Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Historia edycji

Należy zauważyć, że wersje starsze niż 60 dni są czyszczone i nie będą tu wyświetlane
Michał Pawica

Michał Pawica


───
ROMEO I JULIA

ROMEO
On ma dar mowy!
Mów, aniele! Bo jesteś
Godny tej nocy nad głową gwieździstej,
Jako ów niebios posłaniec skrzydlaty:
Oczom śmiertelników objawiony nagle –
W zdumieniu głowy zwracają, by dojrzeć,
Jak wolno chmury płynące przemierza
I po przestworzach żegluje powietrza.

JULIA
O Romeo, Romeo! Czemuś ty Romeo?
Wyrzecz się ojca i odrzuć swe imię;
Albo, jeśli zechcesz, miłość mi przysięgnij,
A ja nie będę już Capulettą.

ROMEO (na stronie)
Czy mam słuchać dalej, czy odpowiedź dać jej?

JULIA
Mym wrogiem tylko twe imię, Romeo;
Sobą będziesz, nawet nie będąc Montecchim.
Bo cóż tu Montecchio? Nie ręka, ni stopa,
Ni ramię, ni twarz, ani żadna inna
Część ciała człowieka. O, weź inne imię!
Cóż imię znaczy? To, co zwiemy różą,
Pod każdą inną nazwą pachnie równie słodko;
Tak samo Romeo, w każdym innym dźwięku
Zachowa całą tę doskonałość,
Którą posiada bez tego tytułu.
O, zrzuć swe imię - Miast to, co nie jest
Żadną częścią ciebie, otrzymasz mnie całą.

ROMEO
Twemu słowu wierzę: więc zwij mnie miłością!
Na nowo chrzest przyjmę,
I nigdy odtąd nie będę Romeo.

JULIA
Kimże jesteś, że tak osłonięty nocą,
Tak niespodziewanie mnie tu odnalazłeś?

ROMEO
Żadnym imieniem nie umiem wyrazić,
Kim jestem: me imię jest mi nienawistne,
Bowiem ono jest dla ciebie wrogiem;
Gdybym je spisał, zniszczyłbym ten zapis.

JULIA
Me uszy nie wypiły jeszcze słów stu
Z twej mowy, a przecież na pamięć znam już
Czyżbyś ty nie był: Romeo, Montagiusz?

ROMEO
Ni jednym, ni drugim, o, piękny aniele,
Jeśli którekolwiek z nich nie jest ci miłe.


───
MAKBET

Mogłaby umrzeć później,
Czasowi zostawić słowo
Ostatnie: jutro, jutro, jutro...

Krokiem chwiejnym, z dniem każdym podążam
Ku zgłosce ostatniej mej doczesnej mowy;
Wszystkie me dni przeszłe – głupcom
Drogę wskazały, gdzie w proch się obrócą.

Giń, świeco wątła!
Życie to tylko bytu cień, nędzny grajek,
Co przez godzinę po scenie się błąka,
By potem rychło odejść w niepamięć,
Pełna wrzasku obłąkańca opowieść –
Nic nieznacząca.


───
HAMLET

Być albo nie być – kwestia najważniejsza:
Czy szlachetniejszym jest cierpliwie znosić
Strzały i pociski straszliwego losu,
Czy też za broń chwycić przeciw smutków morzu
I, stając w szranki, im kres położyć?
Umrzeć – śnić; Nic więcej:
Snem światu ogłosić, że kładziemy koniec
Serca rozterkom albo życia ciosom,
Które ciało nosi: oto jest spełnienie,
Jakiego winien żądać każden.
Umrzeć, spać; śnić nawet może... –
Lecz niepewność ciąży:
W tym śnie zatraty, jakie sny nadejdą,
Gdy zrzucimy z siebie powłokę śmiertelną?
Czasu na namysł nam trzeba – oto ów szacunek,
Co czyni z bytu długiego – niedolę:
Bo czemu cierpieć nam czasu bicze i obelgi,
Ciemiężcy razy, ludzi dumnych wzgardę,
Ból niespełnionej miłości, z praw kpinę,
Urzędów bezwstyd, zuchwałe szyderstwa,
Które cierpliwi od niegodnych znoszą,
Jeśli możemy wreszcie spokój znaleźć
W ostrzu sztyletu? Kto znosiłby trudy,
Znoił się i jęczał pod życia ciężarem,
Gdyby nie lęk przed tym, co ze śmiercią przyjdzie –
Niezbadanym krajem, z którego porządków
Żaden człek nie wraca? On nam mrozi zamysł,
Sprawia, że dorzeczniej nam znieść takie ciosy,
Niż zbiec ku tym, których wciąż nie znamy.
To ta niepewność nasze ręce pęta;
Tak nasz wrodzony intencji rumieniec
Pokrywa zgasły, w niepamięć myśli nalot,
A przedsięwzięcia wiekopomnej miary
Nurtu bieg zmieniają pod tym naporem
I gubią prawo do miana – czynów.

