Przeszukaj forum

Pokazywanie wyników dla tagów 'poezja współczesna'.

  • Szukaj wg tagów

    Wpisz tagi, oddzielając przecinkami.
  • Szukaj wg autora

Typ zawartości


Forum

  • Wiersze debiutanckie
    • Poezja współczesna
    • Dział dla wprawnych poetów
  • Wiersze debiutanckie - bez limitu
    • Warsztat - gdy utwór nie całkiem gotowy
    • Haiku i miniatury poetyckie
    • Limeryki
    • Wiersze gotowe
    • Palindromy
    • Fraszki
    • Satyra
    • Poezja śpiewana
  • Proza
    • Proza - dział dla początkujących
    • Proza - dział dla wprawnych pisarzy
    • Warsztat dla prozy (limit 6h)
  • Konkursy
    • Konkursy poezja.org
    • Konkursy
  • Fora dyskusyjne
    • Hydepark
    • Forum dyskusyjne - ogólne
    • Forum dyskusyjne o poezja.org
  • Różne
    • Test / śmietnik

Znaleziono 15 wyników

  1. ***

    rozdwojone serce szuka jednej twarzy zatraconej daleko na wichrowym polu po omacku wędrują stopy i kaleczą się o strzępy rozmiękłych cieni jaźni wody nie można już poskładać złączyć więzem zagarnia więc serce świeżo rozedrgane kurz i lato wspomnień do pustego samowaru
  2. ***

    rozbrzmiewa kołysanka węchu w słonecznikowych sklepieniach pałacu którego wejścia strzegą motyle uszy kiedy ja nie słyszę one pachną za czworo droga jest chroniona piedestałem wspomnień które w kagańcu podsłuchują zmysły cudzych wrogów bronią moich okien plastry pszczelich uczuć zalepiają szczelnie warstwy wyć bojowych tymi kłami fosfo- ryzującym okiem obaliłam ciebie zaszczepiłam rozum na przekocie wiosny
  3. ***

