Skocz do zawartości

Tablica liderów


Popularna zawartość

Pokazuje najbardziej lubianą zawartość od 08.04.2017 we wszystkich miejscach

  1. 12 likeów
    Tak długo pracowałam na pustkę że i w kropli tonę wybacz zwilżę usta nie skoczę z pomostu widać tu gdzie stoję może i mnie nie poprawiaj chociaż jesteś wielki jak Przesmyk Kultury a ja jak ten człowiek mała morze gdy rozchyli a ziemia wypieści mi stopy może powiem Więcej a teraz drżę w swej ciszy pojedynczy szelest traw ię godzinami.
  2. 11 likeów
    Cześć, co słychać, jak Wam leci Wpadnij do nas choć na słówko. U Was pada? U nas świeci! I co z tego, że żarówka? Ech żarciki, jakże miłe i ten uśmiech w każdym słowie, nie, to chyba niemożliwe, że już nigdy nic nie powiesz. Cześć, co słychać? – głos się łamie. Tam po drugiej życia stronie bądź cierpliwy, czekaj na mnie, przyjdzie czas, to Cię dogonię, znów na piwku się spotkamy gdzieś na chmurce, pogadamy....
  3. 10 likeów
    Zielonozłote lato mnie woła każdą drogą, chciałabym wszystkie drogi w nieznane wziąć ze sobą, chciałabym każdą ścieżką wędrować w każdą stronę, lecz kiedy idę jedną, to inne są stracone. Czerwonozłote szlaki mnie ciągną do zachodu, chciałabym wszystkie słońca w słoiku zabrać miodu, chciałabym każdą tęczę wziąć z kolorowym deszczem, a wezmę tylko tyle, ile do wiersza zmieszczę. Chciałabym wszystkie piękna spakować do plecaka, być wszędzie i nieść wszystko po krańce swego świata, chciałabym każdy zachwyt po wieczny czas pamiętać, a wezmę na czas krótki to tylko, co na zdjęciach.
  4. 9 likeów
    (Wiktorowi) kiedy rumieńce z drzew zaczęły opadać noc sama układała się do snu w przedsionkach migotanie w tonach i półtonach adagio żaden dźwięk nie umknął aż cisza wyrwała się z ciszy po policzkach spływała modlitwa nadewszystkość powrócisz cichuteńko czarosiejko
  5. 9 likeów
    Być może przyjdą kiedyś zmiany czas zacznie rosnąć miast ubywać zmienimy wszystkie zegary świat się urodzi i wzrośnie we mnie jaki ma kolor duszy?- nie wiem może wystarczy szkło powiększające by dojrzeć wszystkie barwy w kosmicznym drzewie życia
  6. 9 likeów
    Dobry smak to dla mnie niebiańskie uczucie: melodia tworząca raj dla podniebienia, gdzie smacznie się niesie w każdej swojej nucie i kubków smakowych łagodzi pragnienia. Smak w literaturze ma inne odmiany, bogatsze są bowiem poezji meandry. Bywa czasem, że wiersz w wenie napisany, jest niedoprawiony, albo wręcz niestrawny. I tylko poeta zna wagę mozołu, który musi włożyć, by wersy wybrzmiały spod jego batuty - podane do stołu w symfonii wyrazów - w sposób doskonały.
  7. 9 likeów
    spójrz księżyc co noc sobie wschodzi nikomu się jeszcze nie znudził srebrzone korale z zachwytów poecie na oczy nawłóczył więc wieczór i noc nawet całą przewieszał je kartce papieru czarownie miłośnie bo dla niej misterniej nawlekać już nie mógł aż zbudził się dzień lawendowy zbyt długo z księżycem wzdychali i popiół pozostał na biurku bo wiersz się ze wstydu sam spalił
  8. 8 likeów
    Czas jak woda wciąż ucieka, tak jak z kranu bez uszczelki, to porywa wartką rzeką, to znów staje prawie w miejscu. Chwile szczęścia są ulotne, łzy zbyt długo schną pod okiem. Godzinami czekam w oknie. Może dzisiaj przyjdziesz do mnie? W gwiazdach widzę twoje oczy, słońce wstaje z twym uśmiechem, a ja znowu pragnę poczuć słodkie ciepło, bliskość ciebie. Piszesz w listach - kocham, tęsknię... Piętno wspomnień pali bólem. marzę aby znowu w ręce wziąć twe piersi, pieścić czule, delikatnie drobne usta móc językiem znów otworzyć, tulić mocno, szyję musnąć i na brzuchu głowę złożyć... I całować, słuchać szeptów, cichych westchnień, w niebo płynąć. Mieć cię zawsze, czas zatrzymać by skamieniał nam tą chwilą.
