Skocz do zawartości

Satyra

Zaloguj się, aby obserwować  

Poddziały

  1. Satyra polityczna

    Specjalne wydzielone miejsce tylko na satyrę polityczną.

    160
    postów

72 utworów w tym dziale

  1. Los sapera

    • 6 odpowiedzi
    • 109 wyświetleń
  2. Zmywanie

    • 6 odpowiedzi
    • 91 wyświetleń
    • 0 odpowiedzi
    • 51 wyświetleń
    • 0 odpowiedzi
    • 44 wyświetleń
    • 1 odpowiedź
    • 65 wyświetleń
  3. poroże

    • 0 odpowiedzi
    • 48 wyświetleń
    • 0 odpowiedzi
    • 44 wyświetleń
  4. Hieny

    • 0 odpowiedzi
    • 30 wyświetleń
  5. Balonik

    • 0 odpowiedzi
    • 34 wyświetleń
  6. Pobudka

    • 3 odpowiedzi
    • 65 wyświetleń
    • 0 odpowiedzi
    • 37 wyświetleń
    • 0 odpowiedzi
    • 70 wyświetleń
    • 0 odpowiedzi
    • 56 wyświetleń
    • 29 odpowiedzi
    • 262 wyświetleń
    • 4 odpowiedzi
    • 188 wyświetleń
    • 3 odpowiedzi
    • 72 wyświetleń
    • 0 odpowiedzi
    • 60 wyświetleń
    • 11 odpowiedzi
    • 186 wyświetleń
    • 2 odpowiedzi
    • 96 wyświetleń
    • 3 odpowiedzi
    • 76 wyświetleń
    • 0 odpowiedzi
    • 73 wyświetleń
    • 0 odpowiedzi
    • 91 wyświetleń
  7. 50 twarzy Marcina

    • 9 odpowiedzi
    • 217 wyświetleń
    • 0 odpowiedzi
    • 56 wyświetleń
    • 1 odpowiedź
    • 657 wyświetleń
    • 0 odpowiedzi
    • 72 wyświetleń
    • 0 odpowiedzi
    • 59 wyświetleń
    • 2 odpowiedzi
    • 87 wyświetleń
    • 2 odpowiedzi
    • 71 wyświetleń
    • 0 odpowiedzi
    • 52 wyświetleń
Zaloguj się, aby obserwować  
  • Ostatnie komentarze