    Oczami napuchniętymi od taniego kremu usypiam na powiekach malinowe dusze minionych żelaznych czy kamiennych epok. Zebrałam w tych cieniach wojny, rewolucje i powstania, są w nich królowie i zdrajcy, szewcy i piekarze. Czasami, gdy nie chcę patrzeć, oni maszerują maszerują w dół policzka. Wyprowadzam na spacer na wydłużonej smyczy troski poprzednich pokoleń – one merdają ogonem. Bo wolę otaczać się pyłem, ruiną i zaduchem niż czuć swąd tępych twarzy płonących na ulicach.
  4. I. Patrzysz na mnie zawsze, gdy odwracasz wzrok od nieba. Chciałeś lecieć, ale spadłeś W tę bezkresną toń. Kim byłam, by spytać Czy los zmylił drogę skazując Na śmierć zapomniane struny. Ta historia Miała być szarością. Migoczącym szeptem trzepoczących rzęs, bezcielesną szarfą Wspólnego szczęścia. To miała być Historia miłości Diabła i Archanioła wbrew Sobie wbrew Słońcu wbrew Śpiącemu Bogu. Gdy Bóg śpi znikają Upiory i Rodzi się spokój w czasie wojny. Kochany, Czy miałeś eliksir Gotowy uśpić świat cały by słyszeć tylko Mój krzyk spośród pierza? II. Odbierając mi honor odebrali Skrzydła Wyrywając z żeber prawdę i nadzieję. Kto Wyrwał. On wyrwał zrzucił strącił Niżej Niż na ziemię. Połamane dłonie Nie mogły złapać tchu Gorące wyziewy kłamstwem mchem Pokrywały płuca. Nie poznawałam Swojej twarzy Swoich nóg Zapomnianych pielgrzymów Kim jestem jak trafię Z powrotem na szczyt? Otworzyłam oczy na widok końca Nieba Na widok końca kręgów, których wy nie znacie. Obwołali panią nie wyciągając ręki Zamiast pomocy słali Zardzewiałe słowa I ukłony Ukłony Po kres naszych czasów. Kim byli ci, ogniem i zniszczeniem Dotknięciem oczu Wypalali To, co zostało we mnie Mnie wydrążyli Zamknęli W osobnej celi Wewnątrz mnie Mnie Czy to wciąż ja? III. Zapomniane wersety Zbrodniczych Pergaminów wyryte Na ciele nie przyniosły ukojenia. Tamtej nocy Czy dnia może miałam sen jeden Do dziś zapamiętany Oto lew złotogrzywy oglądał Pole bitwy Szedł, Lecz zranił łapę O stalowy cierń Zapłakał nad swoją Krwią I nieszczęściem świata, Które ściele łąki Żelazem i nocą. Nie zobaczył chwały Zwycięzcy Czy Łupów. Wrócił więc do groty, Porzucając smutek I ciągnął za sobą wstęgę Szkarłatnej Przestrogi I lwem był ten, co mnie zamordował I lwem ci ścielący się na drodze Ten jednak Nie płacze Nie wraca, lecz prze ciągle naprzód. Zostałam nagle sama Słysząc szum nienawiści i górnej Perswazji. Przebudzenie? Nie było go bo nie spałam śpiąc głęboko I z boku Na bok Przeszywałam na wylot Stare lęki i urazy. Gdzie znalazłam się dokładnie Nie widziałam Jak ślepota otula ściśle oczy tak i Mnie ogarnął Swąd mroku Co dzień oglądałam to, o czym marzy ścięta głowa Otoczona przez nic o ciężarze wszystkich skał mojego i waszego Świata. Filary cementu granitowe Ściany Tantalową niepewnością Szukają ofiary. Ogrodem zwiędłym i opadłym lękiem Ścieliłam przede mną wulkaniczne Wrota. Każde otwiera kolejne, Same wrota, Bez celu, Bez przedpokoju, gdzie strząsnąć bym mogła Utraconą przestrzeń. Zamknąć ją w puszce. O, głupia Pandoro, Gdzie byłabym ja, gdyby nie było ciebie? Nie wygnaliby, nie spostrzegli, Że skrzydła mam pawie. Że powinnam być skromna, a wołam jaskrawo Jaskrawo Źarniście De profundis De profundis De profundis clamare Bo na co mi oczy, gdy nie ma tu piękna? Ślepym są wszyscy tutaj, Na Górze, Na Dole ja jedna W i d z ę I cierpię stokrotnie. IV. Mogłabym nie Widzieć, ale i z otchłani usłyszeć Zdołałam twój głos Miodowy głos Wołałeś mnie pytałeś Gdzie jest moja dusza Czy wciąż skrzydła rozkładam, Choć nie stało słońca? Oddać chciałam ci wtedy Najpiękniejszą serenadę Z trzewiów grzeszników utkać diabelską harfę, Która dałaby serce tym, Co ukradli je światu Co rządzą I sądzą Nie błądzą, choć ganią. Nie było jednak liny Gotowej połączyć Zło z dobrem My zawsze osobno Choć dążymy nieustannie do tej jedności przeklętej u powiewu zmierzchu. Ja wiem Że zewrę świat kiedyś w jeden płaski dysk A podeprę go zemstą I zniszczę wszystkich każdego Na mojej drodze i obok niej I na obrzeżach mojej Świadomości, Że stanąłeś mi, człowieku, Na drodze do mojej miłości.