  9. 8 likeów
    jeszcze mi tęsknią oczy do tego miejsca na niebie, dłonie zostały rozwarte na co czekają, nie wiem. miałeś mi kupić księżyc znów dnieje, znów gwiazdy gasną, bez ciebie i twojej bajki nigdy nie mogę zasnąć.
  10. 8 likeów
    jej światem stały się sale bólowała we włosy wplatano oszronione diademy mówili księżniczka z wrażeń zamierała
  11. 7 likeów
    Jest bardzo wczesny ranek, lecz we śnie nie płynę. Małżonek się obudzi za jakąś godzinę. Mam czas dla siebie. Już nie jestem babką młodą, więc muszę popracować nad swoją urodą. Myślę o dniu dzisiejszym: byłabym szczęśliwa, mogąc sprawić, by trochę wolniej czas upływał; bym mogła zatrzymać świat choć na małą chwilę i stać się pięknym, lekkim, tęczowym motylem. Gdyby tak móc zapomnieć o przykrej starości. Cóż, nie pozwala na to wiek skóry i kości. Bez makeupu i pudru na dojrzałej twarzy, to jak dokonać cudu, by mnie zauważył. Rzadko się kłócimy, lecz zawsze, kiedy słodzi. Że cukier jest trucizną, to go nie obchodzi. Nasze dzieci dorosły, odeszły na swoje i tak nam się zrodziły oddzielne pokoje. Słyszę hałas. Pulsuje żywiej krew w tętnicach. Nie chcę wspominać, że to dziś nasza rocznica. Wchodzi mąż. W ręku trzyma kwiat, jest pod krawatem. -- Pamiętałeś... Z uśmiechem parzę dwie mokate. Podaję cukiernicę, którą on odsuwa. -- Bo opowiem wszystkim, że żona mnie... podtruwa.
  12. 7 likeów
    Chciałabym czasem optymistyczne wiersze napisać, opublikować. Bo także nieraz bywam szczęśliwa. I nawet słońca widzę po nocach. Więc w błysku weny leję na papier przepiękne myśli - synonim cudu, lecz krzywe wersy dają po oczach, więc stwierdzam gorzko : Gdzie? Z czym do ludu?
  13. 7 likeów
    Coś jest w mrowieniu palców i nierównym tętnie tak dziwnie obce niepokojące piękno Coś zawieszone w przestrzeni pomiędzy bytem a nieistnieniem Coś co nie jest zalążkiem lecz myślą o nim nie myślą nawet lecz zarodkiem myśli podlewamy je słowem zbyt szybko schnącym na wietrze to Coś gwałtownie pulsuje nadzieją że kiedyś dorośnie do bycia czymś więcej
  14. 7 likeów
    Chwały poetyckiej pewnie już nie zaznam, ale zapatrzony w historię Stańczyka lubię sobie czasem poudawać błazna, może i mnie przyszłość także sławy przyda. Błaznom, satyrykom wolno wszakże wiele, snobów kpiną gromią, błędy żartem ganią, wielkich tego świata mogą zrównać z zerem wiedząc, że ironia jest okrutną panią. Może więc po latach wyjdę wreszcie z cienia i sądzę, że gest to będzie naturalny, w czasach, gdy się ludzkość w stado sępów zmienia tylko błazen jeszcze może być normalny.
