Marek_Bazyli

Użytkownicy
  • Zawartość

    25
  • Rejestracja

  • Ostatnio

O Marek_Bazyli

  • Ranga
    Uczy się pisać

Ostatnio na profilu byli

76 wyświetleń profilu
  1. kiedy idziesz ubrana w czarne oczy imadło na gardle przypomina czym jest ogień kiedy mówisz czarnymi ustami włócznia bez bólu przybija do wyśnionej rozkoszy kiedy odchodzisz w groźną czerń spłoszone myśli stają do zdjęcia w albumie wspomnień jeśli wrócisz choćby nawet w czerni to niebieską niezapominajkę zostawię we włosach na pamiątkę
  2. Wiersz mi się podoba. Napiszę tylko o dyskutowanym tu "by upewnić siebie, że rosną mu skrzydła". Siebie wskazuje na wewnętrzny dialog, rozmowę z samym sobą. Przekonuję siebie nie jest tym samym co przekonałem się. Przekonuję siebie, bo mam wątpliwości, nie wierzę, a może nawet przekonuję siebie wbrew rozsądkowi. W wierszu użyto czasownika, który... cóż... trochę gryzie się z siebie. Ale nie widzę znaczącego problemu. "Ten" czasownik nie przeszkodził mi zrozumieć treści. Tak, wiem o czym tu napisano. Wiem co oznacza widzieć siebie w napisanym wierszu, przyglądać się sobie w tym wierszu, wracać do chwil, miejsc, osób, emocji - a wszystko jak w czarodziejskiej studni odbija się w wierszu, wystarczy mieć tyle odwagi aby spojrzeć. Skrzydła też... nie zapominajmy o skrzydłach dla poety. Dajmy po parze każdemu :)
  3. Czasem muszę napisać coś dzieciom. Jakiś drobiazg szybko, na kolanie, z uśmiechem na twarzy. Tylko, że wychodzą mi teksty chyba nie bardzo dla dzieci :)
  4. moje marzenia małe pszczółki w głowie wiecznie brzęczące uśmiechem unoszone spływające miodem słodkie i kuszące
  5. Ten klin języka ma sens. Dla mnie dopiero tu zaczyna się wiersz :) To co wyżej jest potrzebne, ale nie ma aż tak wielkiego znaczenia. Ale ten brutalny klin! Techniczny! Nie na miejscu! O, to jest mocne. A to klin języka. Pięknie rozprawiłaś się z zauroczeniem szesnastolatki :) Życie, to kartka na której nie zostaje nic z romantycznych wyobrażeń. Seks nabiera bardziej prozaicznych wymiarów.
  6. Dobre. Nie wiem czy dobrze rozumiem, ale "resztki marzeń noszone blisko ciała w płóciennym woreczku" - super. Można lepiej to skomponować, poukładać, wyrazić, jednak pomysł bardzo mi się spodobał. Najbardziej płócienny woreczek. Moja głowa już pracuje nad zawartością tego woreczka. Co można nosić w takim woreczku? Co ja noszę? Co nosi moja sąsiadka? Co Ty nosisz? Nasze woreczki... ona też miała swój woreczek... "ona" też miała swoją historię. Musisz mieć dużo wrażliwości w sobie.
  7. Wiersz jakby niedokończony. Pomysł jest. Styl miły. Klimat jest. Może warto jeszcze to dopracować, dopiąć. Ale nic na siłę. Jeśli nie wiesz co napisać, zostaw tak. Jeśli wiesz - napisz, podziel się z innymi :)
  8. poszła tam gdzie nie słychać nic a miałem jej jeszcze powiedzieć poszła tam gdzie czasu się nie mierzy bo mi zabrakło choćby trzech chwil odeszła lekka jak niemowlęcy śmiech ja zostałem z ciężarem serca chcę kłamać łgać jak potrafię najlepiej jakby świat utkany płatkami róż jakbym wszystko ułożył na miejscu jakbym był synem z kucharskiej książki odświętnym bez skazy cukierkiem a stoję tu z kamieniem serca poszła do tych którym się nie śpieszy widocznie znudziło się jej czekanie że może dziś może jednak ktoś zapomni o sobie i zjawi się w progu z kilkoma błahymi historyjkami bez początku końca i puenty tylko z miłością w sercu (I niech to będzie już ostatni wiersz o śmierci, pogrzebie, utraconej mamie... chciałbym, aby był ostatni. Co będzie pokaże czas. )
  9. Wiersz otwarty i zamknięty słowem "soliści". Ciekawe. I to naprężenie między "zabija" i "odradzać". Ciekawe. Cóż, takie wiersze nigdy nie mogą być łatwe w odbiorze, ani tym bardziej do napisania. Gratuluję.
  10. Pomysł z "starym dziadem" jest dobry. Zanotowałem i zostawię do dojrzewania. Ja muszę dojrzeć.
  11. osikał pies ścianę siknąłem i ja on nisko ja wyżej potrafię przyszła suczka powąchała psie szczyny powąchała i moje przy psich zamerdała ogonem przy moich rzygnęła obficie ot życie
  12. Chyba tak, wzruszające... bo są to chwile kiedy tak trudno wrócić do życia. A nawet religia, która miała być pocieszeniem dla słabych, nakazuje wracać i żyć. Może nie uważałem na lekcjach religii?
  13. była taka malutka krucha śpiąca cała moja była taka marudna nocą głośna tylko moja była taka szybka na rowerku nartach zawsze moja będzie jak wielka pani przyjedzie przytuli starego dziadka córeczka
  14. skoro świt na przystani chciałem oddychać jeziorem budzącym się do życia przytulić do ciszy postać obok smutnego Jezusa trzymać za rękę jak robi małe dziecko przestraszone ale On ma w rękach dziury zupełnie nie pasujące do piernika z obrazka dziury od których chciałem uciec właśnie tu na przystani w świecie jeziora odwrócił się Jezus poszedł do miasta szepnął mi tylko do ucha „chodź” pójdę wrócę będę pozwól mi jednak postać jeszcze chwilkę tu na przystani
  15. Cóż, były to chwile w których zrozumiałem, że nie ma słów pocieszenia. Wszystkie słowa to tylko bicie piany. Ale miłość, osoba z którą łączy mnie prawdziwa miłość i ich fizyczna obecność, to jest może nie tyle pocieszenie, co źródło siły do życia. Tytuł tego wiersza chyba źle wybrałem.