Oda do wolności VIII

Ten wiersz jest autorstwa Słowacki Juliusz.

Widziałem, jak młodzieniec w samej wieku sile,

Strawiony własnym ogniem - przeklął ogień duszy.

Wołał: - "Czemuż Bóg więzów moich nie rozkruszy?..."

Lecz wszędy cichość grobowa;

A więc sam odpowiadał: - "Jestem panem życia!"

Okropne rozpaczy słowa!

Z umysłowych władz rozbicia

Została ta myśl straszliwa.

I bladość śmierci lice wyniosłe okrywa.

Ta jedna myśl tysiączne urodziła myśli;

Straszna cierpienia potęga,

Umysł je rozwija - kryśli,

Z niedowiarstwa marą sprzęga...

O niedowiarstwo! Ty piekieł pochodnią

Niszczysz mgłę marzeń i blask urojenia złoty.

Gdzież cnota?... nie ma cnoty!...

I zbrodnia nie jest zbrodnią.

Na niepewnéj ważysz szali

Wzniosłe uczucia w człowieku...

Już wszyscy tak myśleli - i wszyscy wołali,

Jest to chorobą czasu! - jest to duchem wieku!

Ta ciemność była tylko przepowiednią słońca.

Wolności widzim anioła,

Wolności powstał obrońca.

Podnieście wybladłe czoła!

Daléj do steru okrętu!

Daléj! na morskie głębinie!

Rzućmy się w odmęt - z odmętu

Może niejeden wypłynie!

Podobni do nurków tłumu,

Co do morskiej toną fali,

Wśród wirów kręceni szumu,

Już ich fala w głąb porywa;

Ale niejeden wypływa,

Bliski brzegu lub daleki,

Ten niesie gałąź korali,

Ów w Amfitryt trąbę dzwoni.

Lecz niejeden zniknie w toni,

W morzu zostanie na wieki.