  15. 7 likeów
    przekomarzki jesienne raz pogodnie raz deszczyk tu humorek tam dąsik łut pierzastej firletki to w południe zjaskrawi środkiem lata nakłamie żeby nocą w oziębłą pozastygać niepamięć znów się skrapla uczuciem w chwilę mrozi na ostach i wydążyć z pogodą za poetą nie można wnet ciekawi się puenta którą zwykł pańsko szastać więc za karę nie będzie zmyślę kończyć i basta
  16. 7 likeów
    jak kiedyś umrę, nie na starość, lecz ze wzruszania nad sonetem, wtedy napiszcie na nagrobku, że to się stało przez poetę, bo takie piękne wiersze pisał, że zachorzała z nich na miłość, do jego pióra naturalnie i, że jej cudno umrzeć było
  17. 7 likeów
    piękne mi ścielesz dywany pod stopy wprost z wierszy płatki, ażem od słów stumaniona pachnących jedwabiem gładkim. na rękach nosić nie musisz lekuchno niosą wszak słowa każde z nich ma twoje usta i każde umie całować. tak łatwo do nich przywykam, zaś brak mnie skaleczy jak osty ukłonem więc bukiet zwiążę z tych kilku słóweczek prostych.
  18. 7 likeów
    Każdy orze tak jak może i jak umie –pisze, trudno, ślimak nie pobije rekordu na setę, więc na forach, w internecie zadufanych w pysze spotkać można grafomana, durnia i poetę Przeboleję, że wiersz lichy, rytm i rymy słabe, przyjmę jakoś te banały, frazy oklepane i zachwyty nad bublami z trudem też przetrawię, lecz do pasji mnie przywodzą wiersze wydumane, gdy „poeta” - w swym mniemaniu - intelektualnie płodzi strofy udziwnione i niezrozumiałe, waląc hurtem w wierszyk wszystko, co na myśl mu wpadnie, nieświadomy, bo zbyt głupi, że wypłodził chałę. I tak wytwór chorej jaźni staje się przykładem niedorostu możliwości do wielkich ambicji, a szaraczki biją brawo, no bo jest obciachem nie rozumieć, co poeta w wierszu „miał na myśli”.
  19. 7 likeów
    (niecierpliwi niech nie czytają a cierpliwi jak dobrną do końca niech pomyślą) Myśli nad ranem przychodzą różne. Ostatni wieczór utkwi głęboko, chcąc bólem głowy i zgagą uwieść bełtając w głowie – wskrzesza niepokój. W tej sytuacji żadna rozmowa lub dywagacje na temat ego są jak na polu łaciata krowa choć patrzy w niebo – nie wie dlaczego. Kiedy Riposton wykona swoje, a sok z ogórków ukoi brzuszek, przy dobrej kawie usiądź w spokoju, zniszcz butne myśli, oddaj się skrusze. A któż ci kazał klepać litanie, jak brudny pątnik snuć się na drodze i recytować zdania czytane miast tego pomyśl żeś Dziecko Boże. Nawet jeżeli odrzucisz wiarę, nauce ścisłej dając priorytet, wspomnij o kwarku energii małej, kiedy wibruje - ma swoje życie. A gdy ustanie po prostu znika. Próżno go szukać w czasoprzestrzeni, jeśli trwa dalej - mówi fizyka, tworzy materię, aby świat zmienić. Z niego powstają: tlen, wodór, azot, krzem, węgiel, siarka, srebro i złoto. Podlega jakimś najwyższym prawom formy materii kreując po coś. Bacznie badając kwarków wybryki, logikę widząc w tym co się dzieje, najznakomitsi świata fizycy orzekli jedno: że On istnieje. Stworzone dla nas - cztery wymiary, dla potrzeb świata zapewne mało, zaś nam wystarczy, by zdać egzamin, że Słowo Boże Ciałem się stało. Jeszcze nie koniec żmudnych wywodów, nastąpi teraz część najtrudniejsza; jeśli cię stworzył - nie bez powodu, byś wieczne szczęście osiągnąć zechciał. On ci nie kazał klepać