Michał Pawica

Michał Pawica


───
ROMEO I JULIA

ROMEO
On ma dar mowy!
Mów, aniele! Bo jesteś
Godny tej nocy nad głową gwieździstej,
Jako ów niebios posłaniec skrzydlaty:
Oczom śmiertelników objawiony nagle –
W zdumieniu głowy zwracają, by dojrzeć,
Jak wolno chmury płynące przemierza
I po przestworzach żegluje powietrza.

JULIA
O Romeo, Romeo! Czemuś ty Romeo?
Wyrzecz się ojca i odrzuć swe imię;
Albo, jeśli zechcesz, miłość mi przysięgnij,
A ja nie będę już Capulettą.

ROMEO (na stronie)
Czy mam słuchać dalej, czy odpowiedź dać jej?

JULIA
Mym wrogiem tylko twe imię, Romeo;
Sobą będziesz, nawet nie będąc Montecchim.
Bo cóż tu Montecchio? Nie ręka, ni stopa,
Ni ramię, ni twarz, ani żadna inna
Część ciała człowieka. O, weź inne imię!
Cóż imię znaczy? To, co zwiemy różą,
Pod każdą inną nazwą pachnie równie słodko;
Tak samo Romeo, w każdym innym dźwięku
Zachowa całą tę doskonałość,
Którą posiada bez tego tytułu.
O, zrzuć swe imię - Miast to, co nie jest
Żadną częścią ciebie, otrzymasz mnie całą.

ROMEO
Twemu słowu wierzę: więc zwij mnie miłością!
Na nowo chrzest przyjmę,
I nigdy odtąd nie będę Romeo.

JULIA
Kimże jesteś, że tak osłonięty nocą,
Tak niespodziewanie mnie tu znalazłeś?

ROMEO
Żadnym imieniem nie umiem wyrazić,
Kim jestem: me imię jest mi nienawistne,
Bowiem ono jest dla ciebie wrogiem;
Gdybym je spisał, zniszczyłbym ten zapis.

JULIA
Me uszy nie wypiły jeszcze słów stu
Z twej mowy, a przecież jej dźwięki znam już na pamięć;
Czyżbyś ty nie był: Romeo, Montagiusz?

ROMEO
Ni jednym, ni drugim, o, piękny aniele,
Jeśli którekolwiek z nich nie jest ci miłe.


───
MAKBET

Mogłaby umrzeć później,
Czasowi zostawić słowo

Ostatnie: jutro, jutro, jutro...
Krokiem chwiejnym, z dniem każdym podążam
Ku zgłosce ostatniej mej doczesnej mowy;
Wszystkie me dni przeszłe – głupcom
Drogę wskazały, gdzie w proch się obrócą.

Giń, świeco wątła!
Życie to tylko bytu cień, nędzny grajek,
Co przez godzinę po scenie się błąka,
By potem w niepamięć rychło odejść;
Pełna wrzasku obłąkańca opowieść –
Nic nieznacząca.


