Skocz do zawartości

Cała aktywność

Strumień aktualizowany automatycznie     

  1. Ostatnia godzina
  2. Wszystkie drogi

    To mamy dużo wspólnego ze sobą, Bożenko. :)
  3. Rozczarowana

    tak to ze świadkami je... hłe hłe he?
  4. ***

    popraw literówkę "ą" i jest pięknie - uczarosieczony :)
  5. Król Cierni

    Kiedy stoję nad przepaścią Co mój wzrok pochłania w dali Wtedy chwytam za lornetkę – Koronę cierniową co piecze i pali Splecioną z czaszek ciemnych Co w noce mijanych i w dni uwalnianych Prosto w sidła kolczaste Jak węgiel fanatyzmu w stosach ogromnych ogrzany W cieple serc ludzkich przez strach wyłuskanych Jak te orzechy zeschłe w upale Gdy owoc soczysty i skruszy i wysuszy Zmarnuje i wypluje swe soki ostatnie. Wypluje na olbrzymie olch sady Gdzie dla zasady rzędów jest dziewięć I w każdym po dziewięć i na ukos też dziewięć. „Toż to dla sądów nadludzkich, To zło całe, brakiem dobra nazwane!” Tak sofizmatyk powie – że opisane Jednakowo i prawdziwie przedstawione całe „Przez lico najwyższego wieki zdefiniowane Bo przecież listek i pąk jego każdy” Ale on skulony śni i marzy O malowanej w szarości tęczy.
  6. ***

    Wiersz dedykuję jednemu z naszych org.-owskich Poetów. PozdrawiaM.
  7. Today
  8. Rozczarowana

    Miło mi. Dziękuję i pozdrawiam.
  9. Rozczarowana

    A miło wywołać wzruszenie , niestety trochę mi się rozjechało . Dobrze, że przynajmniej śmieszy. Pozdrawiam
  10. 040 Gospel Walc - poszukuję tekściarza

