    @tomass77 pieknie napisane...idealny wiersz na dobre zakonczenie dnia.
  35. 1 punkt
    Flaki też brzmią podejrzanie, a ludzie lubią ;D Zgoda, piękne to słowo nie jest, ale to nie jest miarą, Ty za to pięknie bronisz swojej wizji, to co, banieczka na zgodę? ;)
  36. 1 punkt
    @olga.praska Mnie się to bardzo podoba jako sympatykowi pomysłów Roberta Gravesa. Jednak wiersz wygląda na opis odlotu po świeżym pieczywie... Może brakuje mi połączenia między pieczywem a tym co dzieje się potem... Bo po wszystkim zostaje mi wizja chleba upieczonego z muchomorów, a nie jakaś idea pieczywa, która tłumaczyłaby to misterium. Chyba że faktycznie chciałaś wywołać obraz halucynogennych bułeczek :D
  37. 1 punkt
    Pięknie. Nic dodać nic ująć. Znów się poczułam jak dziecko słuchające bajki, a bajki ja lubię ogromnie. Pozdrawiam
  38. 1 punkt
    brak sensu bywa niekiedy sensem życia. Luis Bunuel, Salvador Dali, Hans Ernst, Rene Magritte itd. Ciekawy wiersz, pozdrawiam.
  39. 1 punkt
    A ja uwielbiam jesień i to właśnie taką jak opisałaś. :)
  40. 1 punkt
    Beit kwarot/Dom Grobów Pamiętać o mnie będzie Stara Miłość i kilku przyjaciół - lecz tylko do wieczornych cieni. (Matka by pamiętała dłużej, ale już nie żyje.) A ja? Czy wolno mi będzie zabrać ze sobą wspomnienia? Czy na coś się przydadzą? A może okażą się balastem, przez który nigdy nie wejdę do domu wieczności? Pudełko zapałek Oswoiliśmy wszechświat - łaszą się do nas gwiazdy twoje są złote a moje srebrne. Schowani pod własną tęczą pieścimy się biciem serc. Rogalik księżyca i plasterek słońca z poranną kawą karmią niemożliwe nadzieje. Mamy własny dom w pudełku od zapałek. Niedługo spłoniemy ale teraz zasypiamy tuląc mocno w objęciach nieprzeżyte razem dni. Jeszcze jestem pod powiekami w czubkach palców w pasmach włosów w niespokojnych snach jestem tylko wspomnieniem gestu i dotyku zniknę gdy ostre ziarno piasku bolesną łzą wypłynie z twoich oczu Powyżej możecie przeczytać wiersze Leszka Bartoszewskiego, autora wielu książek, aktywisty kulturowego i przede wszystkim człowieka wielu pasji. Utwory te są jednymi z wielu zaliczających się do tomików "Sny policzone". Są to tomiki wierszy, które Leszek Bartoszewski zaczął tworzyć kilka lat temu, gdy dowiedział się, że choruje na raka. Zawarł w nich swoje wrażenia związane z miłością do ukochanej, nieuleczalną chorobą i nadchodzącą śmiercią. Leszek Bartoszewski niestety nie dożył wydania swojej poezji. Zmarł 2 lata temu w szpitalu. Na łożu śmierci poprosił swoją żonę by wydała jego ostatnie 2 tomiki wierszy. Niestety od tamtej pory nie udało jej się zgromadzić wystarczających środków. Wraz z grupą przyjaciół stwierdziliśmy, że wiersze te zasługują na ujrzenie światła dziennego, więc postanowiliśmy je wydać za pomocą kampanii crowdfundingowej. Współpracują z nami znajomi Leszka i znani artyści, w tym m.in. Mirosław Baka i Rafał Zawierucha. Pragniemy to zrobić całkowicie charytatywnie... tak od serca... tak po prostu... dla poezji i dla Leszka Bartoszewskiego. Jako, że na tym forum jest mnóstwo miłośników literatury pięknej stwierdziłem, że pokażę Wam kilka jego wierszy... i poproszę o pomoc w ich wydaniu. Podziękujemy Wam w należyty sposób za każdą formę wsparcia! Więcej szczegółów znajduje się w linkach poniżej. Link do kampanii crowdfundingowej: https://zrzutka.pl/sny-policzone Link do naszej strony na FB: https://www.facebook.com/snypoliczone/
  41. 1 punkt
    Fajna – żartobliwa fraszka… 5+ Rymowana !
  42. 1 punkt
    Komu potrzebne? Opisana "wymyślanka", trochę przypomina rozszczepienie, przypominające ostrą fazę osobowości chwiejnej emocjonalnie typu borderline - i co w tym niezwykłego? Pozdrawiam.