───
HAMLET

Być albo nie być – kwestia najważniejsza:
Czy szlachetniejszym jest cierpliwie znosić
Strzały i pociski straszliwego losu,
Czy też za broń chwycić przeciw smutków morzu
I, stając w szranki, im kres położyć?
Umrzeć – śnić; Nic więcej:
Snem światu ogłosić, że kładziemy koniec
Serca rozterkom albo życia ciosom,
Które ciało nosi: oto jest spełnienie,
Jakiego winien żądać każden.
Umrzeć, spać; śnić nawet może... –
Lecz niepewność ciąży:
W tym śnie zatraty, jakie sny nadejdą,
Gdy zrzucimy z siebie powłokę śmiertelną?
Czasu na namysł nam trzeba – oto ów szacunek,
Co czyni z bytu długiego – niedolę:
Bo czemu cierpieć nam czasu bicze i obelgi,
Ciemiężcy razy, ludzi dumnych wzgardę,
Ból niespełnionej miłości, z praw kpinę,
Urzędów bezwstyd, zuchwałe szyderstwa,
Które cierpliwi od niegodnych znoszą,
Jeśli możemy wreszcie spokój znaleźć
W ostrzu sztyletu? Kto znosiłby trudy,
Znoił się i jęczał pod życia ciężarem,
Gdyby nie lęk przed tym, co ze śmiercią przyjdzie –
Niezbadanym krajem, z którego porządków
Żaden człek nie wraca? Ono mrozi zamysł,
Sprawia, że dorzeczniej nam znieść takie ciosy,
Niż zbiec ku tym, których wciąż nie znamy.
To ta niepewność nasze ręce pęta;
Tak nasz wrodzony intencji rumieniec
Pokrywa zgasły, szary myśli nalot,
A przedsięwzięcia wiekopomnej miary
Nurtu bieg zmieniają pod tym naporem
I gubią prawo do miana – czynów.
 

Michał Pawica

Michał Pawica


───
ROMEO I JULIA

ROMEO
On ma dar mowy!
Mów, aniele! Bo jesteś
Godny tej nocy nad głową gwieździstej,
Jako ów niebios posłaniec skrzydlaty:
Oczom śmiertelników objawiony nagle –
W zdumieniu głowy zwracają, by dojrzeć,
Jak wolno chmury płynące przemierza
I po przestworzach żegluje powietrza.

JULIA
O Romeo, Romeo! Czemuś ty Romeo?
Wyrzecz się ojca i odrzuć swe imię;
Albo, jeśli zechcesz, miłość mi przysięgnij,
A ja nie będę już Capulettą.

ROMEO (na stronie)
Czy mam słuchać dalej, czy odpowiedź dać jej?

JULIA
Mym wrogiem tylko twe imię, Romeo;
Sobą będziesz, nawet nie będąc Montecchim.
Bo cóż tu Montecchio? Nie ręka, ni stopa,
Ni ramię, ni twarz, ani żadna inna
Część ciała człowieka. O, weź inne imię!
Cóż imię znaczy? To, co zwiemy różą,
Pod każdą inną nazwą pachnie równie słodko;
Tak samo Romeo, w każdym innym dźwięku
Zachowa tę całą doskonałość,
Którą posiada bez tego tytułu.
O, zrzuć swe imię - Miast to, co nie jest
Żadną częścią ciebie, otrzymasz mnie całą.

ROMEO
Twemu słowu wierzę: więc zwij mnie miłością!
Na nowo chrzest przyjmę,
I nigdy odtąd nie będę Romeo.

JULIA
Kimże jesteś, że tak osłonięty nocą,
Tak niespodziewanie mnie tu znalazłeś?

ROMEO
Żadnym imieniem nie umiem wyrazić,
Kim jestem: me imię jest mi nienawistne,
Bowiem ono jest dla ciebie wrogiem;
Gdybym je spisał, zniszczyłbym ten zapis.

JULIA
Me uszy nie wypiły jeszcze słów stu
Z twej mowy, a przecież jej dźwięki znam już na pamięć;
Czyżbyś ty nie był: Romeo, Montagiusz?

ROMEO
Ni jednym, ni drugim, o, piękny aniele,
Jeśli którekolwiek z nich nie jest ci miłe.


───
MAKBET

Mogłaby umrzeć później,
Czasowi zostawić słowo

Ostatnie: jutro, jutro, jutro...
Krokiem chwiejnym, z dniem każdym podążam
Ku zgłosce ostatniej mej doczesnej mowy;
Wszystkie me dni przeszłe – głupcom
Drogę wskazały, gdzie w proch się obrócą.

