───
ROMEO I JULIA
ROMEO
On ma dar mowy!
Mów, aniele! Bo jesteś
Godny tej nocy nad głową gwieździstej,
Jako ów niebios posłaniec skrzydlaty:
Oczom śmiertelników objawiony nagle –
W zdumieniu głowy zwracają, by dojrzeć,
Jak wolno chmury płynące przemierza
I po przestworzach żegluje powietrza.
JULIA
O Romeo, Romeo! Czemuś ty Romeo?
Wyrzecz się ojca i odrzuć swe imię;
Albo, jeśli zechcesz, miłość mi przysięgnij,
A ja nie będę już Capulettą.
ROMEO (na stronie)
Czy mam słuchać dalej, czy odpowiedź dać jej?
JULIA
Mym wrogiem tylko twe imię, Romeo;
Sobą będziesz, nawet nie będąc Montecchim.
Bo cóż tu Montecchio? Nie ręka, ni stopa,
Ni ramię, ni twarz, ani żadna inna
Część ciała człowieka. O, weź inne imię!
Cóż imię znaczy? To, co zwiemy różą,
Pod każdą inną nazwą pachnie równie słodko;
Tak samo Romeo, w każdym innym dźwięku
Zachowa całą tę doskonałość,
Którą posiada bez tego tytułu.
O, zrzuć swe imię - Miast to, co nie jest
Żadną częścią ciebie, otrzymasz mnie całą.
ROMEO
Twemu słowu wierzę: więc zwij mnie miłością!
Na nowo chrzest przyjmę,
I nigdy odtąd nie będę Romeo.
JULIA
Kimże jesteś, że tak osłonięty nocą,
Tak niespodziewanie mnie tu odnalazłeś?
ROMEO
Żadnym imieniem nie umiem wyrazić,
Kim jestem: me imię jest mi nienawistne,
Bowiem ono jest dla ciebie wrogiem;
Gdybym je spisał, zniszczyłbym ten zapis.
JULIA
Me uszy nie wypiły jeszcze słów stu
Z twej mowy, a przecież na pamięć znam już
Czyżbyś ty nie był: Romeo, Montagiusz?
ROMEO
Ni jednym, ni drugim, o, piękny aniele,
Jeśli którekolwiek z nich nie jest ci miłe.
───
MAKBET
Mogłaby umrzeć później,
Czasowi zostawić słowo
Ostatnie: jutro, jutro, jutro...
Krokiem chwiejnym, z dniem każdym podążam
Ku zgłosce ostatniej mej doczesnej mowy;
Wszystkie me dni przeszłe – głupcom
Drogę wskazały, gdzie w proch się obrócą.
Giń, świeco wątła!
Życie to tylko bytu cień, nędzny grajek,
Co przez godzinę po scenie się błąka,
By potem rychło odejść w niepamięć,
Pełna wrzasku obłąkańca opowieść –
Nic nieznacząca.
───
HAMLET
Być albo nie być – kwestia najważniejsza:
Czy szlachetniejszym jest cierpliwie znosić
Strzały i pociski straszliwego losu,
Czy też za broń chwycić przeciw smutków morzu
I, stając w szranki, im kres położyć?
Umrzeć – śnić; Nic więcej:
Snem światu ogłosić, że kładziemy koniec
Serca rozterkom albo życia ciosom,
Które ciało nosi: oto jest spełnienie,
Jakiego winien żądać każden.
Umrzeć, spać; śnić nawet może... –
Lecz niepewność ciąży:
W tym śnie zatraty, jakie sny nadejdą,
Gdy zrzucimy z siebie powłokę śmiertelną?
Czasu na namysł nam trzeba – oto ów szacunek,
Co czyni z bytu długiego – niedolę:
Bo czemu cierpieć nam czasu bicze i obelgi,
Ciemiężcy razy, ludzi dumnych wzgardę,
Ból niespełnionej miłości, z praw kpinę,
Urzędów bezwstyd, zuchwałe szyderstwa,
Które cierpliwi od niegodnych znoszą,
Jeśli możemy wreszcie spokój znaleźć
W ostrzu sztyletu? Kto znosiłby trudy,
Znoił się i jęczał pod życia ciężarem,
Gdyby nie lęk przed tym, co ze śmiercią przyjdzie –
Niezbadanym krajem, z którego porządków
Żaden człek nie wraca? On nam mrozi zamysł,
Sprawia, że dorzeczniej nam znieść takie ciosy,
Niż zbiec ku tym, których wciąż nie znamy.
To ta niepewność nasze ręce pęta;
Tak nasz wrodzony intencji rumieniec
Pokrywa zgasły, w niepamięć myśli nalot,
A przedsięwzięcia wiekopomnej miary
Nurtu bieg zmieniają pod tym naporem
I gubią prawo do miana – czynów.