litanii, jak brudny pątnik snuć się na drodze i recytować zdań przeczytanych jest też Twym Ojcem pomóc Ci może. Jeśli zza kratek w ciemnym kredensie odmówić każą nawet różaniec, uwierz, dostałeś tylko narzędzie, byś wszystkie troski mógł Jemu zanieść. Ten ciemny kredens to konfesjonał. Dwa różne meble, lecz cecha wspólna, przybory w obu : tu - do jedzenia, tam - abyś dialog prowadzić umiał. Pacierz, litania oraz różaniec, to sztućce, które myśli prowadzą. Ułatwią wyznać; mój Ojcze, Panie, Tobie powierzam smutek i radość. Racz błogosławić umysł i ręce, wysiłki czasem idą na marne. Zostaje jedno prośba za księdzem Auotolio: „Jezu, Ty się tym zajmij”. Z dziecka ufnością we wszystkim zawierz, przeanalizuj życie swe całe i ze spokojem przy dobrej kawie dziękuj za wszystko, co cię spotkało. Szczęścia, nieszczęścia skrywają sensy, przypomnij żywot bogacza Hioba, i nie odrzucaj dobrych pasterzy oni prostują ścieżki do Boga. Może sam kiedyś stwierdzisz „nie wierzę”. Zdziwienie nagłe zsumujesz gestem i wyznasz z serca najbardziej szczerze: „wierzyć nie muszę - ja wiem że jesteś”.
  20. 7 likeów
    nie błagaj czasu o urodę wyśmieje prosto w twarz zmarszczy czoło zagraj mu na nosie albo kup zestaw do zabijania czasu
  21. 7 likeów
    Stary kogut, co lubił stada młodych kure(...), przeczytał raz w gazecie nowiny ponure, że viagra wycofana już z wolnej sprzedaży i na receptę tylko dla płodnych gówniarzy, więc głosem Starszych Panów kur pieje w żałości: „Ratunku!” i: „Na pomoc ginącej miłości!”
  22. 7 likeów
    Jeszcze tylko ten jeden policzek, jeszcze szpilka i ust cierpkich grymas. Jedno słowo rzucone, by później mieć od czego milczenie zaczynać. Jeszcze trochę słodyczy nie w porę by zakleić sumienie bełkotem. Ja poczekam, jestem cierpliwa moje szczęście przełożę na potem.
  23. 6 likeów
    zjawił się znikąd gdzieś przy pasażu strumień spieszących przepływał obok na niskim podium zamarzł od razu tkwiąc w brudnym złocie z brązu dyskobol niczym oryginał w białym marmurze ramiona prężne zamknięte w łuku mięśnie rzeźbione by gapiów urzec skręcone ciało - gotów do rzutu monumentalna figura w brązie tych w owczym pędzie przytłacza nieco przed każdą chwilą chcą jeszcze zdążyć dzwonieniem monet syci się echo kropla wypełzła spod złotych włosów zsunęła rysą - niech to cholera pierzchł w jednej chwili stoicki spokój po rzeźbie znikąd już śladu nie ma nagle zburzono kruchą stabilność czy suma monet cokolwiek spełni a ludziom zawsze jest bardzo pilno choć skrzętnie schowa ich wnętrze ziemi
  24. 6 likeów
    Życie ucieka z każdym dniem. Mówią, że często wraca nocą, by rzeczywistość barwić snem, jakieś nadzieje stworzyć - po coś? Wśród chmur kolejny wskazać szczyt, który w mozole zdobyć trzeba. Obrócić sprawy ważne w nic, rzadko uchylić skrawek nieba. Niesie najczęściej piekła smak, gorycz dozując nam z ochotą i przypomina znany fakt, że w ogniu się oczyszcza złoto
  25. 6 likeów
    przybite strzałą do pnia mózgowego ni w dzień ni w noc nie odstępuje lubi delikatne menu kiedyś deszcz się uniesie do nieba wiry wodne wyrzucą dno na powierzchnię a piasek powróci w głębię wulkanu okłamuj mnie kłamco
  26. 6 likeów
    Czerwony piasek Dunkierki przesypuję w uszkodzonej klepsydrze klęska czy zwycięstwo trudny szacunek i krtań ściska żal najmniejszych drobinek