Giń, świeco wątła!
Życie to tylko bytu cień, nędzny grajek,
Co przez godzinę po scenie się błąka,
By potem w niepamięć rychło odejść;
Pełna wrzasku obłąkańca opowieść –
Nic nieznacząca.


───
HAMLET

Być albo nie być – kwestia najważniejsza:
Czy szlachetniejszym jest cierpliwie znosić
Strzały i pociski straszliwego losu,
Czy też za broń chwycić przeciw smutków morzu
I, stając w szranki, im kres położyć?
Umrzeć – śnić; Nic więcej:
Snem światu ogłosić, że kładziemy koniec
Serca rozterkom albo życia ciosom,
Które ciało nosi: oto jest spełnienie,
Jakiego winien żądać każden.
Umrzeć, spać; śnić nawet może... –
Lecz niepewność ciąży:
W tym śnie zatraty, jakie sny nadejdą,
Gdy zrzucimy z siebie powłokę śmiertelną?
Czasu na namysł nam trzeba – oto ów szacunek,
Co czyni z bytu długiego – niedolę:
Bo czemu cierpieć nam czasu bicze i obelgi,
Ciemiężcy razy, ludzi dumnych wzgardę,
Ból niespełnionej miłości, z praw kpinę,
Urzędów bezwstyd, zuchwałe szyderstwa,
Które cierpliwi od niegodnych znoszą,
Jeśli możemy wreszcie spokój znaleźć
W ostrzu sztyletu? Kto znosiłby trudy,
Znoił się i jęczał pod życia ciężarem,
Gdyby nie lęk przed tym, co ze śmiercią przyjdzie –
Niezbadanym krajem, z którego porządków
Żaden człek nie wraca? Ono mrozi zamysł,
Sprawia, że dorzeczniej nam znieść takie ciosy,
Niż zbiec ku tym, których wciąż nie znamy.
To ta niepewność nasze ręce pęta;
Tak nasz wrodzony intencji rumieniec
Pokrywa zgasły, szary myśli nalot,
A przedsięwzięcia wiekopomnej miary
Nurtu bieg zmieniają pod tym naporem
I gubią prawo do miana – czynów.

Michał Pawica

Michał Pawica

Być albo nie być – kwestia najważniejsza:

Czy szlachetniejszym jest cierpliwie znosić
Strzały i pociski straszliwego losu,
Czy też za broń chwycić przeciw smutków morzu
I, stając w szranki, im kres położyć? Umrzeć – śnić;
Nic więcej: snem światu ogłosić, że kładziemy koniec
Serca rozterkom albo życia ciosom,
Które ciało niesie: oto jest spełnienie,
Którego wszech winien żądać.

Umrzeć – spać; Śnić nawet może... –
Lecz niepewność drąży:
W tym śnie zatraty, jakie sny nadejdą,
Gdy zrzucimy z siebie powłokę śmiertelną?
Czasu na namysł nam trzeba – oto ów szacunek,
Co czyni z bytu długiego – nieszczęście:
Bo czemu cierpieć nam czasu bicze i obelgi,
Ciemiężcy razy, ludzi dumnych wzgardę,
Ból niespełnionej miłości, z praw kpinę,
Urzędów bezwstydne, zuchwałe szyderstwa,
Które cierpliwi od niegodnych znoszą,
Jeślibyśmy wreszcie spokój mogli znaleźć
W ostrzu sztyletu? Kto znosiłby trudy,
Znoił się i pocił pod życia ciężarem,
Gdyby nie lęk przed tym, co ze śmiercią przyjdzie –
Niezbadanym krajem, z którego porządków
Żaden człek nie wraca – ono mrozi zamysł,
Sprawia, że dorzeczniej nam znieść takie ciosy,
Niż zbiec ku innym, których wciąż nie znamy?
To ta świadomość nas czyni tchórzami,
To tak radosny rumieniec zamiarów
Skrywa chorobliwy, blady nalot myśli,
A przedsięwzięcia wiekopomnej miary
Zmieniają nurtu bieg pod tym naporem
I zrzekają się prawa do miana - działania.