Historia edycji
───
ROMEO I JULIA
ROMEO
On ma dar mowy!
Mów, aniele! Bo jesteś
Godny tej nocy nad głową gwieździstej,
Jako ów niebios posłaniec skrzydlaty:
Oczom śmiertelników objawiony nagle –
W zdumieniu głowy zwracają, by dojrzeć,
Jak wolno chmury płynące przemierza
I po przestworzach żegluje powietrza.
JULIA
O Romeo, Romeo! Czemuś ty Romeo?
Wyrzecz się ojca i odrzuć swe imię;
Albo, jeśli zechcesz, miłość mi przysięgnij,
A ja nie będę już Capulettą.
ROMEO (na stronie)
Czy mam słuchać dalej, czy odpowiedź dać jej?
JULIA
Mym wrogiem tylko twe imię, Romeo;
Sobą będziesz, nawet nie będąc Montecchim.
Bo cóż tu Montecchio? Nie ręka, ni stopa,
Ni ramię, ni twarz, ani żadna inna
Część ciała człowieka. O, weź inne imię!
Cóż imię znaczy? To, co zwiemy różą,
Pod każdą inną nazwą pachnie równie słodko;
Tak samo Romeo, w każdym innym dźwięku
Zachowa całą tę doskonałość,
Którą posiada bez tego tytułu.
O, zrzuć swe imię - Miast to, co nie jest
Żadną częścią ciebie, otrzymasz mnie całą.
ROMEO
Twemu słowu wierzę: więc zwij mnie miłością!
Na nowo chrzest przyjmę,
I nigdy odtąd nie będę Romeo.
JULIA
Kimże jesteś, że tak osłonięty nocą,
Tak niespodziewanie mnie tu znalazłeś?
ROMEO
Żadnym imieniem nie umiem wyrazić,
Kim jestem: me imię jest mi nienawistne,
Bowiem ono jest dla ciebie wrogiem;
Gdybym je spisał, zniszczyłbym ten zapis.
JULIA
Me uszy nie wypiły jeszcze słów stu
Z twej mowy, a przecież jej dźwięki znam już na pamięć;
Czyżbyś ty nie był: Romeo, Montagiusz?
ROMEO
Ni jednym, ni drugim, o, piękny aniele,
Jeśli którekolwiek z nich nie jest ci miłe.
───
MAKBET
Mogłaby umrzeć później,
Czasowi zostawić słowo
Ostatnie: jutro, jutro, jutro...
Krokiem chwiejnym, z dniem każdym podążam
Ku zgłosce ostatniej mej doczesnej mowy;
Wszystkie me dni przeszłe – głupcom
Drogę wskazały, gdzie w proch się obrócą.
Giń, świeco wątła!
Życie to tylko bytu cień, nędzny grajek,
Co przez godzinę po scenie się błąka,
By potem w niepamięć rychło odejść;
Pełna wrzasku obłąkańca opowieść –
Nic nieznacząca.
───
HAMLET
Być albo nie być – kwestia najważniejsza:
Czy szlachetniejszym jest cierpliwie znosić
Strzały i pociski straszliwego losu,
Czy też za broń chwycić przeciw smutków morzu
I, stając w szranki, im kres położyć?
Umrzeć – śnić; Nic więcej:
Snem światu ogłosić, że kładziemy koniec
Serca rozterkom albo życia ciosom,
Które ciało nosi: oto jest spełnienie,
Jakiego winien żądać każden.
Umrzeć, spać; śnić nawet może... –
Lecz niepewność ciąży:
W tym śnie zatraty, jakie sny nadejdą,
Gdy zrzucimy z siebie powłokę śmiertelną?
Czasu na namysł nam trzeba – oto ów szacunek,
Co czyni z bytu długiego – niedolę:
Bo czemu cierpieć nam czasu bicze i obelgi,
Ciemiężcy razy, ludzi dumnych wzgardę,
Ból niespełnionej miłości, z praw kpinę,
Urzędów bezwstyd, zuchwałe szyderstwa,
Które cierpliwi od niegodnych znoszą,
Jeśli możemy wreszcie spokój znaleźć
W ostrzu sztyletu? Kto znosiłby trudy,
Znoił się i jęczał pod życia ciężarem,
Gdyby nie lęk przed tym, co ze śmiercią przyjdzie –
Niezbadanym krajem, z którego porządków
Żaden człek nie wraca? Ono mrozi zamysł,
Sprawia, że dorzeczniej nam znieść takie ciosy,
Niż zbiec ku tym, których wciąż nie znamy.
