Przeszukaj forum

Pokazywanie wyników dla tagów 'inne'.

  • Szukaj wg tagów

    Wpisz tagi, oddzielając przecinkami.
  • Szukaj wg autora

Typ zawartości


Forum

  • Wiersze debiutanckie
    • Poezja współczesna
    • Dział dla wprawnych poetów
  • Wiersze debiutanckie - bez limitu
    • Warsztat - gdy utwór nie całkiem gotowy
    • Haiku i miniatury poetyckie
    • Limeryki
    • Wiersze gotowe
    • Palindromy
    • Fraszki
    • Satyra
    • Poezja śpiewana
  • Proza
    • Proza - dział dla początkujących
    • Proza - dział dla wprawnych pisarzy
    • Warsztat dla prozy (limit 6h)
  • Konkursy
    • Konkursy poezja.org
    • Konkursy
  • Fora dyskusyjne
    • Hydepark
    • Forum dyskusyjne - ogólne
    • Forum dyskusyjne o poezja.org
  • Różne
    • Test / śmietnik

Znaleziono 6 wyników

  1. Uśmiechasz się do mnie spoza migotu liści, wprost z dojrzałych kwiatów, które nachylasz do swoich czerwonych od szminki warg. Wokół jest tylko cisza, cisza bez słowa, ale odczuwam jakoś dziwnie łagodny wiatr i muśnięcia na twarzy. Skąd? Od kogo? – przecież jesteś taka nierzeczywista, Christine! Oślepia mnie coraz bardziej słońce, ty – jaśniejesz za to od wybuchów planet na przeciwległym brzegu. Christine, nie odchodź jeszcze, proszę! Szeptaj do mnie i spowij swoimi gęstymi włosami, lecz nie całuj moich bladych ust. Christine…nie…nie… Dlaczego to zrobiłaś? Dlaczego twoje usta tak cudownie smakują? Chcę widzieć twój uśmiech i twoje roziskrzone oczy – wpatrzone w odległy obłok na skraju nieba. Lepiej wtul się we mnie z całych sił z odbezpieczonym granatem przy moim sercu. *** Krystyna Skarbek (1908 – 1952), znana jako Christine Granville. As brytyjskiego wywiadu z okresu II wojny światowej. Zginęła tragicznie. Pierwowzór Vesper Lynd, fikcyjnej bohaterki w pierwszej powieści o Jamesie Bondzie – Casino Royale, Iana Fleminga. *** (Oświadczam, że ten tekst jest mojego autorstwa)
  2. Wyłania się powoli jakaś niejasność. Niedomroczność ulic pustego miasta. Półświatło zimnego księżyca jest jedynie tłem dla ciszy, która szumi w moich uszach od zarania dziejów. Gwiazdy spadają i tańczą nad kominami fabryk ognie świętego Elma. Gdybym tylko mógł usłyszeć przepływ atmosferycznych strumieni, usłyszałbym wtedy wiatr, co nachyla do ziemi kwiaty i kołysze gałęziami zgarbionej leszczyny. Idę po skosie, po spirali, w górę, w dół…nie wiem. Powoli tracę orientację, snując się jak cierpiąca mara wzdłuż ostrego żywopłotu, wilgotnego muru. Wzdłuż kamienic z czarnymi prostokątami okien i bram. Wszystko głęboko oddycha od nadmiaru powietrza. Nawet ściany się wybrzuszają, poszerzając co chwila kreski popękanego tynku. Samochody na poboczach dróg, parkingowych placach. Zatrzymane w czasie mechaniczne wytwory industrializmu. W ich zgaszonych reflektorach jarzy się daleka łuna kosmicznej eksplozji, która schodzi z płaszczyzn, ostrząc się na blaszanych krawędziach. *** https://syngate.bandcamp.com/track/pulse-transmission *** (Oświadczam, że ten tekst jest mojego autorstwa)
  3. badam strukturę ściany starając się wymacać każdy jej szczegół analizując amplitudę drgań – jak niewidomy który uderza delikatnie palcami w najcieńszą membranę zanurzam rozwartą dłoń w odbitej od szyby – jaskrawej plamie słońca drży i migocze świetlisty prostokąt na środku drewnianej podłogi w otwartym oknie falują firanki i ziemia oddycha wnosząc do środka rozgrzaną woń skoszonej trawy (od samego początku występowała we mnie potrzeba rozpoznawania przez dotyk) nie widzę za wiele – jedynie ptaki co odlatują w strzępy krajobrazu bezgłośnie zostałem sam *** https://hollanholmes.bandcamp.com/track/sublime-stasis *** (Oświadczam, że ten tekst jest mojego autorstwa)
  4. Nieregularne przebłyski prądu świadczą o zderzających się ze sobą subatomowych cząstkach i zawracających swój bieg strumieniach czasu. Przed moimi oczami mozaika przewidzeń, półsenne i senne widma. Przesuwają się coraz szybciej, jakbym patrzył na rozpędzający się fotoplastykon, bądź na okna przejeżdżającego pociągu z przywartymi do nich od wewnątrz twarzami i dłońmi pasażerów. Wszystko się zamazuje i wszystko gaśnie. I znowu rozpala się przeszłość, ale jakaś inna, niejasna. Widzę siebie, obok. Widzę siebie, młodszego o cały wiek i wpadające przez okna pustego korytarza – ostre jak nóż promienie słońca. Przerażające, urywane krzyki matki niosą się z głębi domu niczym echo, a pomiędzy – słychać ciche skrzypienia podłogi i przyśpieszony oddech, i nerwowe bicie mojego serca. Pełznę na czworakach, ja – mający niewiele ponad miesiąc i niewiele rozumiejący. Falują pajęczyny na suficie i ścianach, wirują drobinki kurzu. Zamykam powieki. Czas przemieszcza się po przekątni i dziwnie zapętla. Pamiętam teraz inną przeszłość, a w niej widzę siebie, leżącego przed domem twarzą do rozpalonej ziemi. Mam rok i widzę skrzące się drobinki kwarcu. Dostrzegam odchodzącego powoli ojca. Zmierza ku odległym wzgórzom, nie oglądając się wcale za siebie. Ojciec utyka na lewą nogę, kiedy idzie po płaskiej jak stół równinie. Wznoszą się za nim tumany pyłu. Kobaltowy błękit nieba kontrastuje z padającymi pod ostrym kątem promieniami słońca. I oto – rozbłyska na horyzoncie jaskrawe światło, przybierając kształt ogromnej kuli. Ogarnia go momentalnie i zaczyna rozrastać się w kierunku domu, który istnieje jeszcze – tylko przez chwilę. I topi ziemię, kiedy – znowu wtapiam się w ziemię. *** https://alluste.bandcamp.com/track/nan-madol *** (Oświadczam, że ten tekst jest mojego autorstwa)
  5. Cienie obłoków opływają rdzawo-czerwone pomniki – arcydzieła nieznanych rzeźbiarzy. Trwa powolny przepływ na ziemi i w niebie – widm o ludzkich twarzach, które poruszają bladymi wargami, nie mogąc się jednak wznieść ponad milczenie i ciszę. Zacierają się, giną. Pojawiają się inne. Mijam samotne, kamienne drzewa, kominy. Krok za krokiem… Żeby jeszcze tylko zobaczyć to miejsce, w którym wiatr przenika wieczność – oczy – spalone słońcem. *** Monument Valley (pol. Dolina Monumentów) – region w USA, położony na wyżynie Kolorado. Rezerwat Indian Navaho. *** https://www.youtube.com/watch?v=Kny5gYvvEE8 *** (Oświadczam, że ten tekst jest mojego autorstwa)