    1. STAŃ W BLASKU SŁOŃCA 2. PRZEZ CHWILĘ JESZCZE BĄDŹ ZE MNĄ TU 3. PIEŚŃ WZNOSZĄCA - NAWY SPRELF - ŁADY ZGON ŁAJF - MELY SZIFŁELN 3. WŚRÓD TYSIĄCA - NAWY SPRELF - ŁADY ZGON ŁAJF - MELY SZIFŁELN 3. Z CHUSTY KOŃCA - NAWY SPRELF - ŁADY ZGON ŁAJF - MELY SZIFŁELN Trzeba dokończyć którąś wersję trzeciego wersu :-)
  11. Guziki poleciały pierwsze. Zawsze lecą pierwsze. Podobno. O ile oczywiście masz na sobie ubrania, które je posiadają. Ciekawe jest to, że takie zwykle bardzo łatwo podrzeć. Są po prostu zbyt delikatne. Delikatne jak ja, jak my wszystkie jesteśmy. A raczej jak byłyśmy, zanim TO nas spotkało. Nie umiem, nie chcę nazwać tego po imieniu. Wiem że powinnam. Psycholog non-stop mi o tym przypomina. Nawet w myślach to słowo mi ucieka. Kurwa. Czemu to musi być takie trudne? *** Idę do niej. Znowu. Idę do niej znowu z nadzieją, że wreszcie uda mi się o TYM opowiedzieć. Skrzypienie drzwi. Psycholog gestem zaprasza mnie do gabinetu. Wchodzę. Otaczają mnie teraz zielone ściany. O Boże. Słabo mi. Ten pokój, w którym TO się stało, też miał takie ściany. Psycholog patrzy na mnie dziwnie. Pytająco. Nienawidzę tego spojrzenia. -- Dominiko... Coś się stało? -- Co za głupie pytanie. Nic się nie stało. Przecież jestem tu właśnie dlatego, że nic, absolutnie nic mi się nie stało. Ciągle tylko pytania, pytania. A ja chcę po prostu... -- Czego? -- Wtedy zorientowałam się, że myślę na głos. Cholera, jeszcze tego brakowało, żeby stracić nad sobą panowanie. Przed obcą babką. No, ładnie. Wykrztusiłam z siebie coś w rodzaju „to ten kolor”. -- Kaja, posłuchaj... nie musisz mówić wszystkiego od razu, wiesz. Starczy nawet jedno zdanie w trakcie spotkania. -- Skrzywiłam się na dźwięk słowa „spotkanie”. Oni tak nazywają to, co z nami robią. Pieprzone pozory. Jakby chcieli wygładzić sens swoich czynów. Rozgrzeszyć się. - Rozumiem, że to dla ciebie trudne. - Uniosłam brwi. -- Niczego pani nie rozumie. -- wreszcie udało mi się sklecić pełne zdanie. Podniosłam się, ostrożnie, żeby przypadkiem nie przewrócić mebla na którym siedziałam. Wyglądał na dość drogi. Pani psycholog spojrzała na mnie, zbita z tropu. -- Chcesz skorzystać z łazienki, kochanie? -- Nie. Wystarczy, że pokaże mi pani drzwi, ale w sumie to trafię i bez pani pomocy. -- Ale zaczekaj... porozmawiajmy! - Ha, niedoczekanie. -- Dziękuję, naprawdę. Niech pani idzie lepiej pomagać innym, tyle jest jeszcze pacjentów do wyleczenia. I zostawiłam ją tak, zamarłą z na wpół otwartymi ustami, gapiącą się bezmyślnie na mnie, znikającą za drzwiami. Dawno nie czułam takiej satysfakcji. Czekał mnie długi powrót do domu. Ściemniało się już. Miałam do wyboru dwie drogi – oświetloną, bardziej cywilizowaną i tą mniej. Było mi już wszystko jedno. Stwierdziłam, że jeśli pójdę na skróty, to przynajmniej szybciej dojdę do domu. Teraz groźba napadnięcia przez przygodnych facetów wydawała się być ponurym żartem. Ale ja wtedy jeszcze lubiłam czarny humor. Ruszyłam więc. Drogę przez długi czas oświetlało mi tylko mdłe światło księżyca, leniwie sączące się przez chmury. Śnieg chrzęścił mi pod stopami, a co jakiś czas słychać było trzask łamanej gałązki. Minęłam łąki i zagłębiłam się w las. Lasek, właściwie. Napięcie stopniowo mnie opuszczało i po pół godzinie marszu byłam już całkowicie rozluźniona. Zmęczenie zrobiło swoje. Nie pamiętam, kiedy ostatnio tak dobrze się czułam. I wtedy pomyślałam, że wszystko ma szansę jeszcze się ułożyć, że jest jeszcze dla mnie jakaś nadzieja. Że Bóg nie zostawia przy życiu takich jak ja, by potem uśmiercić w bezsensowny sposób. Albo, gorzej – pozwolić umrzeć ze starości, bez uprzedniego spełnienia swojej misji. Nie miałam pojęcia, jak szybko życie zweryfikuje moje myśli. *** Minęło parę dobrych chwil, odkąd zanurzyłam się w lasek. Co jakiś czas słyszałam pohukiwanie sowy, co sprawiało, że momentalnie się wzdrygałam. „Przecież jest ci wszystko jedno” - powtarzałam uparcie w myślach. To od jakiegoś czasu było moją mantrą. Podobało mi się. Poniekąd zwalniało z odpowiedzialności i dawało zmysłom krótkie ukojenie. Nagle usłyszałam odgłosy szarpaniny. Po chwili do tego dołączyły dwa głosy – męski i kobiecy. Niemożliwe. Tylko nie to. W głowie miałam chaos – ciężko było mi się skupić na czymkolwiek, więc skierowałam wzrok na buty. Tak, buty! Muszę je zdjąć. Podświetliłam je telefonem, żeby znaleźć suwak. O, jest! Może to głupie, ale byłam z siebie dumna, że mi się to udało. „A co jeśli ten facet zobaczył światło?” - przemknęło mi przez myśl. Serce zabiło mi mocniej w piersi, oddech przyspieszył. Ze strachu upuściłam telefon, który