To ta niepewność nasze ręce pęta;
Tak nasz wrodzony intencji rumieniec
Pokrywa zgasły, szary myśli nalot,
A przedsięwzięcia wiekopomnej miary
Nurtu bieg zmieniają pod tym naporem
I gubią prawo do miana – czynów.
───
ROMEO I JULIA
ROMEO
On ma dar mowy!
Mów, aniele! Bo jesteś
Godny tej nocy nad głową gwieździstej,
Jako ów niebios posłaniec skrzydlaty:
Oczom śmiertelników objawiony nagle –
W zdumieniu głowy zwracają, by dojrzeć,
Jak wolno chmury płynące przemierza
I po przestworzach żegluje powietrza.
JULIA
O Romeo, Romeo! Czemuś ty Romeo?
Wyrzecz się ojca i odrzuć swe imię;
Albo, jeśli zechcesz, miłość mi przysięgnij,
A ja nie będę już Capulettą.
ROMEO (na stronie)
Czy mam słuchać dalej, czy odpowiedź dać jej?
JULIA
Mym wrogiem tylko twe imię, Romeo;
Sobą będziesz, nawet nie będąc Montecchim.
Bo cóż tu Montecchio? Nie ręka, ni stopa,
Ni ramię, ni twarz, ani żadna inna
Część ciała człowieka. O, weź inne imię!
Cóż imię znaczy? To, co zwiemy różą,
Pod każdą inną nazwą pachnie równie słodko;
Tak samo Romeo, w każdym innym dźwięku
Zachowa tę całą doskonałość,
Którą posiada bez tego tytułu.
O, zrzuć swe imię - Miast to, co nie jest
Żadną częścią ciebie, otrzymasz mnie całą.
ROMEO
Twemu słowu wierzę: więc zwij mnie miłością!
Na nowo chrzest przyjmę,
I nigdy odtąd nie będę Romeo.
JULIA
Kimże jesteś, że tak osłonięty nocą,
Tak niespodziewanie mnie tu znalazłeś?
ROMEO
Żadnym imieniem nie umiem wyrazić,
Kim jestem: me imię jest mi nienawistne,
Bowiem ono jest dla ciebie wrogiem;
Gdybym je spisał, zniszczyłbym ten zapis.
JULIA
Me uszy nie wypiły jeszcze słów stu
Z twej mowy, a przecież jej dźwięki znam już na pamięć;
Czyżbyś ty nie był: Romeo, Montagiusz?
ROMEO
Ni jednym, ni drugim, o, piękny aniele,
Jeśli którekolwiek z nich nie jest ci miłe.
───
MAKBET
Mogłaby umrzeć później,
Czasowi zostawić słowo
Ostatnie: jutro, jutro, jutro...
Krokiem chwiejnym, z dniem każdym podążam
Ku zgłosce ostatniej mej doczesnej mowy;
Wszystkie me dni przeszłe – głupcom
Drogę wskazały, gdzie w proch się obrócą.
Giń, świeco wątła!
Życie to tylko bytu cień, nędzny grajek,
Co przez godzinę po scenie się błąka,
By potem w niepamięć rychło odejść;
Pełna wrzasku obłąkańca opowieść –
Nic nieznacząca.
───
HAMLET
Być albo nie być – kwestia najważniejsza:
Czy szlachetniejszym jest cierpliwie znosić
Strzały i pociski straszliwego losu,
Czy też za broń chwycić przeciw smutków morzu
I, stając w szranki, im kres położyć?
Umrzeć – śnić; Nic więcej:
Snem światu ogłosić, że kładziemy koniec
Serca rozterkom albo życia ciosom,
Które ciało nosi: oto jest spełnienie,
Jakiego winien żądać każden.
Umrzeć, spać; śnić nawet może... –
Lecz niepewność ciąży:
W tym śnie zatraty, jakie sny nadejdą,
Gdy zrzucimy z siebie powłokę śmiertelną?
Czasu na namysł nam trzeba – oto ów szacunek,
Co czyni z bytu długiego – niedolę:
Bo czemu cierpieć nam czasu bicze i obelgi,
Ciemiężcy razy, ludzi dumnych wzgardę,
Ból niespełnionej miłości, z praw kpinę,
Urzędów bezwstyd, zuchwałe szyderstwa,
Które cierpliwi od niegodnych znoszą,
Jeśli możemy wreszcie spokój znaleźć
W ostrzu sztyletu? Kto znosiłby trudy,
Znoił się i jęczał pod życia ciężarem,
Gdyby nie lęk przed tym, co ze śmiercią przyjdzie –
Niezbadanym krajem, z którego porządków
Żaden człek nie wraca? Ono mrozi zamysł,
Sprawia, że dorzeczniej nam znieść takie ciosy,
Niż zbiec ku tym, których wciąż nie znamy.