Km

Michał Pawica

Michał Pawica








Być albo nie być - w tym kwestia istotna:

Czy szlachetniejszą ideą jest cierpliwie znosić

Strzały i pociski straszliwego losu,

Czy też za broń chwycić  przeciw smutków morzu,

I, stając w szranki, im kres położyć?  Umrzeć – śnić; Nic więcej:

Snem swym światu ogłosić, że kładziemy koniec

Serca rozterkom albo życia ciosom,

Które dziedziczy ciało: oto jest spełnienie,

Którego wszech winien żądać. Umrzeć – spać;

Śnić  nawet może...–

Lecz drąży niepewność:

W tym śnie zatraty, sny jakie nadejdą,

Gdy zrzucimy z siebie powłokę śmiertelną?

Muszą nam dać czas na namysł – to szacunek,

Co czyni z bytu długiego  - nieszczęście:

Bo czemu cierpieć nam czasu bicze i obelgi,

Ciemiężcy razy,  ludzi dumnych wzgardę,

Ból niespełnionej miłości, z praw kpinę,

Urzędów bezwstydne, zuchwałe szyderstwa,

Które cierpliwi od niegodnych znoszą,

Jeślibyśmy wreszcie  spokój mogli znaleźć

W ostrzu sztyletu? Kto znosiłby trudy,

Znoił się i pocił pod  życia ciężarem,

Gdyby nie lęk przed tym, co ze śmiercią przyjdzie - 

Nieznanym krajem, z którego porządków

Żaden człek nie wraca - to spina zamysł,

I sprawia, że nam dorzeczniej znosić takie ciosy,

Niż zbiec ku innym, których wciąż nie znamy?

To ta świadomość nas czyni tchórzami,

To tak radosny rumieniec zamiarów

Skrywa chorobliwy, blady nalot myśli,

A przedsięwzięcia wagi wiekopomnej

Zmieniają koryto pod tym  naporem

I zrzekają się prawa do miana -

Działania.



  • Zarejestruj się. To bardzo proste!

    Dzięki rejestracji zyskasz możliwość komentowania i dodawania własnych utworów.

