Kraft_

Wprawni poeci
  • Zawartość

    1,676
  • Rejestracja

  • Ostatnio

O Kraft_

Ostatnio na profilu byli

62 wyświetleń profilu
  1. czemu aż czemu i tylko dlaczego obrzezany z miłości muszę piłować sobie nogę dla ciebie staram się uwierz samotność wcale a wcale nie jesteś taka prosta pogubiłem coś za coś teraz kuleję od kiedy pozostawiłem ślady na piasku lewa prawa podążając za twoimi stopami
  2. kocham listami do przyjaciółki zmęczenie jest takie ogromnie szkarłatne że bardziej niż boli napisałem jeszcze więcej na iPodzie tego nie odczytasz zmęczenie sala 203 tu nie ma warunków do rozmowy dalej z własnych przemyśleń tylko ściana idealna umarła na słabość a ja bez ciebie znikam bardziej niż za dnia zmęczenie daje się we znaki staję się ciszą a chciałbym nocą na przekór głowa mnie boli chcę spać zmęczona dniem daj mi rękę
  3. @Waldemar_Talar_Talar Waldku... bardzo cenię sobie Twoje opinie, bardzo serdecznie za nie dziękuję, ponieważ zawsze są trafne... czytasz mnie jak mało kto, a zrozumienie moich myśli w wierszach to raczej rzadkość :))) piszesz świetnie, czytam Twoją poezję i jestem zachwycony... mało mówię, mało się udzielam, przepraszam... taki typ już ze mnie, ale obiecuję, że postaram się częściej odzywać ;) pozdr. Kraft
  4. myślisz że już nic nie potrafię bo jestem facetem tego w żaden sposób nie zakładaj z góry że zlodówka lg olx to tylko to nie jest tak profesjonalne a raczej odwrócone ogonem kot i tak na cztery czarny czy też w paski na łapy spada a teorii jest kilka kobieta z żebra itd a jabłka każdy przecież ja też uwielbiam te brednie myślisz że już nic nie potrafię bo jesteś ewą uznaję i tak wszystko co powiesz
  5. mówili że jesteś drzewem pełna liści soczysta i tlen przekonałem się ale oni chociaż pragnęli jak ja nie trafiali w samo sedno ja tak już wiem jesteś lasem
  6. fatalistko to samo nie tym samym zamiatasz dwulicowość pod dywan wciąż łuskając pestki a słoneczniki są na księżycu jak to możliwe permanentna towarzyszko że barwy życia są jego lekarstwem że ty jesteś paznokciami na skórze kreśląc rzeczy których ludzie nie powinni świat obok świata a my pomiędzy nimi ścieżką po środku kropli słońca idziemy tacy na wskroś pełni kamieni aby móc choć na chwile pokochać chwile które wszystko i wszystkich a kiedy coś takiego się stanie bezmiłość zniknie z powierzchni ziemi wśród ptasiej muzyki poczujesz powiew niebieski z autopsji biblia nie pali się w piekle
  7. @WiJa masz rację Wija... :) pozdr.
  8. przepraszam to krzesło ma tylko jedno oparcie a pomiędzy nie ma ciebie jest zasadnicza różnica nie ma mnie na wspólnym stole twoje danie wyglądało zanakomicie niestety podjąłem decyzję ostateczną przesoliłaś kulinarnie nie mam zastrzeżeń jednak przeraziłem się robot kuchenny na pokaz wszedł pod łóżko jest na balkonie a może w moim szlafroku a może nad morzem zachód słońca siedzi w szafie
  9. kłamstwa teraz nic nie dadzą żadnemu z nas za ścianą nawet najwięksi się mylą uczmy się nowego umierania skowyt marzenia i pijany dżizens to wszystko tak bardzo nas wymiotło a przecież nie o to nam chodziło gołębie płoną w zapachu tłuczonych perfum w miejscu naszego życia górę wzięły słone wieczory ponad zanitem jedynie wspomnienia krzyczymy _ nic nie słyszę nadir _ cztery buty nie do pary w zamyśleniu sam już nie wiem bądź mi
