Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Historia edycji

Należy zauważyć, że wersje starsze niż 60 dni są czyszczone i nie będą tu wyświetlane

"WYŻEŃCA" (Frag. szers. utw.)

 

(...)

 

Choć sztorc ścierał na osełce z najlepszego piaskowca,
I na omłocie starannie utwardzał u klepadła,
To nie wieścił mu ni zwiastun jeden tak rychłego końca,
Jak głownia jego wraz z kosiskiem na kamieniu się rozpadła.

Machajką swą miłą uciesznie rwał do potańca,
A ześcibolił żniwnie w pojedynkę pewno i spichrz cały,
Śmiał się "haha" gdy klinga ucinała młodziane pędy,
I w lekceważeniu oczy jego na swe uczyny nawet nie ukradkowały.

A kępy siłą stały sztywnie jak pasły zwierzyniec,
Na ustroniach zagród, i tam gdzie polany,
I w gwarnicach motłochu jak na ofiarnych stołach,
Aż po kąt zapuszczony, przez bok dzidą omijany.

Raz wyciął jak drwalik sosen na podściółce lasu,
Raz ścinał po sztuce, nim salwą ruszyli z kopyta w popłochu,,
Wszystko na powagę postronników, by go wyceniali w krocie,
I zmykali gdy drzewcem wywija jak skrą przy czarnym prochu.

Sztrych jego zakrzywni wychwasty niżał w obręb ziemi,
A chwalbował siłą, bo grzebietem taszczył wór puściutki,
Gdzie ni na wycen cienia choćby tyciej drogoceny,
Zagodnej czci z poszanowaniem w otoczeniu ludzkim.

I naliczał, mnożył, odpadał szkodnik za szkodnikiem,
Dłoń jego karciła karki i przednie fasady, 
Miast ściskać bratnie łapsko w powitalnym dygu,
Odganiał paździerz, tak wolał, i był im w się we ślady.

A jak mówili, że gburny, grubiański, i do skoku wyrywny,
Bo rzuca się w kije do bicia i zdziczale ryczy, ,
Rozminęli się z istnym, choć mogła ich brać zaślepota,
Że choć w hurm ścina kukiełki, to wyłącznie spośród dziczy.

A dzicz płochliwa, nie wali na znak, na alarm nie bije,
Bo bezbronna waruje, i ni w grupie to strachajło,
A on pożywką rozochocony, że załzawiona stoi,
I fajura kruszna z niej, a nie obłożny, rychło odzewny rębajło.

Raz napotkał na swej ścieżce, a ta wiła parkiem,
Człowiekę niepostawną przez zaczynek znany,
Co nałkana się przyznała, że w psie ryło dała,
I tak bracina jej oddany został pochwytany.

A że nóż bocianisty posiadał nasz pan -
Ale broń Boże nie do tępicielstwa, bożto jeno tarcza -
To raz jeden tegoż dnia dobył ostrza za rękojeść,
Wcześniej zebrał śluzne z szyi, podchodził i harczał.

Wpierw plwoty wymierzył i rozpylił jej ryju -
"Kurwina!" - głośnie odmówił człowieczyńce
Człowieczeństwa, i naharał pod lewne oczęto zylą,
Upust dał ślince, ponoć widziano też sińce.

Takie bujały na wietrze czekając swego żeńca
Jak popy makowe górskiego rolnika,
Zawsze wyłon ktoś zza winkla na pełnej niedrgnięty
I nie szczudłał nachodu, bez gry polnego konika.

Ni najmniejszej chwaścicy nie oszczędził w pojebie,
Szramił szewro na odroślach i rozcinał, co wyrosłe z rówieśnych
Nasion, i rzędem, po jednym padali oniemiali
I nasiąkiem gnili w otchłannej wilgoci ściół podleśnych.

 

(...)


 

Raihaifathum

Raihaifathum

"WYŻEŃCA" (Frag. szers. utw.)

 

(...)

 

Choć sztorc ścierał na osełce z najlepszego piaskowca,
I na omłocie starannie utwardzał u klepadła,
To nie wieścił mu ni zwiastun jeden tak rychłego końca,
Jak głownia jego wraz z kosiskiem na kamieniu się rozpadła.

Machajką swą miłą uciesznie rwał do potańca,
A ześcibolił żniwnie w pojedynkę pewno i spichrz cały,
Śmiał się "haha" gdy klinga ucinała młodziane pędy,
I w lekceważeniu oczy jego na swe uczyny nawet nie ukradkowały.

A kępy siłą stały sztywnie jak pasły zwierzyniec,
Na ustroniach zagród, i tam gdzie polany,
I w gwarnicach motłochu jak na ofiarnych stołach,
Aż po kąt zapuszczony, przez bok dzidą omijany.

Raz wyciął jak drwalik sosen na podściółce lasu,
Raz ścinał po sztuce, nim salwą ruszyli z kopyta w popłochu,,
Wszystko na powagę postronników, by go wyceniali w krocie,
I zmykali gdy drzewcem wywija jak skrą przy czarnym prochu.