zgasł. Kurwa! Akurat teraz? Wzięłam głęboki oddech. W pobliżu nadal było słychać odgłosy szamotaniny. Stopniowo cichła. Muszę się pospieszyć. Wzięłam głęboki oddech i pochylona, po omacku starałam się odszukać telefon. Poczułam nieopisaną ulgę, kiedy moja dłoń natrafiła na chłodny metal. Ostrożnie podniosłam telefon. Nie było już czasu. Teraz było słychać tylko niewyraźne, kłócące się ze sobą szepty. „Jednak niezła zawodniczka z tej kobiety.” - westchnęłam. Ja... nie wytrzymałam nawet minuty. Zamrugałam, by odgonić napływające wspomnienia. Bezszelestnie, z butami kurczowo ściskanymi w rękach, krok po kroku, przybliżałam się do hałasującej pary. Musiało nie minąć więcej niż pół minuty, kiedy ich wreszcie ujrzałam. Gwałtownie zaczerpnęłam powietrza i jednocześnie uniosłam telefon tak, by oświetlić drogę przed sobą. Dopiero wtedy mnie zauważyli. Przede mną rozciągał się straszny widok. A właściwie scena. Scena, w której raz uczestniczyłam i której miałam nadzieję już nigdy więcej nie oglądać. Zobaczyłam dokładnie to, czego się spodziewałam – potężnie zbudowanego mężczyznę pochylającego się nad drobną kobietą. On był ubrany, a ona miała rozdartą koszulę. Guziki poleciały pierwsze...Na jego twarzy malowała się dzikość i przerażenie jednocześnie. Na jej – szok, paniczny strach i coś... Coś w rodzaju ulgi. Cholera, zawiodę ją. Bo jak ofiara gwałtu może pomóc innej, niedoszłej jeszcze ofierze? Przerwać stosunek. No, jasne, siłą go oderwę? Znów chaos myśli. -- O, proszę, kolejna chętna się znalazła. Patrz, ciebie pół drogi trzeba było ciągać, a ta sama wpadła mi w ręce! - prychnął i wyprostował się. Muszę szybko coś powiedzieć. Cokolwiek. Myśl, myśl – rozpaczliwie upominałam się. -- Jeśli natychmiast nie przestaniesz, dzwonię na policję. - powiedziałam piskliwym, drżącym głosem. Na to mężczyzna tylko roześmiał się. -- Żartujesz sobie złotko. Co najwyżej i ciebie mogę zaprosić. - Wtedy coś we mnie pękło. Wszystkie tłumione przez ostatnie miesiące emocje wypłynęły ze mnie. -- Mówię absolutnie poważnie – warknęłam, kładąc ręce na biodrach. Uniósł brwi, zdziwiony moją stanowczością. - Zresztą, co wy sobie wszyscy myślicie! - krzyknęłam i bez ostrzeżenia rzuciłam się na niego. Mężczyzna zachwiał się i upadł pod moim ciężarem. Nie byłam filigranowa, ale też znowu nie taka silna. Wykorzystując przewagę, jaką dawało mi zaskoczenie, usiadłam na nim okrakiem. Nie dawało mi to wiele czasu. Miałam tego świadomość, dlatego rzuciłam telefon trzęsącej się ze strachu niedoszłej ofierze gwałtu. Złapała. -- Dzwoń po policję, szybko. - zadzwoniła, chaotycznie odpowiadając na pytania funkcjonariuszy. -- Nie, schowaj go. Nie oddawaj mi. - mruknęłam. Facet pode mną wiercił się i wiedziałam, że długo już nie dam rady go trzymać. - pomóż mi lepiej! - zawołałam. Na te słowa przypadła do mnie i złapała mężczyznę za ręce. Przygwoździła je do ziemi. -- Pożałujecie tego, suki. - wycedził lodowato. Wymieniłam spojrzenia z kobietą. -- Jak długo...? - spytałam. Ona tylko pokręciła głową i na powrót zajęła się unieruchomianiem rąk mężczyzny. Wydawało mi się, że do przyjazdu policji minęła cała wieczność. Sygnał ich syreny zmieszał się z dźwiękiem karetki. Ratownikom i policjantom pokonanie lasku zajęło piętnaście minut. -- Byłyście bardzo dzielne, dziewczyny. - powiedział nam chwilę później, gdy wsiadałyśmy do karetki. - Chociaż, właściwie więcej w tym było szczęścia niż rozumu. Chodzić o tej porze po takich krzakach? - odezwał się jeden z ratowników. Mężczyzna nie krył oburzenia. Był w średnim wieku, wyglądał na jakieś 40 lat. Pouczał nas, jak własne dzieci – pomyślałam. -- To się mogło się zdarzyć wszędzie – powiedziałam cicho, czym skupiłam na sobie uwagę wszystkich. - Mnie też się to przydarzyło. - dodałam. - Nie dzisiaj. - zapewniłam ich pospiesznie. - Jakiś czas temu. W pokoju o zielonych ścianach. *** Godzinę później byłam już w domu. Rodzice już wiedzieli, dzwoniłam do nich ze szpitala i rozłączyli się dopiero, gdy zgodziłam się na ich jak najszybszy przyjazd do Krakowa. Wykończona, rzuciłam kurtkę na łóżko i bez ściągania butów weszłam do sypialni. Otaczały mnie zielone ściany. Ze niejakim zdumieniem odkryłam, że ten kolor przestał mi przeszkadzać. Stanęłam przed lustrem i odważnie spojrzałam swojemu zwierciadlanemu odbiciu w oczy. -- Nazywam się Dominika Brzezińska i jestem ofiarą gwałtu. - oznajmiłam mu szeptem. Powtórzyłam to kilka razy, za każdym razem mocniej i z coraz większą dumą. Dumą, że wreszcie dojrzałam do wypowiedzenia tego na głos. Do nazwania TEGO... po imieniu.
  12. "Mogłabym..."