  27. 6 likeów
    Spotkali się w intercity; na trasie Kraków - Warszawa. On był przystojny i cichy, niekiedy zapragnął pogadać. A ona, na pozór myszka, nie agresorka – co rzadkie. W dialogu całkiem niezwykła naprzeciw usiadła przypadkiem. Oboje w pierwszym odruchu wzrok skryli między kartkami. Szum kół zagnieździł się w uchu, książkowy narrator sam zamilkł. Kawę podano w kubeczkach, nieśmiałość jej smak pokonał. Z niej para wznosi się z lekka ulotna i nienasycona. Rozmowa pierwej o niczym dialogiem sama się ściele. Aspekty skutków i przyczyn, jak ogień, pochłania intelekt. Widok za oknem ucieka, tematy niosąc gotowe; że gdzieś rozlała się rzeka, nieszczęścia ściągają sen z powiek. Szermierka w słowach dialogu wysuwa tezy wciąż wartkie. Zawiązał oczy obojgu, ktoś chyba, na niezłą kokardkę. Kawa następna pobudza, z niej para wznosząc się chwyci prawdy o świecie i ludziach. Czy nimi się ona nasyci? Tną kilometry wagony, minuty goniąc w rozkładzie. W rozjazdach życia dziś oni zjechali dialogiem skojarzeń. Chociaż tak dużo mówili, ważnego nic się nie działo. Pociąg wypełnił godziny, czas czmychnął - więc było go mało. Kwadrans nadszedł ostatni, a oni czyż nieświadomie, numery stukiem komórek wpisali w pędzącym wagonie. Przedziału nikt nie wywietrzył, para znad kawy spieniona zapachem mamiąc nie wie: czy jest syta, czy nienasycona?
  28. 6 likeów
    Bonjour Madame do nóg padam o zdrowie pytam Twoje o jednym śnię spotkajmy się za miastem gdzieś we dwoje To tete a tete pokaże wnet czyś moi ideałem czy moje sny to właśnie ty czy taką Cię widziałem Bonjour l’amour mych uczuć chór wciąż nuci od tygodnia merci Cherie chcę mówić ci co noc , co ranek, co dnia lecz jeśli los dziś da mi cios i prysną me marzenia zawołam tu paszła w cziortu ty abmaniła mienia
  29. 6 likeów
    Już wiosna Rachel Są tacy, którzy będą pamiętali gwiazdy bez blasku i noce bez jutra. Nie smuć się, Rachel, bzy już rozkwitają. No, nie bądź smutna. Tak trudno zasnąć kiedy po ulicach śmierć spaceruje. Znowu nic nie jadłaś. A mury getta są teraz granicą twojego świata. Z koślawych bruków krew wymyją deszcze, mur cię spamięta żłobieniem po kuli. Patrz, na kasztanach pierwsze liście. Wreszcie. Z zimna się kulisz. Świat zobojętniał. Cóż mu twoje życie? Śmierć cię ukocha i weźmie na ręce. Nie smuć się, Rachel, zaśnij zanim przyjdzie. Już nigdy więcej... 16.04.2013
  30. 6 likeów
    Jak żeś Ty się do tego słoiczka zmieściła,moja miła. nie duszno Ci w czerni? Jak żeś Ty ich wszystkich krokiemtym zraniła, a sznurek Ci wierny. Tam okno samotne na wietrze trzaskałoaż klamka odpadła. Co u Ciebie słychać siostro moja droga,teraz niebios kochanka.
  31. 6 likeów
    jak łatwo być pisarzem poetą lirycznym za chwilę wam pokażę tym wierszem metrycznym wystarczy sobie nucić pod nosem piosenkę słowami dźwięki kusić by powstał maleńki jedynie na trzy zwrotki niech śmieszy banałem choć wokół wredne plotki że jestem grafomanem
  32. 6 likeów
    jutro... jutro wzejdzie radość słonecznym promieniem rozjaśni obolałe jestestwo jutro nauczę się śmiać troska z podwiniętym ogonem ucieknie z radosnego serca jutro wszystko będzie lepsze nadzieja nauczy omijać rafy jutro...
