Zaloguj się, aby obserwować  
Obserwujący 0
Jerzy_Edmund_Sobczak

Śladem komety

0 postów w tym temacie

Fasety diamentu dotknięte pratchnieniem kosmicznego źródła, objawiającego się pozornie nieuporządkowanym szumem mikrofal oraz ponad dziesięcioma przykazaniami. W zależności od religii dzielących prawdę. Odbicia odbić. Sny we śnie.

Ognisko strzelało wysokimi płomieniami, dołączając pojedyncze iskry do tych już osiadłych na firmamencie. Ogromną część ciemnogranatowego nieba zajmowała świetlista kometa.

Tak jak przypuszczałem, wywróżyła klęskę naszym wrogom.
Nie mam imienia.


Uprzątnięto z grubsza pobojowisko. Dzieci Wysypiska dobrze znały się na utylizacji. Swoich poległych pochowają jednak godnie, w oznaczonych miejscach. Siedzieli wokół ognia. Ośmieleni i zwycięzcy. Krwawy triumf. Słodka Jennifer. Blizna od oka do kącika ust oszpeciła ją, niewątpliwie już na zawsze, co w jej zawodzie było nie bez znaczenia. W tej jednak chwili stanowiła bezsprzeczną piękność. Jej oczy miotały zuchwałe błyski, stając się troskliwymi kiedy spoglądała na posłanie, w którym spoczywałem bez sił.

Znajda bez pamięci, hobo wszechświatowych autostrad i tylko jednego mostu prowadzącego na Zaczarowaną Wyspę. Przewodnik i niekoronowany król. Czy mogę być z siebie dumny? Stworzyłem rodzinę, a może ona mnie? Mały naród, broniący swojej niepodległości. Żebracy, złodzieje, dziwki, nieprzystosowani poeci. Piana na rakowatej tkance Miasta. Czerpali ze studni ukrywającej swoją zawartość nawet przede mną, ich naczyniem.

Metropolia Świateł nie rozróżniała pomiędzy tymi, którzy nie chcą lub nie potrafią poddać się jego trybom od produkowanych przez nią śmieci, które lądowały ostatecznie na wysypisku. Szczury dzieliły się na te unurzane w błocie magii, w wyścigu po labiryncie i te wolne od sukien z Prady i garniturów od Armaniego. Jako jego odchody jurystycznie podlegaliśmy Miastu. Ostateczną utylizacją zajmował się pasożyt-symbiont na jego własnej tkance. Gang dzielnicy zewnętrznej. Zmotoryzowana banda Czarnego Mordechaja. Dzieci wysypiska były łatwym celem, choć same łupów nie dostarczały. Nękane i zabijane dla samej tylko przyjemności mordowania oraz inicjacji nowoprzyjętych członków gangu.

Noc komety odmieniła wszystko. Promień przybyły z otchłani Oorta rozszczepił się na pryzmacie zeszklonych serc, niosąc ze sobą przeszłość gwiazd.

Średniowieczna broń stworzona za moim pośrednictwem. Wzory czerpane z bezpamięci.
Przez warkocz Gwenefer i Komety.
Zmyślne pułapki, wilcze doły, kusze, balisty i arbalety zmontowane z porzuconego złomu przeciwko zmotoryzowanym jeźdźcom, wyposażonym w szybkostrzelne automaty. I nie ma we mnie żalu, że przypłaciłem to życiem. Już za chwilę odejdę w stronę tego cudownego światła na nieboskłonie. Od ogniska zadźwięczały bluesowym akordem struny gitary.
Z lekka zachrypnięty głos Jennifer zaintonował pieśń, której dotąd nie słyszałem.

A gdy gwiazdy zapukają do twych okien,
blask komety odmaluje srebrem gładź,
wejdź w zwierciadło, chociaż może zbyt pochopnie,
tam za drzwiami jednak całkiem inny świat.

Bo tu! Tylko troski i ból.
A tu! Ciężar Ojca i gwałt.

Leżę krzyżem, na wznak i odsłaniam srom.
Przekręcę się, Ojcze, wyrwę gwoździe, już czas.
Ale wtedy - kiss my ass!

Bo tu! Muzyka jednak gra!
Gdy świat jest snem, a sen jest grą.

Ten za drzwiami, nie może być jeszcze gorszy,
chociaż smoki są na niebie tu i tam.
A ja! Jednak chcę ujeździć jednorożca
i brylować pośród Camelotu dam.

Bo tu...!? Lęk, niepewność doskonała.
Na skraju życia...


Wstając, obejrzałem się przez ramię. Moje ciało wyglądało żałośnie, kiedy oddech przestał poruszać już zapadłą piersią. Podszedłem do dwóch słupów imitujących bramę. Na przybitej u szczytów desce, koślawymi literami, wyryte były słowa Avalon. Pamiętam dzień, kiedy je wyrzynałem. Pchnąłem odrzwia, które pojawiły się w blasku komety...

*
Od posadzki przejmowało chłodem. Skończyło się nocne leżenie krzyżem przed koronacją.
Dziwny sen. Podniosłem się, zesztywniałą dłonią ujmując Excalibura. Drogę zastąpiła mi postać w płaszczu zamiatającym ziemię. Spod kaptura wysuwały się srebrne włosy.
- A więc wróciłeś, Arturze Pendragonie?
- A więc to nie był sen, Merlinie? - Odpowiedziałem drwiąco pytaniem na pytanie.
- Tu już sam musisz wybrać, Arturze. Może śnisz teraz? A tak, nawiasem mówiąc, gdzie przebywałeś, przyszły królu? Nawet mi nie było dane odgadnąć, dokąd posyłam Cię przez Drzwi w Noc Komety. Obiecałem jedynie, że wrócisz z wiedzą. Noc jeszcze nie minęła a przecież powróciłeś.
Uśmiechnąłem się - opowiem ci innym razem, stary, niedołężny czarowniku.
Przypomniałem sobie napis na desce.
- Dopiero co przybyłem z Avalonu, zaczarowanej wyspy. A co do wiedzy?! Po ceremonii niech rycerze zasiądą do stołu ustawionego tak, aby nikt nie został wywyższony, nawet król.
- Czyli do okrągłego - mruknął Merlin półgębkiem.

Drzwi kaplicy otwarte na przestrzał, w szarości przedświtu, pieczętowała wielka gwiazda,
zanurzająca swój złocisty warkocz za horyzontem.
Pomyślałem o włosach Jennifer. A może Gwenhwyfar?

A tu! Miłość, choćby śmierć ją dała...

J E S

Udostępnij ten post


Link to postu

Chcesz dodać odpowiedź ? Zaloguj się lub zarejestruj nowe konto.

Tylko zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony

Utwórz konto

Zarejestruj nowe konto, to bardzo łatwy proces!


Zarejestruj nowe konto

Zaloguj się

Posiadasz własne konto? Użyj go!


Zaloguj się
Zaloguj się, aby obserwować  
Obserwujący 0

  • Wiersze znanych