  • Ostatnio dodane

  • Ostatnie komentarze

    • @Waldemar_Talar_Talar Dziękuję bardzo, za życzliwe słowo - jest mi miło. Pozdrawiam  @Witalisa ta edycja ma swoją historię;) napisał do mnie pewien Jegomośc -pozdrawiam- żebym zmieniła konkretnie słowo " mym" na " moim" i chciałam, mimo że poszłam ślepo za Jego radą, zachować jeszcze jakieś resztki godności :D @Berenika97 mało tego;) wczoraj dowiedziałam się że można lubić i bałagan i porządek - odnajdywać siebie - i rzeczy - w tych dwóch różnych mikrokosmosach;) Dziękuję za komentarz 
    • Czeremcha   Białe kwiaty kasztanów niczym różane panny w falbankach.   Jak czeremcha drobna – tak białe twarze Ezry Pounda.   Semafory nie te same. Na pierwszym planie ławka.   Tłem czeremcha – przez kontrast, nie przez podobieństwo.   Tu dwie twarze, a za nimi miriady, to drobnizna ażurowa ecru.   To stare panny w ciemnej zieleni, niewydane, bo wydane – odleciały.   Dym za złote nausznice wywiało, czego czeremcha zdaje się   nie zauważać.
    • @iwonaroma To może najwłaściwsza pora na dywagacje filozoficzne, nie tylko poetyckie, więc  sobie na nie pozwolę, dotykając zapewne granic herezji, ale bez takiej woli...   Twoje słowa to formuła konstytutywna wieczności. Dotyczy życia, ale jest obojętna wobec Istnienia - cechy boskiej.   On JEST, czyli istnieje poza naszym rozumieniem czasu i przestrzeni, On generuje nasze istnienie w czasie i przestrzeni, to które potrafimy naukowo dostrzec i próbować mierzyć różnymi parametrami swoistymi.   Nasze przemijanie można nazwać z Jego perspektywy... "grzechem pierworodnym" (znajomo brzmi?) polegającym na oderwaniu naszego bytu od cech boskich i wygenerowaniu rzeczywistości względnej dla Niego, a dla nas bezwzględnej, zwanej entuzjastycznie "prawdziwą" bo... dla nas poznawalną. Stąd pochodzą parametry naszego życia - czas i przestrzeń - z aktu oddzielenia - nazwanego w Księgach symbolicznie  "Wygnaniem z Raju". Stąd też "grzech" i przyczyna naszego przemijania, które nie oznacza jednak - z Jego perspektywy - żadnej zmiany w naszym istnieniu, mimo, że dla nas jest perspektywą śmierci. . Ta koncepcja implikuje naszą (marną) pozycję rozumienia Boga: szukamy poza sobą, a powinniśmy szukać w sobie. Nie jesteśmy w stanie zrozumieć Istnienia, a jedynie (i aż) parametry "naszego istnienia", nazywanego życiem.  A dlaczego posługujemy się -oczywistym dla nauki - pojęciem czasu i nie potrafimy go wskazać inaczej niż jako funkcję? Dlaczego odbieramy prawomocność naszemu rozumieniu Boga, które także obserwujemy poprzez Jego manifestacje, poddające się również badaniu naukowemu?   Według mnie i bez świętokradztwa, jesteśmy tożsami z Nim nie tylko kodem źródłowym- Jego aktem, ale to ON jest naszym DOMEM. Brzmi "ewangelicznie"? Bo też "Ewangelia" mówi prawdę zarówno o życiu (naszym istnieniu) i o Istnieniu w Bogu, ale formułuje ją językiem człowieka, z jego perspektywy i jego pojęciami, posiłkując się obrazami.   Świętość życia zawiera się w jego (świętym) pochodzeniu oraz udziale w Istnieniu, a boskość wymyka się naszemu rozumieniu i powinna naturalnie rodzić WIARĘ. Misja ofiary IHS jest aktem zjednoczenia nas z Bogiem, za koniecznym dla nas aktem woli, opartym na WIERZE.   Bardzo modne ostatnio, śladem (bardzo chwiejnej nadal) teorii fizyki kwantowej jest formułowanie twierdzeń o "względności naszego funkcjonowania", jego "pozorności" i "umowności". Modne jest pisanie o "stanie powiązania kwantowego zjawisk, całej energii i każdej cząstki materii", a nie słyszę próby połączenia tych twierdzeń naukowych (f.k.) z teologią, co usiłuje (zbyt nieśmiało) formułować u nas jedynie ks. prof. Michał Heller, a dla mnie jest to oczywiste i wynika z przyrodzonego człowiekowi archetypicznej potrzeby szukania prawdy. Dlaczego nikt z teologów nie sięgnie do tej teorii, żeby napisać o "stanie powiązania człowieka z Bogiem"? Przecież to  wiele by nam wytłumaczyło w rozumieniu siebie i sensu naszego życia.   Dla jednych istnieją "prawdy naukowe", dla drugich "prawda o Bogu", a przecież cały czas jest JEDNA PRAWDA. Nazwałem ją Ten Który Jest, a to określenie funkcjonuje przecież w księgach od tysięcy lat! Nie dziwi mnie niestety niechęć dwóch korporacji (naukowej i teologiczno-kapłańskiej) do podania sobie ręki w tym wysiłku, bo jaki mają w tym (korporacyjny) interes? To takie ludzkie, niestety, Iwono, Violu, Wszystkie Poetyckie Dusze.    /dedykuję ateistom do przemyślenia i ku przestrodze/
    • @Marek.zak1 "Licentiae Accipientium" jest równie uprawniona jak "licentia poetica" :-)
    • Wielu wierszy nie rozumiem i w wielu nie widzę żadnego przesłania. To nie znaczy, że wiersz jest o niczym, tylko ja niczego nie widzę, nic do mnie nie trafia, więc zwyczajnie nie komentuję. Pozdrawiam. 
  • Najczęściej komentowane

×
×
  • Dodaj nową pozycję...