  33. 6 likeów
    kiedy zmęczenie cię dopadło nie akceptujesz status quo nie rosną piórka ginie sadło nad głową zawisł wianek trosk niepierwszym byłbyś nieostatnim który hołubi kota psa i zagubiony w życia matni już tylko tych przyjaciół ma one nikomu nie sprzedadzą mieszanki żali z solą łez patrząc poddańczo sprawią radość bolące miejsca grzejąc fest człek wciąż nakręca własne ego na wadze zdarzeń świat i ja stwarzając problem ot z niczego wypluwa epitetów garść wśród ludzi ciężko mu się znaleźć jeszcze poświęcić własne ja być jak chleb dobrym to nieznane złośliwość w ustach stale ma wszelkie tytuły są tu na nic kiedy miłości w sercu brak mentalność dziada proszę pani w rozumie aż do śmierci trwa
  34. 6 likeów
    nawet jeśli pani tylko serca śle w przestrzeń butelkami na poste restante wyłapuję elektromagnesem by nie błądziły w jesień z biegiem fal latem pod gołym niebem niech wiatr je przyniesie turlane morską plażą pofalowaną fatamorganą do pensjonatu na wydmie pod znanym adresem
  35. 6 likeów
    bo w noc tę letnią świat ma wiele twarzy i cały jest w kawałkach i kolorach czasami w skrzydłach świetlików się ukaże czasami w snach wiłów, rusałek po rozłogach oczyma jak bogi we wszystkie naraz patrzy strony zapach burz i kwiatów rozmienia na strofy, na wiersze i niesie wiatr słów we włosach dziwożony wśród wianków i potoków w upojenia pierwsze na czary szeptliwe na ścieżki mętne na usta pożądliwe na sny namiętne hej strzygi! wodnice! ubożęta! południce! czas nam wszystkim w las! kwiat paproci rośnie tam czerwcowy kwiat paproci nocny, księżycowy na miłość dojrzewa i na ognisk blask! hej wróżychy! dworownice! chowańce! rodzanice! z ludźmi dzisiaj wraz w tę noc idziemy w las! kwiecie paproci biały, świetlisty kwiecie paproci słowiański, ognisty jak nasza ziemia jak krwi gorącej zew lśnij pośród nocy tej nocy jedynej bielą dla chłopca, czerwienią dla dziewczyny gdzie tańce i pląsy, gdzie radosny śpiew wiruje snop iskier gałązka strącona miłość gorąca i czysta ziemia wilgotna, spocona więc płoń kwiecie paproci choć nikt i nigdy okiem cię nie złowi płyń ogniem i wodą w snach wianków srebrną drogą dymem ogniska zielenią mchu ku gwiazdom, ku Swarogom…
  36. 6 likeów
    jesteśmy na krawędzi snu marzymy i czekamy siebie śnimy się sobie znów i znów i żadne z nas do końca nie wie co jest wyśnieniem a co jawą i jak go śni to drugie z nas ani jak roi samo siebie ile drugiemu daje gwiazd jesteśmy na krawędzi snu i po omacku się szukamy raz bliscy raz dalecy znów tęsknimy i stawiamy tamy i tak pragniemy swego ciepła że aż parzymy po sam szpik tak chcemy słońca a nie piekła że w ogień gnamy niby ćmy chcesz żeby w moich oczach łzy wyschły i smutek już nie wrócił chcę żebyś nigdy nie był zły żebyś się cieszył a nie smucił ale czasami mnie odpychasz zamiast kochania dajesz chłód niekiedy za krawędzią znikasz a zamiast ciebie śni się lód i wtedy nie potrafię być radosnym ciepłem światłem śpiewem i nie wiem czy mnie nadal śnisz czy ja cię śnię – nie jesteś pewien a przecież nie istnieje droga którą się sama mogę wlec bez ciebie przyszłoby zwariować z tobą oszaleć nie chcę też więc bądźmy dobrzy Kocie mój bez przerwy dobrzy choć nie święci jesteśmy na krawędzi snu jesteśmy ciągle na krawędzi 21.03.2016 r.