To ta niepewność nasze ręce pęta;
Tak nasz wrodzony intencji rumieniec
Pokrywa zgasły, szary myśli nalot,
A przedsięwzięcia wiekopomnej miary
Nurtu bieg zmieniają pod tym naporem
I gubią prawo do miana – czynów.
Być albo nie być – kwestia najważniejsza:
Czy szlachetniejszym jest cierpliwie znosić
Strzały i pociski straszliwego losu,
Czy też za broń chwycić przeciw smutków morzu
I, stając w szranki, im kres położyć? Umrzeć – śnić;
Nic więcej: snem światu ogłosić, że kładziemy koniec
Serca rozterkom albo życia ciosom,
Które ciało niesie: oto jest spełnienie,
Którego wszech winien żądać.
Umrzeć – spać; Śnić nawet może... –
Lecz niepewność drąży:
W tym śnie zatraty, jakie sny nadejdą,
Gdy zrzucimy z siebie powłokę śmiertelną?
Czasu na namysł nam trzeba – oto ów szacunek,
Co czyni z bytu długiego – nieszczęście:
Bo czemu cierpieć nam czasu bicze i obelgi,
Ciemiężcy razy, ludzi dumnych wzgardę,
Ból niespełnionej miłości, z praw kpinę,
Urzędów bezwstydne, zuchwałe szyderstwa,
Które cierpliwi od niegodnych znoszą,
Jeślibyśmy wreszcie spokój mogli znaleźć
W ostrzu sztyletu? Kto znosiłby trudy,
Znoił się i pocił pod życia ciężarem,
Gdyby nie lęk przed tym, co ze śmiercią przyjdzie –
Niezbadanym krajem, z którego porządków
Żaden człek nie wraca – ono mrozi zamysł,
Sprawia, że dorzeczniej nam znieść takie ciosy,
Niż zbiec ku innym, których wciąż nie znamy?
To ta świadomość nas czyni tchórzami,
To tak radosny rumieniec zamiarów
Skrywa chorobliwy, blady nalot myśli,
A przedsięwzięcia wiekopomnej miary
Zmieniają nurtu bieg pod tym naporem
I zrzekają się prawa do miana - działania.
Km
Być albo nie być - w tym kwestia istotna:
Czy szlachetniejszą ideą jest cierpliwie znosić
Strzały i pociski straszliwego losu,
Czy też za broń chwycić przeciw smutków morzu,
I, stając w szranki, im kres położyć? Umrzeć – śnić; Nic więcej:
Snem swym światu ogłosić, że kładziemy koniec
Serca rozterkom albo życia ciosom,
Które dziedziczy ciało: oto jest spełnienie,
Którego wszech winien żądać. Umrzeć – spać;
Śnić nawet może...–
Lecz drąży niepewność:
W tym śnie zatraty, sny jakie nadejdą,
Gdy zrzucimy z siebie powłokę śmiertelną?
Muszą nam dać czas na namysł – to szacunek,
Co czyni z bytu długiego - nieszczęście:
Bo czemu cierpieć nam czasu bicze i obelgi,
Ciemiężcy razy, ludzi dumnych wzgardę,
Ból niespełnionej miłości, z praw kpinę,
Urzędów bezwstydne, zuchwałe szyderstwa,
Które cierpliwi od niegodnych znoszą,
Jeślibyśmy wreszcie spokój mogli znaleźć
W ostrzu sztyletu? Kto znosiłby trudy,
Znoił się i pocił pod życia ciężarem,
Gdyby nie lęk przed tym, co ze śmiercią przyjdzie -
Nieznanym krajem, z którego porządków
Żaden człek nie wraca - to spina zamysł,
I sprawia, że nam dorzeczniej znosić takie ciosy,
Niż zbiec ku innym, których wciąż nie znamy?
To ta świadomość nas czyni tchórzami,
To tak radosny rumieniec zamiarów
Skrywa chorobliwy, blady nalot myśli,
A przedsięwzięcia wagi wiekopomnej
Zmieniają koryto pod tym naporem
I zrzekają się prawa do miana -
Działania.
-
Ostatnio w Warsztacie
-
MIROSŁAW C. 4 863
2
-
-
Najczęściej komentowane w ostatnich 7 dniach
-
- 60 odpowiedzi
- 1 557 wyświetleń
-
- 47 odpowiedzi
- 910 wyświetleń
-
- 37 odpowiedzi
- 514 wyświetleń
-
- 34 odpowiedzi
- 723 wyświetleń
-
- 27 odpowiedzi
- 565 wyświetleń
-