  5. spójrz księżyc co noc sobie wschodzi nikomu się jeszcze nie znudził srebrzone korale z zachwytów poecie na oczy nawłóczył więc wieczór i noc nawet całą przewieszał je kartce papieru czarownie miłośnie bo dla niej misterniej nawlekać już nie mógł aż zbudził się dzień lawendowy zbyt długo z księżycem wzdychali i popiół pozostał na biurku bo wiersz się ze wstydu sam spalił
  6. Jakimi cechami powinna - bądź nie powinna - charakteryzować się poezja współczesna ? - jak myślicie ?
  7. męczył się razu pewnego z wierszem co nie chciał wychodzić bo wiersz miał być wiekopomny wybitny wybitne rodzi i tak to bywa niestety wnioskiem wypada oświecić kiedy za mały artysta z dużym natchnieniem chce dzieci
  8. wchodzę czasami do środka szafy gdzie wiszą słowa, a nie ubrania każde się wdzięczy i rzuca w oczy, i obiecuje świat mi przesłaniać tylko kobieta może zrozumieć o czym tu prawię, gdy się przebiera nie mam co włożyć, o wierszu mówię, wszystko noszone, jasna chol...a
  9. wyroiło się wypierzyło w słońcu mieni się lśni na stawie słychać radość w krzyku rybitwy w wibrowaniu bez przerwy prawie w wyciągniętych łabędzich szyjach w wiciu gniazd na nowe wylęgi budzi zachwyt trzcin atmosfera stawu ptasie godowe jęki (odkurzony wiersz, który jakoś wypadł z obiegu)
  10. kilka zdań wsyp do miksera każde wybierz z innej książki dolej wody i spójników dobrze pomiel nawet podpis pozbądź się wszelakich rymów i foremki zardzewiałej z rymem już się nie upiecze co najwyżej gniot zakalec jak ostygnie trzeba metki by nikt nie pomylił z chałą dumnej nazwy żeby prozą zbytnio nie zalatywało górnej półki na regale król jest nagi kto chce słuchać jaka moda taki przepis wiersza pod tytułem
  11. twoja poezja mnie nastraja u wrót tajemni żyć mi przyszło, kiedy posłyszę jej kamerton tak nagle się rozjaśnia wszystko gdy nuty w słowa pooprawiasz nie mogą w miejscu mnie utrzymać, więc kobrą wznoszę się ku górze szamańskie sztuki znasz, zaklinacz całego świata roztęsknienia znowu żeś miły naprzynosił czemu za każdym razem mówię, że mi za mało, że nie dosyć
  12. nie powiem ci między wierszami nie zdążę są jakby zbyt krótkie oczami pod drzwi odprowadzasz tam właśnie zawsze się gubię nie powiem ci nigdy wierszami bo księżyc wciąż świeci za jasno i gdybyś tak spojrzał mi w oczy to łatwo mógłbyś odgadnąć nie powiem nic poza wierszami choć cisną się więzach zbolałych mam usta rzeźbione w kamieniu a na nich wiersz haftowany 2008
  13. wierzbo siostro moja, czemu tak się słaniasz włosy potargane od niepamiętania może to ze smutku, a może od wiatru któż cię zaklął w smętek, kto ci dolę zatruł, poprzyginał garby żeby mozół zmieścić kazał krzywo rosnąć, jak podle się zemścił zawsze na mnie czekasz, nigdy się nie spieszysz ramionami sięgasz do wodnych ościeży przesiąkłam od żalu reumatycznej chłosty, spróbuj ból ukoić, kochającej siostry
  14. na stryszku mieszkam u wyobraźni mam cudny widok na miałkie życie w sąsiedztwie nieba promienie słońca wdziewają smugom ćmy skrzydłolice tutaj rozwieszam na pajęczynach wizje co snują się jak przybłędy i strzępy szeptów z przyślepych kątów w omszałych flaszach zamykam cienkich cóż chyba radzę sobie jak umiem czas się rozpłata cicho na dwoje codziennie miejsca więcej mam jakby i w zakamarkach coraz przestronniej
  15. byłam przekonana, pewno szybko przejdzie fantazja ułańska, że się zauroczył lecz nie odstępuje i łasi po psiemu aż szklą się przecudnie przy nim moje oczy powiadają ludzie, że serce nie sługa stało się i basta, ukochałam smutek chyba się zżyliśmy, gdy go dłużej nie ma piórem sobie żłobię niczym rylcem, duszę