  37. 6 likeów
    My, rozgorączkowani podróżnicy Uzbrojeni zaledwie w pióro I własne myśli; Wędrujemy Na granicy światów; Tak piękni i czyści; Półżyjąc, A zarazem żyjąc podwójnie; Kreślimy obrazy, Z pozoru niespójne; I choć wiemy, Że przyszło nam stąpać Po dziewiczej ziemi Której zupełnie oswoić Nam (nigdy) nie będzie dane W tej mglistej krainie pozostaniemy, Dopóki ostatni Nie wsiąknie atrament...
  38. 6 likeów
    To był niewybór Z kategorii wynaturzeń Niewybaczalnych po sąsiedzku I po małomiasteczkowemu Ich twarze jaśniały Od błysków Skondensowanego szczęścia Ich ręce drżały Od przypadkowych trąceń Kręte uliczki liczyły Pospieszne kroki A pozornie głuche ściany Zapisywały płoche szepty Kroki, lśnienia, szepty, potrącenia Ciążyły im jak głaz Zawieszony na szyi Wahając się między Tylko i aż I wtedy przemówiło miasto Wzywając na świadków Pozornie Martwe ulice I głuche ściany Sznur został przecięty Miłość upadła Pod naporem kamieni
  39. 6 likeów
    Kiedy Wena zamilkła zmrożona pustką białej kartki Pióro zapomniało alfabetu Myśl zasnęła utrudzona codziennością tylko Marzenie ciągle czujne obawia się jeszcze, że pozbawią je skrzydeł na szczęście trwa niezmiennie
  40. 6 likeów
    mówisz że jesteśmy związani na zawsze miłosnym węzłem wypiłeś moją krew wampirze i jeszcze chciałbyś więcej
  41. 6 likeów
    Cóż, że cioci imieniny i że goście lekko spici, ja ich wierszem zaszokuję, poetyckie rzucę wici, stworzę tutaj, tak od ręki, dzieło Panteonu warte, nic, że trudy, nic, że męki, vivat ja, e viva l’arte! Lecz nie wyszło nic z zamiarów, strofy ledwo rozpoczęte pośród pijackiego gwaru padły w kąt na kartce zmiętej. Wiersz, co mógłby w antologiach ochów, achów być przedmiotem, teraz w starym gdzieś brulionie nieskończonym leży gniotem, wpół przerwaną wypociną na zszarzałym już papierze, porzuconą w kąt szuflady. .Nie rozumiem, nie uwierzę, nie chcę wierzyć, ale teraz, wśród rozpaczy i zamętu - nie skończyłem – myśl mnie zżera, gdyż zabrakło mi talentu, bo zabrakło siły sprawczej, co poezję w strofy wiąże zwanej Weną – ścigam babsko, ale czy dogonić zdążę? Mam ją, już uspokojony, brak talentu? Śmiechu warte... wiersz przed Wami już skończony, vivat ja , e viva l’arte!
  42. 6 likeów
    ciut ponad czaszką zajmuję miejsce pod którą wizje nieokiełzane fabuły niosą sekwencje wszelkie w en-wymiarowym płynnym ekranie przychodzą nieraz komedie tworząc erotyk dramat bywa że horror nie zawsze zgodne z intencją bożą kreują problem nigdy nie koją stale wybieram najistotniejsze trzymając ryzy wolę napinam pełna pokory jak dawne gejsze jasna i czysta chyba niewinna
  43. 6 likeów
    Na przechadzkę młody wąż Wypełzł sobie w noc majową, Miękko mchy łaskoczą brzuszek, Aż tu spotkał cud jeżową. Ona lekko przestraszona W kłębek się zaczyna zwijać, A tu pręży się i mizdrzy W gadzim tańcu przed nią żmija. Pomyślała, więc jeżowa, Noc czarowna, księżyc świeci... Może trochę jest obleśny Ale chcę mieć z wężem dzieci. I znaleźli cichą przystań Długi rów, lecz za to ciasny Tam urodził im się synek Dostał imię - drut kolczasty.