    Ale ładne. Bardzo liryczne, prawie poetyckie. Podoba mi się.
  13. ***

    Annie , mnie również podoba się neologizm ; Czarosiejka . Dziękuję. PozdrawiaM..
  14. ODURZENIE-RZECZYWISTOSC

    Czy na ścianach bogaczy też widać ślady pędzlaCzy karzący karze czy też ulega swoim pokusomBezruch wyrywa wszystkie ubytki twojej żądzy cielesnejUmieram w niebieskich ścianach pogardyOblizuje swoje ramiona i głaskam naiwnie czekające kolanaMały księżyc swoim kaszlem zabija moje nadzieje wiszących poetówZaćpane postacie kreują zgięcia naszych palców i otwierają fałszywe szczękiZawierają dużą tajemnicę seksualnych grzechów umysłowychJEDNOŚĆSPADAM W CZARNY DÓŁMYŚLĘ UBIOREMKOCHAM KŁAMSTWEMUSYPIAM Z KOTEM SĄSIADAKTOŚ NA ULICY KOPIE MOJEGO PRZYJACIELAUŚMIECHAM SIĘ... CHCIAŁABYM...~~Mimowolnie podnoszę słuchawkę-kocham cię, tęsknię-ok będę gotowa za pół godziny~~KOLEJNA KLEPSYDRA WISI NA MURZEPRZYJACIEL MNIE WOŁAŁ, PROSIŁ O POMOC, A JA... NIE CHCIAŁAM ZEPSUĆ KOLORÓW!
  15. OBSESJA

    Ponownie z całych sił wtapiam się w kąt ściany zaciskając swoje uda i naiwnie głaszcząc swoje czerwone włosyMoja nagość pozwala mi jedynie na odczucie bicia tętna i obślinionych warg...Twój zapach był tak blisko, ale wykradł trochę mojego i odjechał taksówką - zapominając o bieliźnie.Powoli dotykam Twojej bieliznyprzesuwając palcem po krawędzi każdego szwazatrzymując się na środkowym i kierując go na swoje piersi szybkimi ruchami pożyczam więcej cielistego aromatu i gromadzę go w swoich zakamarkach...Szybko umykam pod prysznicaby powoli zmyć z siebie ostatnie podnieceniea zarazem nadrobić je spryskując się Twoimi perfumami mieszając je ze złami szczęścia i zrozumienia.Koniec erotycznych złudzeń następuje zbyt szybko - zaraz po telefonie mojego męża.
  16. Rozczarowana

    Niczego tym razem nie mogę poprawić :) Wszystko jest dla mnie na tak :)
  17. A może - odwracał na nice ? Może i nazbyt oczywiste te nice ale sens ten sam i nie daje tak po oczach jak niezbyt - moim zdaniem - najszczęśliwszy zwrot, którego użyłeś. A i tak lubię :)
  18. Rozczarowana

    I znowu się pośmiałam (choć żal na drugim planie) - za co dziękuję. ;D
  19. dawno temu w łanach

    bez przesady :P normalnie się wyświetla z prawej :)
  20. 040 Gospel Walc - poszukuję tekściarza

    1. WSTAŃ, UMYJ RĘCE 2. PRZEZ CHWILĘ JESZCZE BĄDŹ ZE MNĄ TU 3. TU W ŁAZIENCE - NAWY SPRELF - ŁADY ZGON ŁAJF - MELY SZIFŁELN
  21. Pan Nikt - wypra (c)sowane uczucia

    No teraz to juz nie mam wątpliwości - czas w góry: )
  22. może? kota ogonem odwracał
  23. Pan Nikt - wypra (c)sowane uczucia

    Wręcz przeciwnie. Mówię poważnie. Bardzo mi się podoba. bb
  24. dawno temu w łanach

    zdzierane podeszwy fajny wiersz szkoda że tutaj bo mało kto tu zagląda. Pozdrawiam
  25. Pan Nikt - wypra (c)sowane uczucia

    Wyczuwam daleko idący sarkazm :P ale co tam :D też właśnie się nad tym wersem głowię :) niby kot pasuje ale nie wiedziałem jak sie za niego zabrać Czy łeb czy ogon uciąć. Dziękuję za podpowiedź: )
  26. Pan Nikt - wypra (c)sowane uczucia

    Przeurocze Panie Marcinie. Zastanawiam się tylko czy nie skrócić: odwracał kota ogonem.
  1. Załaduj więcej aktywności
×