Ballada o Lordzie Byronie

Ten wiersz jest autorstwa Jan Lechoń.

Nadchodzi noc bezrozumna, w której się nawet nic nie śni.
Wkoło nas same są cienie, lampy mdły płomień już kona.
Usta niegodne całować i usta niegodne pieśni!
Zapomnieliśmy zbyt rychło bladego lorda Byrona!

Już gwiazdy nocy pogasły, dzień się z niej jakiś wytaszcza
I koń już bije na bruku podkową mocno podkutą.
O dzieci! Czyż te ciemności to nie jest cień jego płaszcza?
On tego konia popędza swoją angielską szpicrutą.

O! nie jedź tędy! Fontanny zatrute wszystkie w twych zamkach,
Koniom wydarto wnętrzności a klawikordom klawisze!
W twoich komnatach są ludzie, co się wieszali na klamkach,
Ach! myśmy liście jesienne, którymi wicher kołysze.

Tylko w nas pamięć została jakichś umarłych niebiosów,
Gdzie chrzęści wata obłoków i pieśni płyną kastratów,
Szelestu sukni niemodnej i pukla jedwabnych włosów,
Które czesałaś przy lampie, owiana muzyką światów.

Zmurszałe świętych posągi schodzą z katedry wieżycy,
Głaszczą po pyskach chimery i patrzą w dół zamyśleni.
Skąd dzikie wycie Murzynów bucha gardzielą ulicy

I miasto w niebo wystrzela słońcem ze sztucznych promieni.
Wstąpmy do sklepu po suknie, po jakieś dobre uczynki,
A później, ciepłym wieczorem, pełnym Maneta koloru,
Idźmy posłuchać, jak czarny Hamlet, pobladły od szminki,
Woła stu nagim tancerkom: "Ofelio! Idź do klasztoru!".

W kącie kaplicy więziennej, gdzie dyszy nędza i zbrodnia,
Przyklęknął święty Franciszek, i pierś mu łkanie rozdziera.
Patrz! Rzeka płynie! Wyrzuca trup nieznanego przechodnia,
Który nikogo nie kochał, ani nie czytał "Werthera".

Na chwałę świętej Teresy przed damą śpiewa ktoś pean.
To najmodniejszy poeta, co róż jej szczyci się listkiem.
Chodź. Z młodym pięknym lotnikiem, który przeleciał Ocean,
Pójdziemy opium zapalić i zapomnimy o wszystkiem.

Już klony żółkną i buki stoją w czerwonym pożarze,
Na wody stawów zeschniętych liści osypał się wieniec.
W taką to noc, jak ta właśnie, kiedyś w ogrodzie w Weimarze

Człowiek, co wszystko zrozumiał, zatęsknił niby młodzieniec.
Pod burz chmurami, na fali mórz wichurami pędzonej,
Czeka cię czarny twój okręt, któremu dość już przystani.
Do Grecji płyńmy! Do Fedry i do Kasandry szalonej,
Przez morze, bite rózgami, i w głosy syren wsłuchani.

Ten grzmot kamieni - to Syzyf! Ten ryk - to Hekuba szczeka.
"To tu jest Grecja! - wołają. - Ten stadion gdzie tłumy biega.
A tam jest Muza Tragiczna". Krzyczą: "Tam nic cię nie czeka!".
Wiec płyńmy! Nic mnie nie straszy. Bo człowiek powstał z niczego.