Stare Miasto

Ten wiersz jest autorstwa Jan Lechoń.

Kiedyś nocą milczącą i ciszą, ze drżeniem
Bo coś się zaczaiło pod każdym kamieniem
I cicho szło coś za mną drobniutko przy murze
I księżyc się raz po raz ukrywał we chmurze
Szedłem na Stare Miasto przez długie ulice
Domy na nich milczące, śpiące kamienice.
Latarnie tylko świecą srebrnymi rzędami
Spóźniony ktoś przebiegnie i cichy bruk dudni
Jak gdyby ciężki kamień wpadł nagle do studni.
To tylko ja! Me myśli. Ktoś trzeci za nami
I bije w moje serce i serce już drżące.
To te sklepy milczące, kamienice śpiące
Nagle się u wylotu ulica rozszerza
I powiał zimną Wisłą wiatr od prawej strony
Więceśmy przystanęli, a księżyc zmęczony
Rzucił snop srebrnych świateł koronie rycerza
I wydłużył kolumnę w obelisk ze spiżu,
Ze wydał jak kolumna Vendome się w Paryżu
Nikomu nie zagraża - ni krzyżem ni spiżem
Śpi tylko. I jest cisza nad małym Paryżem
I cisza jest nad Zamkiem, co się w cieniu wstydzi
I cisza jest nad placem, co płacz zdusił w krtani
I stoją tak jak ludzie w swą przeszłość wsłuchani
Jak bardzo stary człowiek, co nic już nie widzi
A tam dalej ulice ciasne, brudne, wąskie
I zimno idzie od nich, błoto na nich grząskie.
I jakiś cień się ślizga od drzwiczek do drzwiczek,
Co duszą w sobie sienie z sklepieniem sprzęgnięte.
Cicho sobie gadają jakieś rzeczy święte
Od ludzi zasłyszane z łych dziwnych uliczek,
Do których tylko czasem coś z świata się wedrze.
Gazowa śpi latarnia przy śpiącej katedrze
I domy jak historii stalaktyt, przez który
Przeciekły łzy i rzeki, pieniące się życiem.
Kościoły, w które wilgoć już wkrada się gniciem
Już wszystko powiedziały! Nie rzekną raz wtóry
Więc wiem, że będzie cisza, gdy wszystko to zemrze
Więc słucham, jak się rodzi od Wisły i szemrze
Podchodzi bliżej, bliżej i płomień gazowy
W latarni z lekka trąca i wieje po twarzy
Potem znów chwilę milczy, jak gdyby coś waży
I nagle dziwną myślą się skrada do głowy
Już wiem! Już wiem! Już słyszę! To ulica gada!
Jakby żwir przesypuje w klepsydrze. Deszcz pada!
Zadrżała Świętojańska. Drobniutki piach sączy
Brzozowa odpowiada i w akord się łączy
O bruk leciutko bije, powoli oddycha
Lecz coraz prędzej, prędzej ni chwili nie ścicha
I Rynek wpadł w melodię przeciągłym westchnieniem
Usłyszała go Celna, coś mówi ze drżeniem
Coś mówią wszystkie do mnie, to wyżej - to niżej!
Do drzwi, do ulic, domów, do siebie, do krzyży
Od ścian się tynk odrywa i sypie się, kruszy
I wdziera mi się siłą do serca przez uszy
I w myśl mi dziwną rośnie i w przestrach szaleńczy
W gwar jakiś, zgiełk i lament i krzyk potępieńczy
W myśl złą, upartą, straszną, co mąci mi duszę
- ...Co teraz powie Zamek? ...Usłyszeć go muszę!!