Bronisław_Muszyński

Użytkownicy
  • Zawartość

    1382
  • Rejestracja

  • Ostatnio

  • Wygrane dni

    2

2 obserwujących

O Bronisław_Muszyński

Ostatnio na profilu byli

735 wyświetleń profilu
  1. Niezbyt rosły osiołek pragnący rozgłosu, paradował po łące przebrany za konia. Nie w smak mu bowiem było, że kaprysem losu jest tylko kłapouchym, jak wielu na błoniach. - a błonia te już dalej w prerię przechodziły... Nasz osiołek - jak zwykle - przeceniał swe siły więc śmiało się zapuścił na pampę szeroką. Tutaj jednak zawiodło jego "czujne oko" i ucho, wciąż służące do podsłuchiwania - nie usłyszał rozsądku swego przywołania... Zagubił się na stepie, nie znając kierunków. Nie miał też tu przyjaciół, by pomogli w biedzie, a on ciągle parł na przód, bo chciał być na przedzie całego zwierzostanu, ras, no i gatunków. . - zaginie wnet ślad po nim - nie ma już ratunku...
  2. obrazek z sieci (napis na nim autora tekstu) # W ogrodzie, gdzie przeróżne odmiany kwiatowe rosną, pielęgnowane ręką gospodarza, wyrósł niespodziewanie chwast silnie trujący, co przy najbardziej czujnych - niestety - się zdarza. . Blekot, zwany szalejem, lub też psią pietruszką poczynił znaczne szkody pośród grzęd kwiatowych, począł wypierać inne, a ozdobne krzewy, w sposób nachalnie ostry, wręcz niehonorowy. . A spróbuj no się z takim zaprzyjaźnić bliżej; dostaniesz bzika, hopla, lub normalnie - fioła. Bo przecież nie od dzisiaj jest to przeświadczenie, znane szeroko w świecie - wszystkim dookoła. . Niektórzy ogrodnicy już wcześniej dostrzegli intruza tego tutaj i go rozpoznali. Wyplenili doszczętnie, wypalili ogniem, więc kwiaty mają spokój, a im to się chwali...
  3. wena przychodzi z C2H5OH - tak właśnie twierdzi pewna, znana "brocha"
  4. Dyskusja piwna bywa jedyną radą dla zwaśnionych stron. Przerywana dość często w naturalny sposób.
  5. Tekst pisany parę lat temu . . Życie codzienne (prawie, że...) * Nieduży barek słynący z flaków w powiatowym mieście. Siedzimy tutaj - jak co dzień, gdy pogoda typowo barowa - paru znających się facetów i spijamy swoje piwo. Czasami nawet coś mocniejszego - przyniesionego z sobą. Gospodarze barku domyślają się zapewne co jest grane, gdy bierzemy od nich niekiedy oprócz piwa jakiś inny napój i parę szklaneczek do niego. Lecz nie protestują. Za długo się znamy, by to zrobili. A my staramy się "po partyzancku" - z torebki, jak oni nie widzą... W stosunku do nieznajomych nastąpiłby zapewne stanowczy i zdecydowany sprzeciw. Rozmawiamy sobie - mocno niekiedy dyskutując - na wiele różnych tematów, czasami tylko żartobliwych i mniej poważnych, czasami jednak politycznie gorących. Większość z nas, tutejszych dyskutantów, nie cierpi alergicznie obozu Kaczyńskich; więc prześcigamy się w wylewaniu na nich wiader słownych pomyj. Nie zawsze prawdziwych. Ci, z innym zdaniem, wolą raczej nie za bardzo się wychylać, bo i tak by nas nie przekonali - a przecież stanowimy w tym gronie zdecydowaną większość. Demokracja barowa górą. Ja sam jestem znany z głoszenia najmocniejszych chyba - niezbyt pochlebnych opinii o PiSolubnych. Nawet mi doradzają niektórzy, bym trochę się pohamował, bo a nuż Kaczory wrócą do władzy, to... Ale mnie to - ogólnie rzecz ujmując - zwisa. Mam już prawie 70 lat i nie przewiduję ich powrotu do końca moich jesiennych dni. A nawet jeśli; to co?... Poza tym - za stary ze mnie "solidaruch" bym uląkł się jakichś nowomodnych "solidarszczyków"... Mamy też swoje dowody do bezwzględnego poparcia naszych tez o marnych zdolnościach PiSowczyków, jako ewentualnych "rządzicieli". Ot po prostu, obecnie - gdy już drugą kadencję dowodzi miastem PO, staje się tu coraz piękniej i to w bardzo szybkim tempie. Poprzedni "administratorzy"- PiSowiacy - pozostawili miasto niewiele różniące się od brudnej, zapyziałej okresem PRLowskich rządów miejscowości. I to jest tak nieodparcie prawdziwe, że bezdyskusyjnie przyjmowane jako pewnik. Jedynym zarzutem z ich strony jest to, że z tego powodu miasto się zadłużyło i jakiekolwiek podwyżki potrzebne przecież do spłaty tegoż zadłużenia są nieustannie wytykane przez tych "ekonomicznych geniuszy". Swoim księżycowym populizmem udowodnili by przecież, że nie ma racji powiedzenie - z pustego to nawet Salomon nie naleje... No, ale znani są nie od dziś ze swoich przekonań. Podobni w bliźniaczy sposób do wielkanocnych pisanek zrobionych z wydmuszek. Z wierzchu pacyna i kolorowe malowanki - w środku puste jak...cymbał. PiSankowa Partia Prawdziw(n)ychPolaków. Cztery razy P. . . Tak samo jak i my ze swoją Partią Popierających Porządne Piwo... Ja - zwolennik zimnego Lecha Pils na którego oni nawet nie spojrzą. Wolą warzone w okolicach zamieszkiwanych przez "zakamuflowaną opcję niemiecką" czyli jakieś Tyskie lub inne podobne. Aby nie Lech. Zakaz, czy jak...Takie z nich prawdziwki... A Lechowi Poznań kibicują... bo to ten mniej więcej rejon. . . Jeśli już o grzybach mowa, to w dni z bardziej sprzyjającą pogodą wędruję i ja po okolicznych lasach, pośród których tu i ówdzie przebłyskują tafle zbiorniczków wodnych. Utarło się tutaj takie powiedzenie, że każda dróżka leśna prowadzi do mniejszego lub większego jeziora, stawu, czy po prostu zagłębienia po wyschniętych już zbiornikach. Czasami trafi się jakiś grzyb, nieraz nawet sporo, lecz to tylko kłopot... Bo później je trzeba jakoś zagospodarować, przetworzyć, ususzyć lub... oddać sąsiadom - niech oni się martwią... Spacery bardziej "dla zdrowotności". Przy okazji tu się skubnie jakąś malinkę, poziomkę - tam jagodę - bo jeżyn nie widuję. Aparat fotograficzny niby też przygotowany - na wszelki wypadek - zwisa przewieszony przez ramię, lecz dzisiejsze lasy są bardzo mało "uzwierzęcone". Nawet ptaków nie słychać. Dużo więcej jest ich w mieście. Zobaczyłem niedawno zająca pokaźnych rozmiarów - z daleka myślałem, że to mała sarenka leży sobie na polance. Lecz zanim uruchomiłem aparat fotograficzny - ten łobuz czmychnął pomiędzy wysokie trawy - ani myślał czekać. A w naszym rejonie zajęcy jak na lekarstwo. Pierwszy to był od paru lat, którego przyuważyłem. Szybciej o sarenki czy inne rogacze (nie rozróżniam). Spotkałem też niedawno malutkiego kotka - gdzieś tak paręset metrów od osady - wyglądał na zagubionego i "pomiałkiwał". Lecz był taki jakiś czyściutki i zadbany, jakby dopiero co czmychnął komuś z domu. Szedł za mną w pewnej odległości, lecz każda próba schwytania go spełzała tylko na chęciach. A chciałem go złapać, by zabrać do stojącego w pobliżu samochodu i podwieźć do wsi. Nie dałem rady. Potem miałem wyrzuty sumienia, bo kilkadziesiąt metrów dalej spotkałem bardzo groźnie wyglądającego psa - włóczęgę jak nic... Poszarpane uszy, brudny i taki jakiś dziki... Ominął mnie jednak szerokim łukiem i poszedł sobie w stronę błąkającego się kotka, którego ja już straciłem z oczu... Nie wiem, czy doszło do spotkania - czego nie życzyłem ani sobie ani kotkowi... haiku (tanka) godzenia piwem * Dyskusja piwna bywa jedyną radą dla zwaśnionych stron. Przerywana dość często w naturalny sposób.
