Pociąg rozkłada światła na peronie. Podróżnym śpieszno.
Cel mniej ważny niż przestrzeń dla duszy. Ckliwy konduktor
w weselnym uniformie – słyszysz awanturę i myślisz,
zostać czy też wysiąść.
Spóźniamy się z uczuciami, czas krąży po okręgu,
mrucząc jak bąk złowrogo, nie czym innym, lecz czasem.
Bóg ponad nim i ponad przestrzenią – zawsze pewny
swego. Krzyżuje drogi głupców, czasem nudnych karze.
Wybory nieoczywiste – Mojżesz dryfujący w koszyku po Nilu,
Dawid, św. Paweł,
trzech morderców.
Oto kpiarz, żartowniś.
Trzeba być zimnym – jak drań.
Albo gorącym – jak sam diabeł.
Starzejąc się z czasem mamy czas na refleksje.
Mylimy się chronicznie,
późniąc albo spiesząc. Trwałość pamięci wygina zegary.
Nie pozwala zapomnieć.