  10. prędzej czy później przyszłość teraźniejszość w oddali od Ciebie o wczoraj nawet nie wspomnę bo to nie jest lekarstwo na złe dni uwierz gdybym tylko mógł wiedzieć gdybym tylko potrafił czytać z twoich ust tak dokładnie tak nieustępliwie jak je jadłem przestępowałem z nogi na nogę z chwili na chwilę nasilały się pytania i odpowiedzi jedne bardziej a drugie mniej ważkie niż nasza nieobecność nienawidzę miłosierdzia litości wczoraj wiał szyderczy wiatr ciężko zrozumieć a jednak się zdarza zaczarowany ogród tylko powieki miałem lekko przymknięte wcześnie czy później wpadając prosto ze skrajności w rozpacz niepokój rozdarł błękitne niebo aż do teraz nikt nie wie kto wyrwał z serc nasze okno a jednak
  11. przepraszam ta sytuacja nas przerasta nawet kiedy lewą nogą wstajesz zawsze za pięć dwunasta jesteś południem w środku nocy dlaczego nie masz pojęcia o tym że legia w lidze mistrzów dlaczego nie mam pojęcia że twój krem jest aż tak ważny byłem kiedyś teraz nie do końca potrafię w ciebie wejść jak dawniej tak jakbyś tego do końca chciała nie chciała ale zawsze powiem ci później
  12. cię kocham z daleka coraz bliżej żebyś wiedziała jak twój polny zapach przepraszam jest jedynym tlenem jaki mi pozostał nie pamiętam już takich miejsc majowy spacer w pogoni za niebem trzy czasy ale to tylko twoja prawda od kiedy okiełznałaś prześwity w poszyciu koty zaczęły marcować się wcześniej stałaś przede mną taka we śnie rozebranie piękna kobietą różanym ogrodem bez kawałka cieni to nie była pomyłka kot wyprężył pazury i wyciągnął łapy byłem bardzo delikatny przyznasz ciężar to jedyna droga do wolności kolor jest czy go nie ma to zwykła loteria prawdą jest tylko to że byliśmy wtedy szczęśliwi prawdziwą wolnością nic nikomu nie mówiąc to była noc za dnia gwiazdy świeciły i wiał wiatr twoje włosy twoje oczy twoje wszystko kiedy cisza nie milczała byłaś tak jakby w darze od boga na tej polance pełnej brzóz tam gdzie tam tam w tym `nielesie` na zboczu nad rzeczką jak my pragnącą słońca jesteś tego warta
  13. jakt nikt potrafisz ironizować kiedy każda sosna brzozą rozpylona jakże w swoim zakwasie mylisz plując słowa uwielbiasz tworząc obrazy szukasz stwórcy podróż zimowa bezgranicznie papierowa donikąd wiosna raz dwa trzy i nie przeszkadzajmy ludziom w ich pośpiechu do życia utrudniasz sobie innym i jemu nawet o tym nie wiedząc twój błąd polega na pozycji nie do przyjęcia
  14. z samego rana młodzi bogowie nie uwierzysz znalazłem igłę w stogu siana już nigdy jej nie zgubię obiecuję chodź pełna aromatu twoja kawa raz w tygodniu zrobię herbatę zresztą nie potrzeba pozamiatane pozostaną na twardo
  15. kiedy idziesz drogą wciąż szukasz proszę wystarczy póki co tych snów załamań pogody w domku na drzewie powinna być tylko miłość nikt przecież nie pozostaje niezapomniany na całość ponieważ już nikt nie potrafi wejść w raj na ziemi po drabinie tak by co święte zaistniało na zawsze jesteśmy zbyt słabi ale jak nikt potrafimy kochać dla tych co odchodzą to błahostka wszystko uzurpuje się w nadziei drzew kiedy już ponad brakujący wymiar pozostają kimś w szumie wiatru to już jedynie biedronkowe maje perspektywicznie tęczą wyłącznie jedynie człowiek z twarzą który we mgle zapamiętuje na zawsze