  44. 5 likeów
    nie godzę się na ten świat do góry nogami na pustogłowie raka i epidemię znieczulicy na czarne chmury i purpurowe łzy na rozmazane twarze małych żołnierzy w kałużach nie godzę się na wystrzały i wybuchy inne niż w sylwestrową noc nie godzę się na panią żniwiarz z kosą i karabinem na trumny mniejsze ode mnie
  45. 5 likeów
    im więcej odejść tym więcej chęci na pozostanie przy własnym drzewie każda chwila się dłuży przetrwaniem w myślach nie ma pory dnia i nocy zmęczone łzy spokorniały odpoczną na niebieskiej łące
  46. 5 likeów
    Może odnajdziesz mnie w tych snach, co w głowie roją się nad ranem, gdy księżyc już za lasem spadł, ziewają gwiazdy rozespane, horyzont krwawi z rany zórz, obłoki przyobleka fiolet. Ja gdzieś tam czekam wierząc, cóż, kiedyś na pewno mnie zawołasz. Ja gdzieś tam czekam, chociaż mgłą dziś jesteś dla mnie, ja dla ciebie, nadejdzie czas złączonych rąk choć kiedy, tego jeszcze nie wiem. I przemienimy razem świat, ze snów sklecimy wspólną prawdę. Co noc tak czekam wierząc, Ach! Bo życie tylko tego warte!
  47. 5 likeów
    Ach Ty, wspaniała, piękna Kobieto, z żebra Adama skarbie stworzony, myśli królowo, życia podnieto, wzorze cnót wszelkich niedościgniony! Jakże to robisz, Ty Tworze Boski, że my biedacy, nieszczęsne chłopy przy tobie wszystkie gubimy troski, mylimy ślady, tracimy tropy, jak bezrozumne, lecz wierne psiaki za Tobą zawsze, za Tobą wszędzie, patrząc na dane przez ciebie znaki, nie baczni tego, co z nami będzie. Ach Ty, Kobieto, piękna bogdanko, jakżeś ty mądra, czuła i miła. Tyś dla nas Matką, Żoną, Kochanką; żebyś tak jeszcze ciut mniej mówiła...
  48. 5 likeów
    Słońce już dawno zawarło pakt ze zmierzchem, rosa też uwierzyła w reinkarnację kwiaty więdną w nadziei zmartwychwstania, tylko Wielka Tajemnica zazdrośnie strzeże rąbka obietnicy a człowiek zagubiony w labiryncie myśli szuka Ariadny
  49. 5 likeów
    w siwoszarych przeźroczach okien dachy miasta kryte kwaśnym deszczem mgła spowija się w gęstą tęsknotę cztery ściany trzymają jak kleszcze tam daleko za górami tygodni tęcze łąk i wieczorne świerszcze kolumnady lasów nad błoniem pod zieloną dachówką na wietrze tam daleko za rzekami miesięcy głębie ciszy jak jeziora lobeliowe tam chcę być, tam chcę być jak najprędzej może jestem pół-lobelia pół-człowiek? ponad wodą pradawną i przeczystą kwiaty białe wciąż jak w plejstocenie i ja niczym dinozaur narowisty przy omszałym jurajskim kamieniu nie chcę wiedzieć nic o wielkich miastach z dwudziestego pierwszego wieku są za małe zbyt duszne i ciasne nazbyt twarde dla duszy człowieka tęsknię tęsknię okrutnie boleśnie więc gdy zamknę na zawsze oczy chore niech przed nimi staną brzegi leśne niech odpłynę najcudniejszym jeziorem 19.04.2016 r.
  50. 5 likeów
    Koszmary dnia wykrzyczę w twarz nocy. Nie zaadresuję najżarliwszych modlitw. Uniesienia słowem zatrzymane zostawię koneserom celulozy. Wiązkę niespełnionych marzeń zarzucę na plecy i odejdę... w nową nadzieję.
×