Zaloguj się, aby obserwować  
Obserwujący 0
Marcin_Krzysica

Poetycka katastrofa

1 post w tym temacie

Napisano (edytowany)

Wyszło wreszcie doń słoneczko 
i promykiem skroń pierwszego  
delikatnie pieści
w głowie przez to sporo
kiełkuje mu wierszy 

 

Do drugiego doszło słońce 
choć długaśno leżał w szafie 
Dłonią sprawdza co gorące
już wychodzi nagle staje

 

Bo przewrócił ten taboret
na którym stał pierwszy 
i już nie napisze 
tych cudownych wierszy 

 

Drugi patrzy w lustro 
patrzy i nie wierzy 
bo do niego zombie 
w odbiciu się szczerzy

 

Tak się kończy strofa 
także cały wierszyk 
ludzie wciąż wzdychają 
Co za katastrofa 

 

W puencie nie brak jest finezji 

nie jest także durna 

lepsza czasem dla poezji 

pogoda pochmurna

 

Edytowano przez Marcin_Krzysica
1 osoba lubi to

Udostępnij ten post


Link to postu

Chcesz dodać odpowiedź ? Zaloguj się lub zarejestruj nowe konto.

Tylko zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony

Utwórz konto

Zarejestruj nowe konto, to bardzo łatwy proces!


Zarejestruj nowe konto

Zaloguj się

Posiadasz własne konto? Użyj go!


Zaloguj się
Zaloguj się, aby obserwować  
Obserwujący 0

  • Kto przegląda

    Brak zalogowanych użytkowników przeglądających tę stronę.

  • Podobna zawartość

    • Przez Marcin_Krzysica
      Każda babka i kobita 
      Greya w kółko sobie czyta
      bo w niej budzi pożądanie 
      Czym to dla mnie ? To wyzwanie !! 
       
      Wszędzie świeczki więc zapalam 
      Dla kobiety trza się starać
      Na to wchodzi moja żona
      lekko tylko jest zdziwiona 
      i choć fajna z niej jest foczka 
      wnet opaskę ma na oczkach 

      -Dziś rozpalę zmysły twoje
      -Ależ mężu ja się boję
      -będziesz dziś krzyczała jeszcze
      i prowadzę ślepe dziewczę
      Lekko zwinnie stół omijam 
      moja żona... się obija
      omal się nie przewróciła 
      udo mocno sobie zbiła

      Prędko mijam trzy przeszkody 
      teraz będzie sama słodycz 
      Pocałunki rozbieranie 
      Wnet w bieliźnie żona stanie 
      już ją sadzam na krzesełku 
      no i słyszę "ty diabełku!" 
      Szybko nóżki przywiązałem 
      w rękę piórko już złapałem 

      Skórkę żony pieszczę piórkiem 
      mówię do niej troszkę sprośnie 
      -będziesz z Greya mieć powtórkę 
      (Na jej udzie siniak rośnie)

      Nagle piórko przez pomyłkę 
      lecz na pewno krótką chwilkę
      Smaga jej kochany nos
      W nosie drażni jakiś włos 
      Jak nie kichnie żona moja 
      Tak że aż się z krzesła zwali
      Huk potworny...
       
      nasi chłopcy przez to wstali 
      Nóżki jej się wykręciły
      prysł gdzieś humor taki miły
      Na jej głowie rośnie guz
      Lód przyłożyć to jest mus 
      Szybko też ją rozplątałem 
      Lód ..piżamy także dałem 

      Żona nie przestaje kichać 
      Kawalerii tupot słychać
      Chłopcy wchodzą nam do łóżka 
      Żona szepcze mi do uszka 
      "Dziś wspaniały mężu byłeś
      Z Greya mnie już wyleczyłeś ...."
       
      ---------------------------------
      Teraz żona ma kochana 
      Czyta tylko Don Juana 
    • Przez Enchant
      Wczoraj wieczorem, gdy było ciemno,
      Pewien młodzian zastukał w okienko;
      - Chodź ze mną - tam zostawiłem smoka
      - Będziemy razem bujać w obłokach -
      Wyjrzałam.Ten Gad, w akcie mądrości (?)
      Dodał parking do licznych swych włości
       
      - A niech tam! - Machnęłam wreszcie ręką,
      Po czym cicho otwieram okienko;
      Po rynnie zjadę - postanowiłam;
      Idea ta wydała się miła;
      Gorzej już było z wcieleniem jej w życie;
      Rynna raczej krucha była... I wiecie
       
      - To sytuacja niespodziewana! -
      I całkowicie się załamała;
      Mój luby, miast szykować ramiona,
      Leżąc na ziemi, ze śmiechu konał!
      - Gdzie smok? - już z dołu wściekła spytałam.
      - No, już, nie denerwuj się tak, mała. -
       
      Nasz smok pewnie wyruszył na łowy,
      By strącić paru owieczkom głowy;
      - No dobra, super, lecz ja niestety,
      Czasu nie mam tak dużo, jak TY.
      Jest po północy, a jutro szkoła,
      I pożegnania nadeszła pora.
       
      Nagle drzwi klatki stanęły otworem,
      A w nich stanął mój sąsiad Wieczorek;
      - Jesteś w piżamie, chodź do środka!
      Tutaj coś złego jeszcze Cię spotka -
      - Świetnie. Gdzie książę? I co ze smokiem? -
      Na co on zadrwił z uśmiechem szerokim:
       
      - Jak wytrzeźwiejesz, to pogadamy
      A teraz migiem wracaj do mamy -
      I zaprowadził. Po półgodzinie
      Śniłam już mocno sen o lawinie;
      I wczesnym rankiem, dnia następnego,
      Nie mogłam wprost wyjść z szoku ciężkiego;
       
      Gdyż w jednej z gazet zauważyłam:
      "Pożar w lesie zbiera krwawe żniwa,"
      Dużo zwierząt zginęło - pisali.
      - Podejrzewaliśmy kanibalizm... -
       
      Nienasycony żołądek smoka,
      Lecz za to jaka czysta robota!
  • Ostatnio komentowane

  • Wiersze znanych