Skocz do zawartości

Dark_Apostle_

Użytkownicy
  • Zawartość

    7
  • Rejestracja

  • Ostatnio

Reputacja

7 Neutral

O Dark_Apostle_

  1. Sacrificium

    Cassiel ów wiekuis­ty pat­ron łez dzień po dniu przyglądając się cierpieniom wrośniętym korzeniami w człowieczą dolę uli­tował się i wyłupił so­bie oczy zapobiegając po­now­ne­mu po­topo­wi
  2. W Drodze Do Kresu Duszy

    nie pamiętam chrztu ani tej chwili gdy cząstka Ciebie zamieszkała we mnie, Boże lecz od tego dnia tułam się przez życie od tęsknoty do tęsknoty szukając wciąż tej części siebie której pozbawiłeś mnie by zrobić miejsce na Swoją obecność
  3. Na Pastwę Róż

    gdy wieczność miała się właśnie rozpocząć niepokalanym szelestem skrzydeł ktoś inny niż anioł zapełnił mą pustą stronicę dzikimi plamami krwi krzepnącymi w rdzawe pąki róż wpisując w me przeznaczenie duszę rozdartą na strzępy bolesnym uwielbieniem cierni
  4. Wieczność W Kropli Deszczu

    chwila zamknięta w kropli deszczu potrafiącej z taką łatwością i precyzją imitować łzę lśni tysiącem niewykorzystanych możliwości jak zagubiona nuta w jesiennym adagio wybrzmiewa smutnym wspomnieniem tęczy srebrząc się na witrażu okiennych szyb niczym okruch rozbitego zwierciadła w którym zamarzła moja dusza
  5. Samotność W Przystani Wspomnień

    [center] w przystani wspomnień [center] [center] tam [center] [center] gdzie wraki naszych marzeń [center] [center] kotwiczą w nagrobnym marmurze [center] [center] wzywam Cię [center] [center] głosem samotnej mewy [center]
  6. Niczyja Świeca Nie Płonie Aż Do Świtu

    [center] za okiennych szyb, witrażem płowo-szarym jesienna noc zamarza w kir żałobny obumarłych drzew dźwigają się nagie konary ramionom aniołów upadłych, tak w grozie swej podobne niebiosa zaś, łzami martwych gwiazd spękane jak cmentarzysko życzeń, tylko tych niespełnionych jak płomyki dziecięcych marzeń, przez czas zapomniane i pieczęcią księżyca, w tęsknocie jak w bursztynie, na wieki uwięzione bo czyż jesteś tam Boże czyśmy tu jedynie sami czy na modlitwy nasze, odpowiedzieć nam możesz czy pisane nam jedynie cierpienie, sen i umieranie a wszystko to od dnia narodzin, po dzień ostatni tak naprawdę zda się tylko na nic spowity nostalgią, co duszę smutkiem swym oplata sennym, rytualnym ruchem, zwiędłej nieco dłoni nawlekam płomień na trupioblady żagiel świecy i zanurzam myśli me, w tej bezkresnej, nocnej toni by usłyszeć ów Głos tajemny, który objawia sekrety tego świata by zrozumieć życie i pojąć ten nasz los człowieczy lecz bezdenna cisza i milczenie cieni jedynie przypomina, że z każdym dniem i godziną wszystko co było, jest i będzie, w pył się już obraca i żaden człowiek ze swą sztuką czy wiedzą nie podoła tego zmienić niczym latarnia u wybrzeży mroku, płonie wciąż samotna świeca i ja pełen wciąż tlącej się nadziei, u jej boku czekam odpowiedzi nim nocy marmur obróci się się w szarego świtu granit więc jesteś tam Boże czyśmy tu jedynie sami wszystko co zechcesz uczynić możesz czyś jedynie postacią z prastarego mitu bo dziś wiem tylko że niczyja świeca nie płonie aż do świtu i ile jedna łza może pomieścić smutku i cierpienia nim w rozpaczy swej ogromie spadnie jak kropla deszczu i ugasi bezpowrotnie, świecy owej, wątły płomień
×