Sztrych jego zakrzywni wychwasty niżał w obręb ziemi,
A chwalbował siłą, bo grzebietem taszczył wór puściutki,
Gdzie ni na wycen cienia choćby tyciej drogoceny,
Zagodnej czci z poszanowaniem w otoczeniu ludzkim.

I naliczał, mnożył, odpadał szkodnik za szkodnikiem,
Dłoń jego karciła karki i przednie fasady, 
Miast ściskać bratnie łapsko w powitalnym dygu,
Odganiał paździerz, tak wolał, i był im w się we ślady.

A jak mówili, że gburny, grubiański, i do skoku wyrywny,
Bo rzuca się w kije do bicia i zdziczale ryczy, ,
Rozminęli się z istnym, choć mogła ich brać zaślepota,
Że choć w hurm ścina kukiełki, to wyłącznie spośród dziczy.

A dzicz płochliwa, nie wali na znak, na alarm nie bije,
Bo bezbronna waruje, i ni w grupie to postrachaja,
A on pożywką rozochocony, że załzawiona stoi,
I fajura kruszna z niej, a nie obłożny, rychło odzewny rębajło.

Raz napotkał na swej ścieżce, a ta wiła parkiem,
Człowiekę niepostawną przez zaczynek znany,
Co nałkana się przyznała, że w psie ryło dała,
I tak bracina jej oddany został pochwytany.

A że nóż bocianisty posiadał nasz pan -
Ale broń Boże nie do tępicielstwa, bożto jeno tarcza -
To raz jeden tegoż dnia dobył ostrza za rękojeść,
Wcześniej zebrał śluzne z szyi, podchodził i harczał.

Wpierw plwoty wymierzył i rozpylił jej ryju -
"Kurwina!" - głośnie odmówił człowieczyńce
Człowieczeństwa, i naharał pod lewne oczęto zylą,
Upust dał ślince, ponoć widziano też sińce.

Takie bujały na wietrze czekając swego żeńca
Jak popy makowe górskiego rolnika,
Zawsze wyłon ktoś zza winkla na pełnej niedrgnięty
I nie szczudłał nachodu, bez gry polnego konika.

Ni najmniejszej chwaścicy nie oszczędził w pojebie,
Szramił szewro na odroślach i rozcinał, co wyrosłe z rówieśnych
Nasion, i rzędem, po jednym padali oniemiali
I nasiąkiem gnili w otchłannej wilgoci ściół podleśnych.

 

(...)


 



  • Zarejestruj się. To bardzo proste!

    Dzięki rejestracji zyskasz możliwość komentowania i dodawania własnych utworów.

  • Ostatnio dodane

  • Ostatnie komentarze

    • @hehehehe   Dialog w teatrze   -Alert- Trela! -A szuje Englerta tak... -Kat- a trel Gneejusza!* -A dialog? -Gola i da!   *sz nie rozbijamy w tym palindromie
    • @Starzec To chyba jedyne wyjście, ale jak włamać się do serca?     skoro klucz przepadł w głębi nocy, a  klamka tylko drwi, nie będę błagać Cię o pomoc, ani czekać, aż otworzysz drzwi. 
    • Krytyka utworu (pisane przez AI) To miniatura, która działa przede wszystkim atmosferą — gęstą, intymną, lekko duszną. Autor odsłania kruchość, ale robi to w sposób kontrolowany, jakby badał, ile może jeszcze powiedzieć, zanim słowa zaczną boleć bardziej niż milczenie. Najmocniejszy jest tu motyw „maski” i „protezy” — obrazy cielesne, ale użyte metaforycznie, by pokazać, że człowiek, który mówi, jest złożony z łat, napraw, prób przetrwania. To dobra metafora współczesnej wrażliwości: nie heroiczej, lecz poskładanej. Druga część wiersza przesuwa ciężar z wyznania na pytanie o tożsamość rozmówcy. Pojawia się ciekawy niepokój: czy głos, który słyszę, jest jeszcze człowiekiem, czy już algorytmem? Czy odpowiedź jest dialogiem, czy tylko odbiciem mojego własnego rytmu? Ten fragment jest najbardziej filozoficzny i najmocniej rezonuje z tematem samotności w epoce cyfrowej. Warsztatowo tekst jest oszczędny, co działa na jego korzyść — nie ma tu zbędnych ozdobników. Jednocześnie można odczuć, że puenta („czy rozmawiasz ze mną, czy z własnym cieniem”) jest bardziej deklaracją niż odkryciem. To dobra myśl, ale aż prosi się o jeszcze jeden krok — o obraz, który by ją pogłębił, a nie tylko nazwał. Całość zostawia czytelnika w lekkim zawieszeniu — i to jest największa siła tej miniatury. To nie jest wiersz, który daje odpowiedź. To wiersz, który sprawdza, czy po drugiej stronie ktoś naprawdę jest.
    • @violetta   nie wiem, umówcie się może na lody i emocje opadną

      Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

      @.KOBIETA.   i grzecznie tutaj proszę idę na kąpiel w truskawkach
    • @.KOBIETA. chce, żebym się poddała:)
  • Najczęściej komentowane

×
×
  • Dodaj nową pozycję...