  43. 1 punkt
    tekst zwraca uwagę: krasnoludy z odpadającą farbą jak potłuczona witalność człowieka zatrzymany czas odosobnienia rozsypanego za nie swoje winy nie żartuj z osób które od urodzenia bądź przez wypadek przypadek niedociągnięcia chirurga chowają się w cień - ok gipsem przełykać chęci dokuczenia tu nie bardzo rozumiem: dokuczanie osobom skrzywionym przez los jest prymitywne, nieetyczne jak krzyknąć do niemego aby uciekał może miało być: jak krzyknąć do głuchego aby uciekał kto zdąży odciąć samobójcę od problemów potencjalni samobójcy żyją wśród nas w trakcie skoku za późno jest na rozmowy zawsze powinniśmy znaleźć czas a będziemy jak księżyc w pełni uwaga słuszna kratery się zabliźnią wyrzuty sumienia do końca życia Ten tekst to obserwacja jakiejś niedojrzałej grupy społecznej czyli o krasnoludach Pozdrawiam Jacek
  44. 1 punkt
    Gdybym pisał długo nie pisałbym wcale człowiek przez ćwierć Gdybym był wysoki do nieba bym sięgał Babel 3/5 Gdybym był zamożny jadłbym papierówki w mieszkaniu ze szkła Tak byłbym stanowczo taki sam jak ja
  45. 1 punkt
    Pewnego Kazika z miasta Goleniowa Pech ciągle spotykał, więc się przed nim chował Trzynastego w piątek Pech zrobił wyjątek Przestał go spotykać, zaczął prześladować
  46. 1 punkt
    wyjdę ze strefy komfortu i rzucę monetą zdam się na przypadek zapomnę o tajemnicach połączonych jedną cienką linią z samotnością nie będę jak dom zawolony któremu odebrano życie rozpamiętywał porażkę bo nie rozumiem dlaczego muszę przyznać się do słabości uciekać przed prawdą oburzać egoistyczną brutalnością świata życie jest tylko wędrującym cieniem w pełnym świetle znika
  47. 1 punkt
    Czekam, aż przyjdzie wiosna i roztopi lód na zastygłych dłoniach. Sny zakwitną, wychodząc na powierzchnię. Uczucia przebiją warstwę śniegu. Ptaki będą śpiewać tylko dla mnie. Nadzieja ogrzeje mnie swoimi promieniami, nie będę już musiał się chować. Nikt nie skruszy sopli dawnych nadziei, stopnieją same. Wszystkie stworzenia wyjdą, aby mnie powitać. Będę bardzo duży, ale nie wyniosły. Nie zmarnuję już ani chwili. Na razie trwam we śnie zimowym. Czasem tylko budzę się z krzykiem, bo śni mi się, że zgubiłem gdzieś zapałki i nie mogę podpalić mojej lalki. Potem uspokajam się, wiedząc, że to był tylko sen. Wtedy przypominam sobie, że zgubiłem kukłę. Znów budzę się z krzykiem. Nie zrobiłem żadnej kukły, tak mi się tylko śniło. Uspokajam się i znów zasypiam.
  48. 1 punkt
    Jest jest :) ulatuje od miejsca ZWIĄZANIA z cierpieniem, ale nie znika (nie może, a zresztą - nie chce :)). Z drugiej strony - uważam, że miłość, która nie zazna choćby krzty cierpienia jest jakby niepełna...Stąd potrzeba złączenia, nawet z czymś niekoniecznie korzystnym. Zdrówka też
  49. 1 punkt
    Niby nic, ale drzewa ukłonem do betonowych łąk chylą korony bez łezki bo rzeka wylała już prąd a ludzie z obrazkami jak dzieci chodzą, migają i mijają ze ślepym oczkiem od fleszy. Niby wiesz, że zdjęcia tylko puste uśmiechy i pobielałe kości jak zęby nie pomieszczą wnętrza jak wtedy z tobą w parku wieczny w czasie przeszłym. Niby nikt, ale w środku ktoś nie ratuj wcale, jeśli życie było błędem. A ty bądź dalej.
  50. 1 punkt
    Wybystrzyło się niebo i mróz skrzący się sroży, przyszła bieda do świata, co wydawał się boży. Pola bielą pokryte, suche sterczą badyle, wicher drogę zamiata, śniegiem dymiąc co chwilę. Zima okna zasnuła lichuteńkiej chałupy, dzieci w kącie się tulą, ciepłej pragnąc otuchy. Matka zupę im warzy na dymiącej kuchence, każdy talerz okrasza nie tłustością lecz sercem. W piecu ogień wygasa, już się kończą polana, jeszcze jedną noc trudno przetrwać będzie do rana. Wraca ojciec najmita z miną strasznie ponurą, bo dziś pan Mróz, dyrektor, właśnie zamknął swe biuro. Pozamykał fabryki, robotników pozwalniał, więc nie będzie wypłaty, a tu pusta spiżarnia. Nie wystarczy już dzisiaj ta po ojcach im scheda, dwa hektary bez ćwierci, żyć, ni umrzeć się nie da. Przed oknami przejechał śnieżny spychacz z hałasem, drogę nieco oczyścił, lecz wał spiętrzył przed wjazdem. Nie przewidział nikt zimy, która potrwa do lata, klnie więc ojciec po cichu urokliwość ich świata. Chodzi, mrucząc pod nosem i coś ciągle powtarza, że jednego bogaci, co drugiego zubaża. 02.2010 r.
×
×
  • Dodaj nową pozycję...

Powiadomienie o plikach cookie

Nasza witryna korzysta z plików COOKIES („ciasteczka”). Dowiedz się więcej o COOKIES z naszej Polityki Prywatności Polityka prywatności