  6. - ciekawe i nawet poniekąd... realistyczne
  7. Prowokatorzy dziś znów "na fali" - jak niegdyś w PRL-u. Ćwierć wieku temu się pochowali - dziś "grają" przy Jarkielu. Ten kapelmajster, co gra na Dudach - twardą ich ręką trzyma. Oni są częścią "ciemnego luda" - więc wierzą w jego prymat. Lecz wnet się skończy czas ich władania - zajmą się nimi sądy; gdzie spędzą chwile na przesłuchaniach - wnet zmienią swe poglądy...
  8. Przez Białe Błota (obok Bydgoszczy)szedł pan poeta i "pióro ostrzył".Był lekko "zidiociały"bo "dymiło mu z pały". Weny nie znalazł, choć wlazł... do chaszczy.
  9. . chmurzaste harce malowane przypadkiem - oczarowanie . P.S - obrazek ten jest autentycznym układem chmur, jaki zaobserwowałem z okna mojego mieszkania. Fotkę wykonałem tel. kom. kilka (naście?) lat temu. Pod owym "chmurzstym ptakiem" widać dach bloku stojącego po drugiej stronie ulicy. Obrazek ten wykorzystuję na wielu forach (portalach) i blogach, jako swój awatar.
  10. Na tym forum nie ma worów - znaczy - blogów osobistych, więc pomimo chęci czystych nie obejdzie się bez sporów.
  11. Dziś na plaży - tutaj w Mielnie, pewien Felek wprost bezczelnie uwiódł Manię. Główne danie już spożyli razem. Dzielnie.
  12. Do melodii `odrażający drab` z kabaretu `Starszych Panów` # - po całodziennym opalaniu się - akurat dopisała pogoda, więc... . (...) a wieczorem nad jeziorem z ognisk dymy snują się Biesiadnicy pod humorem kontynuują grę . - przed snem bronić będą się, bo wypić każdy chce (...) * Rano kaca leczyć trzeba a zapasów nie ma już Piwo nam nie spadnie z nieba być może jakiś kurz . - z nieba spadnie na nas kurz a piwo... ani rusz * Do sklepu kawałek drogi trzeba na piechotę gnać Lecz tu nasze biedne nogi dziś jednak wolą stać . - wolą stać bo chwieją się coś z nimi bardzo źle * Tak więc w końcu głodne panie muszą same w drogę iść Bo i chlebem na śniadanie nie będzie z drzewa liść . - z drzewa liści spadło sześć nikt ich nie zechce jeść * My zaś grzecznie je prosimy by przyniosły piwa nam W międzyczasie posprzątamy cały wczorajszy kram . - posprzątamy tylko tu gdzie miejsce jest do snu... * (...) i w kimono uderzymy a gdy wrócą zbudzą nas Muszę kończyć tutaj rymy bo zaczął się już wrzask . - wrzeszczą na nas babska złe oj z nami będzie źle (...)
  13. Kolejny już raz wprowadzasz jakieś poprawki już po moich odpowiedziach - tak się nie godzi - chyba, że czynisz to specjalnie, aby mnie "wpuścić w maliny" - stara szkoła...
  14. Bardzo źle zrobiłeś, kasując swój komentarz rozdzielający moje dwie odpowiedzi. Tak się po prostu nie robi, aby nie spowodować wrażenia, że Twój rozmówca "goni w piętkę" - rozmawia sam z sobą. A odczucia - również nie tylko moje - co do trafności obrazu zapisanego tekstem, są zupełnie odmienne. Jak szkoły Zen, czy buddyzmu - a nawet chrześcijańskich religii, pochodzących od Jezusa.
  15. No, niestety - mamy całkiem inne poczucie trafności obrazu przenoszonego na treść haiku - zapewne nie tylko miedzy nami dwoma. I tacy pozostaniemy - tu niepotrzebne żadne "pouczanki", które mógłbym również skierować w Twoją stronę.