    • Był potężnym panem z dużymi pokładami ciepła. Po wojnie wrócił do Polski z gotową wizją wychowania mnie i biologicznej córki Anki. Nauka gry na pianinie i te sprawy. Szybko jednak przekonał się, że ma do czynienia z dojrzałymi panienkami i odpuścił - opowiada Maria Broniewska-Pijanowska.
    • A mój post nie o obciachu, a o rzetelności. Autorka książki o Walterze była Polką. Książka była wydawana po polsku bez konieczności tłumaczenia.Więc żadna to "pozycja radziecka".  A w sumie do dzisiaj nie zdawałem sobie sprawy, że autorka powieści o Świerczewskim była żoną Władysława Broniewskiego. Czytałem obie książki jako jeszcze szczawik i obie zostawiły we mnie ślad. A Polewoja czytałem nie tylko opowieść o beznogim lotniku, ale i parę innych rzeczy, bo był doskonałym publicystą w swoim czasie. Choćby kroniki norymberskie. Zgadzam się, że Rosjanie to fajni ludzie, ale imperializm rosyjski - radziecki to już paskudna sprawa. Pozdrawiam :)
    • kocie obie te książki są piękne i nie ma znaczenia, kiedy powstały. Może ktoś nie doceniać wartości obu pozycji, nie znaczy , że nie mają klasy, mimo iż okres, kiedy powstały był "trudny:" Kiedyś "straszyli nas niemal nimi", teraz "obciach" je czytać.Czasy się zmieniają, a WARTOŚĆ WARSZTATU NIE. Rosja to mądry Naród - wiesz o tym - prawda?   cud Stalingradu  - krwawe łachy munduru trupy zastygły 
    • Marlett, dziękuję Ci.    To dla Ciebie:   *** i Skrzypiące noce  - matczyne ciepło lodu jest aktualne :)))  
    • Kiedy zaczyna się wrzesień, letnia sielanka pomału dobiega końca i człowiek musi zacząć pomału oswajać się z faktem, że nadchodzi ta pora roku, która nie pozostawia zbyt wiele miejsca na pozytywne emocje. Deszcze niespokojne targają nie tylko sady, ale i wszystkie inne skupiska drzew, które zrzucają liście w miarę przybliżania się do kraju Królowej Śniegu; a nawet, jeśli drugi człon w jej nazwie - z racji specyficznego polskiego klimatu - pozostaje tylko symboliczny, to i tak można wyczuć jej panowanie, kiedy bezlitosny mróz panoszy się na ulicach miast. Stary Kredens nie ma wątpliwości, że dziewiąty miesiąc w kalendarzu to nic dobrego. Doskonale zdaje sobie sprawę z tego, że jeśli jakieś przymioty można przypisać jesieni, to na pewno nie jest to radość i uwielbienie. Dobrze wie, dlaczego trzeba się strzec tej pory roku. W końcu - czy można czuć się bezpiecznym, kiedy pojawia się niezidentyfikowane zagrożenie?
      Skąd się biorą zmory? Podmiot liryczny wydaje się nie mieć o tym pojęcia. Od razu nas informuje o tym, że "wypełzają zawilgocone". I to w zasadzie jedyna wskazówka, którą otrzymujemy co do ich wyglądu. Nie jest on nam zresztą specjalnie potrzebny, okazuje się bowiem, że bardziej niż ich oślizgłej postawy powinniśmy obawiać się ich niebezpiecznych umiejętności. Te istoty to doświadczeni krzywdziciele, ale... może nie chodzi wcale o mostra z horrory klasy Z? Skoro bowiem dowiadujemy się o tym, że uderzają w określone struny, może odnosi się to do manipulacji emocjonalnych? Jakby tego było mało, podmiot stwierdza, że nie mamy tu do czynienia z problemem nowym, tylko starym jak świat. I rzeczywiście, ten trop wydaje się wieść nas właściwą drogą, kiedy wkraczamy do strofy drugiej i otrzymujemy szerszą perspektywę, w której otrzymujemy zaproszenie do interpretacji pod kątem psychologicznym. Uczuciowość podmiotu poszukuje remedium w zmaganiach z tytułowym przeciwnikiem i rozważa siłę miłości mogącą skutecznie przeciwstawić się nękającym go zmorom. Niestety, skutkiem tych rozmyślań jest pesymistyczna konstatacja o ułomności zakochania. Okazuje się ono zbyt małe i ulotne, choć piękne, skoro pojawia się w postaci słodkich motylków. Ale motylki są słabe i łatwo je złapać w sieć, kiedy ktoś naruszy ich naturalną przestrzeń w niecnych zamiarach. Podmiotowi pozostają tylko wspomnienia, które są tak odległe, tak zatarte w pamięci, że można je porównać w zasadzie jedynie do strzępów, które niełatwo jest połączyć w jeden obraz. A jeszcze trudniej je odczytać, kiedy wkrada się wyobraźnia wymieszana z melancholią i tęsknotą. Czasami podróż w przeszłość może być niezwykle bolesna jak ukłucie szpilką, co musi być na rękę zmorom, które nie przepuszczą żadnej okazji, aby zadawać sadystyczny ból swojej ofierze....
      I kiedy podmiot liryczny uzewnętrznił się w naszych oczach na tyle, że możemy podjąć próbę nawiązania z nim nici empatii... walczący ze zmorami macha na to ręką i bagatelizuje swe cierpienia lapidarną konkluzją "tak to już jest". Z udręczonego tragika przemienia się w pogodzonego z sytuacją stoika, który diagnozuje źródło swych problemów przy pomocy dowcipnej gry słów. Ma ona zresztą coś z czarnego humoru, bowiem nazywanie jesieni jesienią życia sprawia, że jawi się ona jako okres śmierci. W ciekawy sposób podmiot usiłuje zaskoczyć czytelnika poprzez zestawienie dwu sprzecznych ze sobą elementów. "Z przepicia z utycia brzuchaty zegar utyka tylko czas biegnie jak chłopie zawsze do psot skory". Zegar i czas mogą pozornie być tym samym, a jednak rozumowanie podmiotu nie jest pozbawionym sensu pustosłowiem. Zegar to w końcu nakręcana zabawka wymyślona przez człowieka, aby postawić niewidzialną tamę niekończącemu się marszowi Chronosa. Wyobraźnia Starego Kredensa sugeruje nam, że brzuchaty żarłoczny opój, jakim jest zegar, może być wizualizacją naszego negatywnego podejścia do życia, na które patrzymy przez czarne okulary. Godne zacytowania mogą tu być słowa Szaroburego Kota, który w wierszu "Wiek trzeba mierzyć pięknem śmiałych marzeń,/a nie zamykać go cyfrą czy datą". A czyż cyfry i daty to nie specjalność owego utykającego zegara, który może siebie uważać co najwyżej za parodię prawdziwego czasu?
      Słowa z trzeciej i czwartej zwrotki mogą wprawiać w irytację spowodowaną trafnością beztroskiej personifikacji. Niejednego nurtują pytania wspaniałego piosenkarza Mateusza Ziółka, który w utworze "Szkło" stawiał sobie wiele filozoficznych pytań, w tym "jak zatrzymać czas?". Podmiot liryczny nie widzi siebie w roli posiadacza jedynych słusznych odpowiedzi. Wieńczy swój szkic przypuszczeniem, że czas płynie nieubłaganie, przez co zmory jesieni nie znikną prędko i będą prześladowały go tak długo, jak podmiot liryczny będzie odczuwał stratę dni z coraz krótszego kalendarza żywota...
×